0:000:00

0:00

Prawa autorskie: „Wiesti" 2.02.23 /A. Jędrzejczyk„Wiesti" 2.02.23 /A....
  • Po pierwsze – Putin osobiście przekonuje, że zwycięży („Pobieda budiet za nami”). Robi to od kilku tygodni. Wcześniej nie musiał, bo było to oczywiste.
  • Po drugie - pewność zwycięstwa ma wynikać nie z przewagi potencjału Rosji, ale z tego, że kiedyś też wygrała. Właściwie całą tę narrację można by zniszczyć uwagą, że Rosja kiedyś także przegrała. Przegrywała bowiem, kiedy ładowała się w konflikt przeszacowując własne siły i pogardzając przeciwnikiem – jak w wojnie krymskiej w połowie XIX wieku, w wojnie z Japonią 1905 roku. No i w I wojnie światowej. Choć tę, zdaniem propagandy, Rosja (by) wygrała, gdyby Lenin z Trockim nie zdradzili cara Mikołaja II. A pozostałe klęski nie są dla Putina „faktami historycznymi", o których się rozmawia.
  • Po trzecie – Putin z Ławrowem (szefem MSZ) i Pieskowem (rzecznikiem Putina) są bardzo za pokojem. Oczywiście na swoich warunkach. Warunki te jednak – kiedy obserwuje się propagandę - ewoluują.

Bo przecież przed rokiem „pokój” oznaczał sytuację, w której NATO nie grozi Rosji użyciem artykułu 5 tylko za to, że chce odebrać „swoje historyczne ziemie”. A tymi są przecież Wilno, Ryga i Warszawa. Potem warunkiem „pokoju” było odzyskanie panowania nad “historycznie rosyjskim” Kijowem, a następnie (latem), nad Chersoniem i Odessą. Bo miasta te zakładali kiedyś przedstawiciele rosyjskiego imperium.

Teraz mowa już jest tylko o Dnieprze, „matce rosyjskich rzek”.

Oraz o utrzymanie Krymu. Bo nie będzie to możliwe, jeśli Putin straci korytarz lądowy od Donbasu po Zaporoże. I to jest teraz celem „operacji specjalnej”, jak oficjalnie przyznał 3 lutego rzecznik Putina Pieskow.

Warunkiem rosyjskiego pokoju jest też teraz odepchnięciu wrogów od granic Rosji na tyle, by jej nie ostrzeliwali. I jakby się nad tym zastanowić, to jest przyznanie się do całkowitej porażki: przed 24 lutego nikt rosyjskich granic nie ostrzeliwał, a wojna trwała od 2014 roku na terytorium Ukrainy.

Przeczytaj także:

To tak straszna wojna, że najmniejszy sukces jest wielkim sukcesem

Z minimalizacją celów wojny propaganda radzi sobie bardzo sprawnie. Podkreśla, że Putin broni Rosji przed agresją ogromnej koalicji państw Zachodu. Nie można mówić, że nie udała się „operacja specjalna”, w której Rosja po prostu chciała sobie zabrać Ukrainę, bo uważa ją za swoją. Z Ukrainą Rosja już dawno wygrała (bo Ukraina nie ma już swoich poradzieckich czołgów). Teraz Rosja odpiera najazd Zachodu.

„Rosja widzi, jak całe NATO walczy przeciwko niej. Mówienie, że Sojusz nie walczy, a tylko się uzbraja, jest śmieszne". „Zachód stara się zadać Rosji taką klęskę, aby nie mogła się podnieść przez dziesięciolecia” – ogłosił tuż przed wystąpieniem Putina minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.

„Rosja jest w epicentrum geopolitycznej bitwy" - mówił też Ławrow.

Ponadto - zauważyła propaganda - porównał operację specjalną z wojnami ojczyźnianymi z 1812 i 1941 roku. Dlatego też patriarcha Cyryl urządził w tym tygodniu nabożeństwo żałobne za Piotra Podjapolskiego, „bohatera Wojny Ojczyźnianej 1812 roku”, który ‚w szeregach armii rosyjskiej doszedł do Paryża”. O czym poinformował 31 stycznia arcybiskup Władimir Klujew.

Propaganda zmajstrowała więc dla Putina uwerturę lepszą niż Czajkowski ze swoim „Rokiem 1812”. Bo teraz mamy uwerturę „Lata 1812 i 1943".

Rzeczniczka Ławrowa, Maria Zacharowa dopowiedziała: „Teraz widzimy, jak kolektywny Zachód jest coraz bardziej wciągany w otwartą konfrontację z naszym krajem na polu bitwy naszego kraju. Tutaj wszystko zostało już przekroczone, a to, co było w ostatnich dziesięcioleciach pozytywne, przekreślone”.

„Blok NATO wszedł już w bezpośrednią konfrontację z Rosją” - ogłosił Denis Puszylin, „pełniący obowiązki szefa Donieckiej Republiki Ludowej”. W tym samym czasie w Berdiańsku, w opuszczonym garażu, znaleziono skład amunicji i flag Ukrainy, Polski i UE (!!!) - poinformowała Główna Dyrekcja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji dla obwodu zaporoskiego.

Putin temu nie winien

Propaganda podkreśla też w kółko, że takiej wojny Putin nie chciał. Niedzielne (29 stycznia) „Wiadomości Tygodnia” Dmitrija Kisielowa były już poświęcone wyłącznie wojnie.

Wyraźnie brakowało tradycyjnej obszernej części trzygodzinnego programu o pięknie rosyjskiej przyrody i dynamicznym rozwoju jej gospodarki. Pobudzającym uwagę widza elementem (bo jednak wojna, mordowanie, wysadzanie w powietrze i strzelanie stają się już nudne) były puszczane na cały ekran obrazy wijących się larw. Które według Kisielowa jedzą teraz Europejczycy (chodzi o to, że Unia doprecyzowała właśnie, na jakich warunkach można dodawać białko pochodzące od owadów do jedzenia).

I cały ten obrzydliwy koszmar poprzedzało słowo wstępne Kisielowa: że Putin chciał pokoju.

Ten sam wątek ciągnie Ławrow: „Teza, że Rosja odmawia negocjacji w sprawie Ukrainy, jest kłamstwem. Chodzi o to, że „nikt nie próbuje przekonać Kijowa o konieczności powrotu do negocjacji z Moskwą”. „Rozumiemy, że większość ludności Ukrainy to normalni ludzie, którzy chcą wieść spokojne życie, ale ci ludzie stali się zarówno zakładnikami, jak i ofiarami totalitarnego reżimu kijowskiego, a także ofiarami agresywnej polityki bloku NATO ” — dodał, jakby tknięty tą samą myślą, szef wywiadu zagranicznego Siergiej Naryszkin.

Putin w Wołgogradzie walczy z Leopardami

Na tym tle Putin robił sobie rekonstrukcję bitwy pod Stalingradem.

„Rosji znów zagrażają niemieckie czołgi Leopard, znowu będą walczyć z Federacją Rosyjską na ziemi Ukrainy rękami Bandery” - mówił 2 lutego w Wołgogradzie (dawnym Stalingradzie) w czasie rocznicowych uroczystości.

2 lutego 1943 poddały się tam okrążone niemieckie wojska feldmarszałka Paulusa.

Ale - pocieszał się Putin - „gotowość do pójścia do końca dla dobra Ojczyzny, dla prawdy, leży w naturze naszego narodu, to ona obaliła nazizm”. „Nazizm w swojej nowoczesnej formie jest zagrożeniem dla Rosji, w związku z czym konieczne jest odparcie agresji ze strony kolektywnego Zachodu”. (“Nazizm” w języku Putina oznacza niezgodę na rosyjską dominację; zdrowe poczucie narodowej tożsamości polega zaś na tym, że kultywuje się ludowe pieśni i wycinanki ludowe, ale pod przewodnictwem Rosji).

Wierny przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin rozwijał przekaz dnia: „Leopardy powtórzą los Tygrysów i zostaną spalone”. Zauważył również, że kierownictwo Niemiec musi pamiętać rok 1943 i wyjaśnić swoim obywatelom, dlaczego po raz kolejny wciągają naród niemiecki w wojnę.

Tu ciekawostka: jak te Leopardy mają być niszczone? Zachętą będą nagrody pieniężne dla odważnych. Taki pomysł padł w tym tygodniu, został uznany za dobry i przez Puszylina i przez Pieskowa.

Czym grozi Putin?

„Wraz z klęską największego ugrupowania Wehrmachtu i jego satelitów pokonana została wola całej koalicji nazistowskiej. Europejscy wasale i sługusy nazistowskich Niemiec, a pod Stalingradem walczyli bardzo, niemal przedstawiciele wszystkich europejskich krajów” - tak Putin przekonywał swoją publiczność, że mamy w 2023 roku powtórkę z 1943. Bowiem

„Rosja ma czym odpowiedzieć na grożące jej zagrożenia, w tym dostawy broni dla Ukrainy”.

Ten fragment mowy Putina uznał za stosowne dojaśnić rzecznik Putina: „Rosja po prostu będzie pełniej wykorzystywać swój potencjał” (To, że dojaśniając Pieskow niczego nie dojaśnił, jest dosyć charakterystyczne dla przekazu Kremla – jego potencjał to teraz głównie fregata „Admirał Gorszkow”, która symuluje na Atlantyku odpalanie prototypowych rakiet naddźwiękowych Cyrkon w stronę Waszyngtonu. Rakiety te są najlepsze na świecie, ale nie ma ich na razie na wyposażeniu armii Putina).

Tego typu groźby mają jednak teraz coraz bardziej groteskowy charakter.

Weźmy propagandystę Władymira Sołowiowa: klipy z jego antyzachodnimi rantami krążą po sieci. Sołowiow grozi całemu światu nuklearną zagładą, lży wszystkich po kolei, parodiując przy tym mowy Hitlera i Goebbelsa. No bo – wiadomo – jest najwspanialszym rekonstruktorem II wojny światowej. Tak jak tego oczekuje od swojej propagandy Putin.

Tego tygodniowy występ Sołowiowa był jednak zastanawiający. Najpierw publicznie zbluzgał swoją ekipę techniczną za to, że informacja o rozpoczęciu programu nie pojawia się natychmiast na kanale w Telegramie. Potem tak samo gwałtownie jak wybuchnął, uspokoił się. I miłym głosem zapowiedział część merytoryczną audycji. A potem znowu zaczął wrzeszczeć i ryczeć - tym razem na Zachód.

Było to tak teatralne, jakby Sołowiow chciał nam wszystkim powiedzieć „Ja tu tylko gram”. Tak jak – przynajmniej na razie – gra „Admirał Gorszkow”.

Prawda jest taka, że naprawdę wygramy, bo ja wam to naprawdę mówię

Putin tymczasem zapewniając wszystkich wokół, że na pewno zwycięży, tworzy piętrowe historyczne konstrukcje:

  • Rosja Putina wygrała, bo wygrała kiedyś Rosja Stalina. I na to są dowody w muzeach i miejscach pamięci. Dlatego, aby teraz wygrać, Putin chce, by mu budowano muzea „operacji specjalnej”, które będą krzewić prawdę, iż operacja jest słuszna i zwycięska. Bowiem, żeby wygrać, trzeba głosić „prawdę” zgromadzoną w tych muzeach. „A przy relacjonowaniu wydarzeń II wojny światowej, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, przy relacjonowaniu wydarzeń specjalnej operacji wojskowej i dziś najważniejsza jest prawda, rzetelność. To jest nasza najważniejsza broń” – powiedział Putin na spotkaniu "z przedstawicielami publicznych organizacji patriotycznych i młodzieżowych".
  • Do „faktów historycznych” Putina należy i to, że wojna nie jest katastrofą. Rosja zawsze była na wojnie. „Rosja to duży kraj, jeśli spojrzeć na dzisiejszy wymiar europejski. To znaczy pod względem liczby ludności, pod względem terytorium - największy na świecie. Ktoś zawsze walczył z tym krajem bez przerwy. A niektórzy mówili: jakie to nudne to żyć na świetle, kiedy nikt nie walczy z Rosją. To nie żart, to wypowiedzi konkretnych polityków z przeszłości i krajów zachodnich.
  • Celem wojny jest zaś zawsze „stworzenie warunków do zachowania kraju, jego rozwoju i wzmocnienia”. Ale – uwaga! - „jednym z elementów pracy na rzecz osiągnięcia tego wspólnego celu jest oczywiście odrodzenie, zachowanie pamięci historycznej”.

A co tam z orędziem Putina o stanie państwa?

Tradycyjnie, jak co miesiąc, rzecznik Pieskow odpowiadał w tym tygodniu na pytanie, kiedy Putin wystąpi ze swym dorocznym orędziem przed Dumą (od ostatniego dorocznego orędzia minęło już 21 miesięcy).

Agencja TASS doniosła 30 stycznia, że Putin może wygłosić to orędzie 20-21 lutego. Ale na pewno nie w rocznicę rozpoczęcia „operacji specjalnej” 24 lutego - doprecyzowała jednocześnie agencja RIA Nowosti. Niestety, informacje te nie okazały się przełomowe. Pieskow pytany o orędzie, odpowiedział jak zwykle, że poinformuje o tym w stosownym czasie. „Trwają prace nad komunikatem”.

Nie ma też jeszcze żadnych planów świętowania rocznicy „operacji specjalnej” w Ukrainie. „Nie są mi znane żadne wydarzenia w tym zakresie” – powiedział Pieskow.

Za to Duma wystąpiła dziś do premiera Miszustina z prośbą o rozważenie, czy by rodzinom zaginionych żołnierzy (czyli poległych, których ciał nie zebrano z pola bitwy) nie wypłacać choć połowy zasiłku.

***

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre ze wklejanych do tekstu linków mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)

Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska/OKO.press

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Przeczytaj także:

Komentarze