W listopadzie 2024 roku Prokuratura Krymu, dziś z siedzibą w Kijowie, oskarżyła Aleksandra Butiagina o prowadzenie nielegalnych wykopalisk w Myrmekjon na okupowanym Krymie i zniszczenie dziedzictwa kultury o wartości ponad 200 mln hrywien. Grozi mu do pięciu lat więzienia
Ponad trzysta przypadków nielegalnych wykopalisk archeologicznych na okupowanym Krymie i w Sewastopolu, prowadzonych przez rosyjskich archeologów, udokumentowała Ukraina.
Myrmekjon, grecka kolonia nad Morzem Czarnym na Krymie, jest w Polsce dosyć dobrze znana. Znaleziska stamtąd znajdują się w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie. Wykopaliska w Kerczu – bo tam znajduje się stanowisko Myrmekjon – prowadził tuz polskiej archeologii Kazimierz Michałowski. To było pierwsze po II wojnie światowej stanowisko polskich archeologów śródziemnomorskich. Mówi mi to Alfred Twardecki, z Polskiej Akademii Nauk, który sam do niedawna kopał w Olbii, w obwodzie mikołajowskim.
Więcej powiedzieć nie chce. Ani o swoich badaniach, ani o Butiaginie, którego zna osobiście. O sobie samym mówi, że jest „sierotą krymską”. Nic więcej mi nie powie. Bo to sprawa, w którą zaangażowane są służby.
Wykopaliska w Kerczu zaczęły się w XVIII wieku. W ZSRR była to „miejscówka” Muzeum Ermitaż z Petersburga. Aleksander Butiagin pojechał tam po raz pierwszy jeszcze w szkole. Z czasem zaczął studia na Wydziale Historii, wtedy jeszcze w Leningradzie. Z czasem odziedziczył Myrmekjon od swojego profesora.
Dopóki istniał ZSRR, badania na Krymie nie były dla Rosjan problemem. Jednak po rozpadzie Związku Radzieckiego i proklamowaniu w 1991 roku niepodległości przez Ukrainę, rosyjscy naukowcy na wykopaliska musieli już uzyskać zgodę Kijowa. I nie tylko Kijowa, bo Krym jest Autonomiczną Republiką: pozwolenie musiało być zatwierdzone na Krymie.
Co więcej, obywatele państw obcych nie mogli wystąpić o takie pozwolenie sami. Mógł to zrobić wyłącznie ktoś miejscowy. Już choćby z tego powodu Rosjanie musieli współpracować z kolegami z Ukrainy.
Jak dziś wspominają niektórzy ukraińscy badacze, rosyjscy archeolodzy „podróżowali na Krym, jakby jeździli do siebie” – to słowa Oleksandra Symonenko, archeologa związanego z Krymskim Instytutem Studiów Strategicznych CISS.
Wielu z rosyjskich badaczy otwarcie narzekało na nowe procedury, choćby Władimir Tołstikow, dyrektor Wydziału Sztuki i Archeologii Starożytności w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie. W latach 2000. złapano go, jak wywoził pociągiem z Ukrainy krymskie znaleziska, bez żadnych papierów. Od lipca 2025 roku ścigany jest nakazem aresztowania za nielegalne wykopaliska na Krymie.
Archeolodzy z Ukrainy byli często podwykonawcami. Tak jak to bywa w kolonialnych relacjach. Publikacje naukowe razem z pracownikami Ermitażu miały prestiż. Archeologów w Ukrainie było w ogóle dziesięć razy mniej niż w Rosji. Ale ich był Krym.
Tylko że w 2014 roku Rosja dokonała zbrojnej nielegalnej aneksji Krymu.
Instytut Archeologii Ukrainy ogłosił, że wstrzymuje wydawanie pozwoleń na wykopaliska, a ci, którzy zdecydują się kontynuować prace, winni będą złamania prawa, zarówno ukraińskiego, jak i międzynarodowego.
Nie wystraszyło to Butiagina. Twierdzi, że kopał zgodnie z prawem, tyle że rosyjskim.
Jeździł na Krym na glejcie z Moskwy, z Instytutu Archeologii Rosyjskiej Akademii Nauk.
Ominął tylko jeden sezon, w 2020 roku, z powodu pandemii.
Równolegle do Krymu Butiagin kopał we Włoszech. Od 2010 roku Museum Ermitażu prowadziło wykopaliska w Stabiae, na południe od Pompei. Butiagin zabierał tam nawet studentów. Badania sponsorowała fundacja Restoring Ancient Stabiae (RAS) związana z Vesuvian Institute for Archeological and Humanitarian Research.
Te wyjazdy skończyły się dopiero w 2022 roku, choć Butiagin już od 2019 roku objęty był sankcjami w Ukrainie. Próby kontaktu z fundacją RAS nie przynoszą rezultatu. Wszystkie adresy są nieaktualne.
Wykopaliska we Włoszech się skończyły, ale Butiagin podróżował nadal. Z wykładami.
W kwietniu 2025 roku wystąpił w Limmasol na Cyprze. Temat wykładu: „Mityczne stwory starożytnej Grecji i gdzie mieszkają”. Najlepsze miejscówki były po 65 euro.
Cypr od lat przyciągał rzesze rosyjskich ekspatów, biznes i praczy brudnych pieniędzy z Rosji. Nie bez powodu miasto przezywano Limmasolgrad. Butiagin miał tam sporą publikę. Wykład się odbył, Butiagina nie zatrzymano.
W listopadzie Butiagin miał w planach Grecję. Ukraińska archeolożka badająca kolonie greckie nad Morzem Czarnym zauważyła podczas wizyty w Atenach, że wykład Butiagina planowany był w Muzeum Akropolu. Tym razem Butiagin mówić miał o swoim ulubionym stanowisku w Kerczu. Ukraińscy archeolodzy zaalarmowali ambasadę, a ta greckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wykład odwołano. Nie dowiemy się, czy Grecja zatrzymałaby Butiagina.
Nie zatrzymała go Holandia, gdzie Butiagin rozpoczął swoje grudniowe tournée. Na jego trasie były Amsterdam, Praga, Warszawa i Belgrad. Dwa pierwsze miasta udało mu się odwiedzić. Warszawa okazała się niegościnna.
Aresztowano go 4 grudnia 2025 roku, w hotelu, gdzie szykował się do wykładu. Temat: Ostatni dzień Pompei, bilety od 136 zł. Jak informowali organizatorzy, po wykładzie (w języku rosyjskim) przewidziany był czas na dyskusję i na selfie z archeologiem. Miejsce: Kampus Vizja Park na Okopowej, należący do prywatnego Uniwersytetu Vizja.
Zamiast na wykład Butiagin trafił do aresztu.
Na tournée Aleksandra Butiagina uwagę zwrócili członkowie ukraińskiej organizacji Scientific and Research Lab Archaïc, która zajmuje się ochroną i digitalizacją ukraińskiego dziedzictwa kultury.
W listopadzie 2025 roku Symon Radczenko, archeolog, współtwórca organizacji, zwrócił się do firmy organizującej wykłady, z listem wskazującym na moralnie dwuznaczny charakter zapraszania Butiagina. Jego prace na Krymie, argumentował Radczenko, łamały przepisy Konwencji Genewskiej, ratyfikowanej przez wszystkie kraje, które obejmowało tournée archeologa.
Firma odpowiedziała (list jest w posiadaniu redakcji), że Butiagin, na razie nie został skazany, a wykłady nie są o Krymie. A poza tym Butiagin „kocha historię, jest oddany idei ochrony dziedzictwa kultury i szanuje przeszłość i przyszłość Ukrainy”. Nie wiadomo tylko, w jakich granicach.
Organizatorem tournée była holenderska firma Curiosophy collective, która – jak sama się reklamuje – organizuje wykłady popularnonaukowe dla tych „którym nie wystarczają płaskie wyjaśnienia”. Tematy od kosmosu przez biologię i matematykę do archeologii właśnie. Nie ma tu odgrzewanych kotletów, wszystko szyte jest na miarę. Dlatego kosztuje, zarówno na żywo, jak i online.
Według ustaleń Ghanny Mamonowej, dziennikarki ukraińskiego portalu Babel, firma związana jest z Dmitrym Aleszkowskim. To syn rosyjskiej historyczki Tamary Eidelman, która krytykowała rosyjską agresję na Ukrainę, w 2022 roku wyjechała z Rosji.
Przynajmniej niektóre z osób, których wykłady organizuje firma, znane są z krytycznego stosunku do polityki Putina. Choćby Aleksander Panczin, biolog. W lutym 2022 roku podpisał list protestacyjny żądający wycofania rosyjskich wojsk z Ukrainy. Sam Aleszkowski jest na rosyjskiej liście zagranicznych agentów.
A poglądy Butiagina? 24 lutego 2022 roku napisał na Facebooku: „Uważam, że władze naszego kraju postępują skrajnie nieodpowiedzialnie. Współczuję ukraińskim przyjaciołom i znajomym, i nam wszystkim też”.
Wpis wisi tam do tej pory.
Na stronie Curiosophy.events po wykładach Butiagina nie ma śladu.
Ukraińska organizacja Archaïc ma piętnastu współpracowników, pięciu jest obecnie w wojsku, na wojnie z Rosją. Wszyscy pozostali pracują nieodpłatnie. Na projekty – zakup techniki, szkolenia i warsztaty w Ukrainie – pozyskują środki z crowdfunding i grantów. Radczenko urodził się na Krymie, dorastał w Kijowie. Badał, między innymi, petroglify na stanowisku Kamiana Mohyła w obwodzie zaporoskim. Dziś ta część Ukrainy znajduje się pod rosyjską okupacją.
W listopadzie 2024 roku Prokuratura Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol, dziś z siedzibą w Kijowie, nadała Butiaginowi status podejrzanego i wezwała na przesłuchanie. Oskarżono go o prowadzenie nielegalnych wykopalisk w Myrmekjon i zniszczenie dziedzictwa kultury o wartości ponad 200 milionów hrywien. W Ukrainie grozi za to do pięciu lat pozbawienia wolności. W Polsce dwa razy tyle.
W kwietniu 2025 roku sąd w Kijowie aresztował Butiagina in absentia i wydał za nim list gończy. Butiagin zdziwił się, że Ukraina traci czas na takie rzeczy.
Nie ma żadnych wątpliwości, że kopał na Krymie. Chwalił się tym publicznie. Po zatrzymaniu mówił: „Robiłem po prostu to, czemu poświęciłem całe swoje życie”. Czy dawało mu to w jego oczach prawo własności do stanowiska w Kerczu, nie wiadomo. Wiadomo jedno: wydawało mu się, że chroni go naukowy immunitet.
Butiagin uparcie twierdzi, że nic z Krymu nie wywoził, poza tym, co było trzeba, wyłącznie dla prac konserwacyjnych. Swoje znaleziska zostawiał w Kerczu. Twierdzi, że nie niszczył, a ratował.
Symon Radczenko: „Zawód archeologa jest niszczycielski z natury. Nawet jeśli Butiagin delikatnie obchodził się z warstwami z okresu greckiego, bo na tych mu zależało, po drodze niszczył warstwy tatarskie. To typowe działania Rosjan, którym zależy na wymazaniu tatarskiej tożsamości Krymu”.
Zresztą Butiagin nie musiał nic wywozić. „Popełnił przestępstwo w chwili, w której wbił łopatę w ziemię” – podkreśla Radczenko.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wraz z policją i prokuraturą zebrały materiał dowodowy. Wynika z niego, że Butiagin odpowiada za zniszczenie cennych archeologicznych warstw kulturowych na obszarze setek metrów kwadratowych, do głębokości niemal dwóch metrów. Metodyka do tego typu obliczeń została opracowana w Ukrainie już w 2002 roku. To na jej podstawie oszacowano poziom strat.
MSZ Rosji uznał oskarżenia za absurdalne i wezwał Polskę do zwolnienia archeologa.
W 2023 roku Butiagin utworzył swój kanał na Telegramie, nazwał go Kocia Jama Butiagina. Publikował tam zdjęcia greckich waz, uliczek w Neapolu i kotów.
To na tym kanale ogłoszona została zrzutka na pomoc prawną dla aresztowanego Butiagina. Suma potrzebna na opłacenie adwokata i tłumaczeń dokumentów oszacowana została na 130 tysięcy euro.
Adwokat Butiagina Adam Domański z kancelarii Kondracki Celej nie chce się wypowiadać na temat honorarium. Na pytanie, czy do zrzutki dorzuciło się Museum Ermitaż, mówi, że nie ma możliwości sprawdzenia, skąd pochodzą pieniądze.
Sam koszt pierwszego miesiąca pracy tej kancelarii to 25 tys. zł, dodatkowe pięć tys. to wynajem mieszkania pod areszt domowy – na wypadek, gdyby sąd zgodził się na taką opcję. Informacje o zrzutce umieszczono w mediach społecznościowych, w tym na Facebooku. Donorów z Rosji ostrzeżono, że Facebook należy do firmy Meta, a ta uznana jest w Rosji za organizację terrorystyczną.
Butiagin tymczasem siedział w warszawskim areszcie. W wywiadzie dla rosyjskiej redakcji BBC 7 marca 2025 roku narzekał, że brak mu książek, że w areszcie głupieje, a dzwonić do bliskich może tylko raz w tygodniu. Ponoć brakowało mu też ciepłych ubrań i szachów.
Przede wszystkim jednak zaklinał się, że nie ma nic wspólnego z polityką. „Praca naukowa nie jest prowadzona w interesie żadnego kraju ani siły politycznej” – podkreślał. Wyrażał też rozczarowanie Europą i tym, że są kraje, w domyśle takie jak Polska, gdzie poluje się na naukowców.
Zawiódł się też na kolegach z Ukrainy, którzy – jak uważał – stoją za „prześladowaniami” rosyjskich archeologów. „Rozumiem ich gniew na Rosję, ale bardzo mi przykro, że koledzy, których zawsze darzyłem szacunkiem, okazali się tacy”.
„Butiagina należy postrzegać nie jako uczonego, ale jako część systemu, który legalizuje okupację” – mówi ukraiński archeolog Wiaczesław Baranow. Podobnie jak Radczenko pochodzi z Krymu. Symferopol opuścił w marcu 2014 roku razem z żoną i dzieckiem. Archeologiem był też jego ojciec. On sam prowadził badania w wielu miejscach na Krymie. Dziś mieszka i kopie pod Kijowem.
Bo Krym to archeologiczny Klondike.
Nasycony stanowiskami archeologicznymi badającymi czasy od paleolitu do wojen krymskich, podkreśla Baranow. Wielu ukraińskich archeologów na Krymie znalazło się w potrzasku. Niektórzy nie chcieli, inni nie mogli wyjechać. Rosja nie dowierza ich lojalności. Dlatego najmowani są głównie jako tania siła robocza przy wykopaliskach. Nie prowadzą samodzielnych badań naukowych. Mają dużo mniejsze pole wyboru niż Butiagin bądź nie mają go wcale, mówi Baranow. Jako Rosjanin i pracownik Ermitażu Butiagin mógł zdecydować, co robić po 2014 roku. I dokonał wyboru.
„Prowadząc wykopaliska na Krymie po 2014 roku, Butiagin działał na rzecz legitymizacji rosyjskiej okupacji, a ta znalazła swój dalszy ciąg w pełnoskalowej wojnie. W pewnym sensie Butiagin odpowiada też zatem za wojnę”.
Sugestie Butiagina, że archeologia jest nauką apolityczną, Baranow uznaje za śmieszne. Przeciwnie, archeologia regularnie wykorzystywana była do uzasadnienia terytorialnych i politycznych roszczeń.
Dlatego wykopaliska na terenach znajdujących się pod okupacją zabronione są prawem międzynarodowym.
Co więcej, zdarza się, że sprzedaż dóbr kultury finansuje działania wojenne.
Baranow: „Butiagin opowiada, że nie robił nic złego. On tylko kopał. Jego twierdzenie, że zajmował się wyłącznie nauką, obliczone jest na zrobienie wrażenia na tych, którzy nie orientują się w temacie”.
Dlatego Baranowa nie zdziwiły protesty zagranicznych badaczy, wzburzonych zatrzymaniem Butiagina. Do Polski wpłynęły przynajmniej dwa listy otwarte. Jeden z nich z Włoch. Sygnatariusze piszą: „Nawet jako obywatel Rosji, (Butiagin) nie ponosi politycznej odpowiedzialności za okupację Krymu”.
Wyrażają niepokój, że mieszane są „czysto naukowe prace indywidualnego badacza” z działaniami wojennymi państw europejskich. Tyle że Butiagin nie jest szarą myszką akademii, ale kierownikiem Działu Archeologii Północnego Brzegu Morza Czarnego w Wydziale Starożytności w Ermitażu.
Dyrektor Muzeum Ermitażu, Michaił Piotrowskij, objęty jest sankcjami Unii Europejskiej. Za to, że aktywnie popiera rosyjską agresję na Ukrainę i pomaga w lansowaniu legislacji umożliwiającej łatwiejsze przejmowanie ukraińskich dóbr kultury przez muzea w Rosji.
Baranow: „Już w czasach radzieckich Moskwa dbała, by mieć za granicą wsparcie w kręgach kultury. Weźmy choćby Georga Bernarda Shaw, który w ZSRR widział model do naśladowania dla świata. Podróże Butiagina były próbą nadawania Rosji pozorów normalności. Reakcja zagranicznych badaczy wskazuje, że te działania przynosiły efekt. Nie zdziwiłbym się, gdyby za finansowaniem wykopalisk Butiagina pod Pompejami stali panowie w pagonach, którzy zajmują się szpiegostwem dla Rosji”.
Pytam o post Butiagina, ten z Facebooka, w którym wyrażał współczucie dla z Ukrainy. „Jestem pewien, że wiele osób w Rosji myślało o nas ze współczuciem. Co nie kłóci się z tym, że zakładali, że tzw. operacja specjalna zakończy się w trzy dni, a Rosja nas wyzwoli. Współczucie nie ma tu żadnego znaczenia. Butiagin wykonywał pracę, która była bezprawna i niemoralna” – mówi Baranow.
Z punktu widzenia Ukrainy nielegalna jest też praca ukraińskich archeologów, którzy po 2014 roku włączeni zostali w rosyjskie struktury. Etycznie rzecz biorąc, podkreśla Baranow, trzeba na nich jednak patrzeć inaczej niż na archeologów z Rosji, którzy reprezentują okupanta.
Baranow liczył na ekstradycję Butiagina. Na to, że oddany zostanie Ukrainie, że stanie przed sądem, a potem wymieniony zostanie dalej. Ale i tak cieszy się, bo samo aresztowanie rozeszło się szerokim echem po Krymie. Archeologów obleciał strach.
Baranow przypomina Sztab Operacyjny Alfreda Rosenberga, który w czasie II wojny światowej rabował dzieła sztuki z terenów okupowanych przez Niemcy. „Im też zdawało się, że nie robią nic złego. Po wojnie okazało się jednak inaczej i przyszło za to zapłacić. Teraz też tak będzie”.
Wielkich nadziei na ekstradycję nie mieli za to pracownicy Krymskiego Instytutu Studiów Strategicznych, który zajmuje się dokumentacją m.in. zniszczeń dóbr kultury przez okupantów. „Nie mieliśmy dużych oczekiwań, więc i rozczarowanie jest małe” – mówi w imieniu Instytutu historyk Denys Yashnyi. – „Polska postąpiła zgodnie z kissingerowską wersją realpolitik”. I dodaje: „Cieszymy się z uwolnienia Andrzeja Poczobuta”.
Mimo że Butiagin wrócił do Rosji, ukraiński wymiar sprawiedliwości będzie kontynuować postępowanie, a ukraińskie organizacje dokumentować i gromadzić dowody. „To wyścig na długim dystansie” – podkreśla Yashnyi.
Jego Instytut udokumentował dotąd ponad trzysta przypadków nielegalnych wykopalisk archeologicznych na Krymie i w Sewastopolu. Sam fakt, że Butiagin podróżował po Europie, nie budzi jego zdziwienia.
„Brak doświadczenia w działaniach wojennych i związanych z nimi zbrodniach w Europie od czasu wojny w Jugosławii doprowadził do wzmocnienia przekonania o niezależności i uniwersalności nauki, która stoi ponad normami prawnymi. Otóż nie stoi”.
Agencja Interfax Ukraina podała wypowiedź rzecznika ukraińskiego MSZ. Heorhija Tychyja: „Z przykrością dowiedzieliśmy się, że wbrew całkowicie słusznej decyzji polskiego sądu obywatel Rosji Aleksander Butiagin (…) nie został poddany ekstradycji do Ukrainy”.
Wygląda na to, że wymiana była jednak zaskoczeniem dla Kijowa.
Pewnym zaskoczeniem miała też być dla Butiagina.
„Warunkiem wymiany było wycofanie naszej apelacji na decyzję sądu z dnia 18 marca pozwalającą na ekstradycję. Wycofaliśmy ją w zeszłym tygodniu” – mówi adwokat Adam Domański.
Opcja wymiany, jak mówi Domański, pojawiła się „w ostatnim czasie”. Jest przekonany, że nie było przesłanek do ekstradycji, już choćby dlatego, że przestępstwo, o które oskarżony jest Butiagin, powinno przedawnić się po pięciu latach. Butiagin twierdził, że ekstradycja do Ukrainy może zagrażać jego zdrowiu i życiu. Czy serio tak myślał, tego Domański nie chce powiedzieć.
A dlaczego zatrzymano go w Polsce, a nie w żadnym innym kraju? Bo tylko do Polski w listopadzie 2025 roku trafił wniosek o ekstradycję. Żadne z innych państw, jak twierdzi Domański, go nie otrzymało. Nie została też za nim wystawiona czerwona nota Interpolu.
Symon Radczenko z organizacji Archaïc jest rozczarowany. Liczył na to, że Butiagin jednak trafi do Ukrainy. Cieszy się jednak, że spędził choć te pięć miesięcy w areszcie. Cała sprawa jest ostrzeżeniem dla innych naukowców z Rosji. A tych jest masa.
Na liście ukraińskich sankcji znajduje się 211 osób, które prowadziły lub brały udział w nielegalnych badaniach archeologicznych na terytorium Ukrainy. Według danych Regionalnego Centrum Praw Człowieka w Ukrainie, od 2014 roku rosyjskie władze wydały co najmniej 1730 pozwoleń na prace archeologiczne na Krymie. Tylko latem 2025 roku na półwyspie pracowało 25 ekspedycji badawczych.
„Przywłaszczenie ukraińskiego dziedzictwa kultury zaczyna się w chwili podpisania przez archeologów oficjalnych dokumentów” – podkreśla Yaroslava Sementsova z Centrum Praw Człowieka. Czyli nawet zanim archeolog wbije w ziemię pierwszą łopatę.
reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.
reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.
Komentarze