0:00
03 sierpnia 2020

I znowu faszyści wygrali powstanie. Warszawa wolna od LGBT [WIDZĘ TO TAK]

Nacjonaliści świętujący rocznicę powstania wcielają się w faszystów. Sponiewierana tęczowa flaga ląduje w warszawskich kanałach, którymi uciekali powstańcy. Rękoczyny wobec "pedała z OKO.press" dopełniają obraz narodowej wspólnoty z fantazji Kaczyńskiego, Dudy, Morawieckiego. To ich robota

Wydrukuj

Marsz Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 2020 zorganizowały Stowarzyszenie Marszu Niepodległości i Roty Marszu Niepodległości pod hasłem „Niemieckie zbrodnie nierozliczone”. Ale niech was to nie zmyli, wróg nowych powstańców niezłomnych jest gdzie indziej.

Tekst publikujemy w naszym nowym cyklu „Widzę to tak” – w jego ramach od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik

Najlepiej rzecz ujął poseł Robert Winnicki, szef Ruchu Narodowego: „Każda zaraza kiedyś mija. Minęła niemiecka zaraza, która przez sześć lat trawiła Polskę, minęła czerwona zaraza, minie i zaraza tęczowa".

Ten wdzięczny tryptyk stanowi rozwinięcie dyptyku purpurata Marka Jędraszewskiego, który mówił tylko o dwóch ostatnich zarazach (za „tęczową” Jarosław Kaczyński jest mu „głęboko, z serca wdzięczny”, o czym dalej).

Powstańcy niezłomni w 2020 roku uderzyli na LGBT. I powstanie wygrali, flagi spalili, ludzi poszarpali, opluli, obrzucili butelkami (bez benzyny).

Od razu muszę skomplikować. To nie jest tak, że palenie tęczowej flagi wyklucza inne formy faszystowskiej nienawiści. Wielki transparent „Stop totalitaryzmom” jest tu wykładnią ideologii, która stapia je w jedno. Ale ta jest najlepsza - nienawiść do tęczy. Choćby dlatego, że wróg jest pod ręką, a ręka człowieka swędzi.

Faszystowski trzon bez LGBT: polskość jako hetero

Używanie analogii z faszyzmem ma u nas fatalną prasę. Argumentum ad hitlerum jest uważany za poniżej pasa. Ad hitlerum? Może raczej ad mussolinium? Obie figury żałosne, ale ta druga jakoś bliższa naszym wodzom.

A tak bardziej serio - jasne, że skala przemocy ulicznej i państwowej nie jest nawet porównywalna z reżimami faszystowskimi, ale pojawił się ideologiczny rys polskiego agresywnego nacjonalizmu, który zachowuje się jak tamte, szuka swojego wroga, którego można nienawidzić, właśnie go znalazł. I tak jak tam, trop podsuwają liderzy.

Na marszu 1 sierpnia odwołania do faszyzmu nie były nawet zakamuflowane. „Ave, Ave, Christus Rex!” - krzyczeli dziarscy chłopcy. Nie dajcie się zwieść, nie chodziło im o koronację Jezusa Chrystusa.

To był hołd wobec faszystowskiego ruchu reksistowskiego, założonego w Belgii w latach 30. XX wieku przez Leona Degrella, przyszłego SS-mana, pupila Adolfa Hitlera. Powtórzmy sobie jeszcze raz: w rocznicę powstania przeciwko nazistom w centrum Warszawy oddano hołd SS-manowi, pupilowi Adolfa Hitlera.

„Czemu masy pragną faszyzmu?” - pytał w latach 30. Teodor Adorno. Odpowiadał: „Faszyzm dostarcza narzędzia, które pozwala bez wysiłku orientować się w zimnym i w zasadzie niezrozumiałym świecie".

Andrzej Leder w marcowym (2020) wykładzie ocenił, że to za mało: „Jest w faszyzmie coś, co jest źródłem pewnego rodzaju przyjemności. Slavoj Žižek nazywa to brudną rozkoszą".

Leder pokazuje, że istotą faszyzmu jest odwołanie do „kapitału kulturowego czy tożsamościowego". Zwykle jest nim narodowość, np. polskość, której trzeba nadać wyjątkowy walor. „Problem w tym, że w społeczeństwie kapitalistycznym, rynkowym, taki zasób posiada każdy i ma on niewielką wartość. Przed 2015 rokiem z faktu, że się mówi po polsku niewiele wynikało".

Dobra zmiana uruchomiła jednak politykę godnościową, przekonując, że posiadanie narodowej tożsamości jest wartością wyjątkową. Ale tego nie da się zrobić na pozytywnie. Trzeba kogoś z polskości wywłaszczyć, znaleźć obiekt pogardy, na którym można budować owo poczucie godności i przewagi społecznej.

Taka jest polityka wszystkich reżimów faszystowskich: pewną część społeczeństwa określa się jako pozbawioną narodowej tożsamości i kieruje na nich pogardę tych, którym ten zasób został przydzielony. To daje masom, które ulegną faszystowskiej retoryce, pewnego rodzaju dumę i poczucie wyższości.

Retoryka PiS odmawia polskości wszystkim krytykom, oponentom i rywalom, ale ze szczególną mocą wyklucza osoby LGBT.

Ruchy faszystowskie nieuchronnie prowadzą do tego, że pojawia się autorytarna struktura, w której wąska grupa, albo jeden przywódca określa kto przynależy do kręgu narodowej tożsamości, a kto nie i w jakim stopniu (może to być stopniowalne), a ci, którzy zupełnie już nie przynależą, są tak szkodliwi, że trzeba się ich pozbyć.

W miękkiej wersji: niech siedzą cicho, żeby ich nie było widać („niech się tak nie eksponują"), w wersji skrajnej - niech idą do komór.

Powstanie warszawskie przewraca się w grobie

Maciek Piasecki, reporter OKO.press, chcąc dotrzeć z relacją wideo do protestujących obywatelek i obywateli RP, został na pl. Krasińskich w okolicach pomnika Powstania Warszawskiego zablokowany przez ochronę marszu, do której spontanicznie dołączyło kilku krewkich panów w różnym wieku.

Charakterystyczne, że Maciek został nazwany „pedałem”, a nie „komuchem” czy „faszystą". Rozkosz pogardy i narodowej dumy, że atakujący nie są "pedałami", widać było w ich słowach, gestach i czynach. Mieli poczucie, że racja jest po ich stronie.

„Mówili, że to nie jest dla mnie miejsce. Próbowałem ich obejść, ale pojawiało się coraz więcej osób, które mnie szturchały. Byłem popychany, bity, wreszcie rzucony na ziemię” - opowiada Maciek.

Reagował jakby był skrzywdzonym dzieckiem: "Ten pan mnie uderzył, ten pan mnie podciął". Zachował postawę zdziwienia, że ktoś go bije, nie ulegając odruchowi agresji.

Satysfakcji powstańcom niezłomnym 2020 dostarczyło też wyrwanie Elżbiecie Podleśnej tęczową flagi i podeptanie jej.

Satysfakcji tym większej, że agresorzy czują wsparcie tłumu, który nie chce "pedałów", bo tu się czci ojczyznę, do której "pedały" nie należą. W dodatku Maciek i Elżbieta nie stanowią żadnego zagrożenia, można bić bezkarnie, a policja nie będzie się wtrącać.

Kiedy Maciek skarżył się, dlaczego go wypychają, jeden z widzów próbował mu to życzliwie wytłumaczyć: „No właśnie, dlaczego? Widzi pan, mnie nikt nie wypycha".

Patriotyzm tylko hetero?

Rafał Trzaskowski przyłączył się do potępienia „niepotrzebnych prowokacji”, jakimi miało być wg niego wieszanie flag LGBT na warszawskich pomnikach.

Poszedł dalej niż polskie sądy, które - jak analizowała Anna Wójcik - uniewinniają od zarzutu znieważania pomników czy godła narodowego przy pomocy symboli feministycznych czy LGBT, nie mówiąc o ubieraniu pomników w koszulki z Konstytucją.

Nie można zniesławić czy znieważyć czymś, co się samemu ceni. A pomniki są dobrym miejscem do symbolicznej debaty o wartościach.

Państwo PiS pieczołowicie chroni prawo nacjonalistów do wznoszenia faszystowskich okrzyków (czego z kolei robić nie wolno) i dlatego usuwa ludzi protestujących z białymi różami i tęczowymi flagami. Miasto Warszawa nie zareagowało na faszyzm na ulicach.

Uniesionemu patriotycznie Rafałowi Trzaskowskiemu warto przypomnieć, kim on sam jest:

„Po zmianie kandydata Platformy [z Kidawy-Błońskiej na Trzaskowskiego – red.] podjęta została oszukańcza próba przekonania społeczeństwa, że przedstawiciela skrajnej lewicy, którego poglądy znalazły już aż nadto jasny wyraz w sposobie rządzenia Warszawą, w czasie którego dał się poznać jako zagorzały zwolennik ideologii LGBT marzący o tym, by jako pierwszy udzielić ślubu parze homoseksualnej itd. itp.".

Tak pisze o nim Jarosław Kaczyński. To do Rafała Trzaskowskiego mówił w Sejmie Morawiecki:

„Nie sądziłem, że wasz kandydat na prezydenta Warszawy może na serio tak sobie pomyśleć: po co nam Centralny Port Komunikacyjny, skoro mamy port w Berlinie? Naprawdę nie sądziłem, wierzcie mi państwo, że ktoś może nie wiedzieć, czy kandyduje na prezydenta Warszawy czy burmistrza Berlina”.

Czas zrozumieć, że faszystowskie wykluczanie z polskości dotyczy wszystkich, którzy chcą bronić demokracji i nie wpisują się w politykę PiS. Tęczowa flaga staje się dziś sztandarem protestu przeciwko faszyzacji Polski poprzez dzielenie jej na Polaków i nie Polaków.

Wrzask "ty pedale" dotyka nas wszystkich, panie Rafale. Polski patriotyzm nie może już być hetero. Takie czasy.

Jak Kaczyński, Morawiecki i Duda rozpalili płomień homofobii...

W wielu tekstach pokazywaliśmy, jak w kolejnych kampaniach krystalizował się pomysł, by wywołać agresję i napiętnować „ideologię LGBT” jako głównego wroga Polski i Polaków:

Analizowaliśmy też homofobiczną agresję, jakiej użył Duda:

A także nieco pokrętną homofobię Morawieckiego:

...w odwołaniu do nauk Kościoła, bo „poza nim jest tylko nihilizm”

We wrześniu 2019 Kaczyński doprecyzował formułę polskości rozumianej w sposób wykluczający, czyli tak, jak to robią faszyści.

Polskość według Kaczyńskiego jest zagrożona: „samo pojęcie narodu, a już i w szczególności byt polskiego narodu, bywał i bywa kwestionowany i to nie tylko przez naszych zewnętrznych wrogów, ale i wewnętrznych przeciwników. Dzisiaj najczęstszą wersją jest przeciwstawianie narodowi polskiemu i polskości - europejskości”.

Polskość definiowana etnicznie zostaje utożsamiona z katolicyzmem, bo „poza nim jest tylko nihilizm". „Dobrzy Polacy”, nawet jeśli ateiści, muszą to zrozumieć. Pełnię władzy w takim narodowo-katolickim państwie sprawuje wybrana w wyborach partia i na tym polega „demokracja skonstruowana prosto".

„Wielką rolę w kształtowaniu i obronie narodu polskiego, także w okresie zniewolenia komunistycznego, odgrywał Kościół katolicki. Chrześcijaństwo jest częścią naszej tożsamości narodowej.

Kościół był i jest głosicielem i dzierżycielem jedynego powszechnie znanego w Polsce systemu wartości”.

Niemal słowo w słowo jest to cytat z programu, z którym PiS szedł na wybory 2015 (wielokrotnie sięgaliśmy po niego w analizach OKO.press):

„Kościół jest po dziś dzień dzierżycielem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej. Nie ma ona w szerszym społecznym zakresie żadnej konkurencji, dlatego też w pełni jest uprawnione twierdzenie, że w Polsce nauce moralnej Kościoła można przeciwstawić tylko nihilizm”.

Dlatego:

„Każdy dobry Polak musi wiedzieć, jaka jest rola Kościoła, musi wiedzieć, że poza nim jest - jeszcze raz to powtarzam - nihilizm. I ten nihilizm my odrzucamy, bo nihilizm niczego nie buduje, nihilizm wszystko niszczy!”.

Wymowa tego fragmentu jest oczywista: Kościół i jego nauczanie - w tym obsesyjna etyka seksualna - staje się w państwie, jakie projektuje i realizuje PiS, obowiązkowe. To dokładna replika myśli Romana Dmowskiego z 1927 roku:

„Mamy w łonie naszego narodu niekatolików, mamy ich wśród najbardziej świadomych i najlepiej spełniających obowiązki polskie członków narodu. Ci wszakże rozumieją, że Polska jest krajem katolickim i postępowanie swoje do tego stosują”.

PiS odwołuje się do Kościoła, do twardego jądra katolickiej nauki. Bliski jest mu Głódź:

Wspomniane na początku podziękowanie Kaczyńskiego dla Jędraszewskiego z pewnością było szczere i „głęboko z serca". Retoryka „tęczowej zarazy” wpisuje się w rys rządzącej formacji. Dodaje jej biskupiej powagi, sankcjonuje prostacki, obrzydliwy i w istocie faszystowski projekt Polski jako strefy wolnej od LGBT.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne