Trump, wielka miłość PiS. Jak Duda bardzo starał się zminimalizować atak na Kapitol
Prezydent Duda zwlekał z gratulacjami dla Joe Bidena, formułował je w obraźliwy sposób, a atak trumpistów na Kapitol nazwał „wewnętrzną sprawą USA”. Zupełnie inaczej zachowali się inni przywódcy demokracji Zachodu. Analizujemy kolejne etapy tej kompromitacji
Prezydent Duda skomentował atak zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol w USA - gdzie wdarli się do sali posiedzeń Senatu, zdewastowali biura senatorów i przerwali na kilka godzin procedurę zatwierdzania wyników wyborów prezydenckich - na Twitterze.
Duda nawet nie nazwał po imieniu zamieszek wywołanych przez zwolenników Trumpa - którzy ruszyli na Kapitol po wiecu z udziałem ustępującego prezydenta USA. Określił je jako „wydarzenia”, które są „wewnętrzną sprawą USA”. Wcale ich nie potępił, co zrobiło wielu przywódców demokracji Zachodu (ale także krajów Europy Środkowej).
- kanclerz Niemiec, Angela Merkel, oświadczyła, że jest „zła i zasmucona”;
- prezydent Francji Emmanuel Macron mówił o „zwolennikach odchodzącego prezydenta, którzy chwycili za broń, żeby podważyć wyniki uczciwych wyborów”;
- premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson nazwał atak na Kapitol „haniebnymi scenami” (ang. disgraceful);
- prezydentka Słowacji Zuzanna Čaputová napisała na Twitterze: „Sceny z Kapitolu pokazują, jak groźna jest retoryka nienawiści. Pogarda dla demokratycznych instytucji prowadzi do erozji praw obywatelskich i może podważyć porządek polityczny”.
Duda obstawiał Trumpa do końca
Prezydent Duda zachowywał się w uderzająco podobny sposób w listopadzie, kiedy Joe Biden pokonał Donalda Trumpa w USA (przewagą 7 mln głosów wyborców i 74 głosów elektorskich).
Przez cztery dni świat wstrzymywał wtedy oddech w oczekiwaniu na wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. 7 listopada było już pewne, że próg 270 głosów elektorskich niezbędnych do objęcia urzędu przekroczy kandydat Partii Demokratycznej Joe Biden. O wygranej przesądził wynik w Pensylwanii, w której jeszcze w środę 4 listopada rano ze zdecydowaną przewagą prowadził Donald Trump.
Wówczas wynik ogłosiły amerykańskie media (Associated Press, CNN, NBC i Fox News - zgodnie z tradycją w USA nie ma, jak np. w Polsce, urzędu ogłaszającego oficjalne wyniki wyborów; podają je tylko kolejne stany). Na ulicach Stanów Zjednoczonych rozpoczęła się celebracja, a światowi przywódcy spieszyli z gratulacjami.
Przeczytaj także:
Prezydent Duda także wówczas zachował się inaczej niż pozostali przywódcy demokracji Zachodu. Pogratulował Bidenowi „udanej kampanii prezydenckiej”. Nie przyznał więc, że Biden wygrał wybory.
Prezydencki minister Andrzej Dera tłumaczył 8 listopada w TVP Info: „Na tym etapie za wcześnie jest mówić o zwycięstwie. Proszę zwrócić uwagę, że nawet w Stanach Zjednoczonych na razie to media ogłosiły zwycięstwo Joe Bidena”.
Kancelaria prezydenta Dudy wydawała się wówczas przyjmować wersję wydarzeń propagowaną przez Donalda Trumpa i jego zwolenników, którzy podważali wyniki podawane przez władze stanowe i uważali, że wybory nie są rozstrzygnięte. Trump trzyma się tej wersji do dziś - mimo kilkudziesięciu przegranych procesów, w których jego prawnicy próbowali dowieść fałszerstw wyborczych (nie udało się ani razu), fantastycznych teorii spiskowych (łączących producenta maszyn liczących głosy z nieżyjącym od 2015 roku wenezuelskim dyktatorem Hugo Chavezem) oraz żądań powtórnego liczenia głosów (w stanie Georgia liczono je jeszcze dwa razy).
Duda znalazł się wówczas w doborowym towarzystwie - podobnie do niego zachowali się m.in. przywódca Iranu, ajatollah Ali Khamenei.
Z gratulacjami dla Bidena czekali dyktatorzy, w tym przeciwnicy USA - m.in.:
- prezydent Brazylii Jair Bolsonaro;
- prezydent Rosji Władimir Putin;
- prezydent Chin Xi Jinping;
- prezydent Turcji Recep Tayyip Erodağan;
- a także książę Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman.
Duda czekał, tak jak Putin
Oficjalne gratulacje prezydent Duda złożył Bidenowi dopiero 15 grudnia, a więc ponad miesiąc po wyborach. Tego samego dnia zrobił to prezydent Rosji Władimir Putin. Duda złożył gratulacje jako jeden z ostatnich - obok brazylijskiego dyktatora Jaira Bolsonaro i prezydenta Meksyku Lopeza Obradora.
18 grudnia Konferencja Ambasadorów - nieformalna organizacja zrzeszająca byłych polskich ambasadorów - wydała oświadczenie w tej sprawie, zarzucając Dudzie, że liczył na utrzymanie się Trumpa przy władzy, a więc - w praktyce - na zignorowanie woli amerykańskich wyborców.
„Obaj [Duda i Putin] mieli nadzieję, że Trumpowi uda się podważyć rzetelność elekcji w sądach bądź zmusić elektorów do sprzeniewierzenia się woli wyborców. To nie była niewinna wstrzemięźliwość”
- pisali polscy dyplomaci. Zarzucili też Dudzie - oraz rządzącej w Polsce prawicy - sprowadzanie stosunków polsko-amerykańskich „do infantylnej przyjaźni Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem”.
Jak można wnosić z reakcji Dudy na szturm zwolenników Trumpa na Kapitol, polski prezydent zapewne liczył do końca na pozostanie sojusznika PiS u władzy, chociaż wymagałoby to na tym etapie dokonania w USA przewrotu i obalenia amerykańskiej demokracji.
Za co PiS kocha Trumpa?
Z czego - poza lekceważeniem dla demokratycznych wartości - bierze się postawa Dudy? Ma ona zarówno pragmatyczne, jak i ideowe korzenie.
Sojusz z Trumpem był (a raczej jeszcze jest, do ustąpienia Trumpa z urzędu 20 stycznia) głównym filarem polityki zagranicznej PiS. Rządząca Polską prawica skłóciła się z Unią Europejską, w tym zwłaszcza z jej najważniejszymi krajami, Niemcami i Francją. Unia Europejska zarzuca PiS łamanie zasad praworządności. Retoryka rządzących traktuje Niemcy jako głównego wroga Polski. Od Trumpa - za cenę gigantycznych zakupów amerykańskiego uzbrojenia (m.in. myśliwców F-35) oraz ostentacyjnej uległości wobec Trumpa (prezydent Duda zaproponował nazwanie amerykańskiej bazy w Polsce „Fort Trump”) - oczekiwano wzmocnienia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, co zresztą w pewnym zakresie udało się PiS osiągnąć.
Sam Duda zachowywał się wobec Trumpa z szacunkiem graniczącym z uległością.
Podobne ideologie - autorytaryzm i konserwatyzm
Z Trumpem łączyła PiS także ideologia i autorytarny temperament. Według sondażu IPSOS dla OKO.press z grudnia 2020 aż 81 proc. wyborców PiS wybrałoby Trumpa (gdyby głosowało w amerykańskich wyborach). „Afront, jakim jest niezłożenie życzeń przez Dudę stanowi być może jakąś formę łagodzenia srogiego rozczarowania elektoratu PiS wynikiem wyborów w USA. (…) Taki wynik pokazuje kolejny raz, jaką siłą rażenia dysponuje telewizja publiczna, która przed wyborami w USA lansowała Trumpa jako wielkiego przyjaciela Polski i obrońcę tradycyjnych, tych samych co »prawdziwie polskie« wartości” - pisaliśmy wówczas w OKO.press.
Już w styczniu 2017 roku znaleźliśmy „dziewięć punktów podobnej narracji” w inauguracyjnym przemówieniu Trumpa zestawiając je z exposé premier Szydło w listopadzie 2015 roku oraz z inauguracyjnym przemówieniem Andrzeja Dudy 6 sierpnia 2015.
„Poland first, America first. Nadchodzi rewolucja, teraz wszystko się zmieni. Odrodzimy Amerykę, odrodzimy Polskę. Zabierzemy elitom, damy rodzinom. Podniesiemy kraj z ruin, koniec z jatką. Przywrócimy ludziom godność. Koniec poniżania Polski i wykorzystywania Ameryki, liczy się tylko narodowy interes. Popierają nas wszyscy prawdziwi Polacy i wszyscy prawdziwi Amerykanie” - oto niektóre wspólne wątki. Od tamtego czasu narracje upodobniły się jeszcze bardziej.
W lipcu 2017 roku Trump wygłosił przemówienie o „obronie cywilizacji” na Placu Krasińskich w Warszawie; elity PiS były zachwycone i czuły, że odkryły w nim bratnią duszę. Amerykańskie media pisały wówczas o „rasistowskiej i religijnej paranoi” Trumpa.
Dziś Duda i PiS z trudem, jak widać, żegnają się ze swoim głównym sojusznikiem.

Komentarze