Po pandemii, wojnie w Ukrainie i obecnym konflikcie na Bliskim Wschodzie inflacja powraca do Europy kolejnymi falami. Są jednak kraje UE, które dość skutecznie opierają się tej presji i takie, które średnio sobie z nią radzą.
Pięć redakcji – łotewski TVNET, chorwacki Telegram.hr, niemiecki CORRECTIV, austriacka Die Presse i polskie OKO.press przygotowują wspólny podcast poświęcony temu, co porusza europejską społeczność.
Tym razem Telegram.hr przygotował podcast o inflacji. Jeśli wydaje się nam, że w Polsce ceny rosną bez opamiętania, to spójrzmy na Chorwację – tam wskaźnik inflacji jest wciąż grubo powyżej średniej UE. Nasi koledzy z Chorwacji rozmawiają o tym, jak bardzo rząd nie może sobie poradzić ze wzrostem cen, i co robi Europejski Bank Centralny, żeby ustabilizować ceny w strefie euro. A niemiecki Correctiv dodaje wyniki swojej analizy, ile osób w Europie cierpi na ubóstwo energetyczne, czyli nie stać ich na ogrzanie domu. Mówimy o dziesiątkach milionów ludzi!
Podcast został nagrany w języku angielskim i przeczytany przez polskiego lektora. Poniżej znajdziecie jego transkrypcję.
Filip Raunić: Witam wszystkich. Słuchacie podcastu LensEU. Nazywam się Filip Raunić i jestem gospodarzem podcastu oraz dziennikarzem chorwackiego portalu Telegram.
Dziś przyglądamy się inflacji – problemowi, który dotyka wszystkich Europejczyków, ale szczególnie mocno nas tutaj, w Chorwacji. Jak naprawdę radzimy sobie z faktem, że życie staje się z miesiąca na miesiąc coraz droższe?
Porozmawiamy także o polityce pieniężnej – decyzjach Europejskiego Banku Centralnego oraz chorwackiego banku centralnego. Usłyszymy, co zwykli obywatele sądzą o rosnących cenach, sprawdzimy, jak chorwacki rząd walczy z inflacją, i zastanowimy się, dlaczego temat ten stał się dziś numerem jeden w krajowej polityce.
Inflacja od kilku lat praktycznie nie znika z nagłówków mediów. Jednak za każdym razem, gdy publikowane są nowe dane, historia wygląda nieco inaczej.
Zacznijmy od najświeższych statystyk. Według szacunków Eurostatu roczna inflacja w strefie euro wyniosła w czerwcu 2026 roku 2,8 proc., wobec 3,2 proc. w maju, kiedy osiągnęła najwyższy poziom od września 2023 roku.
Jeśli przyjrzymy się poszczególnym kategoriom, największym czynnikiem napędzającym inflację pozostawała energia, której ceny były o 8,7 proc. wyższe niż rok wcześniej. To jednak wyraźny spadek w porównaniu z majem, kiedy wzrost wynosił 10,8 proc.
Ceny usług wzrosły o 3,2 proc., natomiast żywności, alkoholu i wyrobów tytoniowych – o 1,6 proc.
Chorwacja niestety wciąż znajduje się w ścisłej czołówce państw o najwyższej inflacji w Europie.
Według Chorwackiego Urzędu Statystycznego inflacja w czerwcu wyniosła 4,5 proc. rok do roku według krajowego wskaźnika cen konsumpcyjnych. Natomiast według zharmonizowanego wskaźnika HICP, który umożliwia porównania między państwami UE, było to 4,2 proc.
Oba wskaźniki spadły względem maja – odpowiednio z 5,2 proc. i 4,9 proc. – jednak Chorwacja nadal pozostaje jednym z krajów o najwyższej inflacji w Unii Europejskiej.
Z danych Eurostatu wynika, że wyższą inflację w strefie euro odnotowały jedynie Litwa (5,5 proc.) oraz Bułgaria (5,3 proc.).
Zanim przejdziemy do przyczyn tego zjawiska, warto przypomnieć, czym właściwie jest inflacja.
Najprościej mówiąc, jest to tempo wzrostu ogólnego poziomu cen towarów i usług. Oznacza to, że za ten sam koszyk zakupów, taki sam bak paliwa czy to samo mieszkanie płacimy dziś więcej niż rok temu. Innymi słowy – za tę samą kwotę pieniędzy możemy kupić mniej.
Banki centralne, takie jak Europejski Bank Centralny, starają się utrzymywać inflację na niskim i stabilnym poziomie – około 2 proc. rocznie. Uznaje się bowiem, że taki poziom sprzyja zdrowemu wzrostowi gospodarczemu, nie dopuszczając jednocześnie do wymknięcia się cen spod kontroli.
Dziś moim gościem jest Jasmin Klarić, główny analityk polityczny Telegramu. Porozmawiamy o politycznym wymiarze inflacji.
Chorwacja była przedostatnim państwem Unii Europejskiej, które przyjęło euro. Szczerze mówiąc, wielu Chorwatów nadal nie czuje się z tą walutą całkowicie oswojonych, mimo że od zmiany minęły już prawie cztery lata. Kwoty w euro po prostu nie brzmią dla nas tak naturalnie, jak dawniej kuny.
Jasminie, czy nadal zdarza ci się przeliczać ceny na kuny, czy już całkowicie myślisz w euro?
Jasmin Klarić: Tak, nadal czasami przeliczam. I za każdym razem robi mi się od tego trochę niedobrze.
Weźmy piwo. W kawiarni kosztuje dziś trzy i pół albo cztery euro. To ponad 30 kun. Trzy lata temu płaciło się 10–11 kun.
Filip Raunić: Czyli mniej niż dwa euro trzy lata temu.
Jasmin Klarić: Dokładnie.
Filip Raunić: A siedzimy przecież tuż obok kawiarni, gdzie pół litra piwa kosztuje już pięć euro.
Jasmin Klarić: Tak.
Filip Raunić: Zanim zaczęliśmy nagrywać, zamówiliśmy obiad.
Pizza Quattro Stagioni – 14 euro.
Burger – 10 euro.
Grillowany kurczak z warzywami – 12 euro.
Kiedy przeliczy się to na kuny, wychodzi ponad sto kun za jeden posiłek.
Dla Chorwatów brzmi to naprawdę szokująco.
Jasmin Klarić: Daj spokój. Pizza Quattro Formaggi jest tańsza nawet w samym centrum Rzymu, w typowych pułapkach na turystów. A w Chorwacji?
Nie.
Jesteśmy mistrzami.
Filip Raunić: Tak. Przynajmniej na razie.
Zanim przejdziemy do decyzji Europejskiego Banku Centralnego i przyczyn inflacji, posłuchajmy, co na temat rosnących cen sądzą sami Europejczycy.
Nasza koleżanka Irena Frlan Gašparović przygotowała materiał o tym, jak mieszkańcy Europy odczuwają rosnące koszty życia.
Irena Frlan Gašparović: Co Europejczycy myślą o rosnących cenach i kosztach życia?
Sądząc po wynikach najnowszych badań opinii publicznej, są coraz bardziej zaniepokojeni – bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dla rosnącej liczby obywateli Unii Europejskiej inflacja, wzrost cen i koszty utrzymania stały się najważniejszym problemem.
Badanie opublikowane w czerwcu, dotyczące postrzegania sytuacji gospodarczej przez Europejczyków, pokazuje, że największy niepokój budzą dziś niepewność związana z napięciami geopolitycznymi oraz pogarszający się poziom życia.
Dla 40 proc. respondentów są to dwa najważniejsze wyzwania.
Badanie przeprowadzono pod koniec marca, kiedy świat obawiał się już długofalowych skutków ewentualnej blokady Cieśniny Ormuz.
Kolejne badanie, opublikowane w lipcu, potwierdziło, że koszty życia i inflacja pozostają jednymi z najważniejszych problemów w całej Unii. Obecnie niemal połowa Europejczyków oczekuje, że Parlament Europejski potraktuje tę kwestię priorytetowo. To wzrost o sześć punktów procentowych w porównaniu z jesienią ubiegłego roku. Według autorów raportu oznacza to, że presja na domowe budżety oraz siłę nabywczą mieszkańców Europy nadal rośnie.
Na poziomie poszczególnych państw inflacja, wzrost cen i koszty życia są najczęściej wskazywanym priorytetem w 17 państwach członkowskich UE – w czterech więcej niż przed rokiem. Najwyższy poziom obaw odnotowano w Portugalii, Bułgarii i Chorwacji, gdzie kwestie te wskazało ponad 60 proc. respondentów. W Austrii było to 52 proc., w Niemczech 46 proc., na Łotwie 44 proc., a w Polsce 41 proc.
Podobne wnioski przyniosło badanie dotyczące wyzwań i priorytetów Unii Europejskiej, przeprowadzone na zlecenie Komisji Europejskiej i opublikowane w ubiegłym tygodniu. Dla Europejczyków najwyższym priorytetem pozostają koszty życia. Kolejne miejsca zajmują wojna w Ukrainie oraz nieuregulowana migracja.
Między poszczególnymi państwami nadal jednak występują znaczące różnice. Przykładowo, podczas gdy dla 52 proc. Chorwatów koszty życia są najważniejszym wyzwaniem, w Polsce uważa tak jedynie 28 proc. badanych.
Filip Raunić: Dlaczego więc inflacja ponownie stała się jednym z głównych tematów w całej Europie?
W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z trzema następującymi po sobie kryzysami, z których każdy ponownie napędzał wzrost cen.
Pierwszym była pandemia COVID-19. Lockdowny praktycznie z dnia na dzień przerwały globalne łańcuchy dostaw. Fabryki wstrzymały produkcję, kontenery utknęły w niewłaściwych portach, a producenci nie mogli zdobyć części ani surowców potrzebnych do wytwarzania swoich produktów.
Kiedy gospodarki zaczęły się ponownie otwierać, konsumenci ruszyli na zakupy, wydając oszczędności zgromadzone w czasie pandemii. Popyt gwałtownie wzrósł, podczas gdy podaż nadal nie nadążała. To właśnie ta nierównowaga spowodowała pierwszy silny wzrost inflacji w krajach rozwiniętych.
Następnie wybuchła wojna w Ukrainie. Od 2022 roku Rosja i Ukraina – jedni z największych eksporterów zbóż, nawozów i surowców energetycznych – przestały odgrywać swoją dotychczasową rolę na światowych rynkach. Zakłócenia w dostawach żywności i energii niemal natychmiast odbiły się na Europie.
Ceny gazu osiągnęły rekordowe poziomy, co przełożyło się zarówno na rachunki za ogrzewanie, jak i koszty produkcji oraz transportu żywności. W efekcie inflacja w strefie euro osiągnęła poziomy niewidziane od dziesięcioleci.
Najnowszym i obecnie najbardziej odczuwalnym wstrząsem jest wojna na Bliskim Wschodzie, a konkretnie konflikt z Iranem, który eskalował w marcu 2026 roku. Zakłócenia żeglugi w Cieśninie Ormuz – jednym z najważniejszych światowych szlaków transportu ropy – oraz ataki na infrastrukturę energetyczną w regionie Zatoki Perskiej bardzo szybko przełożyły się na wzrost światowych cen ropy i gazu.
Dlatego inflacja w strefie euro wzrosła z poziomu poniżej 2 proc. na początku roku do 3,2 proc. w maju. W tym okresie ceny energii rosły w tempie około 10 proc. rok do roku.
Po pandemii, wojnie w Ukrainie i obecnym konflikcie na Bliskim Wschodzie inflacja powraca więc do Europy kolejnymi falami.
Pozostaje jednak pytanie: dlaczego Chorwacja, mimo że należy do tej samej strefy euro, podlega tej samej polityce pieniężnej i doświadcza tych samych zewnętrznych szoków, nie potrafi obniżyć inflacji tak szybko, jak średnia dla strefy euro?
Przyjrzyjmy się temu krok po kroku. Najpierw spojrzymy na sytuację w całej Europie, a potem skupimy się na Chorwacji.
Posłuchajmy teraz osoby, która współtworzy politykę pieniężną strefy euro.
To fragment konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego, które odbyło się 11 czerwca we Frankfurcie. Podczas tego posiedzenia EBC podniósł wszystkie trzy podstawowe stopy procentowe o 25 punktów bazowych, czyli o 0,25 punktu procentowego. Była to pierwsza podwyżka od września 2023 roku. Stopa depozytowa wzrosła do 2,25 proc. Decyzję wyjaśnia prezes Europejskiego Banku Centralnego, Christine Lagarde.
Christine Lagarde: Rada Prezesów pozostaje zobowiązana do prowadzenia takiej polityki pieniężnej, która pozwoli ustabilizować inflację na poziomie 2 proc. w średnim okresie. Zgodnie z tym zobowiązaniem podjęliśmy dziś decyzję o podniesieniu trzech podstawowych stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego o 25 punktów bazowych.
Wojna na Bliskim Wschodzie wywołuje presję inflacyjną, a decyzja o podwyższeniu stóp procentowych pozostaje uzasadniona w szerokim zakresie możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji oraz jej wpływu na średnioterminowe perspektywy gospodarki strefy euro.
Według bazowego scenariusza nowych prognoz ekspertów Eurosystemu średnioroczna inflacja wyniesie 3 proc. w 2026 roku, 2,3 proc. w 2027 roku oraz 2 proc. w 2028 roku. Inflacja bazowa, nieuwzględniająca cen energii i żywności, ma wynieść średnio 2,5 proc. w latach 2026 i 2027 oraz 2,2 proc. w 2028 roku.
W porównaniu z marcowymi prognozami eksperci podnieśli oczekiwania dotyczące inflacji na lata 2026–2027 z uwagi na wyższe ceny energii, które częściowo przełożą się również na ceny żywności, towarów i usług.
Według scenariusza bazowego gospodarka strefy euro wzrośnie o 0,8 proc. w 2026 roku, 1,2 proc. w 2027 roku oraz 1,5 proc. w 2028 roku. Prognozy te zostały jednak obniżone względem marca, ponieważ wojna silniej wpływa na rynki surowców, realne dochody gospodarstw domowych oraz poziom zaufania.
Perspektywy gospodarcze pozostają niepewne. Ryzyko dla inflacji pozostaje skierowane w górę, natomiast dla wzrostu gospodarczego – w dół.
To, jak wojna wpłynie na inflację i wzrost gospodarczy w średnim okresie, będzie zależało od skali i czasu trwania szoku energetycznego oraz od jego pośrednich konsekwencji dla całej gospodarki. Dlatego będziemy nadal uważnie monitorować sytuację i podejmować decyzje z posiedzenia na posiedzenie, opierając się na napływających danych.
Nie zobowiązujemy się z góry do żadnej określonej ścieżki stóp procentowych.
Filip Raunić: Na uwagę zasługuje fakt, że Christine Lagarde wyraźnie podkreśliła, iż decyzja o podwyżce stóp pozostaje właściwa niezależnie od różnych scenariuszy rozwoju konfliktu. To pokazuje, jak duża niepewność nadal towarzyszy sytuacji gospodarczej.
Warto w tym miejscu krótko wyjaśnić, czym właściwie jest stopa depozytowa EBC.
To oprocentowanie, jakie banki komercyjne otrzymują za środki pozostawiane na noc w Europejskim Banku Centralnym. Stanowi ona punkt odniesienia dla kosztu kredytu w całej strefie euro.
Kiedy EBC podnosi tę stopę, drożeją kredyty hipoteczne, pożyczki dla przedsiębiorstw i finansowanie bankowe. W gospodarce krąży mniej pieniędzy, co ogranicza popyt i – przynajmniej w teorii – pomaga zahamować wzrost cen.
Jednocześnie bank centralny musi stale zachowywać równowagę. Niższe stopy procentowe sprzyjają wzrostowi gospodarczemu i zwiększają skłonność do wydawania pieniędzy. Wyższe stopy spowalniają gospodarkę, ale pomagają opanować inflację.
To właśnie ten kompromis między wzrostem gospodarczym a stabilnością cen jest sednem każdej decyzji podejmowanej przez Radę Prezesów Europejskiego Banku Centralnego.
Jak zatem na obecną sytuację patrzy Międzynarodowy Fundusz Walutowy? Dwa tygodnie temu MFW opublikował najnowszą prognozę światowego wzrostu gospodarczego na 2026 rok. Co ciekawe, jej wydźwięk jest znacznie bardziej optymistyczny.
Posłuchajmy fragmentu rozmowy z Deniz Igan, szefową działu badań nad gospodarką światową w departamencie badań MFW.
Deniz Igan: Obecną sytuację światowej gospodarki kształtują przede wszystkim dwie siły.
Z jednej strony mamy wpływ wojny, z drugiej – technologiczny impuls związany z rozwojem sztucznej inteligencji.
To, czy wyższa inflacja będzie hamowała wzrost gospodarczy, zależy od sytuacji konkretnego kraju. Znaczenie ma między innymi to, czy jest importerem czy eksporterem energii, jak bardzo jest narażony na skutki wojny oraz jak silnie uczestniczy w globalnym rozwoju nowych technologii.
Obserwowany obecnie wzrost inflacji nie oznacza końca procesu jej wygaszania. To raczej chwilowa przerwa.
Szacujemy, że globalna inflacja wzrośnie z 4,1 proc. do 4,7 proc. w tym roku, by ponownie spaść w 2027 roku.
Ten wzrost wynika przede wszystkim z naszych założeń dotyczących cen surowców, energii i żywności. Zakładamy jednak, że tzw. efekty drugiej rundy będą ograniczone, a pierwsze sygnały potwierdzające ten scenariusz są już widoczne w napływających danych.
Filip Raunić: Zdaniem Deniz Igan tegoroczny wzrost inflacji jest jedynie chwilowym zakłóceniem procesu jej stopniowego spadku, a nie początkiem nowego kryzysu inflacyjnego. Podkreśla ona również, że dynamiczny rozwój nowych technologii częściowo rekompensuje negatywny wpływ wojny na światową gospodarkę.
To w pewnym stopniu znajduje odzwierciedlenie także w czerwcowych danych. Inflacja w strefie euro zaczyna wyhamowywać, choć – jak już wspominaliśmy – Chorwacja nadal znacząco odstaje od unijnej średniej.
I tu dochodzimy do zasadniczego pytania tego odcinka.
Dlaczego Chorwacja, należąca do tej samej strefy euro, podlegająca tej samej polityce pieniężnej i narażona na te same zewnętrzne szoki, nie potrafi obniżyć inflacji równie szybko, jak reszta strefy euro?
Komentarze Chorwackiego Banku Narodowego dotyczące inflacji potwierdzają europejską część tej historii. Zakłócenia transportu przez Cieśninę Ormuz oraz ataki na infrastrukturę energetyczną przełożyły się bezpośrednio na wzrost cen paliw również w Chorwacji. Rząd częściowo złagodził ich skutki poprzez działania osłonowe.
Ale – i to jest najważniejsze – raporty Chorwackiego Banku Narodowego wyraźnie pokazują, że zewnętrzny szok energetyczny nie jest jedynym źródłem wysokiej inflacji. Już w marcu, kiedy energia była głównym czynnikiem napędzającym inflację, ceny usług w Chorwacji rosły w tempie 7,2 proc. rok do roku. Był to już trzeci miesiąc z rzędu na tak wysokim poziomie.
I niewiele się od tego czasu zmieniło.
Według danych za czerwiec inflacja w sektorze usług utrzymuje się od ponad roku na poziomie 7–8 proc., podczas gdy średnia dla strefy euro wynosi 3,2 proc. To właśnie ta różnica jest dziś główną przyczyną utrzymywania się wysokiej inflacji w Chorwacji.
Nie chodzi już przede wszystkim o ceny energii czy żywności. Za chwilę rozpocznie się szczyt sezonu turystycznego. Do Chorwacji przyjadą miliony turystów z euro w kieszeni, co – jak co roku – dodatkowo zwiększy presję cenową.
Istnieje jednak jeszcze jeden bardzo ważny powód. Wielu ekonomistów, a także sam Chorwacki Bank Narodowy, wskazuje na przedwyborcze podwyżki wynagrodzeń w sektorze publicznym. W listopadzie 2023 roku, przed wyborami parlamentarnymi w 2024 roku, rząd ogłosił znaczące podwyżki płac dla pracowników sektora publicznego. Już wtedy wielu ekonomistów ostrzegało, że doprowadzi to do wzrostu popytu i utrwali presję inflacyjną, z którą Chorwacja mierzy się do dziś.
Doroczny raport Chorwackiego Banku Narodowego za 2024 rok potwierdza tę ocenę. Według banku centralnego wzrost wynagrodzeń przełożył się bezpośrednio na zwiększenie wydatków gospodarstw domowych. Prywatna konsumpcja stała się najważniejszym motorem wzrostu gospodarczego w 2024 roku. Napędzał ją rosnący dochód rozporządzalny oraz – jak ujął to bank centralny – wyjątkowo wysoki optymizm konsumentów.
Istotną rolę odegrały w tym właśnie podwyżki płac w sektorze publicznym.
Jednocześnie wydatki państwa na wynagrodzenia znacząco wzrosły w ramach kompleksowej reformy płac w administracji publicznej. Zwiększyło to deficyt budżetowy i dodatkowo wzmocniło ekspansywną politykę fiskalną, która – zdaniem banku centralnego – przyczyniła się również do utrzymywania wysokiej inflacji w sektorze usług.
Od 2022 roku chorwacki rząd wprowadził kilka kolejnych pakietów antyinflacyjnych. Ich podstawowym elementem było utrzymywanie niskich cen energii. Państwo częściowo finansowało ceny gazu, energii elektrycznej i paliw. Według rządu dzięki tym działaniom Chorwacja należy do krajów o najniższych cenach gazu i energii elektrycznej w Unii Europejskiej.
Oprócz tego wprowadzono maksymalne ceny podstawowych produktów spożywczych i artykułów higienicznych. Początkowo regulacje obejmowały 30 produktów, a później lista była stopniowo rozszerzana.
Rząd wprowadził także mechanizm zwiększający przejrzystość cen. Sieci handlowe zostały zobowiązane do publikowania cenników oraz utrzymywania punktu odniesienia dla około dziewięciu tysięcy produktów według cen obowiązujących w maju 2025 roku.
Jak za chwilę usłyszymy w rozmowie z Jasminem, ten pomysł nie okazał się jednak szczególnie skuteczny.
Pakiety osłonowe obejmowały również jednorazowe dodatki finansowe dla emerytów – uzależnione od wysokości emerytury – a także wsparcie dla rodzin pobierających świadczenia na dzieci, osób z niepełnosprawnościami oraz bezrobotnych.
Najnowszy pakiet, ogłoszony w maju 2026 roku, poszedł o krok dalej. Poza regulowaniem cen poszczególnych produktów zakłada także działania na rzecz dyscypliny fiskalnej, które mają przynieść oszczędności rzędu 1,3 miliarda euro, czyli około 1,4 proc. chorwackiego PKB.
Mimo tych działań inflacja pozostaje jednym z największych problemów gospodarczych Chorwacji. Minister finansów Tomislav Čorić otwarcie deklaruje, że celem rządu jest schłodzenie gospodarki i sprowadzenie inflacji do średniego poziomu strefy euro – około 2 proc. – w ciągu najbliższego roku.
To właśnie w takim kontekście inflacja stała się jednym z najgorętszych tematów chorwackiej polityki.
I dlatego ponownie zwracam się do ciebie, Jasminie. Co, twoim zdaniem, jest najciekawszym elementem działań chorwackiego rządu w walce z inflacją?
Jasmin Klarić: Są dwie rzeczy, które szczególnie rzucają się w oczy, jeśli chodzi o walkę chorwackiego rządu z inflacją.
Pierwsza to działania z zakresu public relations. Za każdym razem, gdy inflacja jest choć odrobinę niższa niż miesiąc wcześniej, rząd ogłasza zwycięstwo nad inflacją. Zrobił to już kilkanaście razy.
Co miesiąc wygląda to dokładnie tak samo – jak w filmie Dzień świstaka. Wszyscy zapominają, co wydarzyło się miesiąc czy dwa wcześniej, kiedy inflacja również spadała, by chwilę później znowu przyspieszyć.
Jak sam wspomniałeś, inflacja w Chorwacji jest zwykle około dwa razy wyższa niż średnia dla strefy euro. Nie ma więc mowy o żadnym zwycięstwie. To raczej pasmo porażek. W ostatnich miesiącach inflacja wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – około 4–5 proc.
Drugim wyjątkowo ciekawym pomysłem rządu była spektakularna aplikacja do monitorowania cen, uruchomiona w 2023 roku.
Filip Raunić: Aplikacja?
Jasmin Klarić: Tak ją wszyscy nazywali. Tyle że w rzeczywistości nie była to żadna aplikacja, lecz zwykła strona internetowa. Wyglądała jak baza danych z lat osiemdziesiątych. Kiedy byłem dzieckiem, pisałem w języku Basic na komputerze ZX Spectrum prostą bazę gier. Graficznie wyglądała mniej więcej tak samo jak ta rządowa strona czterdzieści lat później.
Filip Raunić: Dobrze, ale może przynajmniej spełniała swoje zadanie?
Jasmin Klarić: Och, oczywiście. Rząd poprosił dziesięć największych sieci handlowych o przekazywanie cen produktów. Odpowiedziały tylko trzy. Pozostałe siedem stwierdziło po prostu: „Nie, nie będziemy tego robić”.
Wtedy rząd zatrudnił prywatną firmę, która miała samodzielnie zbierać dane o cenach. Problem polegał na tym, że wiarygodność tej firmy już wcześniej budziła poważne wątpliwości. Rok wcześniej otrzymała zlecenie od Chorwackiego Banku Narodowego na badania rynku. Po podpisaniu umowy media ujawniły jednak, że firma praktycznie nie miała doświadczenia w tego typu działalności. Wcześniej przeprowadziła zaledwie dwa niewielkie badania dla dwóch małych firm informatycznych, które – co ciekawe – miały ten sam adres co ona.
Ci „specjaliści od badań rynku” stworzyli więc rządową stronę. I efekty były… spektakularne. Pewnego dnia portal pokazał, że cena jogurtu wzrosła w ciągu jednego miesiąca o 1392,75 proc.
Filip Raunić: Żeby było jasne dla naszych słuchaczy – nic takiego się nie wydarzyło. Pizza rzeczywiście kosztuje 14 euro…
Jasmin Klarić: …ale jogurt na szczęście nie.
Pojawiały się też inne równie absurdalne dane. Na przykład według strony internetowej cena piwa miała w ciągu miesiąca wzrosnąć o 370 proc. Na szczęście to również nie była prawda.
Innym razem można było przeczytać, że w jednym z supermarketów pasta do zębów kosztuje 10 eurocentów. Pojechaliśmy tam jako dziennikarze i poprosiliśmy sprzedawcę o tę pastę za dziesięć centów. O mało nie wezwano ochrony.
Filip Raunić: Przyszliście z dziesięcioma centami i poprosiliście o pastę?
Jasmin Klarić: Dokładnie.
Cały projekt został wykonany fatalnie. Kosztował oczywiście 60 tysięcy euro, ale był kompletną porażką. Poza dziennikarzami praktycznie nikt z tej strony nie korzystał. Odwiedzało ją może sto osób tygodniowo. Byli to głównie dziennikarze, urzędnicy…
Filip Raunić: …i chyba jeszcze twórcy samej strony.
Jasmin Klarić: Właśnie.
Po dwóch latach rząd po prostu ją zamknął, mimo że przez cały ten czas przekonywał, iż świetnie działa, pomaga konsumentom i ogranicza inflację.
Tymczasem inflacja ani wtedy nie zniknęła, ani nie zniknęła do dziś.
Filip Raunić: Opozycja wyraźnie próbuje wykorzystać tę sytuację politycznie. Coraz częściej mówi o „inflacji Plenkovicia”, od nazwiska premiera Andreja Plenkovicia.
Na czym opiera swoją krytykę?
Jasmin Klarić: Jeżdżą po całej Chorwacji z billboardami pokazującymi ceny podstawowych produktów. Na przykład: „Pizza kosztowała kiedyś pięć euro, dziś kosztuje czternaście”. Publikują też podobne zestawienia dotyczące masła, cukru i wielu innych produktów, których ceny gwałtownie wzrosły.
Przekaz opozycji jest prosty. Twierdzą, że rząd nie robi wystarczająco dużo, aby zatrzymać – jak to określają – inflację napędzaną chciwością. Ich zdaniem państwo powinno znacznie mocniej naciskać zarówno na właścicieli największych sieci handlowych, jak i na banki. Na razie jednak nic takiego się nie dzieje.
Myślę, że temat „inflacji Plenkovicia” będzie jednym z najważniejszych tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 2028 rok.
Filip Raunić: Dziękuję ci bardzo, Jasminie.
[Przejście muzyczne]
Filip Raunić: Choć obecnie w całej Europie trwa lato i wszyscy zmagamy się raczej z upałami, już za kilka miesięcy miliony Europejczyków ponownie odczują skutki rosnących kosztów ogrzewania.
Nasza koleżanka Lilith Grull z niemieckiej redakcji Correctiv przyjrzała się temu, jak drogie ogrzewanie wpływa na mieszkańców Europy.
Posłuchajmy.
Lilith Grull: Nazywam się Lilith Grull i jestem reporterką międzynarodową w redakcji Correctiv, gdzie pracuję przy projekcie Correctiv Europe.Wraz z siecią lokalnych i niezależnych dziennikarzy z całego kontynentu prowadzimy oparte na analizie danych śledztwa dotyczące problemów wspólnych dla całej Europy.
W naszym pierwszym wspólnym śledztwie, opublikowanym w 2025 roku, zajęliśmy się kosztami życia, a konkretnie czymś, co wielu z nas uważa za oczywistość – możliwością ogrzania własnego domu.
Może wydawać się to dziwne, zwłaszcza po kolejnej fali letnich upałów w Europie. Ale za kilka miesięcy nadejdzie zima. Dla milionów Europejczyków ogrzewanie mieszkania stało się luksusem, na który zwyczajnie ich nie stać.
Nasza analiza danych pokazała, że znaczna część mieszkańców Europy nie jest w stanie utrzymać odpowiedniej temperatury w swoich domach. Co więcej, w zdecydowanej większości państw sytuacja pogorszyła się między 2021 a 2023 rokiem.
Weźmy Chorwację. Ponad 239 tysięcy osób, czyli przeszło 6 proc. mieszkańców kraju, mieszkało w zbyt zimnych domach, ponieważ nie było ich stać na odpowiednie ogrzewanie.
To poważny, a jednocześnie często pomijany problem zdrowotny.
Nasze śledztwo opierało się na danych Eurostatu pochodzących z ogólnoeuropejskiego badania, w którym respondentów pytano: „Czy państwa gospodarstwo domowe może pozwolić sobie na odpowiednie ogrzanie mieszkania?”
Nie określono przy tym konkretnej temperatury. Każdy odpowiadał na podstawie własnych doświadczeń. Do tej grupy zaliczono zarówno osoby, które ogrzewały dom zbyt słabo, jak i te, których nie było stać na ogrzewanie w ogóle.
Dla porównania Niemieckie Stowarzyszenie Lokatorów oraz Federalna Agencja Środowiska zalecają utrzymywanie temperatury 20°C w pomieszczeniach mieszkalnych.
Najnowsze dane dostępne podczas naszego śledztwa pochodziły z 2023 roku. Pokazały one, że w całej Unii Europejskiej, a także w Szwajcarii i Norwegii, ponad 47 milionów ludzi nie było w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów. Jeszcze dwa lata wcześniej było to 31 milionów. Oznacza to wzrost o 16 milionów osób w ciągu zaledwie dwóch lat.
Południowa Europa jest szczególnie dotknięta tym problemem. Najwyższy odsetek gospodarstw domowych, których nie stać na odpowiednie ogrzewanie, odnotowano w Hiszpanii, Grecji, Portugalii, Bułgarii, we Włoszech oraz na Litwie. Z kolei najniższe wskaźniki występują w krajach o bardzo surowych zimach – takich jak Szwajcaria, Norwegia, Finlandia czy Luksemburg.
Co właściwie oznacza życie w zimnym domu? To nie tylko dyskomfort. To realne zagrożenie dla zdrowia. Badania pokazują, że niska temperatura w mieszkaniu zwiększa ryzyko problemów psychicznych, przewlekłych chorób układu oddechowego oraz chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca i udarów.
Badanie obejmujące setki europejskich miast wykazało nawet, że długotrwałe przebywanie w niskich temperaturach może przyczyniać się do przedwczesnych zgonów.
Jako niemiecka redakcja chcieliśmy również sprawdzić, jak wygląda sytuacja w naszym kraju. W Niemczech ponad 5 milionów osób, czyli około jedna na szesnaście, nie było w stanie odpowiednio ogrzać swojego domu w 2024 roku.
Dla Niemiec dostępne były nowsze dane niż dla pozostałych państw. Choć sytuacja nieco się poprawiła w porównaniu z 2023 rokiem, nadal wygląda znacznie gorzej niż przed kryzysem energetycznym. W niektórych regionach, na przykład w Bremie, problem dotyczył ponad 12 proc. mieszkańców.
Podczas naszego śledztwa rozmawialiśmy z ludźmi, którzy na co dzień żyją w takich warunkach. Ich historie były poruszające. Niektórzy mieszkali w domach, w których temperatura wynosiła zaledwie od 10 do 15 stopni Celsjusza. Inni opowiadali, że każdego miesiąca muszą wybierać między zakupem jedzenia a włączeniem ogrzewania. Wielu mówiło nie tylko o problemach zdrowotnych, ale także o samotności, izolacji i ciągłym stresie.
Odwiedziliśmy jedną z takich osób. Ma na imię Andrea.To samotna matka po czterdziestce. Z powodu przewlekłej choroby nie może pracować i utrzymuje się z niewielkiej renty. Większość czasu spędza w domu.
Jak sama mówi: „Ciągle jest mi zimno”.
Żeby się ogrzać, nosi termiczne legginsy, gruby wełniany sweter i dwie pary wełnianych skarpet. Kiedy siedzi, zawsze chowa stopy pod siebie, żeby zatrzymać ciepło. Opowiadała nam również, że bierze prysznic tylko raz lub dwa razy w tygodniu, aby ograniczyć koszty ogrzewania.
Każdego ranka na chwilę otwiera okna, by zapobiec powstawaniu pleśni, po czym natychmiast je zamyka, zanim zimne powietrze zdąży wychłodzić mieszkanie. Zdarzało się nawet, że od wewnętrznej strony pojedynczych szyb w kuchni pojawiał się szron.
Najbardziej nie bała się jednak samego zimna. Najbardziej przerażał ją kolejny rachunek za ogrzewanie. Każdego dnia musiała dokonywać niemożliwych wyborów: ogrzewanie czy jedzenie. Zna ceny produktów spożywczych niemal na pamięć. Kupuje wyłącznie przecenione produkty i stara się niczego nie marnować. Jej syn musiał zrezygnować z gry w piłkę nożną, ponieważ rodziny nie było już stać na sprzęt i dojazdy. Nawet wyjście do kina stało się luksusem.
Historia Andrei nie jest wyjątkiem.
Nasza analiza pokazuje, że w niektórych regionach Europy problem dotyczy nawet 30 proc. mieszkańców. Eksperci określają to zjawisko mianem ubóstwa energetycznego. Jest ono skutkiem jednoczesnego oddziaływania kilku czynników: wysokich cen energii, niskich dochodów oraz słabo ocieplonych budynków.
Jego konsekwencje wykraczają daleko poza zwykłe odczuwanie zimna. Jak już wspominałam, eksperci ostrzegają przed poważnymi zagrożeniami dla zdrowia. Część badaczy uważa również, że narastająca presja finansowa może prowadzić do wzrostu niezadowolenia społecznego, spadku zaufania do polityki głównego nurtu oraz większych napięć społecznych, jeśli rządy nie znajdą skutecznych rozwiązań.
Dlaczego więc ogrzewanie stało się w Europie tak drogie?
Badanie opublikowane w International Journal of Environmental Research and Public Health wskazuje, że ubóstwo energetyczne wynika z nakładania się kilku czynników. Należą do nich wysokie ceny energii, niskie dochody, zły stan techniczny budynków oraz ich niska efektywność energetyczna. Jednocześnie przyczyny różnią się w zależności od kraju.
Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę, że najbardziej zagrożone są osoby samotnie wychowujące dzieci, seniorzy, osoby mieszkające samotnie oraz osoby chore lub z niepełnosprawnościami. Ostrzegają również, że codzienny stres związany z ubóstwem energetycznym może prowadzić do frustracji, spadku zaufania do instytucji publicznych oraz większej niestabilności politycznej.
Ubóstwo energetyczne stało się jednym z najważniejszych elementów europejskiego kryzysu kosztów życia. Wywołało protesty w wielu krajach i jest dziś jednym z tematów najbardziej interesujących wyborców w całej Unii Europejskiej.
Kryzys pogłębiły zakłócenia w światowych łańcuchach dostaw podczas pandemii COVID-19 oraz rosyjska inwazja na Ukrainę. Według Eurostatu średnia cena energii elektrycznej w Europie wzrosła między 2021 a 2022 rokiem o 50 proc. W tym samym czasie średnia cena gazu ziemnego podwoiła się. Choć inflacja wyhamowała, a ceny energii się ustabilizowały, nadal pozostają znacznie wyższe niż przed kryzysem.
Jedną z ekspertek, z którymi rozmawialiśmy, była Aravinda Guntupalli, wykładowczyni zdrowia publicznego. Jak podkreśla: „Zdrowie jest prawem człowieka. Obowiązkiem państwa jest dopilnowanie, aby ludzie nie chodzili głodni i nie musieli mieszkać w zimnych domach”.
Co Andrea planowała zrobić, by poprawić swoją sytuację? Nie chciała być zależna od pomocy państwa. Postanowiła zamieszkać ze swoim partnerem, wierząc, że wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego pozwoli jej i synowi wreszcie żyć w ciepłym mieszkaniu bez ciągłego lęku przed kolejnym rachunkiem za ogrzewanie.
Jej historia przypomina nam, że kryzys kosztów życia to nie tylko statystyki. W 2023 roku 47 milionów Europejczyków nie było w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów. Nowsze dane z 2024 roku pokazują pewną poprawę, jednak wciąż co najmniej 9 proc. mieszkańców Europy nie stać na zapewnienie odpowiedniej temperatury w domu. To nadal ponad 40 milionów ludzi, dla których możliwość ogrzania mieszkania zimą nie jest oczywistością, lecz codziennym wyzwaniem.
Filip Raunić: To już wszystko w dzisiejszym odcinku podcastu EU Lens. Dziękuję Lilith, Jasminowi, Irenie oraz wszystkim koleżankom i kolegom, którzy pracowali nad przygotowaniem tego odcinka.
Inflacja z pewnością jeszcze długo nie zniknie z publicznej debaty. Dlatego w EU Lens oraz na łamach Telegramu będziemy nadal śledzić rozwój sytuacji i analizować najnowsze dane miesiąc po miesiącu.
Dziękujemy za wysłuchanie tego odcinka. Do usłyszenia w następnym podcaście.
A jeśli wolisz czytać niż słuchać, zasubskrybuj nasz newsletter LensEU. Znajdziesz w nim informacje na tematy europejskie z pięciu krajów biorących udział w projekcie.
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press
Komentarze