0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

We wtorek 19 marca 2024 komisja śledcza ds. wyborów kopertowych starała się kolejny dzień wyśledzić, kto podpisał umowy na organizację niedoszłych wyborów prezydenckich z 2020 roku (druk, pakowanie do kopert i dystrybucję). Ale umów nie ma. Nikt ich nie podpisał. PiS dowodzi, że umowy nie były konieczne. Tylko że w w ten sposób wydano ponad 80 mln – więc czy rzeczywiście żadne podstawy nie są potrzebne?

„Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych nie drukowała kart na wybory kopertowe bez umowy, bo skoro Poczta Polska odebrała te karty, to znaczy, że byli umówieni”. „Umowa na wydruk kart była zawarta, choć nie podpisana”. MSWiA Mariusza Kamińskiego jednak za wydruk kart nie zapłaciło, wbrew dyspozycji premiera Morawieckiego, gdyż „zdaniem MSWiA zlecenie na druk złożyła Poczta”.

To kolejne prawne akrobacje świadków przed komisją śledczą.

Świadek – skonfrontowany z dokumentami – przyznaje, że o tym, że wyborów nie da się zorganizować 10 maja 2020 roku, mówiono już w PiS i okolicach na początku kwietnia. Więc cała operacja zakrawała na gigantyczną, kosztowną fikcję. Tak jakby nikt nie chciał pierwszy powiedzieć Jarosławowi Kaczyńskiemu, że się nie da. Zwłaszcza że dzień po zgłoszeniu pierwszej wątpliwości Kaczyński poszedł na zamknięty w pandemii cmentarz i pokazał podwładnym, że jak on chce, to się da.

Jak minister spraw wewnętrznych organizował nam wybory

19 marca komisja śledcza zaczęła drążyć sprawę zaangażowania w wybory kopertowe szefa MSWiA w rządzie PiS Mariusza Kamińskiego i podległej mu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. To ona wydrukowała karty wyborcze. W pustce prawnej, kiedy nie było wiadomo, kto może ustalić wzór karty, bez umowy i bez oszacowania kosztów.

Wiktor Klimiuk, wówczas członek gabinetu politycznego Kamińskiego i członek rady nadzorczej PWPW, był kolejnym już świadkiem, który wybory kopertowe współorganizował, ale „nieformalnie”, albo nie organizował ich wcale – choć praktycznie był w nie zaangażowany jako m.in. autor szczegółowej analizy, dlaczego wybory kopertowe są prawnie wątpliwe. Klimiuk, zgodnie ze schematem ustalonym już na komisji, podkreślał, że „formalnie” za nic nie odpowiadał i obciążał szefa, czyli Mariusza Kamińskiego (zatwierdził on dyspozycję PWPW, by karty drukować, i zajmował się umową o wydruku kart, której jednak nie podpisał).

Wątpliwości pojawiły się wcześnie

Świadek Piotr Ciompa (na zdjęciu u góry z przewodniczącym komisji Dariuszem Jońskim), do stycznia 2024 roku członek zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, zeznał, że miał wiele wątpliwości w sprawie druku kart wyborczych i że dzielił się nimi z nadzorującym PWPW szefem MSWiA Mariuszem Kamińskim. I to zanim swoje wątpliwości sformułowali szefowie Poczty Polskiej (miała ona zapakować i rozesłać karty wyborcze).

Przeczytaj także:

Jak widać, prace komisji uderzają w spójność aparatu PiS. Urzędnicy z PiS zaczynają zeznawać, że robili wszystko, czego od nich wymagano – a zawiedli partyjni liderzy.

Świadek milknie

Fascynujące jest w tym kontekście zeznanie Ciompy: w połowie kwietnia 2020 roku dociera do niego, że dyrektorzy w PWPW i w Poczcie Polskiej przygotowują umowę o druku kart wyborczych. „Te osoby działają w najlepszej wierze, ale mają ograniczone horyzonty, więc nie zdają sobie sprawy z konsekwencji”. Ciompa nie dopuszcza do tego, by PWPW brała na siebie odpowiedzialność, za to, co się dzieje. Umowy z Pocztą PWPW nie podpisze.

Przesłuchanie Ciompy ma też zdumiewający koniec: po dwóch i pół godzinie spokojnych i sprawiających kompetentne wrażenie odpowiedzi świadek się nagle irytuje, domaga się swobodnej wypowiedzi, a potem odmawia dalszych zeznań – i to na pytania posła PiS Wójcika. Przewodniczący komisji Joński wyjaśnia, że zbyt duże jest ryzyko, że swobodna wypowiedź skończy się taką obstrukcją, jaką pokazał świadek Soboń. Komisja przegłosowuje, że swobodnej wypowiedzi nie będzie.

Od tej pory świadek powtarza tylko: „Nie jesteśmy w fazie zadawania pytań w tej chwili, ale na etapie swobodnej wypowiedzi, której mi bezpodstawnie odmówiono. Liczę na sąd”.

„Coś musiało się stać. Czy ktoś się z panem kontaktował?” – pyta Joński. Sugeruje, że to pojawienie się na chwilę na sali posła PiS Marka Suskiego wpłynęło na zachowanie Ciompy. Świadek pozostaje nieugięty mimo ostrzeżenia, że jeśli sprawa trafi do sądu, karą może być nie tylko grzywna, ale areszt i przymusowe ponowne doprowadzenie na komisję. Ciompa obiecuje odpowiadać na pytania, ale „następnym razem”.

To, co zdążył zeznać Piotr Ciompa, jest w naszym kalendarium, poniżej.

PiS zmienia narrację

19 marca widać też było, że w sprawie wyborów kopertowych PiS zmieniło nieco wersję. Zbyt dużo dotychczasowych zeznań przed komisją śledczą potwierdziło poważne naruszenie prawa.

PiS więc nie mówi już, że organizował wybory korespondencyjne wprost na podstawie konstytucji i wszystko było w porządku.

Teraz wersja wydarzeń (jak można wywieść z obszernych wystąpienio-pytań do świadków Przemysława Czarnka) brzmi tak: owszem, doszło do nieprawidłowości, ale prawo okazało się bezradne wobec skali katastrofy, jaką była pandemia. Winne jest więc prawo – nie urzędnicy. I oczywiście nie liderzy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

To jest poniekąd odpowiedź na zeznania świadków-urzędników i biznesmenów z PiS. Oni tamtej władzy zaufali, a teraz komisja śledcza wykazuje im, że działali bez podstaw prawnych, za co grożą konsekwencje. Urzędnicy (szefowie Poczty, wiceminister Soboń, a teraz – Wiktor Klimiuk) mówią komisji, że gdyby doszło do politycznego porozumienia w sprawie wyborów, nie byłoby sprawy. Więc to wina szefów z PiS.

Politycy z PiS w komisji próbują odbić ten zarzut, zwalając winę na opozycję: to ona nie porozumiała się w sprawie wyborów kopertowych.

Argument ten ma już jednak cztery słabe punkty:

  • do porozumienia politycznego, które umożliwiło przeprowadzenie wyborów, w końcu doszło, ale dopiero po zawaleniu się koncepcji wyborów korespondencyjnych. I wydaniu ponad 80 mln zł.
  • wcześniej PiS porozumieć się nie chciał, tylko używał nacisków i gróźb, by złamać tylu posłów, by to wystarczyło do utrzymania większości w Sejmie
  • argument PiS, że za katastrofę wyborów kopertowych odpowiada opozycja, bo Senat przetrzymał ustawę „kopertową” aż do maja, a nie-PiSowskie samorządy nie dały Poczcie spisów wyborców, też przestał się trzymać kupy. Komisja ustaliła, że samorządowe spisy wyborcze prowadzone były w różnych formatach i nie dałoby się z tego zrobić jednolitego spisu dla Poczty na wybory 10 maja. Centralny Rejestr Wyborczy powstał dopiero w 2023 roku.
  • dokumenty świadczące o tym, że PiS wiedział, że wybory 10 maja są technicznie niewykonalne, pochodzą już z 9 kwietnia, czyli trzy dni po przyjęciu ustawy przez Sejm. Stanowisko Senatu nie ma tu znaczenia.

To poszukiwanie przez ludzi PiS „onych”, winnych, którzy odpowiadają za błędy polityków Prawa i Sprawiedliwości, jest oczywiście konsekwencją działania „bez żadnego trybu”. Bo jak nikt za nic nie odpowiada, to nie znaczy, że polowania na winnych nie będzie. Tyle że to też odbędzie się „bez żadnego trybu”.

W tym sensie komisja robi się dla PiS groźna, mimo że nie dostarcza opinii publicznej spektaklu, na jaki liczyła nowa władza.

Jak władza organizowała wybory w pandemii – co do tej pory ustaliła komisja

Ustalenia z wtorku 19 marca (pogrubioną czcionką) nakładamy na wcześniejsze. Oto kalendarium całej „afery” kopertowej.

Duda ma wygrać, ale pandemia miesza szyki

  • 5 lutego 2020 – marszałek Elżbieta Witek ogłasza wybory prezydenckie na 10 maja 2020 roku. Ma to być reelekcja Andrzeja Dudy, kandydata PiS.
  • 24 marca – epidemia covidu jest tak poważna, że zostaje ogłoszony stan epidemii i pierwszy wielki lockdown (z zamknięciem lasów, parków i cmentarzy). Rząd wprowadza pierwszy lockdown. Zamknięte zostają parki, lasy i cmentarze. Za łamanie zakazu wychodzenia z domu „bez powodu” policja wystawia mandaty, a Sanepid nakłada kary do 30 tys. zł.
  • Stan epidemii pozwala na skorzystanie z ustaw o stanach nadzwyczajnych. Ale w takim wypadku wybory mogłyby się odbyć dopiero w 90 dni od odwołania stanu nadzwyczajnego. Nikt wtedy nie wie, kiedy to będzie i jaka będzie wtedy sytuacja polityczna. PiS nie chce ryzykować.

„Jarosław nalega” na zrobienie wyborów

  • „Pod koniec marca” pomysł wyborów kopertowych rzuca Adam Bielan. Bo wie, że tak się robi wybory w Bawarii. “Jarosław (Kaczyński – red.) nalega na przeprowadzenie tych wyborów" – miał wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi powiedzieć premier Mateusz Morawiecki.
  • 27 lub 28 marca Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych nadzorujący wiele firm państwowych dowiaduje się o takim pomyśle z „projektów złożonych w Sejmie przez PiS”. Z tym że projekt, że wybory organizować będzie Poczta Polska, pojawia się dopiero 31 marca.
  • Jednak pomysł wyborów kopertowych robionych przez Pocztę rodzi się właśnie wtedy w jednej z firm nadzorowanych w MAP – w Orlenie. Zgłasza go ówczesny dyrektor biura prawnego Orlenu Krystian Szostak, który wcześniej był członkiem władz konkurencyjnego dla Poczty InPostu. Szostak uważa, że Poczta da radę, bo „ma własne drukarnie” (Szostak się myli, ale to wyjdzie na jaw dopiero w połowie kwietnia). Soboniowi tego nikt nie mówi.

19 marca 2024 Krystian Szostak przysyła do OKO.press wyjaśnienie: Dyrektorem Biura Prawnego Orlenu byłem od lipca 2017 do lutego 2018 r. Rozstałem się z tą firmą zaraz na początku lutego 2018 r., na prośbę Prezesa Obajtka, zgłoszoną przez niego w pierwszym jego dniu pracy w charakterze Prezesa Zarządu Orlen S.A. Od tamtego czasu nie pracowałem w żadnym charakterze (w tym nie świadczyłem usług) dla tej spółki, jak również żadnej innej spółki Skarbu Państwa (jedyna spółka Skarbu Państwa, dla której kiedykolwiek pracowałem, to Orlen w ww. okresie lipiec 2017-luty 2018). Tym samym twierdzenia z Pani artykułu (Jak również wcześniejszych artykułów) nie są prawdziwe i uprzejmie proszę o ich usunięcie.

  • 28 i 31 marca – Sejm uchwala przepisy o głosowaniu korespondencyjnym dla osób powyżej 60. roku życia.
  • dopiero 31 marca pojawia się w Sejmie projekt powszechnych wyborów kopertowych. Zakłada on, że wybory organizować będzie rząd i Poczta Polska. Nawet poseł-wiceminister Soboń, który ma się sprawą „nieformalnie zająć”, nie bierze udziału w pracach nad tą ustawą – a w Sejmie już dyskusji o tym nie będzie.

Jacek Sasin znajduje odpowiedniego człowieka dla prezesa

  • Zdaniem prezesa Poczty Przemysława Sypniewskiego takich wyborów Poczta nie jest w stanie przeprowadzić. 1 lub 2 kwietnia wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin zwraca się więc do wiceministra obrony narodowej Tomasza Zdzikota, by zastąpił Sypniewskiego. Nowy prezes oficjalnie ma się m.in. zająć wyborami korespondencyjnymi dla osób w wieku 60+. Sasin obiecuje mu modyfikację przepisów – rozwieją one „wątpliwości Sypniewskiego”. Obiecuje, że w ustawie o powszechnych wyborach kopertowych będzie napisane np., że pakiety wyborcze nie mają statusu przesyłek poleconych – można je będzie po prostu wrzucić do skrzynki. To jest dowód na to, że gdzieś w PiS ktoś rozmawia o ustawie. Ale nie wiadomo, gdzie i kto.
  • „Na początku kwietnia” Jacek Sasin „nieformalnie prosi” wiceministra Sobonia (który NIE odpowiada za Pocztę Polską), by rozejrzał się „jak to wygląda” i o „ogólny nadzór”.
  • 3 kwietnia do warszawskiej prokuratury trafia od prywatnej osoby zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa: organizacja wyborów w pandemii narazi mnóstwo ludzi na niebezpieczeństwo zachorowania i śmierci.
  • 3 kwietnia. Tomasz Zdzikot zostaje prezesem Poczty Polskiej. Nie ma doświadczenia pocztowego, ale uważa, że zna się na zarządzaniu.

Etap decyzji. Władza organizuje wybory bez ustawy

  • 6 kwietnia warszawska prokuratorka Ewa Wrzosek dostaje sprawę organizacji wyborów kopertowych. Sprawę tę zastępczyni Prokuratora Rejonowego Edyta Dudzińska kwalifikuje standardowo – pod art. 165 Kodeksu Karnego (zagrożenie epidemiczne) i opatruje niewyraźną adnotacją.
Prezes Poczty Zdzikot zauważa przed komisją, że tego dnia „nikt nie spodziewał się, że ustawa spowoduje taki konflikt”.
  • 6 kwietnia w nocy i po awanturze w Sejmie, PiS uchwala ustawę o wyborach kopertowych. Ustawa zakłada też, że Marszałek Sejmu mógłby zmienić termin wyborów z 10 maja na inny (ale opanowany przez opozycję Senat ma miesiąc na zajęcie się sprawą, więc ustawy nie ma).
  • O realizacji tej ustawy (nieistniejącej) wicepremier Sasin rozmawia z nowym prezesem Poczty Zdzikotem. I będzie je prowadził regularnie do 10 maja – zeznaje Zdzikot. Soboń to potwierdza.

Gowin protestuje

  • 6 kwietnia wicepremier Jarosław Gowin podaje się do dymisji. Uważa, że wybory kopertowe doprowadzą do gwałtownego rozpowszechnienia się pandemii, a poza tym państwo nie jest w stanie takiej operacji przeprowadzić i wszystko skończy się katastrofą i międzynarodową kompromitacją. Bez głosów gowinowców PiS nie odrzuci spodziewanego sprzeciwu Senatu.
  • 7 kwietnia Soboń w Ministerstwie Aktywów Państwowych ma spotkanie z wiceprezesem Poczty Grzegorzem Kurdzielem. Soboń twierdzi, że było „nieformalne”, bo on nie ma tego w obowiązkach. A Kurdziel – że „spotykali się przedstawiciele Poczty i MAP – więc nie było to spotkanie towarzyskie”.

Etap przygotowań. Ministrowie naradzają się w sprawie wyborów

  • Między 6 a 10 kwietnia o tym, że w organizację wyborów kopertowych ma być zaangażowana podległa MSWiA Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, dowiaduje się członek zarządu PWPW Piotr Ciompa (kolega ministra Kamińskiego ze studiów na UW w latach 80.). Około 11 kwietnia Ciompa już wie, że podstawą działań PWPW będzie decyzja premiera (zostanie ogłoszona dopiero 16 kwietnia).
  • Między 7 a 14 kwietnia, trwają na szczytach władzy narady i analizy z udziałem Poczty Polskiej, jak te wybory przeprowadzić. Pomysły się zmieniają, co potwierdzają i szefowie Poczty, i Piotr Ciompa. Do żadnego z tych pomysłów nie ma podstawy prawnej w postaci ustawy. Od 8 kwietnia w rozmowach uczestniczy szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.
  • 9 kwietnia prezes PWPW przesyła do MAP Sasina projekt karty do wyborczej. Na tym projekcie jest data wyborów 17 maja – nie 10 maja. Co dowodzi, że już trzy dni po uchwaleniu ustawy o wyborach kopertowych ktoś zdawał sobie sprawę, że wyborów nie da się przeprowadzić 10 maja (Ciompa zaznacza jednak, że były też „inne wzory kart wyborczych”, ale „taka data – 17 maja – była w obiegu”).
  • Co do koncepcji organizacji wyborów – początkowo za wszystko ma być odpowiedzialna Poczta, potem pojawia się pomysł, że PWPW pomoże. Piotr Ciompa regularnie, choć nieformalnie spotyka się z ministrem Kamińskim. Mówi mu, że nie da się zrealizować zlecenia z konfekcjonowaniem pakietów wyborczych w PWPW do 10 maja. Istnieje też ryzyko, że jeśli PWPW zacznie drukować karty wyborcze zamiast banknotów, to nie zrealizuje zapotrzebowania na gotówkę dla NBP. Kamiński przyjmuje to do wiadomości i zapowiada, że porozmawia o tym „z innymi instytucjami zaangażowanymi w wybory”.

Kaczyński demonstruje stosunek do prawa

  • 10 kwietnia, Wielki Piątek, do wyborów został miesiąc – Jarosław Kaczyński jedzie na cmentarz na grób rodzinny. Jest jedyną osobą w Polsce, której się to udało – cmentarze są zamknięte.
Pokazuje w ten sposób podwładnym, jakie jest jego podejście do przepisów i procedur.
  • „Najpóźniej 10 kwietnia” Mariusz Kamiński zwołuje zebranie w MSWiA w sprawie wątpliwości dotyczących wyborów kopertowych. Obecny jest m.in. Sasin i Dworczyk ze współpracownikami. Ciompa wychodzi z niego przekonany, że PWPW nie będzie zaangażowana w wybory kopertowe – nikt nie polemizował z zastrzeżeniami Wytwórni. Jednak dwa dni później dowiaduje się, że PWPW będzie jednak drukować – ale nie będzie konfekcjonować kart.
  • „Ktoś wpada na pomysł, że odpowiednim potencjałem dysponuje PWPW. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że poligrafia PWPW nie nadaje się do tego typu operacji” – zeznaje Ciompa. Uznaje to za „niefortunne”. W efekcie trzeba będzie błyskawicznie szukać podwykonawców (którzy też na operacji zarobią).

Atak furii Kamińskiego

  • Kolejne spotkanie na szczycie w sprawie wyborów kopertowych w rezydencji premiera przy ul. Parkowej (uczestnicy to m.in.: Kaczyński, Sasin i prezes Poczty Polskiej Zdzikot) ma „charakter rozmowy politycznej, czy ustawa z 6 kwietnia będzie miała większość [po spodziewanym wecie Senatu]”. Nie ma na nim przedstawicieli Państwowej Komisji Wyborczej. Nowy prezes Poczty, którego na spotkanie na szczycie zaprosił Sasin, zapewnia polityków, że wybory kopertowe da się zorganizować. Ale „pod pewnymi warunkami”, które zależą od polityków: musi wejść w życie ustawa z 6 kwietnia i to na podstawie powszechnego konsensusu, bo zaangażować w wybory trzeba np. samorządy.
  • Że konsensusu nie będzie, widać od razu. Na spotkaniu tym szef MSWiA Mariusz Kamiński w ataku furii grozi posłowi partii Gowina Michałowi Wypijowi więzieniem i “zniszczeniem” za protest w sprawie wyborów kopertowych [tego ataku Zdzikot nie pamięta, ale nie może „wykluczyć”; przyznaje, że było nerwowo].

Etap zdobywania wiedzy. Poczta odkrywa problem braku skrzynek pocztowych

  • Tymczasem do obradujących na „roboczych” spotkaniach Sobonia dociera, że 4 mln osób w Polsce nie ma skrzynek pocztowych. Co prawda pakiety wyborcze (wedle nieobowiązującej jeszcze ustawy z 6 kwietnia) nie wymagają potwierdzenia odbioru, ale gdzie je zostawić, jeśli nie ma skrzynek?
  • Wiadomo też już, że z powodu pandemii brakuje chętnych do pracy w komisjach wyborczych i nie ma podstaw prawnych, by samorządy przekazały spisy wyborców Poczcie. Nie wiadomo, jak chronić członków komisji wyborczej, ani czy w ogóle wytrzymają 12 godzin w maseczkach na twarzy. Poczta przeprowadza analizy zasobów firm ochroniarskich – bo dociera do niej, że urny wyborcze z powodu pandemii nie będą mogły stać w placówkach pocztowych, tylko na zewnątrz i jakoś trzeba ich pilnować (Zdzikot).
  • Jest już też jasne, że Poczta Polska ani PWPW nie mają wystarczającej infrastruktury. Do wydrukowania kopert z kartami trzeba zaprosić podwykonawców. I to szybko.

Tajemnica spotkania 15 kwietnia

  • 14 kwietnia były prezes Poczty Polskiej Sypniewski mówi wiceministrowi Arturowi Soboniowi, że wybory są nie do przeprowadzenia. Potrzeba na nie 6-8 tygodni, a zostały cztery. Soboń potwierdza fakt takiej rozmowy. Mówi jednak, że Sypniewski mówił mu o „rozwiązywaniu problemów”, a nie o tym, że są one „nierozwiązywalne”. A poza tym przecież Soboń „formalnie” nie znał się na Poczcie.
  • 15 kwietnia – wiceminister Soboń organizuje telekonferencję z udziałem szefów Poczty Polskiej, urzędników i przedstawicieli prywatnych firm, które następnie zarobią na organizacji tych wyborów. Wtedy zapada decyzja o tym, jak będą przygotowywane pakiety wyborcze. Firmy na to spotkanie zaprasza Soboń na podstawie listy od Kurdziela. Soboń chce poznać „potencjał na rynku”, Kurdziel jednak mówi, że to miał być całkiem formalny dialog techniczny, umożliwiający wyłonienie wykonawców do wsparcia Poczty w organizacji wyborów. Zebrani rozmawiają o „insertowaniu pakietów wyborczych”, co jest „krytycznie ważnym szczegółem technicznym” dla przeprowadzenia wyborów przez Pocztę.
  • Soboń unika jak ognia odpowiedzi na pytanie, kto to spotkanie zorganizował. W czasie konfrontacji Kurdziel mówi jednak: „Soboń polecił mi to spotkanie zorganizować”.
  • Według prezesów Poczty Soboń po rozmowie z Sasinem mówi im, że powinni organizować wybory „na zasadzie ryzyka biznesowego”. Czyli bez ustawy i umowy z rządem. Soboń tego akurat nie pamięta. Potwierdza jednak, że – co do zasady – informacje z takich spotkań przekazywał Sasinowi.

Etap zaangażowania. Nie ma ustawy, premier decyduje, a Sasin i Kamiński się starają

  • 16 kwietnia premier Mateusz Morawiecki wydaje decyzję administracyjną o organizacji wyborów kopertowych. Problemem jest to, że jej podstawą jest ustawa, która nie obowiązuje.
  • Tego samego dnia Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych dostaje decyzję wydrukowania kart wyborczych (zeznanie Zdzikota). Jak zeznaje Wiktor Klimiuk, to Kamiński sprawdza w PWPW, czy Wytwórnia jest w stanie wydrukować karty wyborcze, a na informacji przygotowanej przez prezesa PWPW pisze “zatwierdzam” lub “potwierdzam”.
  • 16 kwietnia staje się jasne, że Senat nie rozpatrzy ustawy z 6 kwietnia przed 5 maja. Prezes Poczty Zdzikot wie już, że wybory są nie do przeprowadzenia. Uważa jednak, że gdyby nie zrobił teraz nic i czekał na ustawę do 6, 7 czy 9 maja, to wyjdzie na to, że Poczta się do wyborów nie przygotowała. „Musi” więc organizować wybory bez ustawy – by nikt nie obarczył go potem odpowiedzialnością za niepowodzenie. Poczta więc dalej organizuje wybory „na zasadzie ryzyka biznesowego”.
  • Kolejna ustawa covidowa – z 16 kwietnia – odbiera Państwowej Komisji Wyborczej prawo organizowania wyborów. To pogłębia chaos – bo ustawa z 16 kwietnia wchodzi w życie, a ustawa z 6 kwietnia – nie, aż do 9 maja 2020 roku.

Skąd legalnie wziąć wzór kart wyborczych?

  • Wieczorem 16 kwietnia Klimiuk pisze do szefa gabinetu politycznego maila, że problem z drukiem kart polega na tym, że
    • formalnie wzór karty wyborczej ustalała do tej pory PKW. Ustawa, która pozwala to zrobić Poczcie i Ministrowi Aktywów Państwowych, nie weszła w życie – więc cokolwiek zrobi Wytwórnia (użyje starych wzorów czy zrobi własne), będzie kłopot.
    • nie wiadomo, ile będzie kosztował wydruk kart;
    • nie jest rozwiązana kwestia II tury wyborów (wygląda na to, że Klimiuk pierwszy zauważa problem, że II tury w trybie kopertowym nie da się zrobić, bo dwa tygodnie to za mało na druk i dystrybucję kart wyborczych).
  • Klimiuk uważa za prawdopodobne, że jego mail dotarł do Mariusza Kamińskiego.

Etap szukania potwierdzeń na piśmie

  • Poczta Polska (wiceprezes Grzegorz Kurdziel) informuje mailem wicepremiera Sasina, że pierwsze pieniądze na wybory trzeba będzie wydać do końca tygodnia (17 kwietnia). Na co Sasin odpisuje, że jest gotowy podpisać umowę, która będzie podstawą do wydawania pieniędzy. Prezes Poczty Zdzikot podkreśla, że Sasin obiecał mu, że na pewno umowę zawrze. Soboń nie bierze w tym udziału. Zeznaje, że decyzje podejmował Sasin.
  • 17 kwietnia Poczta Polska z PWPW zawierają umowę o poufności. Co świadczy o tym, że kolejnym krokiem ma być podpisanie umowy. Nie można więc teraz tłumaczyć, że umowa była „dorozumiana”. Ale umowa PWPW-Poczta podpisana nie będzie – zatrzymuje to Piotr Ciompa.
  • 21 kwietnia PWPW występuje jednak do MSWiA o zawarcie umowy. Ta umowa też nie zostaje podpisana. Karty wyborcze PWPW drukuje jednak bez umowy i bez szacowania kosztów. Wytwórnia dowiaduje się bowiem, że zlecenie na druk kart wyborczych złożyła Poczta, więc umowa już nie jest potrzebna.
  • Poczta Polska twierdzi jednak, że nie zlecała PWPW druku kart, tylko ich transport. Nie jest stroną umowy o druk kart. Chodzi tu o to, że podstawą podpisywania tych umów była decyzja premiera z 16 kwietnia. A zainteresowani wiedzą, że nie ma ona podstaw prawnych.
  • Wiktor Klimiuk z MSWiA tłumaczy teraz, że druk kart nie nastąpił bez umowy, bo skoro PWPW wydrukowała karty, a Poczta je przyjęła, to świadczy to o zawarciu umowy. Takiego dokumentu jednak nie ma.
  • Prezes PWPW pokazuje następnie min. Kamińskiemu gotowe karty, które można wysłać Poczcie Polskiej.
  • 21 i 22 kwietnia Soboń udziela wywiadów w mediach o wyborach kopertowych. Mówi tam o wielu szczegółach organizacji zbierania głosów. O tym, jak będą identyfikowani wyborcy i jak będą zbierane głosy (do worków). Pokazuje to, że ma ogromną wiedzę o tych przygotowaniach. Nie dzieli się publicznie żadnymi wątpliwościami i bagatelizuje pytania dziennikarki – choć teraz, przed komisją – zeznaje, że tych wątpliwości miał wtedy coraz więcej.
  • 22 kwietnia – Poczta wysyła wicepremierowi Sasinowi projekt umowy Poczta-MAP. Sasin jej nie podpisze. Zdzikot podkreśla, że Sasin nie zgłaszał żadnych uwag do przesłanego mu projektu i nie ma pojęcia, dlaczego Sasin go nie podpisał. „Do zawarcia umowy powinno było dojść”. W sumie Poczta „w ramach ryzyka biznesowego” wyda 88 mln zł.

Skąd wziąć listy wyborcze?

  • W nocy z 22 na 23 kwietnia 2020 roku wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast dostają w niepodpisanym mailu wnioski o przekazanie danych ze spisu wyborców. Poczta wysyła je na podstawie ustawy z 16 kwietnia. Na jej podstawie samorządy mogą „rozpatrzyć” wniosek Poczty. I rozpatrują – w większości odmownie. Zdaniem PiS to zachowanie opozycji uniemożliwiło przeprowadzenie wyborów.
ALE do rządowych organizatorów „wyborów kopertowych” dociera wtedy, że samorządy prowadzą spisy wyborców w różnych formatach i w ogóle nie da się ich szybko użyć.
  • Zdzikot przed komisją: „To doprowadziło władze do stworzenia centralnego rejestru wyborców w 2023 roku”. Zdaniem Zdzikota pozyskane dane Poczta zniszczyła. Soboń przed komisją: bez spisów nie dało się przeprowadzić wyborów. „Na tym polega człowiek myślący, że ma wątpliwości”.

Etap szukania potwierdzeń własnej niewinności

  • Prezes Zdzikot zaopatruje się w opinię prawników, że nie mógł czekać na umowę, gdyż decyzja premiera z 16 kwietnia miała klauzulę natychmiastowej wykonalności.
  • Na podobnej zasadzie działa PWPW: zakłada, że musi wydrukować karty wyborcze, bo tego wymaga rozporządzenie premiera.
  • Soboń rozporządzeniem premiera jako podstawą swoich działań nie może się posłużyć, bo jego ono nie dotyczy. Do swojej obrony używa więc formalnego zakresu obowiązków w Ministerstwie. Nie obejmuje on współpracy z Pocztą. Zdaniem Sobonia zakres ten czyni jego działania „nieformalnymi”.
  • Na podstawie obietnicy Sasina Poczta bierze się jednak za “organizację wyborów” (są na to maile o kalkulacji kosztów), choć jej szefowie zdają sobie sprawę, że nie wolno im tego robić.
  • MSWiA nie płaci PWPW za druk. W ten sposób unika kolejnej pułapki: premier kazał MSWiA zapłacić, ale jego rozporządzenie nie ma podstawy w ustawie – bo ustawy jeszcze nie ma. MSWiA robi sobie w tej sprawie specjalną prawną analizę.

Etap paniki. Władza umarza śledztwo po dwóch godzinach

  • 23 kwietnia około godz. 16:00 prokurator Ewa Wrzosek wszczyna sprawę w sprawie zagrożenia epidemiologicznego stwarzanego przez organizację wyborów kopertowych. Wcześniej ustaliła, że zgłoszenie obywatela może być zasadne. Epidemiolodzy ostrzegają, że ustawa „kopertowa” procedowana przez parlament jest obarczona ryzykiem dla osób pracujących przy wyborach, a przez to doprowadzi do rozprzestrzenienia się pandemii. Po godz. 18:00 sprawa zostaje umorzona przez jej zwierzchniczkę, prok. Edytę Dudzińską. Przed komisją zeznaje ona, że Wrzosek nie miała prawa zajmować się tą sprawą, gdyż niewyraźna dekretacja Dudzińskiej na aktach to słowa „dla mnie”. Nikt nie zauważył w prokuraturze, że prok. Wrzosek ma od trzech tygodni nie swoją sprawę. Nikt nie ustalał też, jak do rzekomej pomyłki doszło. Wedle komunikatu rzeczniczki prokuratury z 23 kwietnia powodem umorzenia jest to, że do przestępstwa nie doszło: wyborów nie było i nie wiadomo, kiedy będą (!). Tego dnia wiadomo już, że wybory są praktycznie nie do przeprowadzenia, a poszły na nie bez podstawy prawnej pieniądze publiczne. Reakcja zwierzchników Dudzińskiej, którzy wysyłają ją do pracy po godzinach, świadczy o tym, że gdzieś na górze w PiS ktoś już zaczyna sobie z tego zdawać sprawę.

Gowin dostaje ostrzeżenie

  • PiS jednak dalej szuka większości dla operacji „wybory kopertowe”. Chce za wszelką cenę przepchnąć ustawę. Świadek Paweł Kukiz słyszy wprost, że chodzi o zwiększenie szans wyborczych Andrzeja Dudy. Co oznacza, że władza wykonawcza łamie prawo, by wpłynąć na wynik wyborów. Ale też oznacza, że wiedza o tym, że wybory nie są do zrobienia, nie dociera do Jarosława Kaczyńskiego. Zapewne dlatego, że „nieformalne” działania nie zamieniają się w formalne dokumenty, gdyż władza PiS, by użyć określenia posła PiS w komisji Wójcika, nie pracuje „po aptekarsku”.
  • W tym mniej więcej czasie tajemniczy funkcjonariusz służb specjalnych ostrzega Gowina, by miał się na baczności. “Zbierane są na pana haki”. Do ojca posła Michała Wypija zgłasza się tymczasem doradca Andrzeja Dudy Jerzy Milewski z prośbą, by syn zmienił zdanie (spotkanie odbywa się na stacji benzynowej pod Szczytnem).
  • Gowin rozmawia z posłami ówczesnej opozycji i “próbuje znaleźć jakieś rozwiązanie”. "Nie czułem się osobiście szantażowany, ale wiem o rozmowach, jakie odbywali posłowie Porozumienia. Ówczesna wiceminister Iwona Michałek była zaproszona przez Mateusza Morawieckiego na spotkanie do wilii premiera i tam sugerował jej dymisję, jeśli nie poprze tych wyborów. Z kolei pracujący w administracji członkowie rodziny Michała Wypija byli nagabywani, by wpłynęli na pana posła” – zeznaje Gowin przed komisją.

Straszenie posłów od Kukiza

  • Politycy PiS próbują zmusić do głosowania za wyborami kopertowymi (kiedy ustawa wróci z Senatu) posłów z ugrupowania Pawła Kukiza.
  • Świadek Jarosław Sachajko, kolega Kukiza przyznaje, że prezes firmy drobiarskiej Cedrob zaprosił go do premiera, by tam zaproponować mu – posłowi ówczesnej opozycji – stanowisko w Ministerstwie Rolnictwa za poparcie wyborów kopertowych. Sachajko lobbuje tam za swoim „programem białkowym” i z negocjacji nic nie wychodzi.
  • Sam Kukiz – wtedy poseł niepopierający PiS (obecnie, w trzeciej swojej kadencji – wybrany z list PiS) – ujawnia tę korupcję w ogromnym, emocjonalnym i bardzo szczegółowym wpisie na Facebooku z 5 maja. Pisze, że PiS stawia na swoim „dzięki gangsterskim metodom przekupstwa i szantażu”. A także, że „Dworczyk na to, że taka jest linia partii, że wybory muszą być w maju i nic się nie da zrobić”. Tymczasem opozycja próbuje przeciągnąć na swoją stronę ludzi Gowina, oferując mu stanowisko marszałka Sejmu – zeznaje Kukiz.

Problemy okazują się nie do przejścia: 10 maja jest nierealny

  • Kolejne analizy doprowadzają organizatorów wyborów kopertowych do wniosku, że wybory będzie trzeba przesunąć na 17 maja. I taką datę wskazywał na „spotkaniach roboczych” z Pocztą Soboń. Na to także nie było żadnej prawnej podstawy – bo ustawa z 6 kwietnia nie weszła w życie.
  • Wedle prezesa Zdzikota 17 maja to też był termin nierealny. W grę wchodzi 23 maja i to tylko dla I tury. II tura jest w ogóle niewykonalna, bo nie da się jej organizować w dwa tygodnie, jak wymaga prawo.
  • W planie organizacji wyborów przez Pocztę Polską nie ma w ogóle mowy o II turze wyborów prezydenckich. Ale „to nie był problem Poczty – ona miała tylko doręczyć pakiety” – zeznaje Zdzikot. Tłumaczy się, że choć nikt w kraju nie byłby w stanie przygotować i rozdystrybuować nowych pakietów wyborczych do II tury, to przecież „może ktoś w Unii Europejskiej umiałby to zrobić”.
  • Soboń zeznaje, że o niemożliwości zorganizowania II tury nie wiedział „na początku kwietnia”, ale potem jego wiedza była „szersza”. W III dekadzie kwietnia wie też, że Poczta nie dostała spisu wyborców, więc także I tura jest niemożliwa 10 maja. Tak więc w drugiej połowie kwietnia wybory „kopertowe” są organizowane ze świadomością, że nie da się ich zacząć ani dokończyć. Soboń tłumaczy się jednak, że „nie mógł się zajmować II turą, bo nie wiedział, czy będzie potrzebna”. Nie rozumie też, dlaczego on miałby mieć „jakiś plan na II turę” – nie był „formalnie” za to odpowiedzialny.
  • Soboń tłumaczy: „nie wiadomo, czy wybory były do zorganizowania, gdyż nie sprawdzono tego w praktyce”.

Soboń próbuje zatrzymać pociąg, a potem jedzie w góry

  • 30 kwietnia – Soboń w mailu do szefa KPRM Michała Dworczyka przedstawia cały zestaw argumentów przeciwko organizacji wyborów kopertowych. Zebrał rzeczywiście (co potwierdzają inni świadkowie) wiedzę w czasie kolejnych spotkań i rozmów. Po wysłaniu tego maila jedzie na majówkę w góry.
Soboń jest pierwszą osobą, która odważa się powiedzieć STOP. Mail wysyła na prywatną skrzynkę Dworczyka, której zawartość ujawni potem Poufna Rozmowa.
  • Soboń przed komisją śledczą nie potwierdza autentyczności maila (gdyż komisja weszła w jego posiedzenie „w sposób nielegalny)”, ale jego treść uznaje za prawdopodobną. Przyznaje bowiem, że stan jego wiedzy na koniec kwietnia był większy, niż na początku kwietnia, kiedy „Sasin prosił go, by się rozejrzał”. "W tym czasie rozmowy o wyborach kopertowych prowadził niemal codziennie. I nie może wykluczyć, że takie myśli zawarł w jakimś mailu.
  • Ale 30 kwietnia o 14:23 od Sasina do Sobonia trafia pismo z Poczty Polskiej, która zwraca się formalnie o zwrot poniesionych wydatków na wybory kopertowe. I mowa jest w nim o 88 milionach. Pismo jest papierowe, ale zarejestrowane w systemie elektronicznego zarządzania dokumentacją. Więc wiadomo dokładnie, kto, kiedy i co z nim zrobił: Soboń trzyma je u siebie w folderze, by zakończyć sprawę po 16 miesiącach.

Odwrót. Kaczyński przyznaje, że się nie da

  • Do wyborów ogłoszonych przez marszałkinię Witek zostaje tydzień. Ustawy nie ma – więc ani resort Sasina, ani resort Mariusza Kamińskiego nie podpisują umów na prace dotyczące organizacji wyborów. Ale Poczta Polska podpisuje umowy z pośpiesznie wybranymi podwykonawcami i wydaje pieniądze.
  • 4 maja wiceprezes Kurdziel mówi w wywiadzie, że pakiety wyborcze wyborcom będą dostarczać dwójki listonoszy. Jednak, jak powie w 2024 roku komisji, kolportaż możliwy jest dopiero od 11 maja. Czyli termin 10 maja jest nierealny.
  • „Po 5 bądź 6 maja” PiS zaczyna rozważać przesunięcie terminu wyborów i umożliwienie opozycji zmianę kandydatów (zeznania Gowina).
  • 6 maja – Jarosław Kaczyński w końcu zmienia zdanie i zgadza się, że wyborów nie da się przeprowadzić 10 maja.
  • “Przed 7 maja” – Poczta Polska dowiaduje się, że wyborów nie będzie.
  • 7 maja – wybory w konstytucyjnym terminie 10 maja odwołują na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński z Jarosławem Gowinem. Wtedy też o tym, że wyborów nie będzie, dowiaduje się Artur Soboń, co by świadczyło o tym, że mail do Dworczyka był zakończeniem jego „nieformalnych” usług przy wyborach.

Ale to nie koniec

  • 8 maja – wieczorem w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej rozważana jest nowa data wyborów kopertowych: 23 maja. Nie ma żadnej podstawy prawnej do tego. Sprzeciwia się temu Gowin, a po jego interwencji – także Andrzej Duda.
  • Do 10 maja służby państwowe rejestrują 15 tys. zakażeń covidem. Umiera 800 osób.
;

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Komentarze