0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mikhail Klimentyev / Sputnik / AFPFot. Mikhail Kliment...

List gratulacyjny głowy Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (PAKP) do Cyryla, opublikowany 1 lutego na stronie Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, sprawił, że ten rzadko pojawiający się w mediach duchowny stał się nagle tematem dnia. Przesyłając Cyrylowi braterskie pozdrowienia w 14. rocznicę intronizacji, abp Sawa stwierdził, że „wrogowi wiary nie podoba się stabilność Cerkwi i stara się ją zniszczyć. Naocznie świadczy o tym to, co stało się w Ukrainie. Zaznaczył, że „siła Boża jest wielka i niezwyciężona”. Wyraził także wiarę, że „zło, niszczące boski cerkiewny organizm, zostanie zniszczone przez zwycięzcę śmierci i piekła”, czyli Chrystusa.

Oprócz metropolity Sawy, gratulacje na ręce patriarchy Cyryla złożyli m.in. prezydenci Putin i Łukaszenka.

Polski duchowny znalazł się w jednej kolejce do gratulacji Cyrylowi z tymi, którzy wojnę rozpętali lub ją aktywnie popierają.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie.

Wojna przeciw zepsutemu Zachodowi

Słowa arcybiskupa wzbudziły oczywisty sprzeciw w związku ze wsparciem, jakiego Cyryl od początku udziela agresji Rosji na Ukrainę. Jak pisał jeszcze w marcu 2022 roku Andrzej Szabaciuk, ekspert Instytutu Europy Środkowej, w interpretacji Cyryla jest to wojna w obronie wartości chrześcijańskich, jak też prześladowanej ludności rosyjskojęzycznej i prawosławnej, przeciwko „zepsutemu Zachodowi”.

W kazaniu z 6 marca 2022 roku patriarcha moskiewski stwierdził, że trwająca od 2014 roku wojna w Donbasie wynikła ze sprzeciwu „sił dobra” wobec działań tych, którzy „pretendują do władzy nad światem” i chcą narzucić innym swoje „wartości”, konsumpcjonizmu i „wolności”. Ich symbolem są „gej-parady”. W opinii Cyryla nie można pozostawić Donbasu na pastwę grzesznych sił, które dążą do jego zguby i pogrążenia w zepsuciu. „Podjęliśmy walkę, która ma znaczenie nie fizyczne, ale metafizyczne” – powiedział patriarcha.

Od tego czasu Cyryl wykonał wiele gestów wspierających wojnę. M.in. przekazał na ręce jednego z głównodowodzących ikony, mające chronić rosyjskich żołnierzy na polu walki.

W październiku składając Putinowi życzenia z okazji 70. urodzin, wezwał wiernych do modlitwy o jego zdrowie i długie życie, a także o „wybawienie od wszelkich przeciwieństw wrogów widzialnych i niewidzialnych”. „Panie, daj zaszczutemu teraz Naczelnikowi Państwa Rosyjskiego Władimirowi Władimirowiczowi oraz władzom, wojsku i narodowi naszej chronionej przez Boga ojczyzny dostatnie i spokojne życie, zdrowie i zbawienie oraz pomyślność we wszystkich sprawach i zachowaj ich na wiele szczęśliwych lat!” – napisał Cyryl do wiernych rosyjskiej Cerkwi.

Wcześniej wezwał do „duchowej mobilizacji”, która ma doprowadzić do „ostatecznego pojednania Rosji i Ukrainy”.

Przeczytaj także:

Arcybiskup wycofuje się z poparcia dla Cyryla

Trzy doby po ujawnieniu treści listu, pod wpływem fali oburzenia w polskich mediach, arcybiskup Sawa wydał komunikat, w którym potępił Rosję za atak na Ukrainę i opowiedział się za autonomią Prawosławnego Kościoła Ukrainy. „Perspektywa ostatnich dni oraz dokonana przez wielu interpretacja moich zamiarów i słów w sposób sprzeczny z moimi intencjami pokazuje, iż pomyliłem się, a sytuacja wymagała większej ostrożności” — oświadczył.

Odciął się także od poparcia Cyryla dla wojny. „Nie podzielałem i nie podzielam tych opinii i uważam, że nie służą przywróceniu pokoju w Ukrainie oraz negatywnie wpływają na postrzeganie Prawosławia” – napisał i poprosił wiernych o przebaczenie.

Abp Sawa wysyłał jednak już wcześniej listy gratulacyjne do patriarchy Cyryla, które miały analogiczną wymowę. Co się zmieniło? Jakie były prawdziwe intencje metropolity? I czy deklaracja jego poparcia dla autonomii ukraińskiej Cerkwi jest wiarygodna?

Ukraińska cerkiew zrywa z Moskwą

Żeby zrozumieć meandry myślenia zwierzchnika Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, trzeba cofnąć się do 6 stycznia 2019 roku. Wtedy to Ekumeniczny Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej podpisał tomos (dekret) o autokefalii (niezależności kanoniczej) Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Ceremonia odbyła się w katedrze św. Jerzego w Stambule. Uczestniczyli w niej między innymi zwierzchnik ukraińskiej Cerkwi, metropolita Kijowa i całej Ukrainy Epifaniusz oraz ówczesny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Nową instytucję utworzyły dwa nieuznawane przez Patriarchat Moskiewski Kościoły: Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego i Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna, a także część zbuntowanych duchownych podległego Moskwie Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM).

Decyzja Bartłomieja miała dla Ukrainy historyczne znaczenie.

Wraz z powołaniem niezależnego Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU), skończyła się trwająca od XVIII wieku zwierzchność Moskwy nad ukraińskim prawosławiem.

Dla Kremla i rosyjskiej Cerkwi dekret Bartłomieja był katastrofą, na którą zareagowano z gniewem. Dowodzono, że decyzja Bartłomieja I jest „niekanoniczna”, ponieważ nowy metropolita Epifaniusz został wyświęcony przez nieuznawanego przez Patriarchat Moskiewski arcybiskupa Filareta. W tle była kwestia utrzymania wpływów i majątku cerkiewnego (do UKP PM należy ponad 1200 obiektów kultu w Ukrainie).

Polscy biskupi potępiają „odstępców”

Do Kościołów prawosławnych, nieuznających autokefalii nadanej PKU przez Bartłomieja dołączyła polska Cerkiew. Jesienią 2019 roku na Świętym Soborze Biskupów PAKP biskupi stwierdzili , że polska Cerkiew nie jest przeciwna autokefalii dla ukraińskiego prawosławia, lecz powinna otrzymać ją cała Cerkiew, a nie „grupa odstępców – raskolników”. „Odstępcy od nauki Świętej Cerkwi nie mogą reprezentować zdrowego organizmu cerkiewnego. Narusza to jedność eucharystyczną całego prawosławia” – stwierdzono w komunikacie PAKP.

Wcześniej biskupi dwukrotnie powtarzali to stanowisko, w maju i czerwcu 2018 roku.

Dlaczego abp Sawa poparł tą jawnie antyukraińską i prorosyjską optykę? Przecież sam jest z pochodzenia Ukraińcem, pochodzi z Chełmszczyzny. Jego rodzina ucierpiała po wojnie w wyniku antyukraińskiej akcji „Wisła”.

– Metropolita wierzy, że tylko jedność z Moskwą może uratować ukraińską Cerkiew przed wpływami Zachodu – mówi pragnący zachować anonimowość znawca polskiego prawosławia. – Tak jak on myśli wielu Ukraińców ze wschodu, związanych z Cerkwią Patriarchatu Moskiewskiego.

Ukraiński oligarcha pielgrzymuje do metropolity

Spór wokół autokefalii ukraińskiej Cerkwi nie jest tylko debatą kanoniczną o tym, kto ma właściwe święcenia. Wobec trwającej od 2014 roku agresji rosyjskiej na Ukrainę pytanie o zależność liczącej wiele milionów wiernych ukraińskiej Cerkwi stało się kwestią polityczną. Hierarchowie PAKP zdają się tego jednak nie zauważać.

Możliwe, że wpływ na ich postawę miała kampania dyplomatyczna prowadzona przez podlegający Moskwie UKP PM. Jego przedstawiciele starali się pozyskać sojuszników w walce z możliwą autokefalią części ukraińskiej Cerkwi. Z tym przesłaniem dotarli także do Polski.

Pół roku przed dekretem Bartłomieja o autokefalii PKU, w początkach maja 2018 roku, abp Sawę odwiedził Wadym Nowynski, prorosyjski polityk ukraiński i oligarcha z Mariupola. Ten właściciel jednej z największych grup przemysłowych i inwestycyjnych Ukrainy Smart-Holding jest znanym lobbystą i sponsorem UKP PM. W 2020 roku metropolita Onufry wyświęcił go nawet za to na diakona.

Nowynskiemu w podróży do Polski towarzyszyli przedstawiciele UKP PM. Nie jest znany przebieg ich rozmów z abp. Sawą. Kancelaria Metropolity wyjątkowo nie poinformowała oficjalnie o wizycie, mimo że wcześniej abp Sawa chętnie fotografował się z gośćmi z bratnich kościołów. Z kontekstu można jednak wnioskować, że chodziło o zablokowanie poparcia polskiej Cerkwi dla autokefalii Prawosławnego Kościoła Ukrainy.

Co też się stało: 9 maja 2018 roku, kilka dni po wizycie delegacji z Nowinskim w Warszawie, biskupi PAKP ogłosili swoje pierwsze stanowisko „za, a nawet przeciw” autokefalii dla ukraińskiej Cerkwi, które potem powtórzyli na kolejnych Soborach.

Sankcje dla Nowynskiego

Nie wiadomo, co Nowynski zaoferował polskiej Cerkwi w zamian. Wiadomo jednak, że w Ukrainie przekazywał pieniądze na rzecz UKP PM. I aktywnie wspierał interesy rosyjskie, także po wybuchu wojny. W grudniu 2022 roku prezydent Zełenski nałożył za to na Nowynskiego sankcje. Za „popieranie polityki i działań Federacji Rosyjskiej, zagrażających integralności terytorialnej, suwerenności i niezależności Ukrainy” na pięć lat zablokowano jego majątek, operacje finansowe i handlowe na terenie Ukrainy, cofnięto także licencje na wydobycie surowców.

Razem z Nowynskim sankcjami objęto dziewięciu innych przedstawicieli UKP PM.

Niegdysiejszy gość abp. Sawy przebywa obecnie na terenach okupowanych przez Rosjan i liczy straty, związane z wojną.

Według portalu Forbes.ua majątek oligarchy zmniejszył się z 3,5 mld dolarów na początku wojny do 1 mld w 2023 roku.

Udawana niezależność prorosyjskiej Cerkwi

Podlegający rosyjskiej jurysdykcji Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM) od wybuchu pełnowymiarowej wojny stoi w rozkroku. Metropolita Onufry potępił co prawda agresję rosyjską, a zwołany przez niego Sobór ogłosił uniezależnienie się od Rosji. Nie proklamowano jednak autokefalii i o nią nie poproszono ani Moskwy, ani Konstantynopola.

Oficjalnie UKP PM jest nadal częścią składową Patriarchatu Moskiewskiego. Potwierdziła to w grudniu Państwowa Służba Ukrainy ds. Polityki Etnicznej i Wolności Sumienia.

Według władz przeprowadzone w maju 2022 roku zmiany statutowe nie wskazują na to, że więzi instytucjonalne z patriarchatem moskiewskim zostały przerwane.

Struktury UKP PM podzieliły się w kwestii stosunku do agresji rosyjskiej. Jak podawał Instytut Europy Środkowej, w 17 z 53 diecezji duchowni przestali wspominać w liturgii patriarchę Cyryla. Są wśród nich mnisi Ławry Peczerskiej, uważanej za bastion rosyjskiego prawosławia w Ukrainie. Wielu duchownych, zwłaszcza z Ługańszczyzny i Doniecczyzny stanęło jednak po stronie Cyryla i Rosji.

Wierni głosują duszami

Tymczasem wpływy niezależnego od Rosji Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU) rosną. Według badań, które przeprowadził jeszcze w pierwszym półroczu trwania wojny, w lipcu 2022 roku, Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii, udział osób identyfikujących się z PKU wzrósł w porównaniu z rokiem 2021 z 42 do 54 proc.

Zmniejszył się za to udział tych, którzy zadeklarowali przynależność do promoskiewskiego UKP PM – z 18 do 4 proc.

W badaniach 74 proc. społeczeństwa ukraińskiego deklaruje wyznanie prawosławne.

Ponad połowa badanych mieszkańców Ukrainy opowiada się za delegalizacją UKP PM.

Hybrydowa wojna cerkiewna

Zdaniem ekspertów, Kreml nie tylko w Ukrainie używa instytucji religijnych do budowania wpływów. Dzieje się tak również w państwach NATO. Tak uważa m.in. dr Paweł Wróblewski, kierownik Pracowni Badań Prognostycznych nad Przemianami Religijnymi na Uniwersytecie Wrocławskim.

W referacie „Społeczne skutki rosyjskiej inwazji na Ukrainę” wygłoszonym w styczniu 2023 roku we Wrocławiu na konferencji naukowej dr Wróblewski przekonywał, że mamy do czynienia z wojną hybrydową, prowadzoną za granicą za pośrednictwem moskiewskiej Cerkwi.

„Zbrojna napaść Federacji Rosyjskiej na Ukrainę prowadzona jest z równoległym wykorzystaniem pozamilitarnych środków, tzw. działań hybrydowych. Wśród nich znaczącą rolę, także poza granicami państw będących stronami działań wojennych, odgrywają interakcje religijne, w szczególny sposób związane z instytucjami afiliowanymi do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego lub innych podmiotów znajdującymi się w jego strefie wpływów” – pisze dr Wróblewski.

Według eksperta, działania moskiewskiego Patriarchatu wpisują się w globalne trendy podsycania istniejących podziałów społecznych i podważania demokratycznego mandatu rządów.

Moskwa przejmuje parafie na Zachodzie

W jaki sposób działa hybrydowa wojna z użyciem religii? Otóż według naukowca, zagraniczne zaplecze Kremla stanowią dzisiaj rosyjskie parafie prawosławne, zwłaszcza w Niemczech (109 świątyń) i we Włoszech (53). To z nich płynie formalne i nieformalne wsparcie dla polityki Putina.

Po wybuchu wojny zagraniczne struktury rosyjskiej Cerkwi zaczęły się dynamicznie rozwijać. Związane to było z napływem prawosławnych uchodźców z Ukrainy do krajów Zachodu. Według oficjalnych danych, w Europie Zachodniej powstały 32 nowe ośrodki dla ukraińskiej diaspory, związane z Patriarchatem Moskiewskim. Najwięcej w Niemczech i Holandii. Przejmują one wiernych z Ukrainy, wykorzystując ich dezorientację.

Ekspansja rosyjskiej Cerkwi ma miejsce nie tylko w Europie. Tworzy ona również struktury w Afryce. Polega to m.in. na przejmowaniu parafii tzw. kościołów orientalnych. Chodzi przede wszystkim o parafie Patriarchatu Aleksandrii (obejmującego jurysdykcją takie kraje jak Egipt, Sudan, Etiopia czy Nigeria).

W Afryce dla poszerzenia wpływów Moskwa wykorzystuje kryzysy humanitarne. Parafie prawosławne pomagają w najbardziej podstawowych sprawach życiowych – najczęściej jest to pomoc żywnościowa. Prowadzą także sierocińce, szkoły, punkty pomocy medycznej. Patriarchat Moskiewski oferuje dwukrotnie wyższe wynagrodzenie dla afrykańskich duchowych, aniżeli rodzimy Patriarchat Aleksandryjski.

Zdaniem dr. Wróblewskiego, rozbudowa wpływów rosyjskich w Afryce może służyć potencjalnej mobilizacji tamtejszych młodych populacji na rzecz wojny w Ukrainie.

Rosyjska fundacja naprawia „antyprawosławną polonizację”

Jak w tym kontekście interpretować politykę polskiej Cerkwi wobec Ukrainy?

List abp. Sawy ujawnił sprzeczność w podejściu PAKP do kwestii wojny. Z jednej strony polska Cerkiew potępia rosyjską agresję ustami swoich hierarchów. Z drugiej strony równolegle trwa zaawansowana współpraca ze strukturami Cerkwi rosyjskiej, nie ograniczająca się tylko do grzecznościowych listów. Na przykład już po wybuchu wojny, w kwietniu 2022 roku, polska delegacja duchownych brała udział w konferencji teologicznej „Tajemnica życia i śmierci", zorganizowanej w Moskwie przez Patriarchat Moskiewski.

Niejasna postawa polskich hierarchów prawosławnych wobec sytuacji cerkiewnej w Ukrainie rodzi pytania o finansowanie ze środków rosyjskich. W grudniu 2021 roku, trzy miesiące przed agresją Rosji, abp Sawa przyjął delegację Rosyjskiej Fundacji Wspierania Kultury i Dziedzictwa Chrześcijańskiego pod przewodnictwem dyrektora wykonawczego Jegora Skopenki. Delegacji towarzyszył metropolita Nikołaj Bałaszow, zastępca przewodniczącego Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego. Rosjanie odwiedzili wcześniej klasztory prawosławne w Grabarce i Zaleszanach.

Powołana w 2019 roku Fundacja Wspierania Kultury i Dziedzictwa Chrześcijańskiego to jedno z najbardziej skutecznych narzędzi rosyjskiego wpływu na świecie. Środki na jej działalność pochodzą z państwowego koncernu Rosatom, założonego przez Putina. Od trzech lat fundacja szczodrze wspiera inwestycje cerkiewne m.in. w Syrii, Libanie czy Bośni i Hercegowinie. Beneficjentem fundacji jest również Serbia. Jej prawosławny patriarcha Porfiriusz po wybuchu wojny w Ukrainie zaapelował o zakończenie walk i pokój. Nie potępił jednak jednoznacznie agresji rosyjskiej.

W Polsce rosyjska fundacja przekazała pieniądze na dokończenie budowy i malowania wnętrz cerkwi św. Sofii Mądrości Bożej w Warszawie. Na swojej stronie przedstawia tę inwestycję jako naprawę szkód, wyrządzonych przez „antyprawosławną politykę polonizacji w latach 1918-1939”, kiedy to „większość cerkwi w Warszawie została zniszczona”. Chodzi m.in. o Sobór św. Aleksandra Newskiego na Placu Piłsudskiego, symbol rosyjskiej dominacji epoki zaborów, rozebrany w latach 20.

Czy hierarchowie polskiej Cerkwi nie mają problemu z takim uzasadnieniem rosyjskiej pomocy?

Nie dla liturgii PKU w polskich cerkwiach

Po wybuchu wojny rozdźwięk między PKU i Patriarchatem Moskiewskim przeniósł się na teren Polski. Podczas wizyty w Polsce Patriarchy Konstantynopola Bartłomieja przedstawiciele polskiego Kościoła Prawosławnego zapewniali, że będą zapraszać wiernych PKU do korzystania z posługi we własnych parafiach. Niestety, znane są przypadki dyskryminowania wiernych PKU przez duchownych polskiej Cerkwi, łącznie z odmowami udzielania komunii.

O problemach z dostępem do świątyń i sakramentów mówił w wywiadzie dla KAI ks. Serhij Dmitriew z Prawosławnego Kościoła Ukrainy. „Ukraińcy, którzy uciekli do Polski, zostali pozbawieni wszystkiego. Została im tylko miłość do Ojczyzny i wiara. I tę wiarę chce im w Polsce odebrać jeden człowiek – metropolita Sawa, który różnymi sposobami terroryzuje swoich kapłanów i naszych wiernych, by nasi duchowni nie mogli im posługiwać”.

Jak twierdzą obserwatorzy, aktualnie PAKP jednak zmienił strategię. Z uwagi na dużą liczbę ukraińskich wiernych ukrywa promoskiewskie sympatie, starając się ich związać ze sobą.

Interwencje u katolickich biskupów

Dzięki pomocy Komisji Episkopatu Polski, wierni z PKU mogą modlić się w wybranych świątyniach katolickich. W Poznaniu na przykład jezuici użyczyli swój kościół w centrum miasta na cele duszpasterstwa dla prawosławnych Ukraińców.

To jednak nie podoba się hierarchom prawosławnym. Jak ujawnił portal ekumenizm.pl, abp Sawa interweniował w tej sprawie u arcybiskupa poznańskiego Stanisława Gądeckiego. W liście do metropolity poznańskiego wyraził sprzeciw wobec użyczania duchownym Prawosławnego Kościoła Ukrainy świątyń rzymskokatolickich.

Z kolei we Wrocławiu katolicki arcybiskup Józef Kupny wstępnie zgodził się na udostępnienie wiernym PKU przestrzeni o charakterze sakralnym. Szybko jednak wycofał się z tej decyzji. Stwierdził, że nie chce naruszać dobrych relacji z prawosławnym arcybiskupem wrocławskim i szczecińskim Jerzym Pańkowskim.

Według źródeł zbliżonych do archidiecezji wrocławskiej abp Pańkowski miał osobiście interweniować w tej sprawie, nazywając wiernych PKU „schizmatycką sektą”. Ukraińskim prawosławnym pomogło za to miasto Wrocław, udostępniając zdesakralizowany kościółek w Parku Szczytnickim na spotkania ich społeczności.

Pomoc humanitarna dla prorosyjskich parafii

Podziały dotyczą także pomocy humanitarnej. Od początku pełnowymiarowej wojny w Ukrainie poszczególne parafie i wierni prawosławni z całej Polski spontanicznie organizowali pomoc Ukraińcom, bez względu na ich przynależność cerkiewną. Zbierali pieniądze, wysyłali samochody z pomocą humanitarną, okazywali wsparcie uchodźcom. Ale pomoc, organizowana oficjalnie przez struktury PAKP, trafiała niemal wyłącznie do parafii prawosławnych, związanych z Patriarchatem Moskiewskim. Potwierdził to sam Patriarchat Moskiewski, dziękując polskiej Cerkwi za wsparcie.

W pomocy niesionej wybranym parafiom w Ukrainie nie ma nic nagannego. Każda organizacja pomocowa może wybierać swoich beneficjentów. Problem w tym, że Patriarchat Moskiewski to jedyna pozarządowa organizacja, jaka brała udział w organizacji wywózki dzieci z okupowanych terenów Ukrainy do Rosji w pierwszych miesiącach wojny. Akcję koordynowało rosyjskie Ministerstwo Spraw Nadzwyczajnych. Jak ujawniły ukraińskie media, ze wschodniej Ukrainy, przede wszystkim Mariupola, wywieziono do kwietnia 2022 roku 600 tys. mieszkańców, w tym ponad 110 tys. dzieci.

Straszenie Unią Brzeską

Jakby tego wszystkiego było mało, abp Sawa dolewa oliwy do ognia wypowiedziami o Unii Brzeskiej i prześladowaniach, grożących jakoby polskim prawosławnym. W wywiadzie dla „Polityki” zwierzchnik PAKP nazwał Unię Brzeską „nieszczęściem religijnym” i zasugerował, że grekokatolicy mieli otrzymać zielone światło do łączenia się z przedstawicielami PKU. Na pytanie, skąd to wie, odpowiedział: „Nie wiem od kogo”. Unia brzeska, zawarta w 1596 roku w Brześciu Litewskim, konsolidowała Cerkiew z Kościołem łacińskim w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Na dwa wieki zatrzymała rozwój prawosławia związanego z Moskwą na ziemiach polskich.

– Polska Cerkiew próbuje wskrzeszać stereotypy, czy resentymenty historyczne. Przywołuje apokaliptyczny obraz Unii Brzeskiej, prześladowań prawosławnych oraz tego, że nagle Ukraińcy okażą się znowu wyznawcami Stepana Bandery. Nie odpowiada to absolutnie mojemu doświadczeniu codziennej współpracy z wiernymi z Ukrainy – komentuje Paweł Wróblewski.

Staroruska Białostocczyzna

Działania hierarchów polskiej Cerkwi, zamiast budować porozumienie w trudnym czasie z ukraińskimi prawosławnymi, wręcz je blokują.

Jest to o tyle niebezpieczne, że Kreml zaczyna znów otwarcie grać podziałami religijnymi. W październiku 2022 roku, podczas Forum Klubu Wałdajskiego (propagandowej konferencji na temat polityki zagranicznej Rosji), Putin wypowiedział się na temat rzekomo „staroruskiego” pochodzenia wschodnich ziem Polski.

„Część staroruskich ziem zachodnich znalazła się z wielu powodów w składzie innych państw. Owe państwa zaczęły promować tam swoje interesy. To te części, które trafiły, powiedzmy, do Polski” – mówił prezydent Rosji. „Nastąpiła tam wyraźna polonizacja itd. Język zaczął się zmieniać. (…) Gdy Ukraina przystąpiła do Rosji, pisali listy tak do Warszawy, jak do Moskwy. W archiwum leżą dokumenty. (...) Apelowali do Moskwy z prośbą o włączenie do Rosji, a do Polski apelowali o przestrzeganie ich interesów i tradycji prawosławnych. Napisali: »jesteśmy rosyjskimi prawosławnymi«. Nie ja to powiedziałem” – zastrzegł Putin.

Była to aluzja do wydarzeń z 1944 roku. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Białostocczyzny prawosławni duchowni czterech białostockich dekanatów odrzucili zwierzchność polskiego Kościoła prawosławnego i ogłosili zjednoczenie z Patriarchatem Moskiewskim. Całą sprawę nadzorowało NKWD. Prośbę tę zaaprobował moskiewski patriarcha Aleksy w lutym 1945 roku.

Sprawa stała się powodem krótkotrwałego międzyrządowego sporu między Warszawą i Moskwą. Ostatecznie strona polska nie zaakceptowała rozciągnięcia jurysdykcji Cerkwi rosyjskiej nad parafiami prawosławnymi Białostocczyzny. A w 1948 roku potwierdzono autokefalię Polskiego Kościoła Prawosławnego.

Putin, przywołując tę kontrowersję, wskrzesza historyczne spory i negatywne stereotypy narodowe, związane z białoruską mniejszością, zamieszkującą Podlasie. Celem jest, jak zwykle, budowanie podziałów w Polsce i osłabianie jedności europejskiej.

Ruski mir, czyli fundamentalizm religijny

– Mamy niestety do czynienia z przeniesieniem wojny hybrydowej, wojny z użyciem środków pozamilitarnych, na teren Polski – uważa Paweł Wróblewski. – Ta polaryzacja jest już bardzo szeroka. Podam przykład. Jestem chrzestnym dziecka bardzo dobrych moich znajomych, konwertytów z katolicyzmu na prawosławie, tutaj w Polsce. Oni z racji ekonomicznych wyemigrowali do Włoch. Związali się tam z lokalną parafią prawosławną w jurysdykcji moskiewskiej. Kiedy odwiedzili mnie ostatnio, przekazywali mi narrację metafizycznej interpretacji wojny: to, że w Ukrainie mamy do czynienia z ostateczną walką dobra i zła, że to niemalże Armagedon, że armia Federacji Rosyjskiej prowadzona jest przez Michała Archanioła, a mnisi na św. górze Atos proklamowali – to nie jest żart – nowe SSSR [rosyjski skrót ZSRR - red.] – Swiataja Samodzierżawnaja Sabornaja Rus' (Święta Samodzierżawna Soborowa Ruś).

– To jest indoktrynacja – ocenia dr Wróblewski. – Russkij mir to niebezpieczny fundamentalizm religijny. Jego przekaźnikiem są aktualnie na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych parafie rosyjskiego Kościoła prawosławnego. Ta deterytorializacja wojny jest dzisiaj największym zagrożeniem. Bardzo boję się ekspansji tej mentalności, ponieważ opiera się o pseudotradycyjne wartości. Jej elementem jest dyskryminacja mniejszości LGBT – nakierowana nie na chrześcijańską pomoc, lecz promująca agresję. I wielu polityków zachodniej prawicy zaczyna im ulegać.

Zdaniem dr. Wróblewskiego, gdyby nie to, że niektóre partie, także w Polsce, mają polityczny zysk z wojny, szybko uległyby tej iluzji.

Węgry patrzą na Moskwę

Przykładem kraju, który nawraca się na russkij mir są Węgry.

Viktor Orbán wielokrotnie publicznie wyrażał gesty wsparcia dla rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Węgry finansują renowację i budowę cerkwi należących do Węgierskiej Eparchii Patriarchatu Moskiewskiego. Jak podała AFP, rząd Orbána jeszcze w 2016 roku przeznaczył 2,4 mld forintów (5,7 mln euro) na renowację trzech rosyjskich cerkwi i budowę nowej w Hévíz, popularnym wśród Rosjan kurorcie w zachodnich Węgrzech.

Środki płyną szerokim strumieniem, mimo że prawosławnych jest w Węgrzech niewielki odsetek: 14 tys. w liczącym 10 mln kraju.

Sprzeciw Budapesztu uratował patriarchę Cyryla przed zachodnimi sankcjami. Nie było więc zaskoczeniem, kiedy Cyryl w liście gratulacyjnym do Orbána z okazji ubiegłorocznych wygranych wyborów wylewnie dziękował mu za „promowanie wartości chrześcijańskich, umacnianie instytucji tradycyjnej rodziny i moralności publicznej”. Za wysiłki na rzecz „ochrony chrześcijaństwa” nagrodził Orbána także patriarcha Serbii Porfiriusz.

Wróblewski: – To zagrożenie jest szerokie. Nie chciałbym tutaj siać jakiegoś defetyzmu, ale zawsze podkreślam, że bezpieczeństwo rozpoczyna się od urealnienia odpowiedzialności, zwiększenia empatii i budowania spójności społecznej. Takiej inkluzji wszystkich społeczności, które tworzą dane społeczeństwo. Boję się, że marginalizacja będzie sprzyjała właśnie temu, że różne grupy będą szczególnie podatne na oddziaływanie propagandy kremlowskiej. I metropolita Sawa jest niestety przykładem tego typu zależności.

List z przeprosinami abp. Sawy nie zamyka sprawy. Największe społeczne organizacje ukraińskie: przygotowują apel do metropolity o bezwarunkowe uznanie autokefalii Prawosławnego Kościoła Ukrainy. Są wśród nich Związek Ukraińców w Polsce, Fundacja Ukraina, Fundacja Ptach i Stand With Ukraine.

Na zdjęciu: Patriarcha Cyryl podczas spotkania Rady Ministerstwa Obrony Rosji w Narodowym Centrum Kontroli Obrony w Moskwie. 21 grudnia 2022 roku.

;

Udostępnij:

Roman Pawłowski

publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.

Komentarze