Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Agencja Gazeta
16 lutego 2020

Urojone lęki: tak Kościół straszy nas "ekologizmem". Mówią o "neokomunizmie" i "zielonym nazizmie"

"Ekologizm" to nowy - obok "ideologii LGBT" - wróg polskiego Kościoła. Gdy przyjrzymy się bliżej karierze tego pojęcia, zobaczymy pomieszanie teorii spiskowej i wyznania wiary. To również manifestacja problemów, jakie Kościół w Polsce ma ze współczesną nauką i światem

"Potrzebujemy nawrócenia ekologicznego, bo bycie obrońcami dzieła Bożego stanowi istotną część uczciwego życia" - mówił 1 lutego 2020 abp Stanisław Gądecki w homilii z okazji 100-lecia Lasów Państwowych, nawiązując do ekologicznej encykliki "Laudato si'" papieża Franciszka.

Dodał, że nawrócenie ekologiczne powinno "pobudzać" i "prowadzić" do "szczodrej i serdecznej troski o świat", "rozwijania własnej kreatywności, entuzjazmu" i "ofiarowania siebie Bogu".

Wszystkich, którzy wsłuchują się w polski głos Kościoła w sprawach ekologii, mogło zaskoczyć, że abp Gądecki ani razu nie posłużył się terminem „ekologizm".

Tymczasem "ekologizm" - obok "ideologii LGBT" - stał się kolejnym wrogiem hierarchów i duchownych polskiego Kościoła.

W ostatnim czasie ostrzegali przed nim abp Marek Jędraszewski, abp Sławoj Leszek Głódź i ks. prof. Tadeusz Guz z KUL. A także o. Tadeusz Rydzyk i mniej znani duchowni-publicyści katoliccy, sytuujący się po (skrajnie) prawej stronie politycznego sporu.

Ale czym właściwie jest ów groźny "ekologizm"?

Za pojęciem tym nie kryje spójny opisem jakiegoś środowiska obrońców przyrody czy koncepcji ekologicznej. To raczej

pomieszanie teorii spiskowej i wyznania wiary oraz manifestacja problemów, jakie Kościół w Polsce ma ze współczesną nauką i światem.

Ekologizm, czyli co?

Według Słownika Języka Polskiego (SJP), ekologizm to wywodzący się z drugiej połowy XX w. kierunek filozoficzny, który podejmuje refleksję nad problemami ochrony środowiska oraz relacjami między człowiekiem a przyrodą. Jest to więc inna nazwa dla tzw. ekofilozofii, czy filozofii ekologicznej, która stawia sobie właśnie takie cele.

„Ekologizmem jest także każde wyrażenie użyte dla oddania treści ekologicznej oraz zastosowanie terminu ekologicznego lub uproszczonej interpretacji zjawisk, czy też koncepcji ekologicznej, dla wsparcia argumentów natury moralnej lub - politycznych” - czytamy na stronie internetowej SJP.

Jednak duchownym i kościelnym hierarchom nie o takie znaczenie ekologizmu chodzi. O jakie zatem? Nie do końca wiadomo. Trudno bowiem znaleźć klarowną definicję "ekologizmu" w dyskursie polskiego Kościoła.

Kosmiczne zagrożenie

Zapoznałem się z wywiadami, tekstami publicystycznymi, homiliami i wykładami polskich duchownych rzymskokatolickich, którzy mówią o ekologizmie. Z tych różnych wypowiedzi wynika - zestawiam charakterystyki w luźnym porządku - że ekologizm m.in.:

  • jest "nową formą ideologii" i "odłamem ideologii neomarksizmu";
  • to "ateistyczny, materialistyczny i nihilistyczny neokomunizm";
  • to "nowa forma totalitaryzmu";
  • jest "odmianą zielonego nazizmu”;
  • jest "antyludzki";
  • to "totalny ateizm";
  • "neguje Boga i zadania, jakie Bóg powierzył człowiekowi wobec dzieła stworzenia";
  • to "substancjalna wrogość względem człowieka jako osoby";
  • to "humanizacja zwierząt, drzew i roślin";
  • twierdzi, że "najlepszą przysługą, jaką można oddać Ziemi, to jest to, by wyginął ludzki gatunek, no bo wtedy nie będzie kogoś, kto by powodował efekt cieplarniany";
  • oznacza "totalną erotyzację kultury – kult żądzy i popędu seksualnego";
  • to "oczywiście biznes", bo "jak się odpowiednio wzbudzi histerię, to da się wcisnąć nowe produkty".
Nie przesadzając, można powiedzieć, że "ekologizm" jest jakimś globalnym a nawet kosmicznym zagrożeniem - złem absolutnym.

Ideologia vs. prawdziwa (chrześcijańska) ekologia

Przyznał to jeden z krytyków "ekologizmu", ks. prof. Andrzej Maryniarczyk z KUL, komentator Radia Maryja. Jego obszerną charakterystykę "ekologizmu" warto przytoczyć w całości:

"Ta ideologia, niby opakowana w jakąś naukową formę, uderza we wszystko: uderza w świat, bo nie szanuje natury, nie liczy się z prawami natury; uderza w człowieka, bo nie liczy się z jego naturą, ona chce człowieka wychować, zmanipulować w jakiś sposób, spreparować do swoich celów; ona nie liczy się z rodziną. Drugi element, w który uderza ideologia ekologizmu, to jest ateizacja świata natury. [...] Ta ideologia ekologizmu [...] pokazuje, że świat jest ateistyczny, bez Boga. Wsparta jest też ewolucjonizmem, który także był propagowany przez marksizm".

Hierarchowie i duchowni "ekologizmowi" przeciwstawiają ekologię chrześcijańską.

Mówił o niej - odwołując się do papieża Franciszka - abp Jędraszewski. Jest to według niego "wezwanie do troski o środowisko stworzone przez Boga" w duchu "czynienia sobie ziemi poddaną". Przy czym, owo "panowanie [...] związane jest z odpowiedzialnością" a ludzie są zobowiązani do "odpowiedzialnej troski o naturę".

Chochoł ekologizmu

Jest kompletnie niejasne, na jakiej podstawie hierarchowie polskiego Kościoła konfrontują ze sobą "prawdę" chrześcijańskiej ekologii z "ideologią" ekologizmu. To sugeruje oczywiście, że ten drugi jest czymś fałszywym, choć nie wiadomo dlaczego.

Słowo "ideologia" w znaczeniach, jakie nadaje mu Słownik Języka Polskiego, oznacza po prostu "pojęcie występujące w filozofii i naukach społecznych oraz politycznych, które określa zbiory poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata" i "system poglądów, idei, pojęć jednostki lub grupy ludzi".

W tych sensach katolicyzm - czy, szerzej, chrześcijaństwo - też jest ideologią.

W tym kontekście oskarżenia o nazizm czy komunizm wybrzmiewają karykaturalnie. Nie wspominając już o tym, że są kompletnie niemerytoryczne i stanowią, co najwyżej, wyraz ostrej emocjonalnej niechęci części kleru względów ekologów.

Neomarksizm urojony

Żaden z krytyków "ekologizmu" nie wyjaśnił też, jak wiąże się on z neomarksizmem, którego rzekomo jest częścią. Neomarksizm jest XX-wiecznym kierunkiem filozoficznym, który był (i nadal jest) inspiracją dla lewicy.

Ale historia współczesnej ekologii - rozumianej jako świadomą ochrona dzikiej przyroda, bazująca na przekonaniu o jej wewnętrznej wartości - źródłowo sięga przynajmniej pierwszej połowy XIX w.

W tamtym czasie neomarksizm nie tylko nie istniał, ale w ogóle kształtujący się szeroko rozumiany ruch lewicowy był umiarkowanie zainteresowany ochroną przyrody. Choć istniały wyjątki. Nieco później Engels pisał na przykład (fragment rozprawy ,,Rola pracy w procesie uczłowieczania małpy”, opublikowanej w 1896 roku w czasopiśmie ,,Die neue Zeit”): „Nie pochlebiajmy sobie zbytnio z powodu naszych ludzkich zwycięstw nad przyrodą. Za każde z nich mści się ona na nas"

Wyjaśniał, że "każdy nasz krok przypomina nam, że bynajmniej nie panujemy nad przyrodą jak zdobywca nad obcym ludem, jak ktoś stojący poza przyrodą; ale że przynależymy do niej ciałem, krwią i mózgiem, że znajdujemy się wewnątrz niej (…)”

Co do zasady jednak wątki ekologiczne można było prędzej znaleźć w myśli konserwatywnej niż u krytyków kapitalizmu, zainteresowanych głównie ciężkim losem robotników.

Warto zaznaczyć, że żadna z największych i najważniejszych organizacji ekologicznych w Polsce (np. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot) i na świecie (w tym Greenpeace i WWF) nie odwołuje się do neomarksizmu w swoich dokumentach programowych.

Eko-NGOsy starają się unikać oficjalnego deklarowania konkretnych sympatii politycznych politycznych, ponieważ mogłoby to niweczyć ich walkę o przyrodę.

"Żyjmy długo, a potem wymrzyjmy"

Nie wiadomo też na jakiej podstawie kościelni krytycy "ekologizmu" twierdzą, że ten rzekomo istniejący nurt twierdzi, że "najlepszą przysługą, jaką można oddać Ziemi, to jest to, by wyginął ludzki gatunek, no bo wtedy nie będzie kogoś, kto by powodował efekt cieplarniany".

Istnieje tylko jedna organizacja ekologiczna na świecie, która mogłaby się z tym zgodzić, ale nie odgrywa ona żadnej istotnej roli w światowym ruchu ochrony przyrody: amerykański Voluntary Human Extinction Movement (Ruch Dobrowolnego Wymierania Ludzkości).

Przy czym, organizacja nie chce, by depopulacja dokonała się na drodze przemocowej, np. przez wojny, ale przez dobrowolne wstrzymanie się od prokreacji, antykoncepcję czy sterylizację. "Żyjmy długo, a potem wymrzyjmy" - to hasło Voluntary Human Extinction Movement.

Właśnie z uwagi na marginalność tego ruchu, przypisywanie jego ideologii całości ruchu ekologicznego jest - najdelikatniej ujmując - manipulacją.

"Humanizacja zwierząt"

Niektóre charakterystyki, które kościelni hierarchowie przypisują "ekologizmowi" wydają się wyrazem tego, że

polski Kościół ma problem z akceptacją niektórych prawd o człowieku, przyrodzie i zwierzętach, które wynikają ze współczesnego stanu wiedzy naukowej.

Pierwszy przykład z brzegu to rzekoma "humanizacja zwierząt", której dokonują ekologiści. Mówił o niej wielokrotnie ks. prof. Guz. Ten nieostry termin oznacza zrównywanie zwierząt i ludzi - zarówno w sensie tego, kim są, ale również w aspekcie ich praw (co ma być konsekwencją pierwszego).

Kłopot Kościoła polega tu na tym, że współczesne nauki behawioralne obaliły w XX w. pogląd o jakiejś fundamentalnej różnicy między ludźmi a innymi zwierzętami, na której zasadza się chrześcijańska doktryna.

Przez setki lat twierdzono, że ludzi od zwierząt odróżnia rozum. Tymczasem wiemy dziś, że np. szympansy nie tylko używają narzędzi, ale mają też złożone życie umysłowe. W warunkach laboratoryjnych mogą się uczyć sztucznych języków, np. migowego. I z sukcesem porozumiewać się za ich pomocą z ludźmi, a nawet uczyć swoje potomstwo jego używania.

Złożone zdolności umysłowe - w tym abstrakcyjne myślenie - występują nie tylko u prymatów, ale też np. u niektórych gatunków ptaków (np. krukowatych), a nawet u ośmiornic. To zrozumiałe, bo przecież życie umysłowe również podlega procesom ewolucyjnym, o których już w XIX w. pisał Karol Darwin.

Darwin, "ojciec ekoterrorystów"

Ale z Darwinem polski Kościół też ma problem, bo darwinowska koncepcja rozbija chrześcijańską wizję rzeczywistości, w której człowiek znajduje się na szczycie piramidy stworzenia. W świetle teorii ewolucji człowiek jest po prostu jednym ze zwierząt - bez żadnej wyróżnionej pozycji.

A to znaczy, że kościelna propozycja ekologii polegającej na "czynieniu sobie ziemi poddaną" jawi się jako co najmniej wątpliwa, bo świat zwierząt nie ma żądnej odgórnie nadanej hierarchii.

I to jest zapewne też powód, dla którego ks. prof. Guz na jednej z konferencji u o. Rydzyka mówił, że "ojcem ekoterrorystów jest Karol Darwin ze swoją teorią ewolucji".

"Nie ulega wątpliwości, że promuje się wiele fałszywych teorii o człowieku, z których ewolucjonizm darwinowski dominuje. Istnieje jeszcze wiele innych teorii ewolucjonizmu. Dlatego myślę, że kreacjonizm również powinien być obecny na uniwersytetach" - komentował te słowa nieżyjący już ówczesny minister środowiska Jan Szyszko.

Minister o "ekologizmie": "nie może być zgody polskiego rządu"

Kościelny koncept "ekologizmu" mógłby być co najwyżej powodem do kpin, gdyby nie to, że te opowieści na serio bierze obecna władza. Minister Michał Woś na niedawnej konferencji "Oblicza ekologii", podczas której słowo "ekologizm", padał regularnie, mówił, że

na taką ekologię „nie może być zgody polskiego rządu i polskich polityków”.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne