Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja Wyborcza.plTomasz Stanczak / Ag...
22 października 2022

Kaczyński zrzuca winę za kryzys energetyczny i brak węgla (oczywiście) na Tuska. I mocno kluczy

Jarosław Kaczyński szuka winnych kryzysu energetycznego i węglowego. Nie są to jednak pogłębione poszukiwania, bo odpowiedź brzmi tak samo, jak zazwyczaj: wina Tuska. W OKO.press rozbieramy na części pierwsze węglowe myśli prezesa PiS

Jarosław Kaczyński kontynuuje swoją podróż po Polsce. W przedostatni weekend października przyjechał na Podkarpacie, z przystankami w Jedliczu koło Krosna i Przemyślu. Prezes PiS, jak zresztą podczas poprzednich spotkań, porusza całą gamę tematów: od obronności, przez orientację seksualną, operacje korekty płci (które niemal na każdym spotkaniu wyśmiewa), sądownictwo, aż po energetykę i ciepłownictwo.

Właśnie od tej ostatniej kwestii zaczął swoje spotkanie w Jedliczu w sobotę 22 października, wyjaśniając, kto tak naprawdę stoi za kryzysem. Jego diagnoza zapewne nikogo nie zaskoczy: winnym jest Donald Tusk.

Winny Tusk i EU ETS

"Zacznę od sprawy, której symbolem jest węgiel, ale chodzi o coś więcej: ciepło, energię, wszystko co związane z obecnym kryzysem. Oni [opozycja] twierdzą, że to, że nie ma paliwa, to nasza wina. Bo mógł być polski węgiel, a to, co robimy do niczego nie prowadzi. To niebywałe bezczelne kłamstwo" - mówił Kaczyński.

Począwszy od decyzji Tuska, żeby nie stosować weta wobec całej [unijnej] polityki klimatycznej. Mógł wytargować dobre warunki dla Polski, odstępstwa. Wtedy w Polsce byłoby więcej węgla. (...) Nie zawetował, więc ruszyła machina. Wprowadzono ETS.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
spotkanie w Jedliczu,22 października 2022

Wyjaśnijmy: system handlu uprawnieniami do emisji CO2, czyli właśnie EU ETS, został wprowadzony na bazie Protokołu z Kioto. Jego sygnatariusze w 1997 roku zobowiązali się do ograniczenia emisji o 5 proc. w 2012 roku w stosunku do stanu z 1990 roku. By to osiągnąć, kraje UE zgodziły się, by Unia wydawała uprawnienia do wypuszczania dwutlenku węgla do atmosfery.

Kaczyński mówi o możliwym wecie i tym, że przez zgodę Tuska "wprowadzono ETS". To pierwsza nieprawda, bo system działa od lutego 2005 roku - kiedy premierem był jeszcze Marek Belka. Cały system EU ETS przez lata ulegał różnym zmianom. Jego pierwsza faza, między 2005 a 2007 była jedynie pilotażem.

W 2009 rozszerzono system, w 2012 UE zgodziła się na przedłużenie wygasających zobowiązań z Kioto do końca 2020. Wtedy dodano do niego także lotnictwo. W 2013 wszedł w życie obowiązek zakupu uprawnień przez cały sektor energii elektrycznej i przemysł energochłonny. O której z tych decyzji mówi Kaczyński? Tego nie wyjaśnia.

Polska na lepszych warunkach

Mówiąc o lepszych warunkach dla Polski czy upustach, których Tusk miał nie negocjować, Kaczyński zapomina, że Polska na EU ETS zarabia. I to najwięcej w całej Unii.

Wyjaśnijmy najpierw jednak, jak działa cały system ETS. Opiera się na zasadzie: kto emituje, ten płaci. Państwa członkowskie otrzymują pulę uprawnień, które mogą przekazywać przedsiębiorstwom w kraju lub sprzedawać na rynku unijnym. Im więcej uprawnień jest do sprzedania, tym większe zyski dla państwa.

W ramach ETS istnieją dwie pule:

- darmowa;

- aukcyjna, sprzedawana przez:

  • państwa członkowskie
  • dedykowane fundusze (Fundusz Modernizacyjny i Fundusz Innowacyjności) za pośrednictwem Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Tutaj docieramy do tych preferencyjnych warunków, na których brak narzekał Jarosław Kaczyński. To zwyczajna nieprawda, bo Polska korzysta z kilku mechanizmów, dzięki którym nasz kraj może na EU ETS zyskiwać.

Jednym z nich jest tzw. mechanizm solidarnościowy, którym objęte są uboższe kraje. „W praktyce pula ta jest redystrybuowana między 16 państwami potrzebującymi wsparcia. Polska jest jego największym beneficjentem – o 39 proc. zwiększa liczbę uprawnień, które rząd może sprzedać na aukcjach” – wyjaśnia think tank Forum Energii.

Jesteśmy również największym beneficjentem Funduszu Modernizacyjnego. Środki pozyskane ze sprzedaży tych uprawnień przeznaczone są na projekty klimatyczne w najmniej zamożnych państwach członkowskich - Polsce przypada 43 proc. wszystkich środków z Funduszu. Forum Energii wylicza, że to daje ok. 6 mld euro.

Co więcej, kraje członkowskie mogą korzystać z Funduszu Innowacyjności - pieniędzy, które mają zostać wydane na wsparcie, jak wskazuje nazwa, innowacyjnych projektów.

25 mld zł z ETS

W 2020 roku Polska sprzedała najwięcej uprawnień do emisji w Unii, a do budżetu wpłynęło 12 mld zł. W 2021 roku ta kwota była ponad dwukrotnie większa – prawie 25 mld zł.

Od początku działania systemu do końca 2021 Polska zarobiła na nim ponad 60 mld euro. Portal 300polityka podał w sierpniu 2022, że w tym roku do budżetu trafiło 5 mld euro. Rząd szacuje, że przez cały 2022 rok zarobi na handlu emisjami ponad 8 mld euro. Nie wiadomo, czy ta prognoza się sprawdzi - zeszłoroczna zupełnie nie zgadzała się z rzeczywistością. W budżecie na 2021 rok przewidziano wpływ 10 mld. Finalnie był o 15 mld wyższy.

System pozwala ograniczyć emisje gazów cieplarnianych. Z wyliczeń Komisji Europejskiej wynika, że od startu EU ETS do lipca 2021 emisje z objętych systemem sektorów spadły o prawie 43 proc. EU ETS nie jest jednak idealny i będzie reformowany, o czym pisaliśmy w OKO.press kilkukrotnie, m.in. tutaj:

ETS mogły pomóc w kryzysie, ale...

Według szacunków "Wysokiego Napięcia" tej zimy zabraknie nam 4 mln ton węgla (choć przedstawiciele rządu cały czas przekonują, że braków nie będzie - jedynie możliwe "wąskie gardła"). Trzeba się przygotować również na wzrost cen energii - choć rząd próbuje zapobiec, ustalając limit cenowy sprzedaży energii dla prywatnych osób. Według przyjętej w październiku 2022 ustawy, po przekroczeniu limitów cena wyniesie 693 zł za MWh.

Gdyby jednak Polska lepiej dysponowała środkami z EU ETS, dzisiejszy kryzys byłby mniej dotkliwy. Prezes Kaczyński powinien więc winnych szukać nie tylko wśród opozycji, ale w swojej własnej partii.

Według prawa UE, państwo członkowskie ma obowiązek przeznaczania minimum 50 proc. równowartości dochodów z tytułu sprzedaży uprawnień do emisji CO2 na cele klimatyczne i środowiskowe.

W maju 2022 organizacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi wyliczała, że Polska źle wydaje środki z EU ETS. Z szacunków ekspertów wynika, że blisko trzy czwarte środków (2,97 mld euro do 2020 roku) wydano na działania niezgodne z celem unijnej dyrektywy. Te pieniądze mogły sfinansować rozwój odnawialnych źródeł energii, nowe technologie albo termomodernizację budynków.

Ale rząd miał inny pomysł. Zostały wydane m.in. na rekompensaty dla energochłonnych branż, plany urządzania prywatnych lasów i zasilanie budżetu po zwolnieniach z akcyzy. Na papierze wszystko wygląda na zgodne z unijnymi wymogami.

Wsparcie OZE tylko na papierze

Ministerstwo Klimatu i Środowiska wylicza w komunikacie na temat ETS, że od 2013 roku do sierpnia 2022 na wsparcie OZE przeznaczył 18,7 mld zł.

ClientEarth zauważa jednak, że "wsparciem OZE" było w rządowych raportach m.in. zwolnienie wytwórców OZE z obowiązku opłacenia akcyzy. "Podatek akcyzowy stanowi jedynie niewielką część kosztów inwestycyjnych oraz związanych z eksploatacją instalacji OZE. Dlatego w opinii Fundacji jest to zbyt daleko idąca ocena" - czytamy w opracowaniu prawników.

ClientEarth wymienia także przykład programów „Kawka” i „Life”. Samo założenie tych programów jest prośrodowiskowe — „Kawka” to dofinansowania wymiany źródeł ciepła, a „Life” współfinansuje projekty dotyczące ochrony środowiska. Problem w tym, że rząd nie wykazał, na co konkretnie poszły pieniądze z ETS - na rozwój tych programów, czy np. na obsługę administracyjną.

Więcej o nieprawidłowościach pisaliśmy tutaj:

Ponad 60 mld zł, jakie trafiły do budżetu dzięki EU ETS, mogłyby zostać wydane np. na przyspieszenie wymiany źródeł ciepła. Gdyby więcej osób wymieniło piece węglowe, dziś zapotrzebowanie na węgiel byłoby znacznie mniejsze.

Program "Czyste Powietrze" tymczasem zawodzi, w ciągu czterech lat podpisano zaledwie ok. 433 tys. umów na wymianę starych pieców na nowoczesne i mniej emisyjne. Do 2029 roku ma w sumie zniknąć 3 mln kopciuchów.

Nieefektywne domy i zamrożone wiatraki

Istotnym elementem, który mógłby uchronić Polki i Polaków przez kryzysem, byłoby poprawienie efektywności energetycznej budynków, polegającej m.in. na polepszeniu izolacji.

"Gdybyśmy w Polsce już od kilku lat, systematycznie prowadzili proces zwiększania efektywności energetycznej domów, tak by nie były one wampirami pochłaniającymi gigantyczne ilości energii, dziś polskie domy nie zużywałyby 9-11 mln ton węgla, ale 5 mln lub mniej” - wyliczał w Onecie Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego.

Środki z EU ETS to również pieniądze, które moglibyśmy wydać na rozwój OZE. Taki faktyczny, a nie tylko deklarowany w raportach dla Komisji Europejskiej. Tymczasem - o czym wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press - od 2016 roku, od momentu wprowadzenia tzw. zasady 10H, zablokowana jest możliwość budowania nowych farm wiatrowych na lądzie.

Zdaniem ekspertów większa moc z OZE pozwoliłaby na oszczędzenie polskiego węgla. A więc jednocześnie na załatanie dziury, którą spowodował kryzys.

„Gdyby nasz system energetyczny był bardziej zdywersyfikowany, gdybyśmy nie zatrzymali choćby rozwoju lądowych wiatraków, potrzebowalibyśmy dzisiaj mniej węgla”

– mówił w rozmowie z „DGP” analityk z think tanku Ember Paweł Czyżak. Wyliczył, że przy założeniu stabilnego poziomu rozwoju energetyki wiatrowej bez 10H, na poziomie sprzed wprowadzeniem szkodliwych regulacji, tylko w tym roku moglibyśmy mieć dodatkowe 15 TWh prądu z wiatru. To nieco więcej, niż cała Polska zużyła w sierpniu 2022.

Taka produkcja prądu z wiatru mogłaby zmniejszyć popyt na węgiel energetyczny o 6,9 mln ton. Choć taki węgiel nie jest przeznaczony do spalania w domowych piecach, w obliczu kryzysu mógłby stanowić zabezpieczenie.

PiS sprowadzał węgiel z Rosji

Obecne problemy z dostępnością węgla to również wynik wieloletniego przywiązania do surowca z Rosji i braku dywersyfikacji kierunków importu. Podczas swojego wystąpienia w Jedliczu Kaczyński podkreślał, że to "oni, a nie my" są bardziej prorosyjscy. Nie można jednak nie zauważyć, że za rządów Zjednoczonej Prawicy znacząco wzrósł import węgla z Rosji. Z danych GUS wynika, że z Rosji sprowadziliśmy:

  • w 2015 roku 4 944 053 446 kg węgla
  • 2016: 5 209 270 709 kg
  • 2017: 8 621 927 325 kg
  • 2018: 13 054 408 336 kg
  • 2019: 10 800 563 750 kg

W 2020 import nieco zmalał. Sprowadziliśmy 9 452 711 387 kg rosyjskiego węgla.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne