0:00
Prawa autorskie: Pawel Malecki / Agencja GazetaPawel Malecki / Agen...
02 kwietnia 2020

Dr Łaszek: Dziurawa tarcza rządu zatonie w morzu biurokracji. Dwie propozycje

Największym wyzwaniem dla polityki gospodarczej jest utrzymanie miejsc pracy oraz wsparcie osób, które z powodu epidemii oraz działań mających ją ograniczyć nie mogą pracować. I to pod tym kątem należy oceniać działania rządu. Niestety zaproponowane rozwiązania są oparte o wątpliwe i skomplikowane kryteria - pisze ekonomista dr Aleksander Łaszek

Wydrukuj

Krytyczną ocenę rządowej tarczy przedstawialismy w OKO.press w wielu tekstach. Analizujemy pakiet ustaw antykryzysowych z perspektywy pracowników najemnych z jednej strony, przedsiębiorców z drugiej.

Dziś prezentujemy analizę głównego ekonomisty Fundacji FOR dr Aleksandra Łaszka*. To think tank liberalnych ekonomistów i prawników. Artykuł zawiera dwie propozycje, które zdaniem FOR, mogą uczynić z tarczy rzeczywiste narzędzie wsparcia przedsiębiorstw w sytuacji stanu epidemii i zatrzymania funkcjonowania wielu sektorów gospodarki.

Utrzymać miejsca pracy i dać wsparcie tym, co nie mogą pracować

Tak zwana Tarcza Antykryzysowa rządu jest bardzo obszerną ustawą, z dziesiątkami szczegółowych rozwiązań o różnym poziomie szczegółowości. Niektóre z nich są dobre, inne potrzebne, ale niedopracowane, a część jest wprost zła.

Jednak obecnie największym wyzwaniem dla polityki gospodarczej jest utrzymanie miejsc pracy oraz wsparcie osób, które z powodu epidemii oraz działań mających ją ograniczyć nie mogą pracować i to pod tym kątem należy oceniać działania rządu.

I choć rząd widzi oba problemy, to niestety zaproponowane rozwiązania są oparte o wątpliwe i skomplikowane kryteria. W połączeniu z istniejącym skomplikowaniem przepisów podatkowych oraz ograniczeniami w funkcjonowaniu administracji drastycznie ograniczy to efektywność programów rządowych.

Likwidacja skutków przestoju

Walka z pandemią wymaga ograniczenia aktywności gospodarczej. Czy to nawołując do akcji #zostanwdomu, czy administracyjnie zamykając kina albo restauracje, wprost godzimy się na przejściowy spadek PKB po to, żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa.

W tym momencie trudno zrozumieć osoby nawołujące do pobudzania popytu - ostatnią rzeczą, której teraz chcemy, żeby konsumenci masowo ruszyli na zakupy. Jednocześnie jednak istotnym wyzwaniem staje się utrzymanie miejsc pracy oraz wsparcie osób, które nie mogą pracować.

Problemy związane z przestojem części gospodarki różnią się między krajami, w zależności od istniejących regulacji. W USA, gdzie firmy mogą zwalniać pracowników niemal od ręki, wyzwaniem jest wsparcie dla osób pozbawionych możliwości pracy. W krajach, gdzie regulacje rynku pracy są sztywniejsze, pracownicy nadal otrzymują pensje, ale problem zostaje przerzucony na firmy – gdy nie mogą zarabiać, a muszą płacić wynagrodzenia, grozi to ich upadkiem.

Zwalniać czy bankrutować

Dualny rynek pracy w Polsce oznacza dwa różne wyzwania. Część osób na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych z dnia na dzień straciła możliwość pracy zarobkowej i wymaga bezpośredniego wsparcia na czas pandemii. Osoby pracujące na etatach wciąż otrzymują pensje, ale jeśli firmy, w których pracują nie mogą zarabiać, to obniżą wynagrodzenia, a w końcu ich zwolnią albo upadną.

Nie dotyczy to tylko firm, które produkują na rynek krajowy, ale także firm eksportujących na rynki zagraniczne, również dotknięte skutkami koronawirusa. I choć demografia podpowiada, że

w perspektywie kilku lat w Polsce głównym wyzwaniem będzie brak rąk do pracy, a nie bezrobocie, to wciąż i dla gospodarki, i dla samych zainteresowanych istotne jest, by ograniczyć skalę zwolnień.

Istotny tu jest kontekst – nikt na razie nie przewiduje, że mamy strukturalnie za dużo restauracji, siłowni czy kin i branże te muszą upaść, a ich pracownicy znaleźć zatrudnienie gdzie indziej. Na razie wszyscy zakładają, że zamknięcie tych przedsiębiorstw jest tylko czasowe.

25 mld zł dla pracowników i firm

Tak zwana Tarcza Antykryzysowa uwzględnia oba problemy, przeznaczając na wsparcie miejsc pracy oraz samozatrudnionych kwotę około 25 mld zł.

Należy zaznaczyć, że podawana przez rząd kwota 212 mld zł wprowadza w błąd, ponieważ sumuje bardzo różne instrumenty (np. przesunięcie podatku o 2 miesiące, bezzwrotne dotacje oraz kredyty bankowe).

Faktyczne wydatki publiczne przewidziane w ustawie o „tarczy” mają według ocen rządowych wynieść ok. 70 mld zł, z czego na ten rok przewidziano kwotę 30-40 mld zł.

Kluczowa jednak jest nie wielkość wydatków, lecz ich efektywność. Przy ograniczonych dostępnych środkach kluczowe będzie ich dobre wykorzystanie.

Proponowane przez rząd narzędzia wsparcia dla pracujących są niepotrzebnie skomplikowane, a jednocześnie wcale nie kierują pomocy tylko do najbardziej dotkniętych skutkami epidemii.

Skomplikowane wymogi są szczególnie problematyczne z powodu niejasności w już obowiązujących przepisach podatkowo-składkowych czy Kodeksu pracy.

Według szacunków Banku Światowego, polski system podatkowy (łącznie ze składkami na ubezpieczenie społeczne) jest drugim najbardziej czasochłonnym w UE. Innymi słowy – już przedtem trudno było się w tym połapać, a teraz mamy dodatkowo do czynienia z ograniczeniami kontaktów międzyludzkich, co utrudnia relacje na linii obywatel-administracja.

Najważniejsze instrumenty proponowane przez rząd to:

  • Świadczenie postojowe dla pracujących na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych (jednorazowo 2080 zł, może być przyznane dwukrotnie); najważniejszym warunkiem jest spadek przychodów w poprzednim miesiącu o 15 proc. Z powodu opóźnień w płatnościach i świadomego przesuwania rachunków część potrzebujących może otrzymać wsparcie dopiero w maju, podczas gdy szybciej będą mogły z niego skorzystać osoby, które są w stanie przesunąć część przychodów.
  • Zwolnienie z ZUS na 3 miesiące samozatrudnionych o przychodach poniżej trzykrotności przeciętnego wynagrodzenia. Ponieważ jako kryterium wybrano przychód, ze zwolnienia skorzysta np. informatyk o przychodach 14 tys. zł miesięcznie, które jednocześnie są jego dochodem, nie zakwalifikuje się sklepikarz o przychodach 20 tys. zł miesięcznie, z których tylko ułamek stanowi dochód.
  • Zwolnienie z ZUS pracowników firm zatrudniających do 9 osób. Kryterium wielkości firmy oznacza, że skorzystają na nim przedsiębiorstwa zatrudniające 8 osób, nawet jeśli mogą teraz normalnie pracować, podczas gdy nie zakwalifikuje się do wsparcia zatrudniająca 10 osób restauracja zamknięta z powodu pandemii. Największym paradoksem jest to, że firmujące te rozwiązania Ministerstwo Rozwoju wprost karze przedsiębiorstwa, które w ciągu ostatnich miesięcy zwiększyły zatrudnienie.
  • Dopłaty do etatów. Firmy, niezależnie od wielkości zatrudnienia, będą mogły skorzystać z dopłat do etatów. Pierwszą niepotrzebną komplikacją jest rozbicie tego na dwa różne programy, jeden finansowany z Funduszu Pracy (tutaj wykluczone są duże firmy), drugi z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Drugim problemem jest kryterium spadku przychodów. Dla firm, które wystawiają fakturę po zakończeniu prac albo na koniec miesiąca, będzie to pułapka – wystawić fakturę za marzec i liczyć, że klient zapłaci, czy nie wystawić, żeby spełnić kryteria programów rządowych?

Procedury opóźnią pomoc

We wszystkich programach, poza zwolnieniem mikroprzedsiębiorców z ZUS,

problemem będzie czas potrzebny administracji na zweryfikowanie wniosków, co opóźni pomoc dla firm i samozatrudnionych.

Podejście rządu z góry było skazane na niepowodzenie – nawet przy sprawnej administracji nikt w tej chwili nie jest w stanie jednoznacznie powiedzieć, które firmy i osoby najbardziej ucierpią na kryzysie. W tej samej branży mogą być firmy o różnych profilach, które w różnym stopniu zostaną dotknięte kryzysem.

Trzeba pamiętać, że w tej chwili problemem jest nie tylko pandemia w kraju, ale także problemy naszych głównych partnerów handlowych i przerwy w łańcuchach dostaw, które uderzają w firmy pozornie odporne na ograniczenia w kraju.

Nie jest też jasne, które firmy będą w stanie szybko odrobić straty i potrzebują tylko wsparcia płynnościowego, a które bez dotacji upadną. W końcu naprawdę trudno uzasadniać arbitralne podziały firm według wielkości – czym się różnią firmy 9 i 10-osobowe? Albo 49 i 50-osobowe?

Propozycje

Zamiast wymyślać budzące wątpliwości kryteria, rząd powinien skupić się na szybkiej pomocy, zostawiając jej rozliczenie na później. Zamiast nakładać nowe wymogi biurokratyczne efektywniej byłoby wykorzystać istniejące rozwiązania administracyjne oraz mechanizmy rynkowe.

Jako FOR proponowaliśmy dwa takie mechanizmy:

  • 3-miesięczne świadczenia dla osób nie będących na etacie ani nie pobierających emerytury lub renty, czyli pozbawionych stałych dochodów. Można je przyznawać na oświadczenie teraz, a rozliczyć w przyszłym roku razem z rocznym PIT za 2020 rok, gdy będziemy wiedzieli znacznie więcej. Dane za rok są bardziej miarodajne i na ich podstawie łatwiej zobaczyć, komu w 2020 roku dochody silnie spadły w stosunku do 2019 roku – takim osobom pomoc byłaby umarzana, natomiast pozostali część lub całość spłaciliby razem z PIT. Dla tej grupy osób świadczenie byłoby po prostu pożyczką na czas kryzysu.
  • Przesunięcie składek ZUS za pracowników oraz dla samozatrudnionych – zamiast urzędników weryfikujących wnioski lepiej dać wybór firmom. Niech te w dobrej kondycji (np. sieci spożywcze, informatycy, stacje benzynowe, energetyka i szereg sektorów nie dotkniętych problemami) normalnie opłacają składki ZUS. Ale firmom z problemami pozwólmy na przesunięcie w czasie składek; jeśli dotyczyłoby to także zaliczek PIT, to pozwoliłoby to czasowo obniżyć koszty pracy o ok. 40 proc. A żeby narzędzie nie było nadużywane ze szkodą dla finansów publicznych można po prostu wprowadzić opłatę za przesunięcie – np. ryczałtem 5 proc. lub 10 proc. Jednocześnie, podobnie jak w przypadku osób fizycznych, od razu należy przewidzieć mechanizm umarzania części lub całości przesuniętych składek dla firm najbardziej dotkniętych kryzysem. Jeśli jakieś przedsiębiorstwo przez 3 miesiące nie pracuje, to trudno oczekiwać, by szybko nadrobiło takie straty. Ale z weryfikacją skali problemów firm możemy poczekać na spokojniejszy czas.

Najbliższe dni pokażą, czy ujęte w tarczy zmiany powstrzymają firmy przed masowymi zwolnieniami czy wręcz zamykaniem działalności. Na szczęście polskie przedsiębiorstwa weszły w obecny kryzys w dość dobrej sytuacji finansowej, a problemy ze znalezieniem pracowników w ostatnich latach sprawią, że firmy dwa razy zastanowią się zanim kogoś zwolnią.

Niemniej, zamiast liczyć na to, że jakoś się uda i chełpić się 212 mld zł w tarczy antykryzysowej, rząd już powinien myśleć o tym jak załatać jej liczne dziury.

*Aleksander Łaszek, główny ekonomista i wiceprezes Zarządu FOR, doktor nauk ekonomicznych, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich. absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

FOR - Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju jest think tankiem ekonomistów i prawników, działa na rzecz zwiększenia m.in. wolności gospodarczej oraz podnoszenia praworządności w państwie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne