2000 lat temu na stanowisko prokuratora Judei został powołany Poncjusz Piłat. Co naprawdę wiemy o człowieku, który kilka lat później skazał Jezusa z Nazaretu?
W Mistrzu i Małgorzacie Michaiła Bułhakowa rzymski namiestnik Piłat przechadza się po jerozolimskim Pałacu Heroda „w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika, posuwistym krokiem kawalerzysty”. Nazwany przez doprowadzonego więźnia „dobrym człowiekiem”, rozsierdza się: „Każdy w Jeruszalaim powie ci, że jestem okrutnym potworem, i to jest święta prawda”. Przesłuchiwanego „wędrownego filozofa” uznaje za obłąkańca marzącego o utopii.
W kontrowersyjnym Ostatnim kuszeniu Chrystusa w reżyserii Martina Scorsese, Poncjusz Piłat – w którego wcielił się David Bowie – przyjmuje Jezusa w stajni, z początku więcej uwagi przywiązując do podziwianego rumaka. Usłyszawszy, że oskarżony o polityczne wichrzycielstwo przesłuchiwany Żyd chce zmienić świat przez miłość, a nie zabijanie, namiestnik odpowiada, że tak czy owak, to niebezpieczne. To przeciw Rzymowi, przeciw światu.
„Po prostu nie ma znaczenia, jak chcesz coś zmienić. Nie chcemy, żeby to się zmieniło”, tłumaczy, „Mamy dla ciebie miejsce na Golgocie. Musi tam być już z trzy tysiące czaszek albo więcej. Chciałbym, żeby twój lud kiedyś tam poszedł i je policzył, moglibyście czegoś się nauczyć”.
Źródła z epoki prezentują Piłata jako bezwzględnego, okrutnego i nieustannie prowokującego mieszkańców kraju okupowanego przez Rzymian. Jednak w ewangeliach Piłat waha się nad skazaniem Jezusa, ulega dopiero pod naciskiem arcykapłanów i presją tłumu, po czym „umywa ręce”. Niektóre późniejsze apokryfy i chrześcijańskie legendy wybielają „prokuratora Judei” jeszcze bardziej.
Miejsce, do którego trafił, było skrajnie niebezpieczne. Do 37 roku p.n.e. Izraelici mieli własne niezależne państwo, powstałe po udanej rebelii Machabeuszy (167–160 r. p.n.e.) przeciw hellenistycznemu imperium Seleucydów. Przez kilka pokoleń rozrastało się z Judei na sąsiednie ziemie. Z czasem popadało jednak coraz bardziej w sferę wpływów Rzymu, zwłaszcza w czasie wojen domowych.
W efekcie państwo zaczęło się kurczyć, a rządzący nim królowie stali się klientami Rzymu. Typowym wasalem był już Herod Wielki, rządzący od wspomnianego roku 37 p.n.e. Nie wyszedł na tym źle: dzięki Rzymianom pod swoim berłem miał Judeę, Samarię, Galileę, Baszan, Jamnię. Śmierć Heroda w 4 roku p.n.e. oznaczała jednak konflikty między spadkobiercami, szukającymi pleców w Rzymie.
Kiedy ci podróżowali i wikłali się w intrygi, w Judei pojawił się Sabinus, rzymski prefekt Syrii, aby – jak pisał kronikarz żydowski Józef Flawiusz – „wziąć pod swoją opiekę pozostałe po Herodzie skarby”. Wybuchł bunt, który stłumiły rzymskie legiony.
Dwa tysiące żydowskich „wichrzycieli” ukrzyżowano.
Rządy nad podzielonym państwem Heroda przejęła czwórka spadkobierców – tetrarchów. Byli jednak nie więcej niż malowanymi władcami, marionetkami. Czasem popadali w niełaskę i tracili wpływy. I tak w 6 roku n.e. jedna z dzielnic tetrarchów jako Iudaea została prowincją Imperium Romanum, zależną od większej rzymskiej prowincji Syrii.
Nie przyniosło to spokoju. Podczas zorganizowanego przez cesarskie władze spisu Żydów, mającego uregulować kwestie podatkowe w nowej prowincji, wybuchł bunt Judy z Gamali. Jego sympatycy i naśladowcy utworzyli ugrupowanie zelotów („zagorzałych”). Sprzeciwiali się nowym porządkom, piętnowali kolaborację, a ich radykalny odłam sykariuszy („sztyletników”) przeprowadzał zamachy na Żydów współpracujących z rzymskimi okupantami.
Zeloci uważali, że ich walka przyspieszy przyjście Mesjasza, wyczekiwanego zbawcy ludu Izraela. Ten ogień buntu tlił się nie tylko w czasach Jezusa, lecz aż do końca wojny żydowskiej (66–73 n.e.), zniszczenia świątyni jerozolimskiej i upadku Masady. Na walkę i ideologię zelotów powoływali się też Żydzi podczas późniejszych antyrzymskich rebelii (wojny Kwietusa i powstania Bar-Kochby w II wieku).
Stanowisko prokuratora czy też prefekta Judei – a jak wskazują historycy, Piłat nosił właściwie ten drugi tytuł – nie było więc ciepłą posadką.
Wprawdzie Piłat piastował swój urząd aż jedenaście lat (26–36 n.e.), jednak wynikało to po części nie z jego zasług, a z polityki cesarza Tyberiusza. Władca uważał, że nominaci często chcieli się „nachapać” na stanowiskach, grabiąc okupowane ziemie – im więc rzadziej się ich zmienia, tym lepiej dla stabilizacji i spokoju w prowincji.
Dlaczego Piłat dostał nominację? Według apokryficznych pism chrześcijańskich urodził się w galijskim Lugdunum, czyli dzisiejszym francuskim Lyonie. Inna wersja kojarzyła jego imię z Pontem, czyli krainą w Azji Mniejszej. Nie ma na to historycznego potwierdzenia. Nic nie wskazuje też, by pochodził z rodu bardzo zamożnego czy posiadającego rozległe koneksje.
Historycy podejrzewają, że stanowisko swoje uzyskał dzięki protekcji Sejanusa – wpływowego dowódcy cesarskiej gwardii pretoriańskiej. Musiał o posadę dbać: w razie niepowodzenia, nic lepszego mogło już mu się nie przydarzyć.
Sejanus nie cierpiał Żydów. Czy Piłat podzielał te przekonania? Na pewno musiał uważać, by nie wywoływać konfliktów, skoro na stabilizacji tak zależało cesarzowi.
Iudaea miała swoją stolicę w Cezarei Nadmorskiej. To tam rezydował prefekt/prokurator, sto kilometrów od Jerozolimy. Cezarea była zhellenizowanym miastem portowym, bezpiecznym dla rzymskich oddziałów. Jerozolima trwała przy starej wierze i tradycji, wiecznie stanowiąc zarzewie buntu. Jak pisze biograf Piłata, historyk i wykładowca dr hab. Jerzy Ciecieląg, „prefekci odwiedzali Jerozolimę przy okazji wielkich świąt żydowskich, aby osobiście pilnować porządku. Rezydowali wtedy w pałacu Heroda Wielkiego w północno-zachodnim narożniku miasta”.
Mieszkańcy cieszyli się wieloma prawami nadanymi przez władców Rzymu ze względu na wyznawany przez Żydów monoteizm i religijne zakazy.
„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył”, mówiło żydowskie prawo.
Dlatego zamiast oddawać cesarzowi boską cześć, składali tylko ofiarę za jego pomyślność. „Pełna gwarancja kultu obejmowała naturalnie również świątynię, czego najpełniejszym wyrazem był fakt, że nawet obywatel rzymski mógł zostać skazany na karę śmierci za wkroczenie na dziedzińce świątynne przeznaczone wyłącznie dla Żydów. Podobnym przejawem wolności religijnej było też stacjonowanie w Jerozolimie specjalnie wybranych oddziałów, których sztandary nie posiadały cesarskich portretów”, wymienia Ciecieląg.
Porządku pilnowała lokalna arystokracja, wprzęgnięta w tryby rzymskiej administracji. Żydowski Sanhedryn odpowiadał ponadto za władzę sądowniczą – jednak z pewnymi ograniczeniami. To rzymski namiestnik decydował o życiu i śmierci skazańców. Czuwał też, wraz ze swymi wojskami i w myśl cesarskich wytycznych, by poskramiać nastroje antyrzymskie.
Poncjusz Piłat musiał o specyfice prowincji wiedzieć, a jednak jakby niezbyt się tym przejął…
Pierwsza sprawa dotyczyła rzymskich sztandarów. W Judei pozbawione były wizerunków cesarskich – w celu poszanowania przekonań religijnych Żydów, ich Zakonu. Jesienią 26 roku n.e. Piłat postanowił to zmienić. Wprowadził do Jerozolimy jednostkę z czczonymi przez żołnierzy znakami (signa militaria), godłami z orłem i imperatorem.
Wątpliwe, by zrobił to nieświadomie, skoro źródła historyczne wskazują, że działano nocą, a sztandary były zasłonięte. Wygląda więc to na świadomą prowokację. Czyżby Piłat badał, na ile może sobie pozwolić? A może był pod wpływem antyżydowskiego nastawienia Sejana?
Próbę sił namiestnik przegrał. Kronikarz Józef Flawiusz tak relacjonował po 40–50 latach, a więc zapewne na podstawie opowieści żyjących jeszcze świadków: „Tłumy ruszyły do Cezarei i błagały Piłata, aby owe signa usunął z Jerozolimy, a nie naruszał ich Zakonu. Gdy Piłat odmówił, tłumy owe legły przed jego domem i nie ruszyły się stamtąd przez pięć dni i pięć nocy (…) Piłat zaś groził im, że jeżeli nie zgodzą się na pozostawienie godeł w Jerozolimie, to każe ich wszystkich natychmiast wyrżnąć, i rzeczywiście skinął na żołnierzy, aby dobyli mieczy. Lecz Żydzi, jak gdyby się umówili, padli na ziemię i wyciągając szyje, wołali wielkim głosem, że wolą zginąć niż dopuścić naruszenia Zakonu. Piłat, zdumiony ich religijnością, zaraz wydał rozkaz, aby owe signa z Jerozolimy wyniesiono”.
Parę lat później Piłat znów sam podgrzał atmosferę w prowincji.
Chcąc zmodernizować warunki w Jerozolimie, postanowił zbudować akwedukt. Sęk w tym, że po fundusze sięgnął do skarbca Świątyni. „Krok ten był świętokradztwem nawet z rzymskiego punktu widzenia, bowiem prawo oddawało podatek świątynny na potrzeby Świątyni”, zwraca uwagę dr hab. Jerzy Ciecieląg w Palestynie w czasach Jezusa.
Nic dziwnego, że gdy namiestnik znów pojawił się w Jerozolimie, przywitały go protesty. Piłat zareagował jak typowy twardogłowy funkcjonariusz opresyjnego okupanta, ignorując i lekceważąc odczucia okupowanych.
„W porę uwiadomiony, że będzie zbiegowisko, kazał znacznej liczbie żołnierzy uzbrojonych poprzebierać się za obywateli i zmieszać się z tłumem, a powiedział im, że na dany znak mają nie mieczami, ale kijami uderzyć na krzykaczy. Zginęło też wtedy w zamieszaniu, jakie powstało, wielu Żydów, jedni od razów, a drudzy tratując się wzajemnie w ucieczce. Lęk, jaki padł na tłumy z powodu ofiar owego zdarzenia, uśmierzył ludzi”.
O kolejnej aferze wzmiankuje Ewangelia Łukasza. Czytamy tam o „Galilejczykach, których krew zmieszał Piłat z ofiarami ich”. Żadne inne źródła jednak o tym nie wspominają, nic więcej nie wiadomo.
Co innego czwarta, najgłośniejsza sprawa. Warto przy jej okazji wspomnieć, że w roku 31 w niełaskę popadł w Rzymie Sejan. Tyberiusz oskarżył go o wpółudział w pałacowym spisku i w otruciu swego syna Druzusa, następcy tronu. Sejana zgładzono, represje dotknęły jego rodzinę, przyjaciół i sympatyków. Jeśli Piłat za takowego uchodził, to tłumaczyłoby zachowanie, którym chciał przypochlebić się imperatorowi, a tylko ściągnął na siebie kłopoty.
Otóż w jerozolimskim Pałacu Heroda, gdzie prefekt przebywał podczas pobytu w mieście, kazał zawiesić złote tarcze opatrzone napisem na cześć cesarza. Wydawało się, że to nie sprzeciwia się żydowskim zwyczajom i prawom. W Jerozolimie wybuchło jednak oburzenie.
Historycy podejrzewają, że albo napisy mówiły o boskości cesarza, albo Żydzi uznali te tarcze za symbole obcego kultu. Kiedy Piłat odmówił ich usunięcia, zagrozili mu: „Nie wzniecaj buntu, nie wywołuj wojny, nie burz pokoju; pogarda dla praw starożytnych nie jest sposobem na uczczenie cezara. Nie używaj jako pretekstu Tyberiusza, aby znieważyć nasz naród; on sam nie chce znieść żadnego z naszych zwyczajów. Jeśli chcesz to zrobić, pokaż jakiś dekret, rozporządzenie, albo jakiś dokument tego typu, abyśmy zamiast cię nadal niepokoić, wybrali poselstwo i przedstawili naszą skargę temu, który jest władcą”.
Namiestnik był nieprzejednany, więc Żydzi napisali list do samego cesarza. Tyberiusz wpadł we wściekłość, a przynajmniej tak opisał to Filon z Aleksandrii, żydowski myśliciel żyjący w tamtych czasach: „Jakimż tonem Tyberiusz wymówił imię Piłata, kiedy skończył czytać list! I z jakimi groźbami! Do jakiego stopnia uniósł się gniewem on, który rzadko wpadał w złość; nie warto o tym mówić. Fakty mówią same za siebie. Tyberiusz istotnie odpowiada natychmiast nie czekając nawet jutra, czyniąc mu przy tym wiele wyrzutów, potępiając tę zuchwałą ekstrawagancję i rozkazując zabrać natychmiast tarcze i przenieść je ze stolicy do Cezarei Nadmorskiej, (…) aby były one tam ofiarowane w świątyni Augusta. Tak też się stało. W ten sposób ocalono równocześnie cześć należną Cezarowi oraz prastary zwyczaj naszego miasta”.
Filon rzecz jasna nie był obserwatorem obiektywnym. Są jednak potencjalne dowody rzeczowe działające na korzyść jego wersji o niełasce, z jaką borykał się namiestnik. W 1961 roku odkryto w Cezarei Nadmorskiej spory blok kamienny z fragmentarycznie zachowaną inskrypcją dotyczącą prefekta Piłata. Mówi ona, że praefectus Iudaeae poświęcił cesarzowi budowlę, nazwaną Tiberieum. Czyżby chciał podlizać się Tyberiuszowi po kolejnych wpadkach? Nie ma pewności, czym było Tiberieum. Niewykluczone jednak, że to tam, a nie w świątyni Augusta, zawisły ostatecznie złote tarcze zabrane z Jerozolimy.
Wszystkie opisane afery miały miejsce w okolicach publicznej działalności i kaźni Jezusa. Jeśli przyjąć, że ukrzyżowanie Chrystusa nastąpiło w roku 30, to wcześniej doszło do dwóch ze wspomnianych incydentów – ze znakami wojskowymi i skarbcem świątynnym. Jeśli Jezusa osądzono w roku 33, to wcześniej doszło do wszystkich czterech afer. To mogłoby tłumaczyć zachowanie Piłata podczas procesu.
Oskarżonego dostarczono do niego po zatrzymaniu przez żydowską straż i postępowaniu przed Sanhedrynem – najwyższym sądem żydowskim. Trybunał ten zajmował się sprawami religijnymi, ale nie polityką, bo wchodziłby wówczas w kompetencje namiestnika. Oskarżył więc Jezusa o bluźnierstwo, podawanie się za Mesjasza.
Piłat miał natomiast zająć się tym, czy „król żydowski” i jego działalność podlegają pod rzymski paragraf o zdradzie stanu i obrazie majestatu. Szli przecież za Jezusem ludzie, przepędził bankierów i sprzedawców z dziedzińca świątynnego, a symbolika Mesjasza – wyzwoliciela narodu żydowskiego – była nie tylko religijna, lecz i polityczna.
Samo zagadnienie prawne dotyczące sprawy Chrystusa jest bardzo szerokie i skomplikowane. Poświęcona mu jest m.in. książka Proces Jezusa w świetle prawa rzymskiego. Studium prawno-historyczne dr Pauliny Święcickiej.
Zdaniem autorki „Piłat, jako jedyny uprawniony – legitymowany przedstawiciel władzy w rzymskiej prowincji Judei, wydał wyrok skazujący, kończący postępowanie, rozpoczęte w wyniku wniesienia oskarżenia przez przedstawicieli Sanhedrynu, a ową causa suplicii [przyczyną kary, przyp. red.] stanowiło szeroko rozumiane crimen laesae maiestatis [zbrodnia obrazy majestatu, przyp. red.]. W moim przekonaniu bowiem Sanhedryn, w ówczesnym okresie, nie miał kompetencji do sądzenia spraw gardłowych (causae capitales) i skazywania na karę śmierci, zaś wszelkie próby sprawowania przez żydowską radę jurysdykcji w takich sprawach stanowiły przekroczenie kompetencji”.
Przez ewangelie przebija się wahanie Piłata. Ostatecznie ulega presji arcykapłanów. „Jeśli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cesarza: bo kto się królem ogłasza, sprzeciwia się cesarzowi”, słyszy namiestnik. To ciężkie działa wytoczone przeciw zestresowanemu Piłatowi, popadłemu w niełaskę Tyberiusza. Zdaniem historyków, faktycznie mógł się bać, że brak surowego wyroku dla osławionego „króla żydowskiego” ściągnie na niego samego zarzut zdrady stanu. Piłat skazuje więc Jezusa na śmierć, a sam umywa ręce – symbolicznie zrzucając z siebie winę (i odsuwając zemstę bogów z panteonu Imperium!) za śmierć kogoś, w kim niekoniecznie dostrzegał winę zasługującą na najwyższą karę.
Lecz koniec kariery Piłata i tak nadszedł już niebawem.
W roku 36 namiestnik po raz kolejny dał się ponieść i – jak wynika z relacji Józefa Flawiusza – w nieprzemyślany sposób użył siły. Został za to wezwany „na dywanik” do Tyberiusza. „Rozkaz udania się do Rzymu miał zostać wydany przez byłego konsula Witeliusza po tym, jak żołnierze Piłata dokonali mordu na Samarytanach we wsi Tiratana. Samarytanie zebrali się tam zbrojnie, a nakłonił ich do tego mężczyzna, obiecujący pokazanie świętych naczyń, które w tej okolicy przed wiekami miał zakopać Mojżesz.
Prefekt uznał najwyraźniej owo zgromadzenie za niebezpieczne, stąd też podjął decyzję o wysłaniu w to miejsce wojska” – pisze dr Piotr Skowroński w pracy Postać Poncjusza Piłata w świetle źródeł żydowskich i rzymskich – „(…) Rada Samarytan doniosła byłemu konsulowi o mordzie zarządzonym przez prefekta. W skardze znaleźć się miało wytłumaczenie, że »nie po to zebrali się w Tiratanie, aby podnieść bunt przeciw Rzymianom, lecz aby uciec przed gwałtami Piłata«”.
Namiestnik sądził zapewne, że wybroni się przed obliczem cesarza, ale miał pecha. Nim dotarł do Rzymu, Tyberiusz zmarł. W tym momencie urywa się też wiedza o historycznych losach Piłata. Pozostają apokryfy.
Z jednej strony wśród chrześcijańskich uczonych krążyły fałszywki, mówiące jakoby Piłat z atencją pisał do cesarza o cudach Jezusa i o nienawiści Żydów. Niektórzy twierdzili, że namiestnik nawrócił się na nową wiarę i został męczennikiem. W Kościele koptyjskim uznano go za świętego!
Nic dziwnego: nawet w Ewangelii Mateusza rzuca się w oczy wzmianka o żonie Piłata, Klaudii Prokuli, która pod wpływem snu ostrzegała męża przed skazaniem Nazarejczyka. Sam namiestnik zaoferował zaś tłumom, że uwolni Jezusa, a skaże krwawego banitę Barabasza. Tłumy jednak tego nie chciały. Kreowanie i podkreślanie owej opozycji między wahającym się Piłatem a żądającymi ukrzyżowania Żydami przez wieki napędzało antysemityzm w chrześcijańskim świecie.
Nie miała jednak co do Piłata złudzeń słynna średniowieczna Złota legenda Jakuba de Voragine’a. Nie pozostawiała wątpliwości, że skończył marnie – choć chytrze próbował uniknąć kary. Według tej opowieści, przed oblicze schorowanego Tyberiusza przyprowadzono św. Weronikę z uzdrowicielską chustą, na której odbiła się twarz umęczonego Jezusa. Gdy relikwia pomogła cesarzowi, powiedziano mu, że owego skazańca niesłusznie Piłat wydał na śmierć.
Wściekły Tyberiusz nakazał ściągnąć namiestnika do Rzymu. Nie potrafił go jednak skazać, bo przemyślny prefekt pojawiał się przed nim przebrany w cudowną szatę Jezusa, poskramiającą gniew i złe emocje. Dopiero, gdy cesarz kazał namiestnikowi zrzucić te odzienie, był w stanie wydać „wyrok skazujący go na śmierć najhaniebniejszą”. Wtedy Piłat zabił się nożem.
Dla Tyberiusza, wedle Złotej legendy, było to za mało: „Zwłoki jego przywiązano do wielkiego kamienia młyńskiego i wrzucono do rzeki Tybru. Ale złe i nieczyste duchy ciesząc się złym i nieczystym ciałem ciskały nim raz w wodzie, raz w powietrzu, powodując przez to wylewy wód, a w powietrzu pioruny, burze, grzmoty i grady, co wszystkich napawało okropnym strachem”.
W tej sytuacji Rzymianie wyciągnęli zwłoki Piłata z Tybru i posłali do miasta Vienne, koło Lyonu. Tam wrzucono je do Rodanu, a gdy złe dychy i tu dokazywały, przewieziono trupa i pochowano w Lozannie. Z tym samym efektem! „A gdy i tam cierpiano utrapienia od szatanów, wyrzucono je precz i wtrącono do jakiejś studni w głębi gór, gdzie, jak opowiadają niektórzy, do dziś dnia szaleją diabelskie sztuczki”, głosi Złota legenda.
A może jednak były prefekt po prostu zakończył karierę w zapomnieniu? „Byłby zapewne zaskoczony, gdyby mu powiedziano, że jego imię stanie się nieśmiertelne z powodu milczącego, niepozornego Żyda, który się przed nim pojawił”, stwierdza dr Paulina Święcicka.
Dziennikarz i autor książek. Był redaktorem naczelnym magazynu „Focus Historia”, zajmował się m.in. historycznymi śledztwami. Publikował artykuły m.in. w „Przekroju”, „Ciekawostkach historycznych” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor kryminałów retro, powieści z dreszczykiem i książek popularyzujących historię.
Dziennikarz i autor książek. Był redaktorem naczelnym magazynu „Focus Historia”, zajmował się m.in. historycznymi śledztwami. Publikował artykuły m.in. w „Przekroju”, „Ciekawostkach historycznych” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor kryminałów retro, powieści z dreszczykiem i książek popularyzujących historię.
Komentarze