Prawa autorskie: Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.plAdrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl
10 stycznia 2022

Europejski moment Macrona. W czasie francuskiej prezydencji w UE rząd PiS będzie miał pod górkę

Nawet jeśli w niektórych kwestiach – jak energia jądrowa – Warszawa gra z Paryżem do jednej bramki, to trudno oczekiwać, aby Macron pomógł rządowi Mateusza Morawieckiego w odblokowaniu środków unijnych. Nie wiadomo nawet, dlaczego Francji miałoby na tym zależeć

Z początkiem stycznia Francja przejęła na sześć miesięcy rotacyjne przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. To nie oznacza, aby Paryż będzie mógł teraz pokierować UE tam, gdzie mu się podoba. Rola unijnej prezydencji polega głównie na reprezentowaniu interesu wszystkich 27 państw członkowskich w relacjach z Komisją i Parlamentem Europejskim.

Państwo sprawujące prezydencję czuwa nad procesem legislacyjnym po stronie Rady, zwołuje spotkania ministrów, ustala agendę, odpowiada za negocjacje w gronie państw członkowskich, a także – we współpracy z Wysokim Przedstawicielem – zarządza reakcjami UE na bieżące wydarzenia międzynarodowe. Tylko tyle i aż tyle.

Ale prezydencja francuska to wydarzenie szczególnie istotne z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze, stery Unii przejmuje Francja Emmanuela Macrona, a zatem państwo członkowskie nie tylko, jak zwykle, ważne i ambitne (nikt inny w UE nie może pochwalić się stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ), ale też pod rządami obecnego prezydenta chyba najbardziej zdeterminowane do reformowania wspólnoty.

Dla niektórych może nawet za bardzo.

To długo wyczekiwana szansa na popis w wykonaniu prezydenta, który z deklarowanej proeuropejskości uczynił znak rozpoznawczy w kraju i za granicą.

Po drugie, francuska prezydencja przypada w chwili, gdy w UE powinno zapaść szereg kluczowych rozstrzygnięć (m.in. w polityce klimatycznej, handlowej, migracyjnej). A wszystko to w warunkach dużych napięć w polityce zagranicznej, z Rosją i Chinami w rolach głównych, oraz przy wciąż szalejącej pandemii.

Po trzecie, unijne przewodnictwo zbiega się z wyborami prezydenckimi we Francji, zaplanowanymi na kwiecień tego roku. To z kolei może uczynić kwestie europejskie jedną z kluczowych osi krajowej kampanii – wzmagając zarazem presję na Macrona, aby w najbliższych miesiącach wykazał się skutecznością w obronie francuskich interesów na poziomie unijnym (nawet jeśli to kłóci się z formalną rolą prezydencji).

Przedsmak czekających nas emocji mieliśmy już 1 stycznia, gdy niemal wszyscy konkurenci Macrona do fotela prezydenckiego skrytykowali zawieszenie flagi europejskiej pod Łukiem Tryumfalnym.

Macronowi powinna sprzyjać niedawna zmiana rządu w Berlinie. O ile bowiem relacje między Macronem a Angelą Merkel układały się doskonale, to Niemcy pod jej wodzą raczej hamowały reformatorski zapał prezydenta Francji.

Tymczasem program rządu Olafa Scholza zapowiada zbliżenie francusko-niemieckie w wielu sprawach. Berlin powinien być teraz bardziej otwarty wobec francuskich pomysłów – takich jak choćby budowa europejskiej obronności, asertywne reagowanie przez UE na szantaż gospodarczy ze strony państw trzecich, luzowanie dyscypliny fiskalnej w krajach członkowskich, czy nawet ewentualne zmiany traktatowe.

Trudno zatem się dziwić, że przedstawiając plany francuskiej prezydencji na początku grudnia 2021 roku Macron nie unikał górnolotnych określeń.

„Przeżywamy prawdziwie europejski moment”, twierdził. „W obliczu wyzwań zdrowotnych i ekonomicznych, wzrostu potęgi wrogich mocarstw, oraz braku [globalnej] koordynacji w polityce klimatycznej, najlepszą odpowiedzią jest odpowiedź europejska”.

Program prezydencji jest zorganizowany wokół trzech osi:

  • nowy europejski model wzrostu,
  • Europa bardziej suwerenna,
  • oraz Europa dla ludzi.

W skrócie, sprowadzają się one do trzech priorytetów: odbudowa, potęga i przynależność (fr. relance, puissance, appartenance). Widać zatem, na czym Paryżowi zależy – jest tego niemało.

A zatem, po kolei, w nowym modelu wzrostu chodzi, przede wszystkim, o politykę klimatyczną, cyfrową i przemysłową.

Marzec. Szczyt na temat wzrostu produkcji i inwestycji

Na początek marca Francja zaplanowała specjalny szczyt na szczeblu szefów rządu, aby omówić europejskie zdolności produkcyjne i inwestycyjne. W czasie prezydencji francuskiej, Komisja powinna zaproponować podatek węglowy (ang. carbon border adjustment mechanism, w skrócie CBAM).

Wzbudzi to bez wątpienia gorące dyskusje w gronie europejskich stolic – podobnie jak sprawa ewentualnego poluzowania Paktu Stabilności i Wzrostu, który służy utrzymaniu dyscypliny fiskalnej w krajach UE.

Kontrowersje już teraz wzbudza propozycja Komisji, przedstawiona przez nią w Sylwestra, aby uznać energię jądrową i gaz za pomocne w zielonej transformacji (a co za tym idzie zasługujące na wsparcie finansowe).

Gdyby tego było mało, Francja ma również czuwać nad postępem w budowie unii bankowej i unii rynków kapitałowych – a także w budowie poparcia dla asertywnej polityki cyfrowej (chodzi tu zwłaszcza o dwie propozycje Komisji – Digital Markets Act oraz Digital Services Act – które wymagają akceptacji Rady i Parlamentu).

Migracja i bezpieczeństwo

Idąc dalej, europejska suwerenność – będąca drugą osią prezydencji – dotyczy przede wszystkim polityki migracyjnej, bezpieczeństwa i obrony, oraz handlu.

Francja chce bliższej koordynacji w strefie Schengen i postępu w zakresie reformy polityki migracyjnej i azylowej. Liczy na to, że Kompas Strategiczny (ang. Strategic Compass) – który państwa członkowskie miałyby przyjąć w marcu – wesprze integrację w dziedzinie polityki bezpieczeństwa.

Chodzi między innymi o wsparcie rozwoju europejskiego przemysłu obronnego oraz zbliżenie stanowisk państw członkowskich w zakresie tego, gdzie upatrywać głównych zagrożeń dla europejskiego bezpieczeństwa. Francja będzie również czuwać nad rozmowami w gronie UE27 na temat zaproponowanego w grudniu ubiegłego roku przez Komisję nowego instrumentu handlowego (ang. anti-coercion instrument), który ma chronić Europę przed aktami szantażu gospodarczego ze strony krajów trzecich, zwłaszcza Chin.

Co bardziej liberalne kraje UE mogą mieć obawy, czy tego rodzaju instrument nie przyczyni się do budowy nowych barier handlowych, co byłoby dla Europy kosztowne gospodarczo i pod względem reputacji. Ale do przyjęcia instrumentu przez Radę wystarczy kwalifikowana większość, czyli co najmniej 15 krajów reprezentujących minimum 65 proc. unijnej ludności.

Przyszłość UE

Na koniec, francuska prezydencja ma stawiać na Europę dla ludzi. Za tym hasłem kryją się europejskie wartości, praworządność oraz debata o przyszłości UE – z naciskiem na tę ostatnią.

W maju, a zatem już po zakończeniu wyborów prezydenckich we Francji, ma ukazać się dokument podsumowujący trwającą obecnie w krajach członkowskich konferencję o przyszłości Europy.

Nie będzie w nim wiążących konkluzji, ale ma on pozwolić na nowe otwarcie w dyskusji o ewentualnej reformie UE, w tym o zmianach traktatowych. Jeżeli – jak na tę chwilę wskazują sondaże – Macron pozostanie prezydentem na kolejne pięć lat, będzie to idealny moment na drugą odsłonę jego słynnej mowy sorbońskiej z września 2017 roku, w której po raz pierwszy przedstawił swoje pomysły na reformę Europy.

A co z praworządnością?

Francja – w przeciwieństwie np. do Holandii, Luksemburga, a ostatnio także Niemiec – nie należała przez dłuższy czas do krajów, które naciskałyby na tę kwestię (przynajmniej do momentu, gdy w połowie 2020 roku ministrem ds. europejskich został Clément Beaune).

W sondażu przeprowadzonym przez ECFR jeszcze przed pandemią wśród przedstawicieli administracji i ekspertów do spraw zagranicznych i europejskich, Francja była (obok Grecji) jednym z ledwie dwóch państw w całej UE, gdzie żaden z badanych nie zaliczył praworządności do głównych priorytetów polityki europejskiej na najbliższe lata.

Ale okoliczności mogą zmusić Macrona do bardziej zdecydowanej i klarownej postawy. Z jednej strony, przemawiają za tym krajowe wybory prezydenckie i związana z nimi potrzeba wyostrzenia kontrastu względem kandydatów prawicowych (Valérie Pécresse) i skrajnie prawicowych (Marine Le Pen, Éric Zemmour).

Z jednym z nich zapewne zmierzy się w drugiej turze wyborów. Z drugiej strony, równoległe wybory parlamentarne na Węgrzech, które powinny odbyć się w kwietniu lub maju, pozwalają Macronowi wcielić się raz jeszcze – jak w 2019 roku, przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego – w komfortową dla niego rolę zbawcy Europy przed zakusami narodowców i populistów.

Zadania dla Polski

To wszystko – w połączeniu z zupełnie realną perspektywą utraty władzy przez Orbána – powinno skłonić polski rząd do poważniejszych przemyśleń.

Nawet jeśli w niektórych kwestiach – jak energia jądrowa – Warszawa gra z Paryżem do jednej bramki, to trudno oczekiwać, aby (bez radykalnej zmiany nastawienia Polski do UE) mógł Macron rządowi Mateusza Morawieckiego pomóc w odblokowaniu środków unijnych lub w powrocie do ścisłego grona państw mających największy wpływ na europejską politykę.

Nie wiadomo nawet, dlaczego Francji miałoby w sumie na tym zależeć.

Co jednak istotne, kwestia łamania praworządności w Polsce będzie podczas francuskiej prezydencji nieuchronnie tematem dalszej dyskusji na forum unijnym oraz powodem do dalszego wstrzymywania wypłaty środków unijnych.

Do tej pory Komisja zaakceptowała plany odbudowy zgłoszone przez 22 państw. Ale z pozostałej piątki to Polska ma do stracenia w grantach więcej niż wszystkie pozostałe kraje (Węgry, Bułgaria, Szwecja, Holandia) razem wzięte.

A poza środkami z tego funduszu, stawką jest przecież jeszcze zatwierdzenie umowy partnerstwa w ramach nowej wieloletniej perspektywy finansowej (2021-2027), co także wymaga przestrzegania praworządności.

Ten temat ma zatem szanse dodatkowo zatruć relacje dwustronne między Warszawą a sprawującym prezydencję Paryżem – a te dotąd nie wydobyły się z dołka, w jakim znalazły się kilka lat temu.

Dobrze by było, gdyby spory o praworządność i środki unijne nie przeszkodziły polskiemu rządowi w obronie interesów i budowie koalicji w wielu innych sprawach (od polityki klimatycznej po cyfrową, handlową, migracyjną, fiskalną), które w okresie francuskiej prezydencji mają szansę doczekać się kluczowych rozstrzygnięć.

Oczywiście, trudno spodziewać się, aby Paryżowi udało się zrealizować całość ambitnego programu prezydencji. Przeszkodą będą wybory prezydenckie (10 i 24 kwietnia) oraz poprzedzająca je miesięczna kampania. Możliwe, że COVID-19 znów w dużej mierze skradnie show. Dwa kluczowe szczyty zaplanowane są na marzec – czyli już za dwa miesiące.

Będzie jednak wymiernym sukcesem Francji:

  • jeżeli w czasie prezydencji dojdzie do przyjęcia Kompasu Strategicznego (co symboliczne, prace nad tym dokumentem zostały zainicjowane półtora roku temu przez prezydencję niemiecką),
  • jeśli państwa członkowskie przyjmą nowy instrument handlowy mający strzec Europę przed szantażem ekonomicznym;
  • jeśli zatwierdzona zostanie taksonomia ekologicznych inwestycji (w aktualnie proponowanym kształcie będąca na rękę zarówno Francuzom, jak i Niemcom);
  • i jeśli uda się nadać odpowiedni kierunek i tempo dyskusjom o podatku węglowym, reformie paktu stabilności i wzrostu, czy też pożądanej przez Europejczyków reformie UE.

Na tę chwilę nie ma powodu, by uznać cokolwiek z tego za niemożliwe do osiągnięcia. A pogłoski o tym, że prezydencja unijna nic już nie znaczy, są mocno przesadzone.

Udostępnij:

Paweł Zerka

Ekspert (Policy Fellow) w paryskim biurze Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) - https://ecfr.eu/profile/pawel_zerka/

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne