0:00
Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...
09 maja 2020

Kaczyński chce oszukać wszystkich: wybory zapewne 23 maja. Plotki o dymisji Morawieckiego

Jeszcze w sobotę rano 9 maja wydawało się, że układ Gowin-Kaczyński odsuwa wybory prezydenckie na lipiec lub sierpień. Teraz wszystko wskazuje, że prezes PiS wystrychnął partnera na dudka i zakpił z opinii publicznej: głosowanie zapewne odbędzie się 23 maja. Gowin spełnił rolę "pożytecznego idioty". Trwa narada na Nowogrodzkiej

Wydrukuj

Wszystko odbywa się "typowo" dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego. W sobotę 9 maja 2020 wczesnym popołudniem do szeregowego posła urzędującego na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie zostali zawezwani politycy rządzący Polską: limuzyny przywiozły premiera, wicepremierów, marszałkinię Sejmu, najważniejszych polityków obozu władzy.

Za zamkniętymi drzwiami trwa de facto posiedzenie najważniejszego w Polsce nieformalnego ciała decyzyjnego w kraju pod przewodnictwem prezesa PiS. Radzą, czy mimo obietnic i zapewnień sprzed kilku dni wybory odbędą się 23 maja. Według nieoficjalnych informacji sytuacja jest gorąca, krążą plotki, że do dymisji miał się podać premier Mateusz Morawiecki. Pytanie, co zrobią posłowie Porozumienia, ale bardzo prawdopodobny jest wariant rządu mniejszościowego. Wjeżdżając na spotkanie Jarosław Gowin machał do kamery TVN, jakby szukał poparcia opinii publicznej.

Co więcej może dojść do starcia frakcji w PiS: z jednej strony twardogłowi w PiS Zbigniew Ziobro, Beata Szydło, z drugiej frakcja umiarkowanych z Mateuszem Morawieckim, któremu bliżej do Porozumienia Jarosława Gowina. W najdalej idącej wersji Morawiecki może "zostać podany do dymisji", a wyjściem dla PiS mogą być jedynie przyspieszone wybory parlamentarne.

Pojawiają się plotki, że nowym premierem będzie Mariusz Błaszczak, obecny szef MON.

Jak podaje prawicowa niezależna.pl o 20:00 marszałkini Witek ma podać termin wyborów. Być może będzie to wystąpienie po Wiadomościach TVP.

Aktualizacja z godz. 21:00: Wbrew zapowiedziom nie było wystąpienia Witek w TVP, ani nawet nie była tzw. gościem "Wiadomości". Może to oznaczać, że opisany w tekście scenariusz zdezaktualizował się, a Jarosław Kaczyński się cofnął. Wkrótce więcej o tym - na OKO.press.

Kaczyński zakpił ze wszystkich

Środowe porozumienie dwóch Jarosławów - Gowina i Kaczyńskiego - przez większość opinii publicznej i polityków zostało przyjęte z ulgą. Mimo ogromnych zastrzeżeń do legalności rozwiązania proponowanego przez szefów rządzących partii, przesuniecie wyborów prezydenckich na lipiec lub sierpień wydawało się mniejszym złem, które łagodzi kryzys polityczny.

Zwłaszcza, że Jarosław Gowin zapowiadał poprawki do ustawy o głosowaniu korespondencyjnym i obiecywał oddanie PKW kompetencji do organizowania i przeprowadzenia wyborów.

Jarosław Gowin kilkakrotnie był przez dziennikarzy pytany, czy jest pewien, że wybory zostaną odsunięte. Zapewniał, że jest tego pewien, podobnie jak tego, że ustawa pocztowa zostanie znowelizowana i swoją konstytucyjną rolę odzyska PKW. Tymczasem wygląda na to, że Gowin odegrał rolę tzw. pożytecznego idioty (tak Lenin miał określać dziennikarzy zachodnich piszących z entuzjazmem o rewolucji bolszewickiej). Bez posłów Porozumienia nie udałoby się bowiem odrzucić weta Senatu do ustawy pocztowej.

Prof. Łętowska miała rację?

Nabrało się wielu, również - do pewnego stopnia - OKO.press. W noc, gdy ogłoszono układ Gowin - Kaczyński pisaliśmy tak:

"Pod pewnymi warunkami kompromis Jarosławów Kaczyńskiego i Gowina może być dobry dla polskiej demokracji. Jakie to warunki? Kaczyński nie oszukuje szefa Porozumienia i kolejny raz nie zadrwi sobie z obywateli. Jedno jest pewne: wybory 10 maja, które byłyby katastrofą demokracji a przy okazji opozycji, nie odbędą się. Kaczyński tę grę przegrał".

Okazało się, że byliśmy dziecięco naiwni zakładając, że Jarosław Kaczyński dotrzyma jakiejkolwiek politycznej umowy, która nie jest mu na rękę. Rację miała prof. Ewa Łętowska, która następnego dnia tak pisała na naszych łamach:

"Jesteśmy dokładnie w punkcie uchwalenia ustawy pocztowej z 6 kwietnia. Teraz podpisze ją Prezydent, TK oceni, że można przesunąć termin wyborów i pani Marszałkini, uspokoiwszy sumienie, przesunie termin na 23 maja.

SN postępowania nie zainicjuje, bo po co".

Kiedy przed 16:00 pojawił się na twitterze wpis Krystyny Pawłowicz ("Czekajcie przy tv do wieczora, jest przesilenie polityczne i rządowe. Wybory najprawdopodobniej 23 maja...Rząd chyba mniejszościowy... Módlcie się za Polskę"), poprosiliśmy prof. Ewę Łętowską o komentarz:

"Nigdy nie przypuszczałam, że pani Pawłowicz zgodzi się ze mną w jakiejkolwiek sprawie. No może u mnie forma cokolwieczek inna".

Za przyjęciem wariantu 23 maja przemawia też zdyscyplinowana obrona Sasina, który odpowiadał za przygotowanie wyborów pocztowych na 10 maja. Sam Sasin winą, że do tego nie doszło obarczył... PKW, choć została ona ustawowo ubezwłasnowolniona. Teraz zapewne ten sam Jacek Sasin będzie dalej koordynował przygotowania do głosowania korespondencyjnego.

Kaczyński bezwzględny, ale racjonalny

Dlaczego Jarosław Kaczyński prze do wyborów majowych, lekceważąc spektakularnie (nawet jak na niego) wszelkie procedury i ryzykując utratę większości w Sejmie? Powodów jest kilka.

  • Im później będą wybory prezydenckie, tym coraz mniejsze szanse Andrzeja Dudy na wygraną. Pewność zwycięstwa Kaczyński ma tylko w maju, zwłaszcza przy bojkocie wyborów przez część opozycyjnych wyborców.
  • Kaczyński kupuje sobie czas. Druga kadencja Dudy daję stabilizację obozowi władzy. Nawet gdyby rząd PiS po rozłamie i odejściu posłów Porozumienia miałby być mniejszościowy, może rządzić aż do końca roku i głosowania nad budżetem. Do tego czasu może próbować "kupić" kilku posłów i zachować władzę.
  • Nawet jeśli Kaczyński zdecyduje się na przyspieszone wybory i straci władzę, druga kadencja Dudy spowoduje, że ewentualny nowy rząd nie będzie mógł nic zrobić bez zgody PiS, bo Duda będzie szachował wetem. A bezradny rząd w czasie kryzysu gospodarczego, to niemal pewny szybki powrót PiS do władzy.

Oczywiście pisząc o racjonalności Kaczyńskiego, wchodzimy w jego logikę bezwzględnego dążenia do utrzymania władzy za wszelką cenę. Racjonalnym (i zgodnym z Konstytucja RP) rozwiązaniem było wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, co pozwalało elastycznie reagować na rozwój epidemii i do tego dostosować termin wyborów.

Podobno to Jacek Kurski odegrał pewną rolę w namawianiu Kaczyńskiego na forsowanie majowego terminu wyborów. Twierdził, że w normalnych warunkach, za parę tygodni/miesięcy Duda nie ma szans na zwycięstwo w II turze.

Sondaże nie zostawiają wątpliwości

Być może Kurski zaglądał do sondaży Ipsos dla OKO.press, które wskazują, że wybory w normalnym terminie Duda najprawdopodobniej by przegrał.

Po pierwsze, w normalnych wyborach Duda nie miałby co marzyć o zwycięstwie w I turze, mógłby liczyć na 42 proc. (a nie na 63 proc. jak w majowym głosowaniu pocztowym). W drugiej turze Duda spotkałby się albo z rewelacją kampanii Szymonem Hołownią (15 proc.), albo z liderem PSL Władysławem Kosiniak-Kamyszem (12 proc.). Ale ich niskie notowania w I turze są zwodnicze.

Co byłoby w drugiej turze? Nic dobrego dla urzędującego prezydenta. W naszym sondażu 43 proc. deklarowało głosowanie na Dudę ( „górka” dodatkowych wyborców w porównaniu z I turą wynosi… 1 pkt proc. czyli statystycznie jej nie ma), ale aż 39 proc. na innego kandydata lub kandydatkę, kimkolwiek będzie (co oznacza głosowania na zasadzie „byle nie Duda”). Pozostali deklarowali poparcie "Dudy lub innego kandydata, w zależności kto nim będzie".

Analiza OKO.press pokazała jednak, że wśród tych niezdecydowanych Duda zdecydowanie by przegrał. W lipcu lub sierpniu jego sytuacja będzie jeszcze trudniejsza. Dojdzie do pogorszenia nastrojów społecznych, mogą pojawić się protesty takie jak zamieszki w piątek (8 maja) i sobotę pod hasłem "strajku przedsiębiorców" (zobacz relację video OKO.press).

Do tego nasz sondaż pokazuje, że wyborcy opozycji otrząsnęli się z defetyzmu i wierzą w spadek notowań PiS - to ogromna zmiana w stosunku do sierpnia 2019 roku, kiedy przeświadczenie o potędze partii Kaczyńskiego łączyło wszystkich ankietowanych, niezależnie od sympatii politycznych.

Wniosek? Również ten wskaźnik pokazuje, że im później będą wybory, tym gorzej dla obozu rządzącego i Andrzeja Dudy.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne