Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Hungarian Prime Minister Viktor Orban addresses the audience during the first Patriotic Rally at the Millenaris Cultural Center in Budapest, Hungary, March 23, 2026, a key campaign event for the upcoming April elections. In the April 12, 2026 vote, Hungarian Prime Minister Viktor Orban is facing his toughest challenge since he returned to power in 2010, according to opinion polls, against a backdrop of a stagnating economy and growing discontent with public services, among other issues. (Photo by Attila KISBENEDEK / AFP)Hungarian Prime Mini...

Viktor Orbán gra ostro. Ulice Budapesztu są pełne antyukraińskich i antyunijnych plakatów i widać je niemal na każdym kroku – na przystankach, budynkach i stacjach metra.

Powód? Fidesz w kampanii chce pokazać, że zagrożeniem dla gospodarki i suwerenności Węgier jest Ukraina oraz Unia Europejska. Orbán przekonuje, że kampania wynika z realnych obaw o to, na co Unia wydaje pieniądze.

Premier Węgier atakuje swojego rywala, przekonując swoich wyborców, że Péter Magyar, reprezentuje interesy zagraniczne. „Tisza jest tworem Brukseli. Wszyscy o tym wiedzą” – mówił Orbán w lutym. Twierdził także, że za powstaniem partii stoją niemieccy politycy oraz struktury unijne.

W tle jest konflikt z Ukrainą, a Fidesz straszy, że jeśli wygra jego rywal, to kraj zostanie wciągnięty w wojnę przeciwko Rosji.

Przeczytaj także:

Napięcia również dotyczą sprawy wokół przebiegającego przez Ukrainę rurociągu „Przyjaźń”. Ukraina odmówiła wznowienia dostaw rosyjskiej ropy naftowej, z kolei Węgry uważają, że dostawy są celowo wstrzymywane.

Do wyborów parlamentarnych pozostały niecałe trzy tygodnie. W najnowszym sondażu partia Fidesz przegrywa z opozycyjną Tiszą stosunkiem 39 proc. do 48 proc. głosów.

Wygrać metodą „na Ukrainę”

O tym, jak wygląda ta kampania i dlaczego wątek ukraiński jest tak w niej silny, rozmawiamy z ekspertką Ośrodka Studiów Wschodnich – Iloną Gizińską.

Natalia Sawka, OKO.press: Czy prawdą jest to, że na plakatach w Budapeszcie łatwiej zauważyć twarz Wołodymyra Zełenskiego niż Viktora Orbána?

Ilona Gizińska, OSW*: ​​W kampaniach prowadzonych przez Fidesz wizerunek Zełenskiego pojawia się często jako symbol zewnętrznego nacisku lub potencjalnego zagrożenia, wobec którego rząd musi „bronić” interesów Węgier. To klasyczny zabieg: łatwiej mobilizować wyborców poprzez wskazanie wyraźnego „zewnętrznego aktora” niż poprzez eksponowanie własnego lidera.

Praktycznie cała kampania Fideszu jest w tej chwili oparta na motywie wrogiego nastawienia wobec Ukrainy.

W stolicy Węgier wyraźnie widać, że wizerunek Zełenskiego jest w tej kampanii intensywnie wykorzystywany. Ale to tylko część strategii, bo obok tego pojawiają się bezpośrednie ataki na lidera opozycji Pétera Magyara i próby ustawienia go po jednej stronie z Unią Europejską i Ukrainą, czyli w roli negatywnych graczy.

Hungary Election
Plakat wyborczy w Budapeszcie z hasłem „Nie pozwólmy Zełenskiemu mieć ostatnie słowo!”. Fot. Denes Erdos AP

Na wiecu 15 marca Viktor Orbán mówił tak: „Powiedziałem nie, powiedziałem nie Brukseli i wojnie. Teraz staję razem z wami i mówię nie Ukraińcom”. Na ile Ukraina stała się narzędziem politycznej mobilizacji w kampanii wyborczej na Węgrzech?

Dominującą funkcją tej narracji jest przede wszystkim generowanie strachu wśród węgierskiego społeczeństwa. To zresztą dobrze znany schemat z poprzednich kampanii Fideszu.

Można powiedzieć, że to podejście opiera się na mobilizowaniu wyborców poprzez wskazywanie zagrożeń. Wcześniej straszono, że zagrożeniem dla Węgier są uchodźcy, George Soros czy Unia Europejska.

W węgierskiej kampanii wyborczej, którą teraz obserwujemy, wpisano w tę rolę Ukrainę.

Wiąże się to z narracją o ryzyku wciągnięcia Węgier w wojnę przeciwko Rosji, zwłaszcza w kontekście ewentualnego wsparcia militarnego czy finansowego. Pojawia się więc przekaz, który mówi, że to nie jest „nasza wojna”, że „nie powinniśmy jej finansować”, a powinniśmy się od niej dystansować.

Ten motyw nie jest jednak nowy. Po raz pierwszy został wyraźnie wykorzystany już w 2022 roku, kiedy kampania wyborcza zbiegła się z początkiem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Orbán musiał wówczas szybko zareagować na zmieniającą się sytuację i zbudować narrację opartą na hasłach pokoju oraz nieangażowania się w ten konflikt. Przekaz sprowadzał się do jednego: nie wspieramy Ukrainy.

Skutki zbliżenia z Rosją

Dlaczego już wtedy Orbán był przeciwny Ukrainie? Co o tym zdecydowało?

Postawa Orbána wobec Ukrainy w 2022 roku była konsekwencją wcześniejszej linii politycznej, a nie nagłą zmianą wywołaną samą wojną. Kluczowe znaczenie miała wieloletnia strategia zbliżenia z Rosją, realizowana przez rząd Fidesz, obejmująca współpracę energetyczną i polityczną, co w praktyce uzależniło Węgry od rosyjskich surowców i ograniczyło ich gotowość do konfrontacji z Moskwą.

W momencie wybuchu wojny w 2022 roku Budapeszt stawiał więc na utrzymanie stabilnych dostaw energii i sprzeciwiał się rozwiązaniom, które mogłyby je zagrozić, w tym sankcjom energetycznym.

Dodatkowym elementem były napięcia w relacjach dwustronnych, zwłaszcza spór o prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, który już wcześniej obciążał stosunki z Kijowem. W szerszym ujęciu stanowisko Orbána wynikało również z jego podejścia do polityki międzynarodowej – preferowania pragmatyzmu, unikania eskalacji oraz dążenia do zachowania maksymalnej autonomii decyzyjnej Węgier w ramach UE.

Czy realne jest wysyłanie węgierskich żołnierzy na Ukrainę, czy to tylko straszak?

Pojawiające się w debacie publicznej sugestie o wysłaniu żołnierzy pełnią przede wszystkim funkcję narzędzia komunikacji politycznej, a nie zapowiedzi realnych działań. W praktyce służą one mobilizacji elektoratu poprzez wzmacnianie poczucia zagrożenia i jednoczesne pozycjonowanie rządu jako gwaranta bezpieczeństwa, który „chroni kraj przed wciągnięciem do wojny”.

Tego typu narracja pozwala także wyraźnie odróżnić się od przeciwników politycznych, przedstawianych jako bardziej skłonnych do eskalacji lub podporządkowania się oczekiwaniom sojuszników. Sugestie o wysłaniu żołnierzy pełnią rolę instrumentu politycznego – mobilizują, polaryzują i legitymizują określoną linię polityki – bez konieczności podejmowania realnych decyzji operacyjnych.

A supporter of Prime Minister Viktor Orban holds a placard reading "Stop the War" during a march in Budapest, Hungary, Sunday, March 15, 2026. (AP Photo/Denes Erdos)
Jeden ze zwolenników Viktora Orbána trzyma transparent z napisem „Stop wojnie” podczas marszu w Budapeszcie 15 marca 2026 roku (Zdjęcie AP/Dénes Erdős)

Zwolennicy Orbána mieli na transparentach absurdalne hasła, typu, że Węgry "nie będą ukraińską kolonią” – tak jakby rzeczywiście taki scenariusz im groził.

Niestety, po czterech latach wojny, ta narracja jest w dużej mierze kontynuowana. Pojawia się jednak pytanie, na ile ten temat nie został wyeksploatowany z perspektywy wyborców. Ale dochodzą też inne motywy, pośrednio związane z Ukrainą, jak choćby sprzeciw wobec przyłączenia się Kijowa do Unii Europejskiej, tłumaczony tym, że byłoby to dla Węgier ekonomicznie niekorzystne.

Do tego dochodzi spór o dostawy ropy przez rurociąg Przyjaźń.

Tak, to jest chyba najbardziej aktualny wątek. Rurociąg przestał funkcjonować po rosyjskich atakach z 27 stycznia. W efekcie Węgry i Słowacja mają ograniczony dostęp do rosyjskiej ropy.

Strona ukraińska tłumaczy to poważnymi problemami technicznymi i trudnościami z naprawą infrastruktury. Z kolei strona węgierska twierdzi, że wszystko działa, a problemem jest brak politycznej woli po stronie Kijowa. W domyśle pojawia się więc narracja o celowym działaniu Ukrainy i utrudnianiu Węgrom dostępu do taniej rosyjskiej ropy.

Węgry, wieczna ofiara

Jakie są realne zapasy ropy na Węgrzech?

Jeśli chodzi o zapasy, Węgry uruchomiły już swoje rezerwy. Powinny im wystarczyć na około trzy miesiące. Wynika to z wymogów Unii Europejskie – każde państwo musi mieć zapasy na co najmniej 90 dni. Trwają też rozmowy z Chorwacją o zwiększeniu dostaw rurociągiem Adria, z którego Węgry już korzystają, ale w ograniczonym zakresie.

Węgry nie są całkowicie bez wyjścia. Możliwości alternatywnych dostaw istnieją, tylko wymagają odejścia od politycznego przywiązania do rosyjskiej ropy i większej gotowości do korzystania z innych źródeł.

Od połowy marca obowiązują limity cenowe na stacjach benzynowych. Wynikają one jednak z sytuacji na Bliskim Wschodzie, a nie z problemów z dostawami przez Ukrainę, mam tu na myśli przede wszystkim napięcia wokół Iranu.

To wpisuje się w szerszą politykę węgierskiego rządu, który stara się chronić konsumentów przed skutkami globalnych kryzysów uderzających w budżety gospodarstw domowych.

Viktor Orbán od przywrócenia działania rurociągu „Przyjaźń” uzależnia swoją ostateczną zgodę na kolejne wsparcie dla Ukrainy. Chodzi o dwuletnią pożyczkę i kolejny pakiet sankcji wobec Rosji. W grze jest około 90 miliardów euro dla Ukrainy na dwa lata, które państwa UE uzgodniły w grudniu 2025 roku, także przy zgodzie Węgier. Teraz Orbán stawia sprawę jasno: jeśli Zełenski chce te pieniądze, to musi ponownie uruchomić rurociąg.

Po stronie węgierskiej kreowany jest wizerunek państwa jako ofiary. W tej narracji także sam Viktor Orbán przedstawiany jest jako ktoś, kto mierzy się z zagrożeniem ze strony Ukrainy, nawet personalnie.

Orbán – silny człowiek i złoto

No właśnie, węgierscy politycy udostępniali nagranie, na którym Zełenski nie pozostaje dłużny Orbánowi. Prezydent Ukrainy, krytykując decyzję Budapesztu o zablokowaniu unijnej pożyczki, stwierdził, że przekaże żołnierzom adres Orbána.

Jego reakcja w pewnym sensie napędziła kampanię na Węgrzech, bo wpisała się dokładnie w obraz budowany przez Orbána, czyli narrację o wrogim nastawieniu Ukrainy. I niestety można to uznać za poważny błąd ze strony prezydenta Ukrainy.

Z drugiej strony była to reakcja emocjonalna, która nie wzięła się znikąd. Wcześniej Orbán również używał bardzo ostrych sformułowań, sugerując nawet możliwość użycia siły, by Ukraina ponownie udostępniła rurociąg. Więc trudno mówić, że odpowiedź Zełenskiego była wyrwana z kontekstu.

Zełenski dał się sprowokować.

Wpadł w pułapkę i trudno nie zauważyć, że wypowiedź prezydenta Ukrainy zadziałała na korzyść Orbána – wzmocniła jego przekaz i dodała politycznego paliwa.

Ale to nie koniec napięć. Na początku marca węgierscy antyterroryści zatrzymali siedmiu pracowników ukraińskiego banku, którzy przewozili waluty i metale szlachetne z Austrii, w tym 40 mln dolarów, 35 mln euro i 9 kg złota. Służby tłumaczą to podejrzeniem prania pieniędzy, choć strona ukraińska twierdzi, że takie transporty odbywały się regularnie i nie budziły zastrzeżeń.

Węgierskie władze zatrzymały ten konwój, twierdząc, że przewożone środki mogą mieć związek z praniem brudnych pieniędzy. Sugerowano także, że miały wspierać węgierską opozycję. Węgierskie władze utrzymują, że przeznaczenie tych środków jest wciąż badane, Budapeszt na razie nie chce zwrócić pieniędzy stronie ukraińskiej.

Niedługo później węgierska delegacja, złożona z czterech osób, pojechała na Ukrainę, by na miejscu sprawdzić stan rurociągu. Ta wizyta nie została jednak wcześniej uzgodniona z ukraińską stroną, zabrakło standardowej komunikacji dyplomatycznej.

W efekcie Ukraińcy nie potraktowali delegacji jako oficjalnej misji państwowej. Jej członkowie zostali wpuszczeni na zasadach zwykłego wjazdu, można powiedzieć turystycznego.

To pokazuje, jak bardzo zaostrzył się kryzys w relacjach węgiersko-ukraińskich. Kolejne wydarzenia, po obu stronach, tylko podbijają napięcie i świadczą o praktycznym zaniku kanałów dyplomatycznych.

Na tym etapie trudno dostrzec realne szanse na szybką poprawę relacji. Po stronie ukraińskiej, choć nie mówi się o tym wprost, widać raczej nadzieję na zmianę władzy w Budapeszcie. Wiele zależy od tego, jak potoczą się wybory i czy przyniosą poprawę w relacjach między tymi krajami.

Orbán ofiara ataków

Na początku marca prezydent Zełenski zapowiedział, że naprawy rurociągu potrwają długo i być może będzie sprawny za około półtora miesiąca – czyli po wyborach na Węgrzech. Z drugiej strony, po co Kijów miałby ten rurociąg naprawiać, służy on tylko interesowi Rosji, która czerpie na tym korzyści i może finansować swoje wojsko.

Dla Ukrainy rurociąg nie jest tylko narzędziem rosyjskich wpływów, ale także instrumentem polityki gospodarczej i zagranicznej. Rurociąg rzeczywiście przynosi Rosji dochody, ale jednocześnie pozostaje elementem infrastruktury krytycznej Ukrainy i szerzej – europejskiego systemu energetycznego. Nawet w warunkach wojny Ukraina stara się pokazywać, że respektuje zobowiązania tranzytowe, co ma znaczenie w kontekście przyszłej integracji z UE. Dlatego jego naprawa pozostaje w interesie Kijowa, choć nie jest absolutnym priorytetem w warunkach trwającej wojny.

To oczywiście bardzo wielowarstwowy problem. Jasne jest to, że jeśli napięcie między Ukrainą a Węgrami będzie się dalej zaostrzać, a Orbán dalej będzie kontynuował swoją kampanię opartą na strachu, to zwiększają się jego szanse na zwycięstwo.

Jeśli napięcia dalej będą eskalować, to pozycja Orbána wśród jego elektoratu się wzmocni. W przypadku twardych wyborców Fideszu ta antyukraińska narracja zwyczajnie działa. Grupa tych wyborców od lat funkcjonuje w logice komunikatów opartych na zagrożeniu i przekonaniu, że to Orbán osobiście chroni Węgry przed niebezpieczeństwami z zewnątrz.

Problemy wewnętrzne, głównie gospodarcze, zrzuca się na czynniki zewnętrzne, takie jak wojna, sankcje unijne czy decyzje podejmowane poza Węgrami.

Czy krytyka rządów Orbána wystarczy?

Jaką kampanię prowadzi Péter Magyar?

Najprościej określić ją jako wymierzoną w system władzy Orbána. Jej siła wynika z pozycji Magyara jako byłego insidera, który przedstawia się jako ktoś znający system od środka i zdolny do jego demontażu. ​​

Tisza w swojej kampanii wyraźnie akcentuje kwestie gospodarcze, które – w jej narracji – zostały zaniedbane przez rządy Orbána, takie jak realne koszty życia czy kondycja usług publicznych. Partia stara się tym samym zagospodarować obszary polityki publicznej, które zeszły na dalszy plan w dominującym przekazie władzy, koncentrującym się częściej na kwestiach polityki międzynarodowej i kwestiach tożsamościowych.

Wyborcy opozycji funkcjonują w zupełnie innym świecie i to było widać na ostatnich wiecach.

Ukraina nie jest postrzegana jako zagrożenie. Tam dominuje zwrot w stronę Zachodu i Unii Europejskiej, pojawiają się obietnice odblokowania środków unijnych, ożywienia gospodarki i ograniczenia bliskich relacji z Rosją.

Przez Orbána opozycyjna partia Tisza jest przedstawiana jako siła prozachodnia i prounijna. Na wyborców Fideszu, przyzwyczajonych do narracji suwerennościowej, to działa raczej na niekorzyść.

Badania potwierdzają pewną skuteczność tej narracji. Na przykład dość świeże badanie niezależnego, węgierskiego Instytutu 21 Research Center pokazuje, że około 23 proc. badanych uważa, iż po przejęciu władzy przez Tiszę, Węgry mogłyby zostać wciągnięte w wojnę.

To całkiem dużo.

No właśnie. Najpewniej w dużej mierze dotyczy to wyborców Fideszu, bo to właśnie oni są najbardziej podatni na taką narrację.

Wynik może być wyrównany

Wyobraźmy sobie jednak, że w wyborach wygrywa Magyar, czy zatem przejęcie przez niego władzy będzie szybkie i stabilne?

Myślę, że można spodziewać się dość wyrównanego wyniku.

Niewykluczone, że wyniki wyborów nie od razu będą rozstrzygnięte. Być może na ostateczne rezultaty trzeba będzie poczekać kilka dni, zwłaszcza na głosy z zagranicy. Mam tu na myśli mniejszość węgierską żyjącą w krajach ościennych, jak i Węgrów żyjących na emigracji.

Ta pierwsza grupa zwykle sprzyja Fideszowi, druga częściej wspiera opozycję.

Trudno przewidzieć, w którą stronę szala się przechyli. Niewykluczone, że żadna ze stron nie odniesie wyraźnego zwycięstwa. Istotną rolę może odegrać także skrajnie prawicowa partia Nasza Ojczyzna, która – o ile przekroczy próg wyborczy – mogłaby zostać koalicjantem Fideszu.

Skala zwycięstwa ma duże znaczenie, bo wpływa na realną swobodę rządzenia. W węgierskim systemie kluczowa jest większość dwóch trzecich w parlamencie, która daje możliwość szerokiego kształtowania działania państwa. Fidesz dysponuje nią od 2010 roku i dzięki temu wprowadził daleko idące zmiany.

Péter Magyar z kolei zapowiada reformy i zmianę sposobu funkcjonowania państwa. Żeby to w pełni zrobić, musi mieć właśnie taką większość. Na dziś nie jest to przesądzone. W krótkim okresie prawdopodobny byłby scenariusz przejściowy: formalne przejęcie rządu, ale przy wysokim poziomie tarć instytucjonalnych i politycznej niepewności.

A co mówią sondaże?

Są rozbieżne. Te niezwiązane z rządem sugerują możliwą wygraną opozycji, czasem nawet o kilkanaście punktów procentowych. Z kolei ośrodki bliższe władzy pokazują utrzymującą się przewagę Fideszu.

No i pozostaje jeszcze czynnik, którego nie da się przewidzieć, czyli czas. Do wyborów zostały trzy tygodnie i w tym okresie naprawdę wiele może się jeszcze wydarzyć.

A jeśli Orbán wygra?

No dobrze, to co jeśli Viktor Orbán utrzyma się u władzy – czy stosunki z Ukrainą jeszcze bardziej się pogorszą?

Trudno to jednoznacznie przewidzieć. Szczerze mówiąc, trudno sobie wyobrazić, żeby ten konflikt jeszcze bardziej się zaostrzył, bo na poziomie komunikacyjnym już teraz jest skrajny.

Myślę, że możemy mieć do czynienia z dalszym impasem, jeśli chodzi o blokowanie wsparcia dla Kijowa. Węgry wielokrotnie korzystały z prawa weta w Radzie Europejskiej w sprawach dotyczących Ukrainy i traktują to jako narzędzie negocjacyjne, by uzyskiwać dla siebie różne ustępstwa.

To jest stały element polityki obecnego rządu, więc jeśli Orbán utrzyma się u władzy, trudno oczekiwać zmiany podejścia. Raczej będziemy widzieć kontynuację obecnej linii.

To może się też przełożyć na nastroje społeczne. Spora część Węgrów liczy dziś na zmianę, więc ewentualne utrzymanie władzy przez Fidesz może wywołać poczucie rozczarowania.

Jeśli chodzi konkretnie o Ukrainę, nie należy raczej spodziewać się poprawy relacji. Bardziej prawdopodobne jest utrzymanie obecnego kursu.

*Ilona Gizińska – analityczka w Zespole Środkowoeuropejskim OSW od 2023 roku, specjalizuje się w tematyce węgierskiej. Przez blisko 10 lat pracowała w sektorze prywatnym, zajmując się wizerunkiem globalnych marek (głównie w krajach środkowoeuropejskich). Wieloletnia publicystka na łamach polskiej i węgierskiej prasy (tygodnik gospodarczy „Figyelő”). Absolwentka socjologii w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Stypendystka na Université Pierre Mendès France (UPMF) w Grenoble. Posługuje się biegle językiem węgierskim i angielskim.

Na zdjęciu Natalia Sawka
Natalia Sawka

Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach". Współpracuje z brytyjskim "Financial Times". Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.

Komentarze