"Ekologizm" to nowy - obok "ideologii LGBT" - wróg polskiego Kościoła. Gdy przyjrzymy się bliżej karierze tego pojęcia, zobaczymy pomieszanie teorii spiskowej i wyznania wiary. To również manifestacja problemów, jakie Kościół w Polsce ma ze współczesną nauką i światem

„Potrzebujemy nawrócenia ekologicznego, bo bycie obrońcami dzieła Bożego stanowi istotną część uczciwego życia” – mówił 1 lutego 2020 abp Stanisław Gądecki w homilii z okazji 100-lecia Lasów Państwowych, nawiązując do ekologicznej encykliki „Laudato si'” papieża Franciszka.

Dodał, że nawrócenie ekologiczne powinno „pobudzać” i „prowadzić” do „szczodrej i serdecznej troski o świat”, „rozwijania własnej kreatywności, entuzjazmu” i „ofiarowania siebie Bogu”.

Wszystkich, którzy wsłuchują się w polski głos Kościoła w sprawach ekologii, mogło zaskoczyć, że abp Gądecki ani razu nie posłużył się terminem „ekologizm”.

Tymczasem „ekologizm” – obok „ideologii LGBT” – stał się kolejnym wrogiem hierarchów i duchownych polskiego Kościoła.

W ostatnim czasie ostrzegali przed nim abp Marek Jędraszewski, abp Sławoj Leszek Głódź i ks. prof. Tadeusz Guz z KUL. A także o. Tadeusz Rydzyk i mniej znani duchowni-publicyści katoliccy, sytuujący się po (skrajnie) prawej stronie politycznego sporu.

Ale czym właściwie jest ów groźny „ekologizm”?

Za pojęciem tym nie kryje spójny opisem jakiegoś środowiska obrońców przyrody czy koncepcji ekologicznej. To raczej

pomieszanie teorii spiskowej i wyznania wiary oraz manifestacja problemów, jakie Kościół w Polsce ma ze współczesną nauką i światem.

Ekologizm, czyli co?

Według Słownika Języka Polskiego (SJP), ekologizm to wywodzący się z drugiej połowy XX w. kierunek filozoficzny, który podejmuje refleksję nad problemami ochrony środowiska oraz relacjami między człowiekiem a przyrodą. Jest to więc inna nazwa dla tzw. ekofilozofii, czy filozofii ekologicznej, która stawia sobie właśnie takie cele.

„Ekologizmem jest także każde wyrażenie użyte dla oddania treści ekologicznej oraz zastosowanie terminu ekologicznego lub uproszczonej interpretacji zjawisk, czy też koncepcji ekologicznej, dla wsparcia argumentów natury moralnej lub – politycznych” – czytamy na stronie internetowej SJP.

Jednak duchownym i kościelnym hierarchom nie o takie znaczenie ekologizmu chodzi. O jakie zatem? Nie do końca wiadomo. Trudno bowiem znaleźć klarowną definicję „ekologizmu” w dyskursie polskiego Kościoła.

Kosmiczne zagrożenie

Zapoznałem się z wywiadami, tekstami publicystycznymi, homiliami i wykładami polskich duchownych rzymskokatolickich, którzy mówią o ekologizmie. Z tych różnych wypowiedzi wynika – zestawiam charakterystyki w luźnym porządku – że ekologizm m.in.:

  • jest „nową formą ideologii” i „odłamem ideologii neomarksizmu”;
  • to „ateistyczny, materialistyczny i nihilistyczny neokomunizm„;
  • to „nowa forma totalitaryzmu”;
  • jest „odmianą zielonego nazizmu”;
  • jest „antyludzki„;
  • to „totalny ateizm„;
  • neguje Boga i zadania, jakie Bóg powierzył człowiekowi wobec dzieła stworzenia”;
  • to „substancjalna wrogość względem człowieka jako osoby”;
  • to „humanizacja zwierząt, drzew i roślin”;
  • twierdzi, że „najlepszą przysługą, jaką można oddać Ziemi, to jest to, by wyginął ludzki gatunek, no bo wtedy nie będzie kogoś, kto by powodował efekt cieplarniany”;
  • oznacza „totalną erotyzację kultury – kult żądzy i popędu seksualnego”;
  • to „oczywiście biznes„, bo „jak się odpowiednio wzbudzi histerię, to da się wcisnąć nowe produkty”.

Nie przesadzając, można powiedzieć, że „ekologizm” jest jakimś globalnym a nawet kosmicznym zagrożeniem – złem absolutnym.

Ideologia vs. prawdziwa (chrześcijańska) ekologia

Przyznał to jeden z krytyków „ekologizmu”, ks. prof. Andrzej Maryniarczyk z KUL, komentator Radia Maryja. Jego obszerną charakterystykę „ekologizmu” warto przytoczyć w całości:

„Ta ideologia, niby opakowana w jakąś naukową formę, uderza we wszystko: uderza w świat, bo nie szanuje natury, nie liczy się z prawami natury; uderza w człowieka, bo nie liczy się z jego naturą, ona chce człowieka wychować, zmanipulować w jakiś sposób, spreparować do swoich celów; ona nie liczy się z rodziną. Drugi element, w który uderza ideologia ekologizmu, to jest ateizacja świata natury. […] Ta ideologia ekologizmu […] pokazuje, że świat jest ateistyczny, bez Boga. Wsparta jest też ewolucjonizmem, który także był propagowany przez marksizm”.

Hierarchowie i duchowni „ekologizmowi” przeciwstawiają ekologię chrześcijańską.

Mówił o niej – odwołując się do papieża Franciszka – abp Jędraszewski. Jest to według niego „wezwanie do troski o środowisko stworzone przez Boga” w duchu „czynienia sobie ziemi poddaną”. Przy czym, owo „panowanie […] związane jest z odpowiedzialnością” a ludzie są zobowiązani do „odpowiedzialnej troski o naturę”.

Chochoł ekologizmu

Jest kompletnie niejasne, na jakiej podstawie hierarchowie polskiego Kościoła konfrontują ze sobą „prawdę” chrześcijańskiej ekologii z „ideologią” ekologizmu. To sugeruje oczywiście, że ten drugi jest czymś fałszywym, choć nie wiadomo dlaczego.

Słowo „ideologia” w znaczeniach, jakie nadaje mu Słownik Języka Polskiego, oznacza po prostu „pojęcie występujące w filozofii i naukach społecznych oraz politycznych, które określa zbiory poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata” i „system poglądów, idei, pojęć jednostki lub grupy ludzi”.

W tych sensach katolicyzm – czy, szerzej, chrześcijaństwo – też jest ideologią.

W tym kontekście oskarżenia o nazizm czy komunizm wybrzmiewają karykaturalnie. Nie wspominając już o tym, że są kompletnie niemerytoryczne i stanowią, co najwyżej, wyraz ostrej emocjonalnej niechęci części kleru względów ekologów.

Neomarksizm urojony

Żaden z krytyków „ekologizmu” nie wyjaśnił też, jak wiąże się on z neomarksizmem, którego rzekomo jest częścią. Neomarksizm jest XX-wiecznym kierunkiem filozoficznym, który był (i nadal jest) inspiracją dla lewicy.

Ale historia współczesnej ekologii – rozumianej jako świadomą ochrona dzikiej przyroda, bazująca na przekonaniu o jej wewnętrznej wartości – źródłowo sięga przynajmniej pierwszej połowy XIX w.

W tamtym czasie neomarksizm nie tylko nie istniał, ale w ogóle kształtujący się szeroko rozumiany ruch lewicowy był umiarkowanie zainteresowany ochroną przyrody. Choć istniały wyjątki. Nieco później Engels pisał na przykład (fragment rozprawy ,,Rola pracy w procesie uczłowieczania małpy”, opublikowanej w 1896 roku w czasopiśmie ,,Die neue Zeit”): „Nie pochlebiajmy sobie zbytnio z powodu naszych ludzkich zwycięstw nad przyrodą. Za każde z nich mści się ona na nas”

Wyjaśniał, że „każdy nasz krok przypomina nam, że bynajmniej nie panujemy nad przyrodą jak zdobywca nad obcym ludem, jak ktoś stojący poza przyrodą; ale że przynależymy do niej ciałem, krwią i mózgiem, że znajdujemy się wewnątrz niej (…)”

Co do zasady jednak wątki ekologiczne można było prędzej znaleźć w myśli konserwatywnej niż u krytyków kapitalizmu, zainteresowanych głównie ciężkim losem robotników.

Warto zaznaczyć, że żadna z największych i najważniejszych organizacji ekologicznych w Polsce (np. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot) i na świecie (w tym Greenpeace i WWF) nie odwołuje się do neomarksizmu w swoich dokumentach programowych.

Eko-NGOsy starają się unikać oficjalnego deklarowania konkretnych sympatii politycznych politycznych, ponieważ mogłoby to niweczyć ich walkę o przyrodę.

„Żyjmy długo, a potem wymrzyjmy”

Nie wiadomo też na jakiej podstawie kościelni krytycy „ekologizmu” twierdzą, że ten rzekomo istniejący nurt twierdzi, że „najlepszą przysługą, jaką można oddać Ziemi, to jest to, by wyginął ludzki gatunek, no bo wtedy nie będzie kogoś, kto by powodował efekt cieplarniany”.

Istnieje tylko jedna organizacja ekologiczna na świecie, która mogłaby się z tym zgodzić, ale nie odgrywa ona żadnej istotnej roli w światowym ruchu ochrony przyrody: amerykański Voluntary Human Extinction Movement (Ruch Dobrowolnego Wymierania Ludzkości).

Przy czym, organizacja nie chce, by depopulacja dokonała się na drodze przemocowej, np. przez wojny, ale przez dobrowolne wstrzymanie się od prokreacji, antykoncepcję czy sterylizację. „Żyjmy długo, a potem wymrzyjmy” – to hasło Voluntary Human Extinction Movement.

Właśnie z uwagi na marginalność tego ruchu, przypisywanie jego ideologii całości ruchu ekologicznego jest – najdelikatniej ujmując – manipulacją.

„Humanizacja zwierząt”

Niektóre charakterystyki, które kościelni hierarchowie przypisują „ekologizmowi” wydają się wyrazem tego, że

polski Kościół ma problem z akceptacją niektórych prawd o człowieku, przyrodzie i zwierzętach, które wynikają ze współczesnego stanu wiedzy naukowej.

Pierwszy przykład z brzegu to rzekoma „humanizacja zwierząt”, której dokonują ekologiści. Mówił o niej wielokrotnie ks. prof. Guz. Ten nieostry termin oznacza zrównywanie zwierząt i ludzi – zarówno w sensie tego, kim są, ale również w aspekcie ich praw (co ma być konsekwencją pierwszego).

Kłopot Kościoła polega tu na tym, że współczesne nauki behawioralne obaliły w XX w. pogląd o jakiejś fundamentalnej różnicy między ludźmi a innymi zwierzętami, na której zasadza się chrześcijańska doktryna.

Przez setki lat twierdzono, że ludzi od zwierząt odróżnia rozum. Tymczasem wiemy dziś, że np. szympansy nie tylko używają narzędzi, ale mają też złożone życie umysłowe. W warunkach laboratoryjnych mogą się uczyć sztucznych języków, np. migowego. I z sukcesem porozumiewać się za ich pomocą z ludźmi, a nawet uczyć swoje potomstwo jego używania.

Złożone zdolności umysłowe – w tym abstrakcyjne myślenie – występują nie tylko u prymatów, ale też np. u niektórych gatunków ptaków (np. krukowatych), a nawet u ośmiornic. To zrozumiałe, bo przecież życie umysłowe również podlega procesom ewolucyjnym, o których już w XIX w. pisał Karol Darwin.

Darwin, „ojciec ekoterrorystów”

Ale z Darwinem polski Kościół też ma problem, bo darwinowska koncepcja rozbija chrześcijańską wizję rzeczywistości, w której człowiek znajduje się na szczycie piramidy stworzenia. W świetle teorii ewolucji człowiek jest po prostu jednym ze zwierząt – bez żadnej wyróżnionej pozycji.

A to znaczy, że kościelna propozycja ekologii polegającej na „czynieniu sobie ziemi poddaną” jawi się jako co najmniej wątpliwa, bo świat zwierząt nie ma żądnej odgórnie nadanej hierarchii.

I to jest zapewne też powód, dla którego ks. prof. Guz na jednej z konferencji u o. Rydzyka mówił, że „ojcem ekoterrorystów jest Karol Darwin ze swoją teorią ewolucji”.

„Nie ulega wątpliwości, że promuje się wiele fałszywych teorii o człowieku, z których ewolucjonizm darwinowski dominuje. Istnieje jeszcze wiele innych teorii ewolucjonizmu. Dlatego myślę, że kreacjonizm również powinien być obecny na uniwersytetach” – komentował te słowa nieżyjący już ówczesny minister środowiska Jan Szyszko.

Minister o „ekologizmie”: „nie może być zgody polskiego rządu”

Kościelny koncept „ekologizmu” mógłby być co najwyżej powodem do kpin, gdyby nie to, że te opowieści na serio bierze obecna władza. Minister Michał Woś na niedawnej konferencji „Oblicza ekologii”, podczas której słowo „ekologizm”, padał regularnie, mówił, że

na taką ekologię „nie może być zgody polskiego rządu i polskich polityków”.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Tom Paskuda

    Pasterze Kościoła boją się rozumu swoich potulnych owieczek, więc wymyślają „wilki”, które jakoby atakowały stado. Tymczasem owieczki wybierają wolność i uciekają od „ciemnej zarazy”, która próbuje zamulać im mózgi.

      • Totoro Satsuki

        Ani hierarchowie, ani kler, ani większa część katolikow wcale się nie "cofnęła do XIX wieku", tylko nigdy nie wyszła – i to nie z XIX wieku, ale chrześcijaństwa czasów cesarstwa rzymskiego.

        • Mateusz Głazowski

          Problem w tym, że o Polanach w czasach cesarstwa rzymskiego nie słychać. Naszą historię zaczynają od Mieszka I, a co było wcześniej? Z tych powodów wybrałem wiek XIX.

    • Jan Helak

      Tak naprawdę to np. Świadkowie Jehowy są zdecydowanymi przeciwnikami teorii Darwina – w latach 90. czytałem trochę ich pisemek. Nie wiem, jak dziś podchodzą do kwestii ekologii, ale wg mnie mogą też dosłownie odczytywać słowa Biblii: "Czyńcie sobie Ziemię poddaną". W ogóle w USA, zwłaszcza w tzw. pasie biblijnym, jest sporo sekt protestanckich, interpretujących Biblię dosłownie, o wiele bardziej ortodoksyjnych i konserwatywnych niż nasi biskupi pokroju Głodzia i Jędraszewskiego, tudzież ojciec dyrektor. To kwestia raczej stanu umysłu, a nie takiego lub innego wyznania.

  2. Marcin Benedykt

    Te porównania do totalitaryzmów są o tyle ciekawe, że bardziej by pasowały do autorytarnej, hierarchicznej, antydemokratycznej, antypluralistycznej instytucji kościelnej.

  3. Jarosław Koźlarek

    Szkoda, że autor nie rozwinął ostatniego punktu mówiącego o tym, że „ekologizm” to wg kościoła i prawicy tłusty biznes. Jako przykład przywołują zarobki prezeski WWF.

  4. Jan Kowalski

    Skoro kreacjonizm powinien być nauczany na uniwersytetach to dlaczego pomijamy tak istotne sprawy jak nauka o elfach, gnomach czy krasnoludkach oczywiście w kontekscie naukowym! Każda bajka zasługuje na wdrożenie w uniwersytety.

    • Krzysztof Skladanowski

      Kreacjonizm nie może być nauczany na prawdziwych polskich uniwersytetach, gdyż siódmy dzień, gdy Pan Bóg spoczął, a zatem i wiernym pracować nie wypada, to Sobota. Diaspora żydowska miałaby używanie. Niedopuszczalne!

  5. Trzej Ptaszkowie

    A po co pisać taki długi artykuł? Kościół Katolicki neguje WSZYSTKO, czego sam nie wymyślił, bo wg doktryny wszystko co nie jest dziełem KK jest dziełem diabełka, czyli jest złe i trzeba to niszczyć. Wystarczy napisać tyle: "katolicyzm niszczy wszystko, co nie katolickie" – raz dziennie tylko tyle i dotrze to do większej ilości ludzi, niż dlugie elaboraty opisujące zdziwienie nad rzeczami oczywistymi.

    • Jan Helak

      Ech, gdyby świat (i katolicyzm też) był tak zero-jedynkowy, jak ci się wydaje… Ale nie wystarczy napisać "katolicyzm niszczy wszystko, co nie katolickie", bo to po prostu nieprawda. Są w Kościele tacy ludzie, jak ojciec Tomasz Dostatni, siostra Małgorzata Chmielewska, papież Franciszek i wielu jeszcze podobnych, a pedofilia dotyczy, co potwierdzają statystyki, kilku procent duchownych. A stare chińskie przysłowie mówi, że jedna mucha potrafi zepsuć całą beczkę oliwy.
      Prawdziwy problem jest w tym, że najwięcej do powiedzenia mają ci przedstawiciele hierarchii, którzy sami głoszą takie poglądy, jakie opisano w artykule, zaś uciszają tych godnych ludzi Kościoła (a samego papieża Franciszka ignorują). No i w imię fałszywie pojętej reputacji KK za wszelką cenę chronią tych, którzy popełniają czyny będące ciężkim przestępstwem w myśl prawa świeckiego i zarazem grzechem śmiertelnym wg magisterium Kościoła. Dlatego rzetelny portal, jak OKO, powinien wyjaśniać takie szczegóły, a nie rzucać populistyczne i ogólnikowe slogany. A jeśli takowe slogany tobie wystarczą, to masz brukowce typu "Fakt" albo "SE".

      • Trzej Ptaszkowie

        Otóż nie. KK doktrynalnie głosi, że oddawanie czci Chrystusowi jest DOBRE, a oddawanie czci np. Swarożycowi, albo nie oddawanie czci żadnemu bogowi jest ZŁE. I powie ci to każda z wymienionych osób. Nie są tu dla tych osób istotne czyny tych osób, ale sam fakt, że ktoś jest "niekatolicki". Tokarczuk jakoś nie budzi zachwytu w kościele. Nie budzą też ekolodzy, bo nie odwołują się do Chrystusa, tylko do natury, przyrody autonomicznej, a nie będącej dziełem chrześcijańskiego boga. Więc KK ich niszczy, tak jak będzie niszczył każdego, kto w swych głosach nie będzie się powoływał na religię katolicką. Będzie zaś wspierał agresywnych kiboli, jeśli ci tylko będą krzyczeć z krucyfiksem w ręku. Nie ważni są ludzie i ich cierpienia, miłość, wsparcie, szacunek, równość – ważne, żeby katolicyzm dominował, żeby krzyż był wszędzie, choćby przemocą, szczuciem i więzieniem. Ile ten "wspaniały" kościółek w swej historii zamordował niewygodnych dla niego ludzi?

      • Totoro Satsuki

        Każda z wymienionych osób ma dużo za uszami. I Dostatni i Chmielewska i Franciszek. Z pewnych powodów – mili, z innych – niemili. Powoływanie się na te pojedyńcze postaci niczego nie dowodzi.
        Pedofilia wśród kleru to nie "kilka procent" tylko znacznie więcej. nie mniej niż kilkanaście procent kleru ma skłonności pedofilskie. Franciszek mówił o 2% i powiedział nieprawdę, kryjąc fakty. Komisja w Australii, niezależna od kościoła, stwierdziła, że to nie mniej niż 7,%, a nie stwierdziła jeszcze wszystkiego, bo te zbrodnie ukryte są pod ciemną liczbą.

        • Trzej Ptaszkowie

          Dyskusja o procentach pedofili w sutannach jest śmieszna. Ja się zapytam tych wszystkich obrońców pedofili jaki w takim razie jest dopuszczalny procent pedofili w jakimś środowisku, które chce uważać się za głosicieli moralności? Mom zdaniem 0.

          • Totoro Satsuki

            Dyskusja o procencie pedofilów w sutannach jest nieśmieszna. Pokazuje wielokrotnie większy odsetek pedofilów w kościele w stosunku do ogołu społeczeństwa. Jeśli się chce efektywnie ścigać pedofilów należy się zwłaszcza skupić na gnieździe węży – kościele katolickim. Poza nim pedofila dopaść znacznie łatwiej. Szkoła nie chroni nauczyciela-pedofila, ekipa budowlana nie chroni pedofila-murarza.

  6. Totoro Satsuki

    Lęki kościoła nie są urojone tylko prawdziwe. Natomiast warunkiem istnienia kościoła są urojenia. Urojony Bóg, urojone "dzieło stworzenia" w ktorym najpierw Bóg stwarza światło a dopiero później jego źródło i najpierw starza ssaki a później płazy; urojony Adam z Ewą, urojony Szatan, urojony "grzech pierworodny", urojone piekło, urojone morze co się rozstąpiło, urojony Noe z arką, urojony Jonasz w brzuchu wieloryba; urojone "zwiastowanie" , urojony Jezus, urojeni "Trzej Królowie", urojona "święta rodzina", urojenia znikającego i wracającego urojonego Jezusa, urojenia urojonego św. Pawła. I tak w nieskończoność.
    I największe urojenie: "miłość".
    Przy takiej ilości urojeń nie może nie być lęków i paniki, przeradzającej się w nietolerancję, agresję i przemoc – zwłaszcza wewnętrzną, ale też skierowaną na zewnątrz.

        • Krzysztof Skladanowski

          Przymiotnik święty jest wymysłem człowieka i znaczy tyle co przymiotnik gruby. Tylko świry moherowe nadają mu jakieś nadludzkie znaczenie. Więc jak ludzie nazywają Kazimierza wielkim, to nie powinniśmy mieć problemu w nazywaniu Pawła świętym.

    • Andrzej Maciejewicz

      @Satuski: Atakowanie religi to błąd, na który kler tylko czeka i prowokuje. Trzeba być niebyle religioznawcą lub filozofem aby tu sprostać mędrcom kościoła. Nie widać profesjonalizmu w twoim poście. Ważne jest ujawnianie i komentowanie przestępczej działalności kleru, a w warunkach polskich zwłaszcza ataki na dzieci i okradanie najbiediedniejszych. Niewykształceni Polacy to zrozumieją, a nie zawiłe spory np o hierarchię w trójcy świętej.
      Świat byłby inny, może lepszy, gdyby religiom nie towarzyszyli kapłani.

      • Totoro Satsuki

        Dla "ciemnego ludu" przystępne jest pokazywanie jak proboszcz, biskup, papież gwałcą ludowi dzieci. Lud jest ciemny, ale co tysięczny ciemniak jest trochę mniej ciemny i skapuje, co się naprawdę dzieje.

        Dla nieco bardziej zaawansowanych jest "atakowanie kościoła". Kłamcę należy nazywać kłamcę. bandytę – bandytą. Na tym polega "atakowanie kościoła". To jest właśnie katolickie kłamstwo o rzekomym ataku. Niech kłamią. Im więcej tym lepiej. Suma kłamstwa ich przygniata, a tama pęka. Co się zaczyna dziać. I dobrze.

  7. Andrzej Maciejewicz

    Chrześcijaństwo, jak wiele innych religi powstało 2000 lat temu na zapotrzebowanie ówczesnego, prymitywnego człowieka. Kościół (kler) niemal natychmiast zrobił z religii dobry biznes i broni go na wszelkie sposoby. Robi to nieumiejętnie, bo przez setki lat lenistwa intelektualnego przywykł do demagogii, antynaukowej, prymitywnej propagandy i łatwych sukcesów wśród równie niewykształconych wiernych. W Polsce od kilkudziesięciu lat sytuacja się gwałtownie zmienia. Wierni, w wyniku wybryków kleru – pedofilii, złodziejstwa, pijaństwa, pazerności, hipokryzji – zaczęli nań patrzeć bardziej krytycznie. Przestał też działać mit kościoła jako obrońcy polskości. Polski kler sobie z tym nie radzi. Czym głupszy biskup tym częściej broni poglądów próbując wpleść do argumentacji dogmaty religijne. Ośmiesza religię i deklasuje się do poziomu zapijaczonego analfabety (wielu z nich jest bardzo blisko). Krk to brutalna, bezmyślna i zaślepiona mafia, nie radzącą sobie z rzeczywistością.

  8. Totoro Satsuki

    "Kościół (kler) niemal natychmiast zrobił z religii dobry biznes i broni go na wszelkie sposoby. Robi to nieumiejętnie, bo przez setki lat lenistwa intelektualnego przywykł do demagogii, antynaukowej, prymitywnej propagandy… "
    Robi(ł) to nadzwyczajnie umiejetnie, dzięki temu katolików jest na świecie ponad miliard, na wszystkich kontynentach. Robił to prymitywnie, głównie stosując przemoc, ale nie nieumiejętnie. Takie metody działały – przed kościołem nie było ucieczki – i ciągle działają, ale ponieważ pojawiły się alternatywy i jest ucieczka – dopiero współcześnie metody te okazują się coraz mniej umiejętne. Innych metod kościół nie zna i się nie nauczy, bo ich nie ma. Dlatego stare się – powoli a nieodwracalnie – organizacją schyłkową.

  9. Roman Mus

    Spieranie się o ilość procentów pedofilów w KrK jest mało inspirujące, bo jako instytucja najmoralniejsza z moralnych na świecie powinna świecić przykładem ZEROWYM. Te ich wszystkie sekty pozwalają sądzić, że ten cyrk jest słaby już od samego początku. Obecnie wypowiadane slogany i próby odwrócenia od nich i skierowania nienawiści na innych pokazują, że tracą dominującą pozycję. Tę pozycję tracą już od dłuższego czasu. Dwie autentyczne ciekawostki, jak tracą tę pozycję: kolega w latach 70-tych był ministrantem, bo trzeba było być przeciwko władzy, a po 1980 roku stwierdził, że odpisuje się od nich i przechodzi (znów) do opozycji. W moim przypadku poznałem ich negatywną działalność już na początku lat 60-tych i utwierdziło ten fakt ok. 20 lat później działanie, gdy byli dystrybutorami przywożonej z zachodu żywności. Otóż swojej długoletniej gosposi, wtedy już ponad 70-cio letniej, dali beczkę 10 kg konserwowej fasoli (nie pamiętam, może groszku) i kilka innych drobiazgów też z tym związanych.
    Chyba mogę pozwolić sobie na kryptoreklamę, bo autor m.in. tego rysunku już jest TAM. Zbigniew Jujka w ramach książki "Poprawki do historii" narysował dwie armie konne nacierające na siebie. Na czele każdej z nich jechał jeździec z krzyżem. Te typy tak mają.

    • Trzej Ptaszkowie

      A ja dam lepsze porównanie. W Polsce jest ponad setka różnych związków wyznaniowych – chrześcijańskich, judaistycznych, islamskich, buddyjskich, hinduistycznych, rodzimowierczych i new age – czy ktoś kiedykolwiek słyszał o jakimkolwiek przypadku pedofilii kapłanów tych grup religijnych? W tym zestawieniu KK jest JEDYNYM siedliskiem zboczeńców i to ma być "przewodnictwo duchowe"? To jakiś żart.

  10. Anna Kot

    B. Hrabal, Obsługiwałem angielskiego króla: "największą firmą jest Kościół katolicki, który handluje czymś czego nikt nigdy nie widział, czego nikt nigdy nie dotknął, jak świat światem nigdy tego nie spotkał, i to jest właśnie to, co nazywamy Bogiem."

  11. Aleksander Litewka

    Końcówka -izm ma dla tych łebków decydujące znaczenie. Ewolucjonizm… Przypomnę tym zakutym pałom, że Jan Paweł II powiedział, iż teoria ewolucji "to więcej niż hipoteza". W Castel Gandolfo gromadził na sesjach mądrych naukowców. A Rydzyk gromadzi speców od płaskiej ziemi.

    • Totoro Satsuki

      Jan Paweł II też był zakuty. jego gadki , że ewolucja to "więcej niz hipoteza" to ściema, mająca udawać, że Wojtyła jest "naukowiec".
      "Więcej niż hipoteza" – czyli co? Na to Wojtyła nie odpowiedział, bo musiałby przyznać, że ewolucja jest faktem. Ale na ten fakt Wojtyła się nie zgadzał.
      Kłamliwe arguumenty przeciw faktowi ewolucji, jakie od czasów Darwina usiłuje wciskać ludziom kościół, dowodzą jego krętactwa i właśnie niezgody na ewolucję. Wojtyła rządzący całym kościołem przez prawie 30 lat robił dokładnie to samo.

  12. Totoro Satsuki

    kościół katolicki jest ufundowany na lękach i przemocy. To jest jego tożsamość. Cała reszta to banialuki. Bóg, Adam i Ewa, Noe z arką, Jezus, Jozef, Maryja wieczniedziewica, święci i "święty kościół" – to wszystko bajki, facecje, zgrywy uzasadniające lęki i przemoc.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press