0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Barbara CaillotFot. Barbara Caillot

Z polskich i amerykańskich źródeł wywiadowczych płyną ostatnio ostrzeżenia przed atakiem Rosji na Polskę. Niestety, ryzyko ataku na nasze państwo wzrosło, choć wciąż jest to tylko jeden ze scenariuszy, który może się nigdy nie wydarzyć. Przy czym w ostrzeżeniach nie ma mowy o pełnoskalowej agresji Rosji, lecz o punktowym uderzeniu w istotny dla naszego kraju cel. Lub o ataku hybrydowym, czyli pozostającym poniżej progu wojny konwencjonalnej.

Do tej pory analitycy wojskowi byli przekonani, że jeśli Rosja w ogóle zdecyduje się zaatakować jakikolwiek kraj NATO, nie stanie się to szybciej niż około roku od podpisania pokoju (rozejmu) z Ukrainą. Ale niedawno oceny wywiadowcze się zmieniły. Służby specjalne prognozują, że mogłoby do takiego zdarzenia dojść nawet w najbliższych miesiącach.

Ostrzeżenie dla Polski jako pierwszy opublikował Witold Jurasz w portalu Onet. Później zrobiło to także kilka zagranicznych mediów. Podane przez nie informacje wywiadowcze potwierdzili polscy politycy (premier i wicepremierzy). Informacje te są jednak mało konkretne. Inne źródła podkreślają z kolei, że nie ma danych dowodzących, iż Rosja już podjęła działania w celu realizacji takiego scenariusza.

Poinformowanie opinii publicznej o doniesieniach wywiadowczych było raczej sygnałem wysłanym do władz Rosji: że polski i amerykański wywiad wiedzą o tym, jakie scenariusze agresji militarnej omawiane są na Kremlu.

„Nasz przekaz do Władimira Putina jest następujący: wiemy, co planujesz, nie rób tego”

– mówił wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski na konferencji prasowej w piątek 3 lipca 2026. Tego rodzaju ostrzeżenia są elementem strategii odstraszania Rosji od państw NATO.

Przeczytaj także:

Testowanie NATO

Agresja wymierzona w Polskę to dziś jedna z kremlowskich opcji. Inne scenariusze mówią o możliwości zaatakowania któregoś z państw bałtyckich lub np. wyspy na Morzu Bałtyckim. Przewidywane są ataki punktowe i hybrydowe (czyli inne niż konwencjonalne). Ich celem miałoby być przede wszystkim sprawdzenie NATO jako sojuszu obronnego. Europejskie wywiady przewidują, że

Kreml zamierza przetestować jednomyślność NATO i szybkość jego reakcji w sytuacji, gdy dojdzie do tzw. incydentu „poniżej progu wojny”.

Nikt nie ma bowiem wątpliwości, że gdyby Rosja dopuściła się konwencjonalnego militarnego ataku na kraj członkowski Sojuszu Północnoatlantyckiego, siły NATO natychmiast rozpoczęłyby operację obronną. Ale co się stanie, gdy incydent będzie trudny do interpretacji i sojusznicy zaczną się spierać, czy to już wojna, czy jeszcze nie?

To właśnie chce sprawdzić Kreml. Choć oficjalnie temu zaprzecza. Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta Rosji, stwierdził, że zapowiedzi o rosyjskich planach ataku są „straszakami”. I stanowią część kampanii dezinformacyjnej przeciwko Federacji Rosyjskiej, której celem ma być „demonizowanie Rosji”.

Scenariusze możliwych ataków

Na tym etapie nie wiadomo, jak taki punktowy rosyjski atak miałby wyglądać. W dotychczasowych doniesieniach wymieniane są najczęściej następujące scenariusze:

  • Atak dronów na infrastrukturę krytyczną, prawdopodobnie pod fałszywą flagą, czyli zorganizowany tak, by przynajmniej w pierwszym momencie wydawało się, że stoi za nimi inny podmiot niż rosyjska armia;
  • Sabotaż o dużym znaczeniu militarnym, społecznym lub gospodarczym;
  • „Symulowane ataki powietrzne”, czyli pozorowane ataki z powietrza na konkretny cel;
  • Incydenty z udziałem rosyjskich żołnierzy w pobliżu granic Polski, w tym krótkotrwałe ich wtargnięcie na terytorium kraju, uzasadniane później choćby błędem pomiarów GPS;
  • Cyberataki na infrastrukturę krytyczną.

„Zielone ludziki”?

Analitycy biorą też pod uwagę pojawienie się tzw. zielonych ludzików. Czyli rosyjskich żołnierzy sił specjalnych, którzy działają anonimowo, bez dystynkcji państwowych, a jednocześnie realizują działania zbrojne na rzecz Kremla, twierdząc, że są np. oddziałem lokalnej samoobrony. Ten mechanizm Rosja przetestowała w 2014 r. na Krymie i w Donbasie. W ten sposób ukrywała wówczas swoje zaangażowanie w agresję na teren Ukrainy.

Ewentualny polski scenariusz z udziałem „zielonych ludzików” Rosja zapewne by nieco zmieniła i dopasowała do naszych realiów.

Cel pozostałby jednak ten sam co w 2014 roku: chaos informacyjny i utrudnienie przypisania konfliktu do konkretnego państwa. Przynajmniej na początku ograniczyłoby to reakcję obronną państwa i sojuszników z NATO.

„Polska bardzo intensywnie przygotowuje się na różne scenariusze. Nie chcę nikogo straszyć, ale nadchodzące miesiące, również ze względu na zmieniający się charakter wojny na Ukrainie, mogą być naprawdę krytyczne – szczególnie dla państw bałtyckich” – powiedział premier Donald Tusk, komentując te doniesienia. – „Te obawy są realne. Nie bójmy się. Przygotowujemy się na różne sytuacje, nie możemy ich lekceważyć”.

Faza zero ataku

Chociaż ostrzeżenia o ryzyku ataku na Polskę są mało konkretne, postanowiliśmy przyjrzeć się im w kontekście działań informacyjnych Kremla. Rosyjskie służby, realizując dziś ataki konwencjonalne w Ukrainie, równolegle prowadzą działania w przestrzeni informacyjnej. To obecnie standardowy element rosyjskiej wojny.

Nie ma więc wątpliwości, że gdyby władze Rosji zdecydowały się na punktowy atak hybrydowy wobec Polski, rozpocząłby się on informacyjną operacją psychologiczną, wymierzoną w Polaków. To tak zwana faza zero, przygotowująca grunt dla właściwego incydentu krytycznego. Zostałaby ona zrealizowana za pomocą prorosyjskich mediów, platform społecznościowych i współpracujących z Rosją liderów opinii publicznej.

Cele fazy zero to najczęściej:

  • Podzielenie atakowanego społeczeństwa,
  • Osłabienie oporu społecznego,
  • Podważenie zaufania do władz i do sojuszników militarnych państwa.

Co pojawi się w sieci?

Jak mogłoby to wyglądać w internecie? Opisujemy przykładowe narracje fazy zero rosyjskiego ataku, które mogłyby wówczas pojawić się w polskiej przestrzeni informacyjnej. Stworzyliśmy je na podstawie analizy rosyjskiej propagandy ostatnich lat oraz znanych technik i taktyk rosyjskiego wpływu.

Publikujemy je w konkretnym celu: aby polskie społeczeństwo miało szansę uodpornić się na ich wpływ.

Takie działanie jest znane dziś jako prebunking, nazywany również „mentalną szczepionką” na dezinformację i manipulację. Skuteczność tej techniki została zbadana przez naukowców.

Dzięki temu wiemy, że jeśli poznamy fałszywe narracje i mechanizmy manipulacji, zanim zostaną one użyte do budowania niejawnego wpływu, łatwiej będzie je nam odrzucić w trakcie realnej operacji informacyjno-psychologicznej.

Narracja 1: Wszechmocna Rosja

Rosja od lat rozpowszechnia w Polsce narracje, które mogą stać się fundamentem dla przekazów wyprzedzających atak hybrydowy. To przede wszystkim treści, które podważają zaufanie do NATO i Unii Europejskiej. A także kwestionują oficjalne informacje, przekazywane przez państwowe służby i instytucje. Jednak gdyby Kreml podjął decyzję o punktowym ataku na Polskę, niektóre narracje zostałyby znacząco zintensyfikowane.

Na platformach społecznościowych prawdopodobnie pojawiłyby się wpisy i filmy, przedstawiające Rosję w wyidealizowanym świetle. Ale nie jako państwo, które jest nowoczesne, otwarte na innych, a jego obywatele lubią Polaków (takie treści już są w internecie, zwłaszcza na platformie YouTube). Przed planowanym atakiem

Rosja będzie przedstawiana jako państwo nadzwyczaj silne, niemal wszechmocne, którego nikt nie jest w stanie powstrzymać.

Podobnie może być prezentowany Władimir Putin – nie jako 74-letni polityk, lecz siłacz, nieomal pokonujący w walce wręcz potężnego niedźwiedzia. Takie treści miałyby za zadanie kształtować w Polakach przekonanie, że nie ma sensu stawiać Rosji oporu, bo jest za silna. A więc lepszym wyborem niż walka będzie uległość.

Narracja 2: Słaba i osamotniona Polska

Jednocześnie z pewnością pojawiłyby się materiały o tym, jak słaba jest Polska – zarówno militarnie, jak i gospodarczo. I nie chodziłoby w nich o uzasadnioną krytykę, opartą o merytoryczne argumenty, lecz o oddziaływanie typowo emocjonalne. Filmiki, wygenerowane przez sztuczną inteligencję, na których widać wymyślone sceny prezentujące słabość polskiej armii, bezradność władz czy rozpadające się fabryki – to możliwe realizacje takiej narracji.

Należy się też liczyć ze zintensyfikowaniem przekazu, że Polska nie może polegać na swoich sojusznikach z NATO ani na Unii Europejskiej.

Tego rodzaju treści obecne są i dziś w polskiej infosferze. Różnica polegałaby na natężeniu i skali ich występowania. W fazie zero, przygotowującej grunt pod atak hybrydowy, można się spodziewać wręcz wysypu wpisów typu: „Amerykanie nie będą umierać za Rzeszów”, „Niemcy na pewno nam nie pomogą”, „Zachód nas zdradzi” i podobnych.

Powyższe narracje miałyby wywołać wśród Polaków poczucie osamotnienia, bezradności i strachu przed zetknięciem z „potężną siłą militarną, której nie da się zatrzymać”, czyli z Rosją. A w konsekwencji sprawić, że:

  1. W razie potrzeby mniej osób zdecyduje się na osobiste uczestnictwo w obronie Polski.
  2. W niejednoznacznej militarnie sytuacji większe grupy Polaków wesprą (nawet pośrednio) rosyjskie interesy oraz będą nawoływać do negocjacji i układania się z Rosją, nawet za cenę strat terytorialnych.

Narracja 3: Wywoływanie paniki…

Podwyżki, blokady i wszystko, co wywołuje panikę – to kolejne tematy, w których zaangażowanie Rosji w infosferze na pewno byłoby znaczące w fazie przygotowania do ataku. Tego rodzaju treści miałby zdestabilizować sytuację w państwie.

Niestabilny społecznie kraj jest łatwiejszym celem agresji militarnej czy hybrydowej. To oczywistość, o której władze Rosji doskonale wiedzą. Właśnie dlatego od lat robią wszystko, by zdestabilizować Zachód. Ale jeśli w długoletnich operacjach mogą sobie pozwolić na cierpliwe czekanie na ich skutki,

w fazie zero Kreml będzie potrzebował niemal natychmiastowych efektów.

Co destabilizuje państwo najszybciej? Przede wszystkim eskalowanie rzeczywistych problemów i kryzysów. W tym celu Rosja mogłaby wykorzystać choćby powódź (nawet mocno ograniczoną terytorialnie) lub inny kryzys wywołany czynnikami naturalnymi, dużą awarię czy istniejące konflikty społeczno-polityczne. A nawet wyjątkowo odrażającą zbrodnię o podłożu narodowościowym. Każda taka sytuacja byłaby sztucznie podsycana w sieci, aby podważać zaufanie do państwa i jego instytucji oraz wywoływać poczucie chaosu instytucjonalnego.

… oraz fake'i o podwyżkach

Ponownie: nie byłoby to niczym nowym w działaniach Rosji, która regularnie wykorzystuje tego rodzaju zdarzenia do pogłębiania napięć społecznych w Polsce. Także w tym przypadku różnica polegałaby na skali i natężeniu przekazów.

W fazie zero możemy się też spodziewać dużej liczby fake newsów o podwyżkach cen paliw, energii czy żywności.

A także o masowych blokadach kont bankowych, nowej pandemii śmiertelnej choroby, a nawet o rozpoczęciu przymusowej mobilizacji do wojska. Cel rozsiewania kłamstw to oczywiście wywołanie paniki. Jej skutkiem byłyby kolejki w sklepach, na stacjach benzynowych i przed bankomatami, wzrost agresji i przemocy.

Taka sytuacja nie tylko osłabiałyby państwo. Również zmuszała polityków, służby (zwłaszcza policję) i administrację do rozwiązywania generowanych przez panikę problemów. A wtedy mniej osób zajmowałoby się bezpieczeństwem Polski w kontekście zewnętrznego ataku militarnego. To ogromna korzyść dla Rosji.

Narracja 4: „Ukraina wciąga Polskę w wojnę”

I jeszcze jeden wątek, który także może pojawić się w infosferze przed planowanym atakiem hybrydowym. Jeden ze scenariuszy ataku zakłada operację z użyciem fałszywej flagi. Czyli przeprowadzenie agresji militarnej w taki sposób, by fałszywie wskazywała na innego autora. Na przykład: Rosja wypuszcza drona ze swego terytorium, a ten uderza w elektrownię w Polsce. Po znalezieniu resztek drona okazuje się, że są na nich oznaczenia ukraińskie. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby Polskę zaatakowała Ukraina, a nie Rosja. A to zmienia reakcję państwa.

Rosja przećwiczyła to już w Polsce we wrześniu 2025 roku, gdy rosyjskie drony spadły na terytorium Polski. Wtedy jednak rosyjska operacja informacyjna rozpoczęła się po pojawieniu się dronów. W przypadku faktycznego ataku działania rozpoczęłyby się wcześniej.

Opisany przykład jest tym bardziej prawdopodobny, że Rosja ćwiczy się w tzw. spoofingu GPS. Jest to manipulowanie sygnałem GPS, które umożliwia przesyłanie do urządzeń zmienionych współrzędnych celu. Już dziś rosyjskie siły są w stanie w ten sposób zmodyfikować trasę niektórych ukraińskich dronów. Czy kiedykolwiek zdecydują się przekierować je na jakiś obiekt infrastrukturalny w Polsce? Technicznie jest to możliwe.

Jak mogłyby wyglądać działania informacyjne, wyprzedzające tego rodzaju operację pod fałszywą flagą? Przede wszystkim obserwowalibyśmy nasilenie narracji o „wciąganiu Polski w wojnę przez Ukrainę”.

Rosyjskie konta wykorzystywałyby każdy pretekst, aby przekonać Polaków, że Kijów jest w fatalnej sytuacji militarnej.

I dlatego zrobi wszystko, by wywołać bezpośredni konflikt NATO-Rosja, bo wtedy nie będzie musiał samodzielnie mierzyć się z rosyjskim siłami.

Wzmianki jako zwiastun ataku

Co chwilę słyszelibyśmy także o „ukraińskich prowokacjach” politycznych i militarnych. Wskazywanie na Ukrainę jako na winną ewentualnego ataku Rosji to byłaby kolejna manipulacja.

Każda zmiana częstotliwości i masowości występowania opisanych tu przekazów powinna dziś wzbudzać czujność polskich służb i zespołów monitorujących debatę publiczną na platformach społecznościowych.

Wzrost liczby wzmianek na jeden z wymienionych tu tematów rzecz jasna nie będzie oznaczał, że Rosja za chwilę dopuści się punktowego ataku na Polskę. Jednak jeżeli jednocześnie i w krótkim czasie zintensyfikowanych zostanie kilka takich narracji, to wobec najnowszych doniesień wywiadowczych należałoby to odczytywać jako przejście Rosji do fazy zero ataku.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze