Leszek Balcerowicz skrytykował mój tekst o zakazie pracy w niedzielę, a jego współpracownicy z FOR napisali polemikę. Rzecz w tym, że obaj autorzy – Tomasz Dróżdż i Maciej Orczyk - zarzucając mi ideologiczne zacietrzewienie sami wychodzą z ideologicznych pozycji. W takich kwestiach jesteśmy skazani na debatę o wartościach - pisze Kamil Fejfer

Prof. Leszek Balcerowicz napisał do redakcji „OKO.press”:

Szanowny Panie,

przekazuję kolejną analizę tekstu współpracownika OKO K.Fejfera. Jestem zdziwiony, że tak nieudolne teksty ukazują się pod szyldem OKA.

Z poważaniem,

Leszek Balcerowicz

Oto odpowiedź Kamila Fejfera:

Jest mi niezmiernie miło, że prof. Leszek Balcerowicz już po raz drugi zabiera głos w sprawie napisanego przeze mnie tekstu. Tym razem prof. Balcerowicz oceniał mój tekst “Mniej etatów, lepszy rynek pracy. Skutki zakazu handlu w niedzielę”.

W ślad za mailem prof. Balcerowicza przyszła polemika Tomasza Dróżdzą i Macieja Orczyka, która ukazała się już na stronie/blogu Forum Obywatelskiego Rozwoju.

FOR – fundacja i think-tank założony przez Leszka Balcerowicza w 2007 roku –stawia sobie za cel “zmianę świadomości Polaków oraz prawa w kierunku wolnościowym”.

Poprzednia polemika FOR z moim tekstem dotyczyła relacji płacy minimalnej i zatrudnienia młodych ludzi.



Teraz spór dotyczy niedzielnego handlu. Oto 10 argumentów polemistów i moje odpowiedzi.

1. „Po pierwsze, broniąc propozycji związkowców dotyczącej zakazu handlu w niedzielę, [Kamil Fejfer] powołuje się na przykład Węgier. Zapomina, że zakaz handlu w niedzielę na Węgrzech został zniesiony w kwietniu 2016 roku.”

Pisząc tekst o propozycji ograniczenia handlu w niedzielę rzeczywiście odwołałem się do przykładu Węgier. Zrobiłem to po to, żeby pokazać, że restrykcje dotyczące zakupów w ostatnim dniu tygodnia przekładają się na wzrost sprzedaży w inne dni. Nic w tym dziwnego – za ograniczeniem handlu w niedzielę nie idzie przecież zmniejszenie żołądków konsumentów. Klienci sklepów po prostu przekładają swoje zakupy na inne dni. Rzeczywiście zapomniałem, że na Węgrzech zakaz został zniesiony. Polemiści z Forum Obywatelskiego Rozwoju mają rację. W innych kwestiach, no cóż, Dróżdż i Orczyk odwołują się jednak do argumentów ideologicznych.




2. „W ostatnich latach aż siedem państw europejskich (w tym Węgry, Francja, Holandia i Grecja) zniosło lub w znaczący sposób ograniczyło zakaz handlu w niedzielę.”

Zniesienie ograniczenia handlu w niedzielę w jakimkolwiek państwie nie rozstrzyga o słuszności bądź nie takiej decyzji (podobnie jak utrzymywanie takiego zakazu np. przez Niemcy), a świadczy jedynie o obraniu takiej, a nie innej polityki handlowej. Próba sugerowania, że jest inaczej to błąd w rozumowaniu lub nieuczciwość intelektualna. Ograniczenie handlu w niedzielę jest wyrazem praktyki politycznej, która waży interesy poszczególnych aktorów w gospodarce: pracowników, przedsiębiorców, klientów.

3. „Jest zupełnym absurdem, by twierdzić jak Fejfer, że przez to, że ludzie pracują w niedzielę, „nie mają czasu dla rodziny” i powinni niedzielę spędzić z „dzieckiem lub z partnerem”.”

Nie pisałem, że pracownicy powinni spędzić czas z dzieckiem lub partnerem. Z ich perspektywy dobrze byłoby, żeby mieli taki wybór, ponieważ faktycznie w tej chwili często są go pozbawieni. Niedziela jest rzeczywiście takim dniem, w którym partner/partnerka i dziecko prawdopodobnie mają również wolne.

Rzecz wydaje się dość oczywista, np. wolny wtorek nie daje takich szans na rozwijanie życia rodzinnego, jak wolna niedziela. Wystarczy posłuchać ludzi, którzy wykonują obowiązki zawodowe w weekendy – narzekają na dezorganizację życia osobistego, rodzinnego i koleżeńskiego. Nie są to jedynie dowody anegdotyczne, istnieją dane potwierdzające negatywny wpływ pracy w niedzielę nie tylko na work-life balance, ale również na zdrowie pracowników.




4.„A co jeśli dla niektórych praca w weekendy to jedyny sposób na pozyskanie pieniędzy, np. dla niektórych studentów?”

Dziwne jest stwierdzenie, że po wprowadzeniu ograniczenia handlu w niedzielę część studentów straci jedyny sposób na zarobek. Jest wiele opcji pozyskiwania pieniędzy poza handlem.

5. „Fejfer uważa, że potencjalny spadek zatrudnienia nie będzie bardzo uciążliwy dla pracowników, ponieważ dzięki dobrej sytuacji na rynku nie będą oni mieli problemów ze znalezieniem innej pracy. Wynika z tego, że chciałby odgórnie decydować, gdzie i za ile ludzie mają pracować, jakie warunki są godziwe, a jakie nie.”

Rzeczywiście napisałem, że dzięki dobrej sytuacji na rynku pracy część osób zwolniona w wypadku wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę, zostanie zatrudniona w innych gałęziach gospodarki. Autorzy polemiki nie kwestionują – na szczęście – tego argumentu, ale wyciągają zaskakujący wniosek o moich intencjach, jakobym chciał decydować odgórnie o tym, gdzie ludzie mają pracować, jakie warunki są godziwe, a jakie nie. Nie widzę podstaw do takiego wnioskowania.

Faktem jest , że sami pracownicy handlu uważają natomiast, że praca w niedzielę nie jest najbardziej godziwa, stąd poparcie w tej grupie zawodowej dla pomysłu ograniczenia handlu.

Bez względu na poglądy Fejferów czy Dróżdzów i Orczyków w gospodarce istnieją tysiące odgórnych decyzji, które regulują działanie rynku. Większość z nich, takie jak pensja minimalna, przepisy BHP, czy polityka migracyjna wpływająca na poziom pensji, są dla wielu analityków po prostu przezroczyste.

Instytucje państwa na całym świecie decydują więc „odgórnie” w tysiącach kwestii, również o tym gdzie ludzie mają pracować (przez regulacje dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy), za ile (przez regulacje płacy minimalnej) i jakie warunki są godziwe (przez regulacje dotyczące np. czasu pracy).




6. Wizyty w centrach handlowych to jedna z form spędzania czasu przez mieszkańców dużych miast i nie tylko, która prowadzi do wydawania pieniędzy na nieplanowane wcześniej dobra i usługi. Nie będzie to możliwe, gdy sklepy w niedzielę będą zamknięte.

Czy osoby, które byłyby zmuszone do przeniesienia swoich zakupów na inne dni zrezygnują z wydawania na nieplanowane wcześniej dobra i usługi? Czy „nieplanowane wcześniej dobra i usługi” można jedynie kupować w niedziele? Logika, która stoi za taką tezą jest co najmniej niejasna.

7. „Skoro jeden dzień mniej w handlu nie ma wpływu na zatrudnienie, to dlaczego nie zakazać go na dwa, a może cztery dni?”

Po pierwsze w moim tekście zwróciłem uwagę na to, że decyzja o ograniczeniu handlu w niedzielę może mieć negatywny wpływ na zatrudnienie, co zawarte zostało już w tytule. Wskazywałem jednak na inne, pozytywne aspekty takiej zmiany.

Po drugie, jak dziwnie by to nie brzmiało, sytuację w której weekend przedłuża się do np. trzech dni możemy sobie wyobrazić. Według OECD Statystyczny Kowalski przepracował w 2015 roku 1963 godziny, co czyniło go jednym z najbardziej zapracowanych pracowników w Europie. Ale i tak było lepiej niż w roku 2000, kiedy pracowaliśmy o 25 godzin dłużej.

Mimo skrócenia w XXI wieku czasu pracy jesteśmy znacznie bogatsi: nie tylko wzrosła pensja średnia, ale również mediana, dominanta i pensja minimalna.

W zeszłym roku przeciętny Meksykanin przepracował 2246 rodzin, a przeciętny Niemiec 1371 godzin, niemal 900 mniej! Nie ma żadnego powodu, żebyśmy w długiej perspektywie musieli pracować tyle, co Meksykanie, a nie tyle co Niemcy. A może jeszcze mniej.

Operujemy w ramach, jakie narzuca nam produktywność, polityka, instytucje, ale przecież nawet wolnorynkowi ekonomiści zgodzą się z tym, że 100 lat temu ludzie pracowali niepomiernie ciężej i o wiele dłużej. Od tamtego czasu na pracodawców zostało nałożonych tysiące ograniczeń, również czasu pracy.

Pytanie nie jest więc „czy zakazywać”, tylko „jak zakazywać/regulować w taki sposób, żeby pozytywów było więcej niż negatywów”.

8. „Nawet jeśli małe sklepy, w których właściciel stoi za ladą lub stacje benzynowe będą dopuszczone do handlu w niedzielę i zwiększą swoje zatrudnienie, co częściowo zrekompensuje straty dla gospodarki, to jest kompletnie nieuzasadnione, by odgórnie sterować alokacją zasobów.”

Owszem, nie jest to uzasadnienie, które rozstrzyga o konieczności odgórnego sterowanie alokacją zasobów. Jest to jednak argument w dyskusji na temat wpływu decyzji o ograniczeniu handlu w niedzielę na zatrudnienie.

Warto pamiętać, że dzisiejsze gospodarki odgórnie sterują alokacją zasobów na rynku pracy na setki sposobów, choćby przez powszechny zakaz pracy dzieci. W 1819 roku, kiedy w Wielkiej Brytanii wprowadzano ograniczenia w pracy dzieci w fabrykach bawełny niektórzy członkowie Izby Lordów twierdzili, że „praca powinna być wolna”.

Niechęć wobec „odgórnego sterowania alokacją zasobów” ma podłoże nawet nie pragmatyczne, ale stricte ideologiczne.

Nie da się na gruncie eksperckiej debaty ekonomicznej rozstrzygnąć, jaka jest optymalna skala regulacji. Nie ma też naukowych dowodów na to, że to rynek zawsze najbardziej optymalnie alokuje zasoby. To jest domena politycznej praktyki i ważenia interesów aktorów na scenie gospodarczej.





9. „Przytoczone przez Fejfera argumenty są niezgodne z badaniami empirycznymi. Sektor handlu w Polsce już w 2013 roku (OECD) posiadał najwyższy poziom regulacji wśród krajów naszego regionu i ósmy najwyższy wśród krajów UE.”

W moim tekście nie pada żadne stwierdzenie o skali regulacji sektora handlu. W świetle tego powyższe stwierdzenie jest co najmniej niezrozumiałe.

10. „Kolejne regulacje (podatek od handlu, zakaz handlu w niedzielę) są hamulcem dla rozwoju dużych, produktywnych sieci handlowych, które dzięki efektom skali są w stanie działać przy niskich marżach.”

Rzeczywiście może tak się stać, choć na razie podatek od handlu został zawieszony. Ja o tym nie pisałem, to temat na osobną dyskusję, w której produktywnym sieciom można wytknąć to i owo.


Wniosek: to jest spór o wartości (a nie spór czysto ekspercki)

„Trzeba wyjątkowej ideologicznej zaciekłości, by przekonywać do słuszności proponowanego przez związkowców zakazu handlu, w dodatku posługując się fałszywymi argumentami sprzecznymi z doświadczeniami innych krajów oraz badaniami empirycznymi.” – konkludują Tomasz Dróżdż i Maciej Orczyk.

Odwołując się do badań empirycznych współpracownicy Leszka Balcerowicza w żadnym miejscu (poza pomyłką o ograniczeniu niedzielnego handlu na Węgrzech) nie wykazali, że się mylę. Problem w tym, że na gruncie empirycznym ten spór jest nie do rozstrzygnięcia, ponieważ nie dotyczy on faktów, ale politycznej praktyki.

Autorzy polemiki doskonale wiedzą – a przynajmniej głęboko w to wierzę – że ich argumenty wykraczają poza sferę ekonomii (która sama posiada wiele nurtów, współzawodniczących paradygmatów i nie jest nauką w takim sensie jak np. fizyka) i odwołują się do pewnych wartości czy interesów, takich jak wolność gospodarcza.

Zarzucanie mi ideologicznej zaciekłości przez autorów, którzy w tak kategoryczny prezentują swoje własne poglądy, a więc sytuują się w pewnym miejscu ideologicznego sporu, uważam za niesprawiedliwe i po prostu nieuczciwe.

 

 

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym