0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Krzanowski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Krzanows...

Wybory parlamentarne w odrodzonej Polsce w listopadzie 1922 roku wygrała rozdrobniona prawica, jednak bez samodzielnej większości. Tworzyła kolejne gabinety, z których większość nie przetrwała nawet roku. Najtrwalsze zaplecze stanowił sojusz chadecko-ludowy, z przekąsem nazywany Chjeno-Piastem i sygnowany przez Wincentego Witosa.

To jednak było za mało, by zwalczyć bezrobocie, powstrzymać chaos finansowy, zwyciężyć w wojnie celnej z Niemcami. Politykierstwo przeszkadzało w przeprowadzaniu koniecznych reform. Tymczasem Polskę zdestabilizował jeszcze dokonany przez prawicowego fanatyka zamach na prezydenta Gabriela Narutowicza (16 grudnia 1922).

W reakcji na kryzys gospodarczy przez kraj przetoczyła się fala strajków z kulminacją w postaci krwawo stłumionych robotniczych protestów w Krakowie (6 listopada 1923). Dochodziło do ataków ukraińskich nacjonalistów i aktów sabotażu sowieckiej agentury, a na uczelniach nacjonaliści próbowali ograniczać liczbę studentów pochodzenia żydowskiego.

W Europie w siłę rosły ruchy faszystowskie, a w bezpośrednim sąsiedztwie II RP umacniały się i rozkręcały współpracę Berlin z Moskwą. Jak pisał dyplomata Kajetan Morawski, skonfliktowani politycy nad Wisłą wierzyli w tym czasie, że „ich przeciwnicy są wyrazicielami interesów obcych. Zarzucano sobie wzajemnie moskalofilstwo i służbę państwom centralnym”.

Przeczytaj także:

Widmo zamachu stanu, ale prawicowego?

Ratunkiem dla skłóconej i niewydolnej gospodarczo Polski miało być włączenie do koalicji chadecko-endecko-ludowej przedstawicieli Polskiej Partii Socjalistycznej. Jednak gabinet ten upadł na początku maja 1926, po niespełna półrocznych rządach. PPS nie chciała zgodzić się na ratowanie budżetu przez cięcie świadczeń socjalnych.

W tej sytuacji 10 maja 1926 roku powstał trzeci rząd Witosa, kolejny gabinet Chjeno-Piasta. Jak miał jednak utrzymać państwo w garści?

„Powszechnie oczekiwano prawicowego zamachu stanu, który przełamałby impas w sejmie. Lewica obawiała się o swoją przyszłość”, zwraca uwagę Norman Davies na kartach książki Boże igrzysko. Historia Polski.

Święcie wierzono, że prawicę stać na pucz. Moralnie nie rozliczyła się przecież z zamachu na Narutowicza. Politycy, którzy szczuli wcześniej na głowę państwa, wraz z Chjeno-Piastem szli do władzy. Ba, zaraz po zabójstwie prezydenta powstał tajny konserwatywno-nacjonalistyczny Zakon Rycerzy Prawa, planujący w kraju przewrót w stylu Mussoliniego, a prominentnym członkiem tej paramasońskiej organizacji był sławny gen. Józef Haller.

Wcześniej, bo w 1919 roku, doszło już do nieudanego prawicowego puczu płk. Mariana Januszajtisa. W latach dwudziestych wybuchła też afera wokół skrajnego Pogotowia Patriotów Polskich. „Organizacja dążyła do przewrotu w państwie i wprowadzenia prawicowej dyktatury. W styczniu 1924 roku policja dokonała aresztowań wśród członków, a całą sprawę podano do publicznej wiadomości (...) Ujawnienie działalności Pogotowia Patriotów Polskich było bezpośrednią przyczyną powołania na wniosek lewicy sejmowej komisji do badania tajnych organizacji”, pisze dr Anna Kargol w pracy „Pod egidą” prawa i patriotyzmu. Rzecz o zakonie faszystowskim w międzywojennej Polsce 1922–1924. A podobnych zorganizowanych radykalnych środowisk było więcej.

To wszystko sprawiło, że z politycznej „emerytury” w Sulejówku wrócił do gry marszałek Józef Piłsudski, od dawna niemogący pogodzić się z faktem, że władze w kraju sprawują środowiska odpowiedzialne za śmierć Narutowicza.

Co naprawdę przyświecało marszałkowi?

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. „Piłsudskiego namówiono do zaaranżowania zbrojnej demonstracji. Jego cele bynajmniej nie były jasne, nastrój zaś – absolutnie nie apodyktyczny. Chciał ostrzec prawicę przed podejmowaniem jakichkolwiek awanturniczych kroków na własną rękę i prawdopodobnie zadowoliłby się rezygnacją koalicji Witosa”, pisał Davies.

Piłsudski oskarżał polityków Chjeno-Piasta nie tylko o śmierć Narutowicza, lecz także o polityczny chaos w kraju. Z drugiej strony trzeba jednak zauważyć, że w środowisku piłsudczyków od dłuższego czasu czuć było wzmożenie. Wyglądało na to, jakby rozważali z marszałkiem podjęcie radykalnych działań jeszcze na długo przed powołaniem kolejnego gabinetu Chjeno-Piasta.

„Marszałek wypowiedział wojnę legalnemu rządowi RP. Nie planował jednak starcia zbrojnego. Miała to być tylko demonstracja zbrojna, w której wyniku przestraszony rząd ustąpi. Mimo to pułki, które kierował do Warszawy, nie dostały ślepej amunicji, ale ostrą. I kiedy było trzeba, to jej użyły. Marszałek doprowadził do wojny domowej” – oceniał w wywiadzie prof. Tomasz Nałęcz, historyk i polityk, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

„Usłyszeliśmy pierwsze strzały i odtąd w tym prostym stwierdzeniu, że to zaledwie osiem lat po odzyskaniu niepodległości Polacy strzelają do Polaków, streścił się dla mnie cały tragiczny sens dalszych wydarzeń” – pisał świadek zamachu majowego, minister spraw zagranicznych Kajetan Morawski.

Piłsudski podczas zamachu stanu na moście Poniatowskiego w Warszawie. Od lewej do prawej: ppłk Kazimierz Stamirowski, por. Marian Żebrowski, gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, Józef Piłsudski, mjr Włodzimierz Jaroszewicz, Por. Michał Galiński. Źródło: Wikimedia Commons

Tragedia umiarkowana?

W walkach po obu stronach wzięło udział kilka tysięcy żołnierzy, kilkanaście kolejnych tysięcy było już gotowych do walki. Języczkiem u wagi okazały się środowiska związane z PPS: strajk kolejarzy-socjalistów uniemożliwił rządowi sprowadzenie zbrojnych posiłków do stolicy. Rząd Witosa dał za wygraną i podał się do dymisji.

Abdykował także prezydent Stanisław Wojciechowski. Nie popierał wprawdzie Chjeno-Piasta, ale postanowił wypełnić rolę strażnika konstytucyjnego porządku. Za wszelką cenę chciał uniknąć konfliktu, który doprowadziłby do długotrwałej wojny domowej.

„O specyfice wydarzeń majowych decydowały też polityczne mediacje, które niemal od początku walk starali się prowadzić arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski oraz marszałek Sejmu Maciej Rataj. Ten ostatni po dymisji rządu i prezydenta zgodnie z konstytucją przejął zresztą obowiązki głowy państwa, a następnie osobiście doprowadził do pacyfikacji nastrojów. Zdaniem jednych, uchronił tym samym Polskę przed wojną domową, a kto wie, czy i nie przed zbrojną interwencją któregoś z sąsiadów – ZSRR. Zdaniem innych, umożliwił Józefowi Piłsudskiemu »zalegalizowanie jego czynności i prac historycznych«” – komentował dr Błażej Poboży, historyk i polityk, doradca prezydentów Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego.

W starciach od 12 do 15 maja 1926 roku poległo ponad dwustu żołnierzy, kolejnych kilkuset odniosło rany. Zginęło też 164 cywilów, rannych było ponad trzystu.

„Po wygranej marszałek starał się szybko zasypać podziały. Taką manifestacją jedności miał być wspólny pogrzeb na Powązkach, gdy pochowano ofiary, które padły po obydwu stronach”, podkreślał prof. Nałęcz. Następnie w II Rzeczypospolitej rozpoczęły się czasy sanacji, postulowanego „uzdrowienia” – a w praktyce rządy autorytarne piłsudczyków.

Czy wydarzenia majowe były wojną domową?

Trwały ledwie parę dni, dlatego nazywa się je puczem, przewrotem, zamachem stanu. Polacy stanęli przeciw sobie, jednak wykazali choć tyle umiaru i odpowiedzialności, by cały kraj nie spłynął krwią. W przeszłości Rzeczypospolitej takie zbrojne konflikty przecież już się zdarzały, na większą skalę.

Czym jak nie wojną domową była konfederacja barska (1768–1772), w której samych konfederatów poległo kilkanaście tysięcy? Na dodatek jej pierwsze miesiące zbiegły się w czasie z koliszczyzną – okrutnym antypolskim, antyżydowskim i antykatolickim powstaniem chłopskim na Ukrainie, prawdopodobnie inspirowanym przez Rosję i kosztującym życie stu tysięcy ludzi…

Charakter wojny domowej, także z udziałem wojsk kilku innych krajów, miały konflikty o tron Stanisława Leszczyńskiego oraz Augusta II Mocnego i jego syna Augusta III Wettyna w pierwszej połowie XVIII stulecia

Rzeź rodaków pod Mątwami

To wszystko nic w porównaniu z bratobójczym rokoszem Lubomirskiego w 1665 roku. Doszło do niego za nieszczęsnego panowania Jana Kazimierza, podczas którego Rzeczpospolitą dotknęło mnóstwo tragedii.

Po pierwsze powstanie Chmielnickiego – mające znamiona wojny domowej, na dodatek zbuntowanych Kozaków wsparli Tatarzy i w rozgrywkę włączyła się Moskwa.

Po drugie szwedzki potop – w którym poza ogromnymi zniszczeniami doszło do rzeczy skandalicznych: nawet pod Jasną Górą Polak stanął przeciw Polakowi, a dalekosiężnym skutkiem konfliktu stało się usamodzielnienie Prus Książęcych.

Po trzecie najazd Rakoczego – podczas którego wojska siedmiogrodzkie dokończyły w Warszawie dzieła dewastacji po Szwedach.

Po czwarte wojna polsko-rosyjska, w efekcie której Rzeczpospolita straciła Zadnieprze.

Monarcha upatrywał problemów państwa w słabości władzy królewskiej. Próbował ją wzmocnić, m.in. optując za wprowadzeniem zasady elekcji vivente rege, czyli za życia poprzedniego króla – co zapewniałoby prostszą sukcesję jego ewentualnym potomkom, krewnym lub prominentnym stronnikom.

Nie podobało się to szlachcie, która skupiła się wokół hetmana polnego koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. Gdy w 1663 roku ten przywódca antykrólewskiej opozycji uniknął zamachu, a w 1664 został skazany przez tendencyjny sąd sejmowy za zdradę stanu, nie ukorzył się, lecz uciekł i znalazł wsparcie za granicą.

W efekcie w roku 1665 roku wybuchł w Rzeczypospolitej rokosz Lubomirskiego. Wodził za nos wojska królewskie, a podczas decydującego starcia pod Mątwami 13 lipca 1666 roku 22-tysięczna armia Jana Kazimierza została rozbita przez prawie dwukrotnie mniejsze wojska rokoszan. Zginęło cztery tysiące żołnierzy, w olbrzymiej większości królewskich, weteranów wielu wojen. Żołnierzy, którzy bardzo przydaliby się w toczącym się konflikcie z Moskwą, gdzie stawką były m.in. wpływy na ziemiach ukraińskich.

Inowrocław. W Muzeum Kasprowicza.
Bitwa pod Mątwami. Obraz Mariana Adamczyka. Muzeum Kasprowicza w Inowrocławiu. Reprodukcja na wolnej licencji CC A-S A 4.0

Mało tego, gros owych żołnierzy nie poległa w walce: rokoszanie urządzili istną rzeź jeńców! Pokonany hetman polny koronny Jan Sobieski, w przyszłości król, napisał: „Z tej okazji najwięcej zginęło ludzi, że skoro na błota uszli, wywoływali ich, dając im quartier i parol [czyli obiecując, że nic im nie grozi], a potem, zawiódłszy za górę, nie ścinali, ale rąbali na sztuki. Nie tylko Tatarowie, Kozacy nigdy takiego nie czynili tyraństwa, ale we wszystkich historiach o takim od najgrubszych narodów nikt nie czytał okrucieństwie. Jednego nie najdują ciała, żeby czterdziestu nie miał mieć w sobie razów, bo i po śmierci nad ciałami się pastwili. Moją śmierć już cale w tamtym byli ogłosili obozie, ale oto przecię P. Bóg zachował jeszcze do jakiegoś czasu”.

Ostatecznie, na mocy ugody, Lubomirski odzyskał cześć, ale musiał przeprosić władcę i udać się na wygnanie. Z kolei Jan Kazimierz zrezygnował z reform. Na początku 1667 roku Lubomirski zmarł, ponoć wskutek nagłego udaru. Miał zaledwie 51 lat. Król w roku 1668 abdykował, wyjechał z kraju i przeżył na obczyźnie jeszcze cztery lata.

Rzeczpospolita wyszła z wojny domowej poobijana i tak osłabiona, że niebawem wpadła w potężne kłopoty podczas wojny z Turkami.

Kłopoty Zygmunta III

Nie był to pierwszy rokosz. Zdarzały się wcześniej. Formę wojny domowej przybrał rokosz, w którym Mikołaj Zebrzydowski i jego stronnicy wystąpili przeciw Zygmuntowi III Wazie – ojcu Jana Kazimierza. Zarzucali mu dążenie do absolutyzmu, planowanie wprowadzenia dziedziczności tronu, próby ograniczanie przywilejów szlachty i dawanie posłuchu cudzoziemcom.

Bunt rozstrzygnęła bitwa pod Guzowem w lipcu 1607 roku. Po obu stronach stanęło po 10–12 tysięcy wojska, de facto więcej niż podczas zamachu majowego. Po szybkim boju zginęło około tysiąca żołnierzy, głównie rokoszan. Król wygrał bitwę, buntowników jednak nie ukarał, a wolności szlacheckich nie ograniczył.

Nie była to jedyna zwycięska wojna domowa Zygmunta III. Już objęciu przez niego władzy towarzyszył konflikt zbrojny w latach 1587–1588, ponieważ część szlachty wybrała na tron innego kandydata: Maksymiliana Habsburga. Wojnę zakończyła bitwa pod Byczyną w styczniu 1588 roku, która ugruntowała rządy Wazy.

Armie po obu stronach były mniejsze niż pod Guzowem – miały po około sześć tysięcy żołnierzy – jednak ofiar odnotowano znacznie więcej. Walka był bezlitosna, swoje zrobiła husarska szarża wojsk popierających Zygmunta III, sympatyków Habsburga posiekała artyleria, a rannych i uciekinierów dobił styczniowy mróz.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że nie tylko rządom Wazów towarzyszyły rokosze. Za czasów Jagiellonów, gdy na tronie zasiadał Zygmunt Stary, szlachta zbuntowała się przeciw jego reformom w roku 1537. Lecz ofiarami tego rokoszu – nazwanego wojną kokoszą – był głównie drób pod Lwowem, na który polowali wygłodniali rebelianci.

Krew Piastów

Zupełnie inny charakter miały za czasów piastowskich bratobójcze wojny między książętami walczącymi o dominację. Za najkrwawszą uchodziła bitwa pod Mozgawą z 1195 roku, gdy po nierozstrzygniętym brutalnym starciu na pobojowisku pozostały całe stosy trupów. Jednym z walczących był wówczas Mieszko III Stary.

[caption id=„attachment_1142938” align=„aligncenter” width=„814”]

Mieszko III Stary Adres wydawniczy: Królowie i książęta : rysunki Jana Matejki, Wiedeń : nakład Maurycego Perlesa, [ca 1893]

Mieszko III Stary. Królowie i książęta: rysunki Jana Matejki, Wiedeń: nakład Maurycego Perlesa, [ca 1893] Źródło: Wikimedia Commons[/caption]Stracił pod Mozgawą syna Bolesława, a sam został poważnie ranny. Piastowie przywykli do rozwiązywania konfliktów żelazem. Ojcem Mieszka III był Bolesław Krzywousty, który przez wiele lat walczył o tron książęcy ze swoim starszym, przyrodnim bratem Zbigniewem. Ostatecznie pochwycił go, uwięził i kazał oślepić. Okaleczony Zbigniew zmarł, Bolesław odprawił pokutę. Takie były czasy.

A i tak krwi polało się wówczas mniej niż podczas XI-wiecznego buntu Masława (Miecława), byłego cześnika zmarłego w 1034 roku pechowego króla Mieszka II Lamberta. Marzył o własnym państwie. Ambicje cześnika poszybowały tak wysoko po kryzysie państwa piastowskiego, którego oznakami były przepychanki wokół tronu, klęski militarne w walkach z sąsiadami oraz reakcja pogańska – bunt przeciw świeżo zaprowadzonemu chrześcijaństwu, mający charakter ludowej rebelii.

Kronikarz Gall Anonim pisał, że „niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa”. Potrzeba było wsparcia z zagranicy, by książę Kazimierz Odnowiciel przywrócił porządek. Jeszcze więcej czasu – i paru bitew – potrzebował piastowski władca, by w 1047 roku pokonać zbuntowanego cześnika, który założył sobie państwo na Mazowszu.

Istotnie, w porównaniu z tym pełnym perturbacji okresem, ze skalą zniszczeń i ofiar w młodym jeszcze państwie, przewrót majowy wydaje się ledwie kilkudniowymi przepychankami między stronnictwami. Można też wzruszyć ramionami, że wojny domowe towarzyszą nam od tysiąca lat. Zamiast jednak bagatelizować lub demonizować zamach stanu z 1926 roku, można wyciągnąć z niego aktualne do dzisiaj wnioski o skutkach chronicznej politycznej nienawiści, podejrzliwości i niezdolności do kompromisu.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE" to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Adam Węgłowski
Adam Węgłowski

Dziennikarz i autor książek. Był redaktorem naczelnym magazynu „Focus Historia”, zajmował się m.in. historycznymi śledztwami. Publikował artykuły m.in. w „Przekroju”, „Ciekawostkach historycznych” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor kryminałów retro, powieści z dreszczykiem i książek popularyzujących historię.

Komentarze