19 czerwca 2020

Duda leci do Trumpa. "To wizyta niestosowna" - szef komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów

Zdaniem Eliota L. Engela, przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych amerykańskiej Izby Reprezentantów i kongresmena z 30-letnim stażem, zaproszenie Andrzeja Dudy do Białego Domu 24 czerwca to przykład "zauroczenia prezydenta Trumpa przywódcami, którzy przejawiają tendencje autorytarne"

Stanowisko kongresmena opublikowano na stronie Komisji Spraw Zagranicznych amerykańskiej Izby Reprezentantów w czwartek 18 czerwca 2020. Eliot L. Engel to demokrata, przedstawiciel Nowego Jorku i szef Komisji Spraw Zagranicznych. W Kongresie zasiada od 1989 roku, wcześniej był prokuratorem okręgowym.

„Jakkolwiek Polska jest bliskim i cenionym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, prezydent Duda i jego partia Prawo i Sprawiedliwość osłabili polskie sądownictwo, umieścili na wpływowych stanowiskach w armii partyjnych popleczników i działają na szkodę niezależnych mediów” - pisze kongresmen.

Uwadze Engela nie uszły także ostatnie wypowiedzi Andrzeja Dudy na temat osób LGBT. W OKO.press pisaliśmy, że Duda i jego zaplecze postanowili w kampanii wyborczej postraszyć obywateli nieistniejącą "ideologią LGBT". O homofobii polskiego prezydenta pisała prasa na całym świecie.

"Prezydent Duda i jego partia głoszą i propagują odrażające homofobiczne stereotypy oraz rozwiązania polityczne skierowane przeciwko osobom LGBTQ. Przeczą prawom człowieka i wartościom, których Ameryka powinna starać się bronić" - czytamy w oświadczeniu kongresmana.

Engel dostrzegł także, że wizytę zaplanowano na półmetku kampanii wyborczej i mimo że w obydwu krajach wciąż trwa pandemia koronawirusa.

"Wizyta taka - w trakcie światowej pandemii i zaledwie 11 dni przed wyborami prezydenckimi [17 czerwca poinformowano o planowanej wizycie - red.] w Polsce, w których prezydent Duda kandyduje - jest wysoce niestosowna. Wzywam prezydenta Trumpa, by jak najszybciej odwołał to spotkanie" - pisze Engel.

Polska na cenzurowanym

To nie pierwszy raz, gdy amerykańska Izba Reprezentantów publicznie krytykuje rząd PiS. W styczniu 2020 roku Engel oraz przewodniczący podkomisji ds. Europy, Eurazji, Energii i Środowiska Bill Keating napisali do Andrzeja Dudy list, w którym potępili ustawę dyscyplinującą sędziów.

„Wejście tego prawa w życie stanowić będzie znaczący krok w tył w historycznym przywództwie Polski w reformach demokratycznych w Europie. Erozja zasad demokracji niweczyć będzie wielki postęp, jaki przez dekady uczyniła Polska, budując nowoczesne, demokratyczne państwo” - ostrzegali.

Krytyka płynie nie tylko z szeregów Partii Demokratycznej. We wrześniu 2019 roku Eliot L. Engel, wówczas nowo wybrany szef Komisji Spraw Zagranicznych, oraz republikanin Michael McCaul z Teksasu wspólnie zwrócili się do premiera Mateusza Morawieckiego.

„Nie możemy ignorować rdzewienia polskiej demokracji. Ograniczanie niezawisłości sędziowskiej i upolitycznienie sądownictwa, ataki na wolność wypowiedzi [...], jak również celowe ataki na wolności mniejszości w Polsce, stanowią przykłady na erozję zasad demokracji” - czytamy w ich liście.

Demokraci w sierpniu 2019 apelowali także do wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a, by ten podczas wizyty w Polsce zabrał głos w sprawie reform PiS. Na początku lutego 2020 w OKO.press policzyliśmy, że Polska była jednym z krajów najczęściej krytykowanych przez Komisję Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów - równie często, co Rosja czy Turcja.

Ryzykowna dyplomatyczna gra

Po co prezydent Duda znowu spotka się Donaldem Trumpem?

Cel jest jasny. Na cztery dni przed wyborami wizytę będą komentować wszystkie media w kraju. Jeśli będzie udana, niewykluczone, że Dudzie uda się zatrzeć złe wrażenie z wizyty we wrześniu 2018. Być może Trump obieca coś Polsce, a kandydat PiS będzie mógł pochwalić się sukcesem w polityce zagranicznej.

Ale udając się do Waszyngtonu Duda podejmuje zarazem ryzykowną dyplomatyczną grę.

Po pierwsze dlatego, że znowu idzie pod prąd zagranicznej polityce europejskiej. Relacje USA i UE są dziś wyjątkowo napięte. W ostatnich kanclerz Niemiec Angela Merkel odmówiła wizyty w Waszyngtonie, gdzie miał odbyć się szczyt państw grupy G-7. Szczyt ostatecznie odwołano.

Choć Merkel zasłaniała się pandemią, z pewnością nie chciała także legitymizować ostatnich poczynań Trumpa. Ten postanowił, że USA opuszczę Światową Organizację Zdrowia i nałożył sankcje na personel Międzynarodowego Trybunału Karnego, który będzie badał, czy Amerykanie dopuścili się zbrodni wojennych podczas interwencji w Afganistanie.

Działania Trumpa krytykował wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej UE Josep Borrell.

Wkrótce po decyzji Merkel (i prawdopodobnie w reakcji na nią), Trump postanowił, że wycofa z Niemiec 9,5 tys. żołnierzy. Rząd PiS liczy, że część z nich trafi teraz do Polski.

Zdaniem byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego, obecnie europosła KO, nawet jeżeli dostaniemy część niemieckiego kontyngentu, decyzja Trumpa oznaczać będzie zmniejszenie amerykańskiej obecności w Europie. Dla Polski to zła wiadomość.

„Dla swojego bezpieczeństwa Polska potrzebuje też wojsk amerykańskich w Niemczech. To stamtąd ma przyjść odsiecz” – mówił „Rzeczpospolitej" Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce.

Duda pomoże Trumpowi?

Po drugie niewykluczone, że Trump wykorzysta wizytę Dudy do własnych politycznych celów. Sam jest dziś bowiem w fatalnej sytuacji. W USA wciąż szaleje koronawirus, trwają protesty przeciwko policyjnej przemocy i rasizmowi, a szanse na jego reelekcję topnieją w oczach.

„Ta najbliższa wizyta także będzie miała swoją cenę. Jaką? Wyłączenie amerykańskich żołnierzy w Polsce spod naszej jurysdykcji prawnej? Kolejny kontrakt na amerykańską broń? Dodatkowy miliard dolarów na obecność wojsk amerykańskich w Polsce?” - dopytuje na Facebooku Sikorski.

Rzeczywiście - Duda i Trump we wrześniu 2018 podpisali umowę o wzmocnieniu amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Nie została jednak jak dotąd wprowadzona w życie. Strona polska nie zgadzała się, by amerykańska armia miała u nas prawny immunitet. Nie chciała także zwiększyć wydatków na przygotowanie dla Amerykanów odpowiedniej infrastruktury.

„Obawiam się, że na kilka dni przed wyborami prezydent Duda będzie pod taką presją, aby pojawić się obok prezydenta Trumpa, że zgodzi się na warunki, które do tej pory słusznie odrzucał. Polska może z tego powodu stracić kontrolę nad tym, co się dzieje w amerykańskich bazach na terytorium naszego kraju” – wskazywał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej za rządów PO-PSL.

„Prezydent Duda do tej pory dobrze bronił interesów Polski w kontaktach z prezydentem Trumpem. Jednak organizacja tej wizyty na kilka dni przed wyborami to błąd. Ameryka nie powinna mieszać się w proces demokratyczny w Polsce” – uważa Daniel Fried.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne