„Spodziewałem się, że spuścimy łomot Koalicji Europejskiej i tak się stało” – cieszy się z wyniku wyborów do PE europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Ale frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), do której należy PiS, została mocno okrojona i spada na szóste miejsce pod względem liczby europosłów. PiS czeka w niej polityczna marginalizacja

„Mówiąc językiem marynarki wojennej mamy potężną siłę ognia. A mówiąc językiem dyplomatycznym – jesteśmy posażną panną na wydaniu i możemy zawierać potężne koalicje, które będą dobrze służyły i Polsce, i Europie” – powiedział Jacek Saryusz-Wolski w poniedziałek 27 maja w rozmowie z reporterką Polsat News.

Podkreślił, że wynik PiS – 26, a po brexicie 27 mandatów – przerósł jego oczekiwania.


Jest lepiej niż sądziłem, że będzie. To daje dobre rokowania, jeśli chodzi o nową postać frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Jacek Saryusz-Wolski, Polsat News - 27/05/2019

Fot. Adam Stępien / Agencja Gazeta


Mimo dobrego wyniku PiS, frakcja EKR skurczy się o 17 europosłów i straci na znaczeniu w PE.


Ale dobry wynik w Polsce nie przekłada się na sprawczość PiS w nowym Parlamencie Europejskim.

Frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której PiS należy i z której – według słów Saryusz-Wolskiego – nie zamierza odchodzić, została w wyniku tych wyborów mocno okrojona. Oznacza to dla partii Kaczyńskiego polityczną marginalizację, bo to koalicje najliczniejszych ugrupowań wybiorą przewodniczącego Parlamentu oraz większość szefów i wiceszefów komisji w PE.

Koalicja Europejska może czuć się pokonana na polskim podwórku – całkiem zasadnie. Ale eurodeputowani PO, PSL i SLD będą członkami dwóch dominujących partii, przez co ich udział w europejskiej polityce głównego nurtu pozostanie większy niż siła osamotnionego PiS.

Kurcząca się EKR

Polityczne negocjacje po wyborach do PE dopiero się rozpoczęły i potrwają co najmniej do końca czerwca. Choć możliwe są jeszcze przetasowania, wszystko wskazuje, że z 77 europosłów w EKR pozostanie zaledwie 60. Co przy wzmocnionej konkurencji przesunie partię z trzeciej na szóstą pozycję pod względem liczby członków.

Wyprzedzą ją:

  • Europejska Partia Ludowa (EPL), do której należy PO i PSL;
  • Socjaliści i Demokraci (S&D), do których przyłączą się politycy SLD, oraz, prawdopodobnie, Wiosny;
  • liberałowie (ALDE), do których dołączyć ma aż 43 nowych posłów, w tym 21 z partii Emmanuela Macrona;
  • frakcja populistów, dawna Europa Narodów i Wolności (ENF), która urośnie aż o 37 miejsc i którą wraz z Marine Le Pen i Alternatywą dla Niemiec zamierza od nowa budować Matteo Salvini;
  • Zieloni, którzy  uzyskali przełomowy wynik i wskoczyli na piąte miejsce – przybyło im 17 eurodeputowanych.

Brytyjska porażka

„Jest jedna zła wiadomość: komponent brytyjski będzie bardzo skromy, ponieważ bardzo zły wynik uzyskali brytyjscy konserwatyści” – przyznał Saryusz-Wolski.

Rzeczywiście za problemy EKR odpowiadają zwłaszcza wyniki wyborów na Wyspach. Do tej pory z reprezentacją 19 europosłów to Torysi dominowali w tej frakcji. Byli zresztą głównymi inicjatorami jej powstania po wyborach do PE w 2009 roku.

Tragikomiczne losy umowy brexitowej, której premier Theresa May nie zdołała przeprowadzić przez brytyjski parlament, zniechęciły do Partii Konserwatywnej wielu wyborców. Rozczarowani są zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy wyjścia z UE, co pokazali w głosowaniu. Konserwatyści dostali marne 8,68 proc. głosów, do PE wyślą więc tym razem zaledwie czworo eurodeputowanych.

Premier May zapowiedziała, że 7 czerwca poda się do dymisji. Gdy (jeżeli w ogóle) Wielka Brytania ostatecznie opuści Unię Europejską, do EKR co prawda trafi 52. europoseł z Polski – Dominik Tarczyński. Ale sama frakcja skurczy się o kolejne trzy mandaty.

Budowniczy „Europy Ojczyzn”

Co z pozostałymi sojusznikami projektu budowy „Europy Ojczyzn”, których PiS od miesięcy werbowało do EKR?

Z nich wszystkich najlepiej poradzili sobie Bracia Włosi, których liderka Giorgia Meloni spotkała się z Jarosławem Kaczyńskim na początku kwietnia. Wypadli nieco lepiej niż przewidywano w sondażach – z wynikiem 6,46 proc. głosów wyślą do Parlamentu Europejskiego pięcioro posłów.

Sondaże potwierdziły się w przypadku holenderskiego, antyeuropejskiego Forum na rzecz Demokracji (FvD), partii 36-letniego Thierry’ego Baudeta. Forum otrzymało niemal 11 proc. głosów, co daje mu pozycję czwartej siły politycznej w kraju i trzy mandaty w PE.

Do PE pojedzie też dwoje członków holenderskiej koalicji Unii Chrześcijańskiej i Politycznej Partii Protestantów (CU-SGP), którzy otrzymali 6,8 proc. głosów. Dotychczas zasiadali w EKR i jeśli w niej pozostaną, grupa pozyska w sumie pięcioro europosłów z Holandii.

Lepiej niż pięć lat temu poradzili sobie też czescy wolnorynkowcy z ODS, które zasili EKR czworgiem eurodeputowanych.

Nie wszystko się udało

Pod 5-procentowym progiem wyborczym znaleźli się za to Francuzi z partii „Powstań Francjo”, którzy w grudniu 2018 roku podpisali umowę stowarzyszeniową z EKR. Otrzymali 3,51 proc. głosów – nieznacznie mniej niż pięć lat temu, choć jeszcze w marcu sondaże dawały im ok. 6 proc. i szanse na sześć mandatów.

Lider ruchu Nicolas Dupont-Aignan najwyraźniej nie może znaleźć sobie miejsca we francuskiej polityce po tym, jak poróżnił się z Marine Le Pen.

W marcu Jarosław Kaczyński rozmawiał o członkostwie w EKR z szefostwem hiszpańskiego, skrajnie prawicowego ugrupowania Vox. Choć sondaże dawały Hiszpanom szanse na nawet 10 proc. głosów i siedem miejsc w PE, skończyło się na 6,2 proc. i trzech mandatach.

Jak na razie kierownictwo Vox nie zdecydowało, do której z europejskich frakcji dołączą jej eurodeputowani. Niewykluczone, że porzucą osłabioną EKR na rzecz silniejszych populistów Salviniego. Programowo byłoby im co najmniej równie po drodze.

Niewiadoma Orbána

Wielką niewiadomą pozostają losy węgierskiego Fideszu – partii Viktora Orbána, która na marcowym szczycie Europejskiej Partii Ludowej (EPL) została zawieszona w prawach jej członka.

W niedzielę Fideszowi po raz kolejny udało się wygrać i to z ogromną przewagą. Zdobył ponad 52 proc. głosów i 13 eurodeputowanych – o jednego więcej niż pięć lat temu.

Jako taki byłby cennym nabytkiem dla EKR. O tym, że Orbán zostałby przyjęty „z otwartymi ramionami” mówili zgodnie w kwietniu europoseł PiS Ryszard Legutko i Giorgia Meloni. Ale Fidesz przygarnęliby też chętnie populiści od Salviniego i Le Pen, gdyby tylko Orbán wyraził takie życzenie.

Jak na razie Węgrzy pozostają jednak członkami EPP, co pozwala im utrzymać się w głównym nurcie europejskiej polityki. Raczej nie zechcą z tego zrezygnować, jeżeli nie będą mieli pewności, że nowy dom jest równie mocny.

EPP może jednak sama wyrzucić Orbána, bo nawet bez 13 Węgrów utrzymałaby pozycję najliczniejszej w PE. Łatwiej byłoby jej wtedy pozyskać przychylność liberałów, którzy nie chcą słyszeć o koalicjach z Fideszem. Premier Węgier jest też osobiście skonfliktowany z liderem EPP Manfredem Weberem. Decyzje zapadną w najbliższych tygodniach.

Bez szans na wysokie stanowiska

Saryusz-Wolski w swoim stylu porównuje wzmocnioną po wyborach reprezentację PiS do „posażnej panny na wydaniu”.

Jednak 26 (a po brexicie 27) eurodeputowanych nie będzie w stanie wiele zdziałać, jeżeli nie wejdzie w skład dużej europejskiej frakcji. To najliczniejsze grupy polityczne mają decydujący głos przy podziale stanowisk funkcyjnych, takich jak przewodniczący i wiceprzewodniczący PE czy szefowie komisji.

W poprzedniej kadencji EKR jako trzecia co do wielkości partia otrzymała zaledwie jednego szefa komisji i jednego z 14 wiceprzewodniczących. Wątpliwe, by osłabiona po niedzielnych wyborach tym razem dostała ich więcej. Nikłe są też szanse triumfującej w Polsce Beaty Szydło na objęcie przewodnictwa w PE, choć w tej roli widzieliby ją partyjni koledzy – Patryk Jaki i Krystyna Pawłowicz.

Przewodniczącego Parlament wyłania spośród swoich członków na 2,5-letnią kadencję. Do tej pory przewodnictwem na zmianę dzieliły się dwie największe partie – EPL i S&D. Po głosowaniu 26 maja do utworzenia większości potrzebna im będzie trzecia frakcja.

Czy proeuropejskie siły będą szukały wsparcia w pomniejszonej EKR, w której dominuje skompromitowane PiS i zasiadają ugrupowania antyeuropejskie, takie jak holenderskie FvD? Szanse na to są niewielkie, zwłaszcza że wzmocnieni wyszli z wyborów naturalni sojusznicy EPP i S&D – liberałowie z ALDE i Zieloni.

„Łomot”, spuszczony przez PiS Koalicji Europejskiej w Polsce, w Brukseli i Strasburgu znaczyć więc będzie niewiele.


Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym