28 listopada 2019

Przełom w "republice banasiowej". Jarosław Kaczyński tupnął nogą. Oczekuje dymisji prezesa NIK

Prawo i Sprawiedliwość poinformowało, że prezes partii Jarosław Kaczyński oraz szef MSWiA Mariusz Kamiński oczekują dymisji prezesa NIK Mariana Banasia. To żądanie jest niespójne z działaniami premiera Morawieckiego, który zapowiedział, że raport CBA o Banasiu wymaga „dalszych analiz". Pytanie, czy „Pancerny Marian” podporządkuje się woli prezesa

Oświadczenie PiS po spotkaniu prezesa i ministra z Marianem Banasiem pojawiło się w czwartek 28 listopada krótko po godz. 19.00, a już kilkanaście minut później wolę prezesa nagłośniły "Wiadomości" TVP, również wprost stwierdzając, że szef NIK powinien zrezygnować.

View post on Twitter
Tak jednoznaczne żądanie dymisji prezesa Najwyższej Izby Kontroli to zaskoczenie.

Do tej pory PiS do zarzutów mediów wobec Banasia odnosił się bardzo różnie: przed wyborami parlamentarnymi zdecydowanie bronił Banasia (również ustami Kaczyńskiego), po wyborach delikatnie się od niego odcinał, by w środę 27 listopada z aprobatą zaakceptować propozycję szefa NIK, by jego zastępcami zostali b. poseł PiS Tadeusz Dziuba i obecny poseł obozu władzy - Marek Opioła (szczegółowo piszemy o tym niżej).

Być może Jarosław Kaczyński uznał, że ostentacyjna krnąbrność Banasia - zwanego "Pancernym Marianem" - wobec wcześniejszych sugestii, że powinien ustąpić, działa demoralizująco na zaplecze Prawa i Sprawiedliwości.

W państwie PiS nikt nie może sprzeciwić się woli prezesa partii, o czym swego czasu boleśnie przekonał się Bartłomiej Misiewicz, którego do ostatniej chwili bronił jego przełożony - ówczesny minister obrony Antoni Macierewicz. Bez powodzenia.

W kontrze do Morawieckiego

Żądanie dymisji Banasia jest niespójne ze stanowiskiem premiera Mateusza Morawieckiego, który wobec szefa NIK przyjął taktykę rodem z komedii „Halo Szpicbródka!”: zajmę się problemem, gdy wrócę z Radomia. A kiedy wrócę? Na razie się nie wybieram.

Na takie podejście wskazywało czwartkowe oświadczenie rzecznika rządu Piotra Müllera:

„Premier zapoznał się z raportem CBA dotyczącym Prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Zgodnie z przepisami prawa wnioski wynikające z raportu będą przedmiotem dalszych analiz".

Po żądaniu dymisji Banasia sformułowanym przez Kaczyńskiego wygląda na to, że "dalsze analizy" stały się obecnie bezcelowe.

Co ciekawe, bardzo dwuznacznie na temat Banasia jeszcze w czwartek rano wypowiadał się również zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel. Dziennikarz Radia Plus spytał go o słowa Banasia na temat hoteli z „pokojami na godziny". W środę 27 listopada szef NIK mówił w Sejmie, że takie przybytki to nic zdrożnego, ponieważ można w nich „odpocząć po podróży".

"Hotel na godziny kojarzy się jednoznacznie, aczkolwiek podobno jest to popularna forma właśnie prowadzenia działalności hotelarskiej w Krakowie. Nie znam się, nie mieszkałem w Krakowie"

- odpowiedział Fogiel.

Jeszcze przed komunikatem PiS z żądaniem dymisji, „sprawdzam” powiedziała opozycja. Posłanka Agnieszka Pomaska (PO) zapowiedziała w radiu TOK FM w czwartek 28 listopada, że opozycja na pewno pomoże w odwołaniu Banasia, a być może Platforma Obywatelska przygotuje nawet specjalną ustawę, która to umożliwi.

Pozostaje pytanie dotyczące interpretacji zapisów konstytucyjnych, które teoretycznie chronią prezesa NIK przed odwołaniem w trakcie trwania kadencji.

Artykuł 205 mówi, że "Prezes Najwyższej Izby Kontroli jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu na 6 lat".

Do gry wkracza prokuratura

We wtorek 26 listopada 2019 wyszło na jaw, że podległy resortowi finansów Generalny Inspektor Informacji Finansowej zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przy okazji wynajmowania przez Mariana Banasia jego krakowskiej kamienicy.

Jak podało RMF FM, doniesienie ma dotyczyć m.in. zbyt niskiego czynszu inkasowanego przez obecnego szefa NIK od szemranych biznesmenów, którzy zmienili kamienicę w hotel na godziny.

Urzędnicy mieli też odkryć niejasne przepływy pieniędzy między Banasiem, a związanymi z półświatkiem braćmi K.

Prawo i Sprawiedliwość nie wypowiadało się do tej pory jednoznacznie w sprawie zarzutów stawianych Banasiowi, ale w sojuszu z szefem NIK prowadzi w Izbie korzystną dla partii politykę personalną: 27 listopada zastępcami Banasia zostali były poseł PiS Tadeusz Dziuba i obecny poseł PiS Marek Opioła. Ich nominacje podpisała marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Tak PiS kluczył w sprawie Banasia

PiS już wielokrotnie zmieniał zdanie na temat Mariana Banasia i poważnych zarzutów stawianych przez dziennikarzy szefowi Najwyższej Izby Kontroli. Jak pamiętamy, chodzi m.in. o wynajmowanie kamienicy pod hotel na godziny prowadzony przez biznesmenów związanych z półświatkiem, nieprawidłowości w oświadczeniu majątkowym i poważne wątpliwości dotyczące rozliczeń z Urzędem Skarbowym.

Przed wyborami parlamentarnymi politycy Prawa i Sprawiedliwości bronili swojego byłego kolegi z rządu jak niepodległości.

„To jest swoistego rodzaju zemsta na panu prezesie, który jest człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym" - mówił o ustaleniach dziennikarzy ówczesny marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

"To wielka prowokacja przeciwko mnie i rządowi" - demaskował na życzliwej antenie "Wiadomości" sam Banaś.

A prezes PiS Jarosław Kaczyński chwalił: „Marian Banaś zabrał co najmniej dwieście kilkadziesiąt miliardów przestępcom”.

Po wyborach jednak się okazało, że może ten Banaś wcale nie jest taki kryształowy, ale to przecież nie problem PiS, bo szef NIK nigdy nie był w partii i działa w zasadzie na własny rachunek. Wypowiedzi medialne polityków obozu władzy wskazywały też wyraźnie, że PiS próbował wymusić na Banasiu dymisję.

Karczewski: „Bylibyśmy w bardziej komfortowej sytuacji, gdyby do tego wyboru nie doszło”. Patryk Jaki: "Powinien rozważyć dymisję". Jarosław Gowin: "Liczymy na to, że szef NIK zachowa się honorowo".

Banaś jednak nie dał się złamać, nie podał się do dymisji i pozostał na stanowisku.

Zarzuty wobec "Pancernego Mariana"

Zaczęło się od wrześniowego reportażu Bertolda Kittela z „Superwizjera” TVN. Program pokazywał niejasne związki Banasia z przestępcą zajmującym się prowadzeniem agencji towarzyskich oraz wskazywał na braki w oświadczeniu majątkowym szefa NIK:

Następnie Bianka Mikołajewska z OKO.press ustaliła, że pensjonat w kamienicy Banasia istniał od 2014 roku. I od początku wynajmowano w nim pokoje na godziny.

Informacja o tym była przez te wszystkie lata na stronie internetowej hoteliku. Jego nazwa – „Rezydencja K. […]” pochodzi zaś od nazwiska ojczyma (ps. „Paolo”) prowadzącego hotel Dawida O., karanego za udział w bitwie „o wpływy na krakowskim rynku agencji towarzyskich”:

To nie koniec. OKO.press ustaliło również, że spółka syna Banasia dostała na remont kamienicy ok. 81 tys. zł z UE i budżetu państwa. Na remont innej kamienicy otrzymała co najmniej 482 tys. zł dotacji i i 151 tys. zł pożyczki z dwóch funduszy dysponujących publicznymi pieniędzmi.

Wzięła też ok. 2,3 mln zł pożyczek z kontrolowanego przez państwo banku:

OKO.press dowiedziało się, że prezes NIK był szczególnie obrotnym biznesmenem nie tylko w Krakowie, ale również w Warszawie: jako wiceminister i minister finansów, a potem szef Najwyższej Izby Kontroli, korzystał ze służbowej kawalerki w stolicy, choć od wiosny 2017 roku jest tu właścicielem innego mieszkania.

Jak wynika z jego oświadczenia majątkowego – wynajmował lub nadal wynajmuje je komuś odpłatnie:

Jak ustalił Onet, Marian Banaś był właścicielem jeszcze jednej kamienicy w Krakowie. Kupił ją z lokatorami, sprzedał – już wyczyszczoną.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne