0:00
Prawa autorskie: "Wiesti" 21.01.23 / A.Jędrzejczyk"Wiesti" 21.01.23 / ...
25 stycznia 2023

Zagrywki z rozbiorami. Kto naprawdę ma w głowie dzielenie Ukrainy? Sikorski inaczej

Radosław Sikorski mówi, że rząd PiS zastanawiał się na początku wojny w 2022 roku nad udziałem w rozbiorze Ukrainy. To stawianie sprawy na głowie. Prawdziwe pytanie brzmi: jak bardzo odcięcie od Ukrainy jej zachodniej części jest ważne dla Putina? I czy to tylko propaganda? 

Wydrukuj

Czy sugerowanie rozbioru Ukrainy to tylko element putinowskiej wojny propagandowej, czy część imperialnej tożsamości władców Kremla? Rosji zależy tylko na wywołaniu politycznej jatki w Polsce, czy jest w tym coś więcej?

Sikorski i rozbiory

Były minister spraw zagranicznych i europoseł PO Radosław Sikorski uważa, że w pierwszych 10 dniach najazdu Putina na Ukrainę polski rząd rozważał, co zrobić w razie upadku Ukrainy. Jednym z rozważanych wariantów miał być udział w rozbiorze Ukrainy

Pytany, czy wierzy, że rząd PiS przez moment myślał o rozbiorze Ukrainy, Sikorski powiedział w Radiu Zet 23 stycznia: "Myślę, że miał moment zawahania w pierwszych 10 dniach wojny, gdy wszyscy nie wiedzieliśmy, jak ona pójdzie, że może Ukraina upadnie. Gdyby nie bohaterstwo (prezydenta Ukrainy Wołodymyra) Zełenskiego i pomoc Zachodu, różnie mogło być".

View post on Twitter

Sikorski dowodów nie ma żadnych, ale ma pewne wyobrażenia o tym, jak wyglądają kontakty z Rosjanami. Był szefem MSZ w rządzie Tuska i w 2014 roku powiedział – co zacytował “Politico” - że Rosja usiłowała wplątać Polskę w inwazję na Ukrainę, a Putin chciał, "żebyśmy uczestniczyli w podziale Ukrainy". Po ostrej reakcji Tuska Sikorski wycofał się z tych słów i powiedział, że “pamięć go zawiodła”.

Gafa nie polegała jednak na problemach z pamięcią. Ale na tym, że takich rzeczy się nie rozważa się wygodnie w fotelu, kiedy sojusznik walczy w obronie swoich granic.

Putin i rozbiory

Zanim pogrążymy się w lokalnych zapasach w kisielu w sprawie najnowszej wypowiedzi Radosława Sikorskiego, zauważmy, że wątek rozbioru Ukrainy jest stale obecny w rosyjskiej propagandzie.

Dlaczego?

Propaganda Putina opowiada teraz cały czas, że podzielenie Ukrainy na dwie części:

  • należną słusznie i historycznie Rosji
  • oraz na zachodnią część, która do wschodniej nie pasuje,

jest racjonalne, zgodne z prawem i tradycjami uprawiania polityki w tej części świata.

Putin mógł składać takie oferty Polsce w 2014 r., bo to jest zgodne z tym, jak organizuje państwo i jakie cele stawia jego elitom. Od początku pełnoekranowego najazdu na Ukrainę w 2022 r., rosyjska propaganda mówi o rozbiorze Ukrainy zupełnie otwarcie.

Bo w sumie o to na tej wojnie chodzi: o nowy podział "stref wpływów" i "poprawienie" granic.

Niestety, wedle Putina Zachód (w tym Polska) na racjonalną ofertę przedstawioną w grudniu 2021 r. zareagował negatywnie. Dlatego Putin “nie miał innego wyjścia” niż zbrojny najazd na Ukrainę (propaganda powtarza to w kółko, ostatni raz Putin opowiedział o tym w zeszłym tygodniu, w czasie wizyty w fabryce zbrojeniowej w Petersburgu).

Po co Kaczyński jechał do Kijowa?

Opowieści propagandy Kremla o rozbiorach nie narodziła się zatem 24 lutego 2022. Zresztą na samym początku inwazji, jeszcze w czasie, gdy “szła ona zgodnie z planem” i miała trwać kilka dni, rzecznik Putina opowiadał zupełnie spokojnie, że Rosja może poprzestać na odebraniu Ukrainy Donbasu i Chersońszczyzny. Oraz na ukraińskiej obietnicy, że zrzeka się ona Krymu.

Tak po prostu.

A teraz przypomnijmy sobie, jak w czasie nieoczekiwanej i potwornie zaburzającej Rosję wyprawy do Kijowa Jarosław Kaczyński zaproponował propozycja wprowadzenia do Ukrainy “sił pokojowych”. “Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie się w stanie również obronić".

Co miało to znaczyć, gdzie te siły miałyby stacjonować? Czy Kaczyński zakładał, że z Ukrainy należy przed Putinem ratować, ile się da? Czy bał się rozbiorów?

Na co grał, nie dowiedzieliśmy się, bo prezydent Zełenski stwierdził jasno: o tym, jakie wojska stacjonują w Ukrainie, decyduje ona sama. Oraz “nam nie jest potrzebny zamrożony konflikt na terytorium naszego państwa i to podczas spotkania z polskimi kolegami wytłumaczyłem”. Zachodni sojusznicy elegancko temat wyciszyli.

Ale Rosja chciała dalej rozmawiać o rozbiorach. Kiedy rosyjska ofensywa utknęła, a potem zaczął się odwrót spod Kijowa, rosyjscy urzędnicy niższego rzędu zaczęli w mediach opowiadać, że zamiast podbijać całą Ukrainę, lepiej po prostu wykroić spory kawałek i włączyć do Rosji. A resztę podzielić na kadłubkową “Ukrainę” i zachód do podziału między Polskę i Węgry.

Putin prosi: weźcie Lwów

Miesiąc później szef putinowskiego wywiadu Naryszkin ogłosił na konferencji prasowej, że wywiad ten wpadł w posiadanie tajnych planów Polski, by zająć zachodnią Ukrainę.

Od tej pory aż do końca 2022 roku propaganda Kremla stale, opowiada, że Polska chce zająć Zachodnią Ukrainę. Przypomina też widzom, że Zachodnia Ukraina była przed 1939 rokiem częścią Rzeczypospolitej.

Co w języku propagandy znaczy, że Putin cały czas chce Zachodnią Ukrainę oddać. Choć nie jest jego.

Propaganda pokazuje, jak wyglądałoby połączenie obecnej Polski z kawałkiem Ukrainy sprzed 1939 roku. Ale nie Białorusi sprzed 1939 - tu putinowscy kartografowie są zgodni, choć Łukaszenka co jakiś czas powtarza, że Polska chciałaby napaść i jego.

Mapa Ukrainy podzielonej z Polską na ekranie w rosyjskim studiu telewizyjnym. Napisy rosyjskie
"Wiesti", 21 stycznia 2023. Tak mają wyglądać rozbiory wedle Putina. Kawałeczek jest też dla Węgier Orbána. "Wiesti" z 24 stycznia opowiadały, że przynajmniej Węgry upominają się o zakarpackich rodaków i obiecują im opiekę i obronę przed mobilizacją do ukraińskiej armii...
I to jest właśnie dowód na to, że rozbiór Ukrainy jest marzeniem Putina, a nie odpowiedzią na plan Polski. Putinowi na tym naprawdę zależy.

Drugi dowód to to, że w Polsce ta narracja w ogóle nie działa, a Moskwa ją powtarza.

Nawet malutkie prorosyjskie demonstracje przeciw Ukrainie maszerują w Polsce pod hasłami “pokoju” a nie “powrotu Lwowa do macierzy”. Nie wydaje się też, by te opowieści trafiały na podatny grunt w Ukrainie. Sieć polskich i ukraińskich organizacji pozarządowych przeplata się tam, celowana pomoc trafia do Ukrainy. A jednocześnie jadą tam rządowe transporty z bronią. Tu też opowieści o odbieraniu Lwowa Ukrainie się nie wciśnie.

Owszem, przekazy takie pojawiają się na obrzeżach komentariatu zachodniego - powtarzają tę opowieść “analitycy”, którzy właśnie dowiedzieli się o zmianach granic w Europie Środkowej sprzed 80 lat. Ale i tam swobodna opowieść o przesuwaniu granic nie sprzedaje się najlepiej.

Brednia ważniejsza niż inne

Dlaczego jest to zatem powtarzane i dlaczego powtarza to Putin?

Różnych bredni mających usprawiedliwić najazd Moskwy na Ukrainę było już sporo. To:

  • sztucznie hodowane w Ukrainie przez Amerykanów nietoperze atakujące wyłącznie Słowian
  • ukraiński plan, żeby zniszczyć siebie i przy okazji Rosję przy pomocy brudnej bomby atomowej
  • stosowanie przez Ukraińców na froncie czarnej magii

Ale opowieść o rozbiorze różni od tych opowieści tym, że ma ona znaczenie “państwowotwórcze”. Wizję ekipy Putina spokojnie daje się odtworzyć z wystąpień Putina i jego przybocznych. Wojna trwa już na tyle długo, że takich monologów Putina o sensie rządzenia i istnienia Rosji propaganda puściła już kilka.

Wszystkie są o tym samym: odebrać to, co carskie.

Dla Putina XX wiek to opowieść o utracie ziem "carskich" na zachodzie imperium, o próbach ich odebrania, zakończone katastrofą rozpadu ZSSR. I ponowną utratą "guberni zachodnich". A teraz jeszcze Putin miałby stracić Ukrainę?

Rozebrać, odbić, najechać

Putin tworzy opowieść dla aparatu: celem i sensem istnienia imperium jest identyfikowania tego, co swoje, i odbieranie tego. Rozbiorem, strefami wpływu, a jak się nie da, to zbrojnie. Bez tego imperium – czyli Rosja – upadnie. Przestanie istnieć. Rozumiem z tego, że po prostu nie będzie miała dosyć zasobów, by wyżywić swoich władców.

To, że Putin sprzedaje swojej ekipie opowieść, że są razem z nim spadkobiercami carów, objawia się też w opowieści, czym jest państwo.

To gospodarstwo, w którym car gospodarzy, a ludność należy do inwentarza (“gospodarzem Rosji” określił się ostatni car Mikołaj II w pierwszym spisie powszechnym w Rosji). Do tego służy koncepcja “wieloetnicznego narodu rosyjskiego”: możesz być, kim chcesz: Tatarem, Kałmukiem, Ukraińcem - nie ma problemu, jeśli uznajesz władzę cara i zapisujesz się do jego inwentarza. Jeśli nie, to jesteś wrogiem imperium, czyli “nazistą”.

Planując atak na Ukrainę, Putin musiał zakładać, że takich “nazistów” wyobrażających sobie życie poza imperium jest garstka. Jego propaganda w kółko to zresztą powtarzała. A Putin dodawał, że Ukraińcy nie są osobnym narodem, ale mniejszymi braćmi Rosjan. “Nazistów” się zaś zidentyfikuje i zniszczy, albo wypluje z imperium.

Niestety, Putin się pomylił

I tu znowu pojawił się sposób na naprawienie pomyłki: oddanie Lwowa i zachodniej Ukrainy. Oraz prosta, "historyczna” recepta: rozbiory.

Z tego, co w kółko opowiada propaganda, to właśnie zachodnia Ukraina jest siedliskiem ukraińskiej osobności. A więc tego, co Putin nazywa “nazizmem”. Przy czym - zauważa Putin - "historycznie" ta część Ukrainy nie była częścią imperium carów. Należała do Habsburgów - Stalin dosyć pochopnie sobie ją przywłaszczył po II wojnie światowej.

Propagandowe “Wiesti” poświęciły temu zagadnieniu 21 listopada 2022 spory materiał. Wynikało z niego, że Stalin wziął Lwów, bo nie dało się w 1945 roku inkorporować do imperium Warszawy. A przecież Warszawa była już kiedyś carska, więc się imperium należy. Niestety, Stalin skusił się na Lwów.

Dlatego oddanie Lwowa Polsce (która przecież w 1945 się tego Lwowa domagała) jest zrozumiałe, naturalne. I najważniejsze - “historyczne”.

Historycznie uprawnione rozbiory

Z enuncjacji członków ekipy Putina wynika, że rozbiory nie są środkiem nadzwyczajnym, ale prostym i skutecznym sposobem unikania wojny. Ostatecznie Stalinowi, przy wszystkich jego błędach, udało się odzyskać dużą część imperium, tak lekkomyślnie utraconą przez bolszewików w Traktacie Brzeskim w 1918 r. To właśnie dzięki rozbiorm - dzięki traktatowi Ribbentrop-Mołotow. A przecież tego traktatu nikt nie zakwestionował. Świat się z tym pogodził. Skoro można było z Polską, to czemu nagle nikt nie chce dzielić Ukrainy?

Ciekawe jest w tym wszystkim jedno: Putin ostatni raz przekonywał, że Polacy chcą Lwowa w listopadzie. Więcej się to nie powtórzyło, a ostatnio propaganda zamiast sugerować plany rozbiorowe, mówi, że Polacy tak naprawdę to chcą zarobić na odbudowie Ukrainy. I dlatego teraz tak się dla niej poświęcają

Zauważmy, że wywód jest propagandowo bezsensowny, bo pomoc Ukrainie wymaga wysiłku. Plany zarabiania w zbombardowanym kraju, który trzeba będzie najpierw odbudować, to mrzonka. Na rynku wewnętrznym, w Rosji, też jest to bez sensu: jak Polacy mają zarobić na Ukrainie, skoro Putin w kółko obiecuje Rosjanom, że wygra?

To pokazuje chyba jakieś przepoczwarzanie się myśli imperialnej.

Z przekazów propagandowych można bowiem wyczytać, jak stopniowo do rosyjskiej świadomości imperialnej przedziera się myśl, że Ukraina jest odrębnym od Rosji państwem. Że kontrolowanie jej mogłoby przypominać kontrolowanie PRL przed 1989 rokiem z całym dobrodziejstwem inwentarza typu regularne insurekcje i nieautoryzowane inicjatywy oddolne.

Ukraina staje się dla imperium osobnym państwem

Odrębność Ukrainy okazuje się bardziej jasna. Osobny jest nie tylko "zachodni", nierosyjski i "niehistoryczny" Lwów. Kijów to nie “rosyjskie miasto”, jak jeszcze w marcu zapewniał Dmitrij Rogozin, wówczas szef agencji kosmicznej RosKosmos. A Ukraińcy nie są mniejszymi Rosjanami – co dotarło do Putina w listopadzie. Dowodem na rosyjskość wschodniej Ukrainy nie są wykopywane z ziemi carskie monety (takie reportaże telewizja pokazywała wiosną). Fakt założenia Chersonia przez Katarzynę II nie decyduje o rosyjskości tego miasta dziś (ciekawe, że w styczniu okupacyjne władze obwodu chersońskiego zapowiedziały, że zbudują sobie zupełnie nowe centrum administracyjne – nad Morzem Azowskim).

I w ogóle walka z Ukrainą jest dziś trudna dlatego, że ukraińska armia posługuje się obcym dla Rosjan językiem. Ukraińskim!

Dlatego Rosja Putina potrzebuje osobnych służb, żeby przetłumaczyć sobie zdobyczne wojskowe dokumenty. I Rogozin, wielbiciel rosyjskiego Kijowa, właśnie te tłumaczenia organizuje.

Na ile jednak cały ten proces to taktyka, a na ile powolna, ale kluczowa zmiana w rozumieniu, co może połknąć imperium, a czego nie – to być może najważniejsza tajemnica tej wojny. Jeśli intuicja Sikorskiego nie myli, to rząd polski musiał się nad tym zastanawiać. Taka praca. Bez całego tego kontekstu opowieść Sikorskiego jest jednak brednią.

Tekst powstał na podstawie analizy rosyjskiego przekazu propagandowego Odsyłam do niego w linkach. Niektóre mogą jednak nie działać bez VPN.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne