0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot - służba prasowa prezydenta Ukrainy / / AFPFot - służba prasowa...

Afera ujawniona przez Narodową Agencję Antykorupcyjną Ukrainy (NABU) w pierwszej połowie listopada 2025 roku dotknęła osoby z najbliższego otoczenia prezydenta Ukrainy, niektóre też pełniły wysokie funkcje rządowe. Zełenski sądził, że sprawę uda się „rozmasować” poświęcając kilkoro przyjaciół, jednak bez naruszania istoty systemu politycznego.

A jego istota w Ukrainie, w szczególności w Ukrainie kadencji Wołodymyra Zełenskiego, polega na konsekwentnej koncentracji władzy w rękach prezydenta i wspomagającego go Biura Prezydenta. Kierował nim przez pięć lat Andrij Jermak, który wyrósł na drugą osobę w państwie, o którym mawiało się „zielona eminencja” albo wiceprezydent. Nie dość, że uczynił z Biura faktyczny rząd, mimo braku takich prerogatyw w konstytucji Ukrainy, to jeszcze przejął kontrolę nad komunikacją z prezydentem.

Polityczny monopol

Wałerij Załużny – były głównodowodzący Siłami Zbrojnymi Ukrainy – wspominał, że podczas rozmowy o dymisji pod koniec 2023 roku, w spotkaniu obok Zełenskiego uczestniczył właśnie Jermak. Dla generała było to dodatkowe upokorzenie, był przekonany, że nie potrzebuje pośrednika do rozmowy z konstytucyjnym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Dostał sygnał, że również ten obszar podlega kontroli Biura i jego szefa. Podobnie jak wszystkie struktury siłowe, energetyka i inne obszary o żywotnym znaczeniu dla państwa, systemu politycznego i konkretnych polityków.

Jermak wydawał się nieusuwalny i do końca się bronił,

próbując uruchomić Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, by trochę „postraszyła” wszczynając kilka pokazowych śledztw. Wymierzone były w śledczych NABU i niepokornych parlamentarzystów prezydenckiej partii Sługa Narodu domagających się nowego otwarcia w polityce i przywrócenia ładu konstytucyjnego.

Wasyl Maluk, szef SBU nie dał się przekonać najwyraźniej rozumiejąc nastroje społeczne – opinia publiczna domagała się konkretnych decyzji. W końcu zrozumiał to też Zełenski i 28 listopada 2025 listopada zdymisjonował Andrija Jermaka. Nie miał innego wyjścia, bo do biura Jermaka zapukała NABU, by przeprowadzić przeszukanie. Nie mógł zwlekać – wszak już doniesienia po pierwszej akcji NABU wskazywały na tajemniczego i bardzo ważnego w „aferze Midasa” kryjącego się pod pseudonimem Alibaba. Wtajemniczeni nie mają wątpliwości, że to Jermak.

Przeczytaj także:

Dymisja czy gra pozorów?

Nic też więc dziwnego, że od razu pojawiły się spekulacje jakoby Jermak odszedł ze stanowiska oficjalnego, ale nadal pociąga za sznurki przy pomocy pozostałych w Biurze funkcjonariuszy. A zadania konsultuje niemal codziennie kontaktując się z Wołodymyrem Zełenskim. Domysły podsycał długotrwały proces poszukiwania następcy na stanowisko szefa Biura Prezydenta. Zełenski mówił nawet, że być może łatwiej będzie rozwiązać Biuro, niż wyłonić odpowiednią osobę.

W istocie wiadomo, że nie chodzi jedynie o osobę, ale i o system. Komentatorzy i analitycy nie mają wątpliwości, że budowany w duecie Zełenski-Jermak system wyczerpał zdolność do zarządzania państwem w czasie wojny. Koncentracja władzy doprowadziła do funkcjonalnej sklerozy i degradacji politycznego centrum. Najważniejsze symptomy to nieudolna polityka mobilizacyjna, a w istocie jej brak – Zełenski jako populista unika trudnych decyzji i pozostawia rozwiązywanie problemów innym. Za mobilizację, która powinna być zadaniem państwa, odpowiadają bezpośrednio wojskowi realizując przepisy prawa po swojemu, co często wywołuje społeczne protesty. Sam proces jest nieczytelny i odbierany za niesprawiedliwy, a co gorsza związany z brakiem pewności.

Ta niepewność jednak może być wykorzystywana jako instrument nacisku, na przykład do dyscyplinowania niepokornych przedsiębiorców. W aferze korupcyjnej ujawnionej przez operację Midas przedsiębiorcy odmawiający płacenia łapówek za kontrakty nie tylko nie dostawali zleceń, ale także ryzykowali, że męski personel ich firm zostanie powołany do wojska.

Degradacja systemu władzy

Mobilizacja to jednak tylko jeden z aspektów. System Zełenski-Jermak coraz gorzej zaczął także obsługiwać relacje międzynarodowe – relacje strategiczne, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi, zmonopolizował Andrij Jermak i tępił wszystkich, którzy próbowali tworzyć niezależnie kanały komunikacji. Tyle tylko, że szef Biura Prezydenta coraz bardziej irytował Amerykanów, a po wybuchu afery korupcyjnej stał się postacią ledwo tolerowaną w Waszyngtonie.

Po dymisji Jermaka świat się nie zawalił, proces negocjacyjny nie załamał się, umiejętnie rolę lidera przejął Rustem Umierow, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego wspierany przez mocną ekipę przedstawicieli dyplomacji i wojska. Zełenski potrzebował miesiąca, żeby wymyślić plan politycznego „przeładunku”. Z kim ten plan konsultował, nie wiadomo. Nie wiadomo też, jaka jest pełna logika decyzji personalnych.

Przeładunek

Najważniejszą jest powołanie Kyryła Budanowa, legendarnego szefa Zarządu Wywiadu Wojskowego (HUR) na stanowisko szefa Biura Prezydenta. Nazwisko to funkcjonowało na giełdzie personalnej od momentu odsunięcia Jermaka. To postać charyzmatyczna, Jermak nie cierpiał Budanowa za niezależsność. Kluczowym jej aspektem były całkowicie niezależnie kanały komunikacji z Amerykanami, a także z Rosjanami (Budanow negocjował wymiany jeńców).

HUR nie był też – tak jak SBU – uwikłany w usługi polityczne dla centrum władzy. I nie ciążą też na wywwiadzie oskarżenia o prowadzenie swoistej działalności gospodarczej polegającej na wyciąganiu haraczy od przedsiębiorstw w zamian za „kryszę”, czyli ochronę przed działaniami innych tajnych służb. Budanow propozycję Zełenskiego przyjął. Pytanie o wszystkie motywy prezydenta. Na pewno pozyskał człowieka silnego, zdecydowanego, z autorytetem, doskonałego lidera na czasy wojny wkraczającej w najtrudniejszy moment, zarówno jeśli chodzi o sytuację na froncie, jak i sytuację polityczną w kraju i za granicą.

Na zdjęciu głównym – oficjalne zdjęcie Budanowa i Zełenskiego z 2 stycznia 2026.

Rywal czy następca?

Wiadomo jednak, że Budanow staje się coraz bardziej popularny w społeczeństwie. Badania społeczne, m.in. barometr prowadzony co miesiąc przez agencję Socis, pokazują, że obok Wałerija Załużnego mógłby być głównym konkurentem Zełenskiego w ewentualnych wyborach prezydenckich. I gdyby odbyły się one teraz, Budanow w drugiej turze zdobyłby 56,2 proc. głosów, wygrywając z Zełenskim. Funkcja szefa Biura Prezydenta nie wydaje się najlepszym miejscem do rozwijania własnego projektu politycznego, stąd domysły, że Zelenski może chcieć po prostu potencjalnego konkurenta spalić.

Nie brakuje jednak i odwrotnych interpretacji mówiących o rozpoczęciu projektu „sukcesja”. Do Zełenskiego chyba już dotarło, że nie wygra najbliższych wyborów, niezależnie kiedy się odbędą.

Owszem, cieszy się ciągle bardzo wysokim zaufaniem w społeczeństwie, które traktuje go jak lidera czasów wojny. Ale nie bezkrytycznie, a lista grzechów wskazywanych w badaniach rośnie.

  • Do najważniejszych należy odpowiedzialność za korupcję – 38,9 proc. ankietowanych we wspomnianym barometrze Socis wskazuje, że Zełenski nie tylko za korupcję odpowiada, ale także w niej uczestniczy.
  • Tylko 18,8 proc. jest przekonanych, że Zełenski jest niewinny.
  • Inne zarzuty, to niekompetencja władz centralnych, złe przygotowanie kraju do wojny. Jeśli jeszcze do tego dojdzie konieczność podpisania rozejmu lub pokoju, który na pewno będzie budził niezadowolenie większości Ukraińców i Ukrainek, to polityczna przyszłość obecnego prezydenta nie jawi się najlepiej.

Stawką w takiej sytuacji jest zapewnienie sobie jak największej kontroli nad procesem tranzycji władzy, tak żeby następca na prezydenckim fotelu zapewnił spokojną „emeryturę” poprzednikowi. Czy tak jest rzeczywiście, wie tylko sam Wołodymyr Zełenski. W każdym razie przeprowadził Budanowa do siebie w sposób uniemożliwiający powrót do HUR, bo na jego czele postawił dotychczasowego szefa Wywiadu Zagranicznego, Ołeha Iwaszczenkę, a nie zastępcę Budanowa. Iwaszczenkę być może z kolei zastąpi w Wywiadzie Zagranicznym Dmytro Kuleba, były minister spraw zagranicznych.

Inne porządki

Wołodymyr Zełenski wymusił także podanie się do dymisji Wasyla Maluka. Ten początkowo się bronił, ale ustąpił przed prezydencką wolą. To najbardziej niejasna decyzja. Maluk jest bohaterem narodowym, to on osobiście odpowiadał za przygotowanie operacji Pajęczyna, w ramach której 1 czerwca 2025 ukraińskie drony zaatakowały lotniska rosyjskich sił strategicznych niszcząc samoloty warte miliardy dolarów. Spektakularnych akcji było więcej, SBU także uruchomiło produkcję dronów, drony morskie Sea Baby zasłynęły na Morzu czarnym zmuszając Flotę Czarnomorską do schowania się w bezpieczniejszych akwenach.

Część komentatorów jest przekonanych, że ciągle działają długie ręce Jermaka i dymisja jest karą za to, że nie ochronił szefa Biura Prezydenta przed działaniami NABU oraz nagonką polityczną. Znowu prawdę zna tylko Zełenski. Inne ważne decyzje, które wymagają (podobnie zresztą jak dymisja Maluka) głosowania w Radzie Najwyższej, to powołanie Mychajła Fiodorowa na stanowisko szefa megaresortu obrony, któremu także podlega resort przemysłów strategicznych.

W stronę rewolucji w sprawach wojskowych

Dotychczasowy minister transformacji cyfrowej i ciągle pierwszy wicepremier zastąpił w obronie Denysa Szmyhala, który z kolei objął resort energetyki. Szmyhal, do lipca 2025 roku premier rządu, niewątpliwie zna się na energetyce i zarządzaniu, przez wiele lat kierował elektrownią Bursztyn, jako funkcjonariusz rządowy zasłynął jako w pełni lojalny i sprawny menadżer bez własnych ambicji politycznych. W lipcu w ramach restrukturyzacji tekę premiera oddał Julii Swyrydenko po to, by posprzątać chaos zostawiony w obronie przez Rustema Umierowa.

Gdy już jego praca zaczęła przynosić efekty został wysłany do kolejnej stajni Augiasza. Fiodorow zaś objął w końcu resort, o którym chyba marzył od dziecka. Także sprawny menadżer i wizjoner, to on skutecznie cyfryzował Ukrainę czyniąc z niej jeden z najbardziej zaawansowanych krajów pod względem usług publicznych online. On także rozwijał innowacyjne sektory gospodarki, z przemysłem dronowym na czele. Teraz będzie miał możliwość przyspieszenia technologicznej rewolucji w sprawach wojskowych.

Musi także zmierzyć się z dokończeniem reformy Sił Zbrojnych, których potencjał pod koniec czwartego roku wojny zaczął się degradować. Po części ze względu na opór starej generalicji przed reformami. Podobno Fiodorow zyskał zapewnienie, że jeśli zajdzie potrzeba, będzie mógł nawet sięgnąć po „głowę” obecnego głównodowodzącego Ołeksija Syrskiego. Zełenski tego nie potwierdza i zaprzecza pogłoskom o ewentualnej dymisji. Fiodorow na pewno jednak będzie się domagał dużej autonomii, stawką jest wzmocnienie armii i jej modernizacji wobec możliwości przedłużania się wojny przez wiele jeszcze miesięcy.

Polityka w cieniu geopolityki

W Ukrainie dzieje się więc w polityce, choć zmiany te umykają uwadze ze względu na spektakularność innych doniesień z innych części świata. Nie wiadomo jeszcze, co w rzeczywistości oznacza amerykański atak na Wenezuelę. Nie wiadomo nawet, jaki będzie polityczny finał operacji – owszem, Nicolás Maduro został pojmany, nie ma już dyktatora w Caracas ale dyktatura pozostała. I sądząc po represjach ma się całkiem dobrze. Czy więc dojdzie do zmiany reżimu? Czy Stany Zjednoczone tego chcą, a jeśli chcą, to czy mają narzędzie, by taką zmianę przeprowadzić?

Niezależnie od odpowiedzi na te pytania Wołodymyr Zełenski, Ukraina i cała Europa dostali jednoznaczne potwierdzenie słów Donalda Trumpa. Stany Zjednoczone prowadzą globalną politykę, której celem jest realizacji interesów kraju, jakkolwiek te interesy będą definiowane. Z tego punktu widzenia Ukraina jest jednym z problemów, który władze USA muszą uwzględnić w swojej polityce. Zadaniem polityków ukraińskich i europejskich jest przekonywanie, że problem wojny w Ukrainie i pomoc Ukrainie w uzyskaniu dobrego pokoju służy także amerykańskiemu interesowi.

To przekonanie nie jest ani łatwe ani oczywiste i cały czas wisi ryzyko, że w świecie konkurencji mocarstw oraz odtwarzania stref wpływów Ukraina (i nie tylko) może stać się ofiarą nowego podziału świata. Problem polega na tym, że Ukraina taką ofiarą być nie chce i dlatego już czwarty rok broni się przed pełnoskalową rosyjską agresją. I tego oporu nie zmieni nawet nieprzewidywalna wola Donalda Trumpa. Więcej o stanie ukraińskiego społeczeństwa i duchu oporu pisałem we wpisie „Ukraińcy 2025. Kolejny rok wojny”.

Po to jednak, by skutecznie na tę wolę i bieg spraw wpływać czynami i oporem na polu walki, Ukraińcy muszą naprawić jak najszybciej swoje państwo. W czasie wojny to nie jest łatwe. Czy zainicjowany przez Wołodymyra Zełenskiego proces doprowadzi do takiej naprawy? Zbyt wcześnie, żeby do oceniać, na pewno jednak należy Ukraińcom w tym wysiłku kibicować.

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Antymatrix w portalu polityka.pl

;
Na zdjęciu Edwin Bendyk
Edwin Bendyk

Dziennikarz, aktywista społeczny, pisarz. Od lipca 2020 prezes Fundacji im. Stefana Batorego. Szef działu Nauka w „Polityce”. Twórca Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas i wykładowca Graduate School for Social Research PAN. Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012), „Jak żyć w świecie, który oszalał” (wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim, 2014). Członek Polskiego PEN Clubu. Sympatyk alternatywnej sztuki, uczestnik wielu inicjatyw oddolnych, entuzjasta lokalnych mikroutopii.

Komentarze