0:000:00

0:00

Rekonstrukcja rządu, ogłoszona 30 września 2020, przyniosła zaskakującą nowość: Ministerstwo Rolnictwa stanie się Ministerstwem Rolnictwa i Leśnictwa. To zaś wiąże się z inną istotną zmianą.

"Jeszcze nie zostałem zaprzysiężony i oficjalnie nadal jestem sekretarzem stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, ale sama nazwa resortu, którym mam kierować - Ministerstwo Rolnictwa i Leśnictwa - wskazuje, że będą mi podlegać również Lasy Państwowe"

- mówi OKO.press Grzegorz Puda, ogłoszony przez premiera Mateusza Morawieckiego przyszłym ministrem rolnictwa i leśnictwa.

"Ustalenia jeszcze trwają, ale wydaje się to naturalne, że w resorcie, którym mam zarządzać prócz leśnictwa, powinno się również znaleźć związane z nim łowiectwo" - dodaje przyszły szef resortu.

Według informacji podanych 1 października przez RMF, za obszary związane z leśnictwem i łowiectwem będzie odpowiadał rekomendowany przez Solidarną Polskę Edward Siarka, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Kultury i Tradycji Łowiectwa.

W praktyce mogłoby to oznaczać, że partia Zbigniewa Ziobry będzie dalej rozszerzała swoje wpływy w Lasach Państwowych, co zaczęła już robić, gdy na fotelu ministra środowiska zasiadł Michał Woś. Przykładowo, w maju 2020 szefem katowickiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych został Józef Jan Kubica, a wkrótce potem w Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych zatrudniono Dariusza Mateckiego.

Przejście Lasów Państwowych do nowego resortu to efekt podziału kompetencji likwidowanego właśnie Ministerstwa Środowiska między Ministerstwo Rolnictwa i Leśnictwa oraz Ministerstwo Klimatu, na czele którego nadal będzie stał Michał Kurtyka. Nie wiadomo jeszcze kiedy ten proces się zakończy.

"Będzie to wymagało zmiany ustawy o działach administracji. Mam nadzieje, że stanie się to jak najszybciej" - mówi OKO.press Puda.

Grzegorz Puda, twarz "Piątki dla Zwierząt"

Grzegorz Puda w ciągu ostatnich tygodni dał się poznać jako twarz tzw. "Piątki dla Zwierząt", procedowanej obecnie przez Senat. To budzący silne emocje pakiet zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Zawiera on m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra i ograniczenie uboju rytualnego do potrzeb lokalnych wspólnot religijnych.

Zaangażowanie Pudy w poprawę losu zwierząt zjednało mu sympatię organizacji prozwierzęcych. Więcej dystansu zachowują organizacje ekologiczne, z których część krytycznie patrzy na łączenie w jednym resorcie rolnictwa i leśnictwa.

Przeczytaj także:

Puda ma 38 lat, pochodzi z Bielska-Białej i z wykształcenia jest zootechnikiem. Od kilkunastu lat jest związany z Prawem i Sprawiedliwością. Pierwszy raz posłem został w 2015 roku, w 2019 wybrano go powtórnie. 15 lipca 2019 został Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju i zachował tę funkcję po przekształceniu tego resortu w Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Zasiada w Komisji Kultury i Środków Przekazu. Jak czytamy na stronie resortu, Puda to "prywatnie pasjonat żeglarstwa oraz miłośnik zwierząt działający na ich rzecz w sejmowym zespole".

O "Piątce dla Zwierząt" tak mówił w TVP Info:

"Trzy lata temu po raz pierwszy chcieliśmy zakazać hodowli zwierząt na futra. Niestety przegraliśmy z branżą futrzarską, która dysponuje niesamowicie dużymi funduszami. [...] To wielkie okropieństwo chodzić w tych futrach. To biznes, który polega na tym, że hoduje się zwierzę i obdziera się je ze skóry. Potem te skóry się sprzedaje i to jest całe sedno tego biznesu".

Jak informuje RMF, w kuluarach mówi się, że nominacja na ministra to właśnie nagroda za bronienie tej ważnej dla Kaczyńskiego ustawy w sytuacji, w której klub się podzielił w tej sprawie.

Grzegorz Puda, ulubieniec animalsów

Mec. Katarzyna Topczewska z Fundacji Viva!, jedna z najbardziej zaangażowanych w Polsce w ochronę zwierząt prawniczek, nominację Pudy na szefa resortu nazwała "cudowną wiadomością".

"W końcu odpowiedni człowiek na tym stanowisku! [...] Mam nadzieję, że wraz z tą z nominacją, rozpocznie się dobra zmiana dla zwierząt" - napisała na Facebooku. Zadowolenie z tej decyzji deklarowały również inne osoby i organizacje związane z ruchem ochrony zwierząt.

Ta radość jest również zrozumiała z tego względu, że Puda zastępuje na stanowisku Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który był znany ze swojej niechęci do organizacji prozwierzęcych. Nazywał je "przebierańcami", nie cofnął się nawet przez porównaniem ich do nazistów, chciał zabrać im prawo do interwencyjnego odbioru zwierząt.

Co prawda, w "Piątce dla Zwierząt" również znalazły się zapisy ograniczające możliwości działań animalsów, ale jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, te poprawki mają zostać sformułowane na nowo w taki sposób, by już nie wiązały organizacjom rąk.

Konfederacja: "Gorsza byłaby tylko Spurek"

Sympatii do Pudy nie podzielają za to przeciwnicy nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt.

Jakub Kulesza, przewodniczący koła poselskiego Konfederacji, powiedział, że nominacja Pudy na szefa resortu rolnictwa to nominacja "człowieka, który odpowiada za najbardziej antyrolniczą ustawę w historii Sejmu, i który jest promowany przez wszelkie antyrolnicze organizacje domagające się likwidacji poszczególnych branż rolnictwa, od hodowli zwierząt futerkowych po hodowlę drobiu i wołowiny".

Dodał, że od Pudy gorsza byłaby tylko europosłanka Sylwia Spurek. Przypomnijmy, że polityczka jest znana ze swojego weganizmu i zaangażowania w sprawę praw zwierząt.

Suchej nitki na nowym ministrze nie zostawił też Michał Kołodziejczak, lider AGROunii. W rozmowie z Interią powiedział, że nie wróży mu długiej kariery ministerialnej.

"Ktoś, kto podnosi rękę przeciwko rolnikom, nie może być ministrem rolnictwa. Ten wybór jest niestety podyktowany ideologią prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Nie chodzi o merytorykę" - stwierdził.

W samo serce konfliktu

Nominacja Pudy na szefa resortu, któremu mają podlegać również Lasy Państwowe, to, póki co, wielka niewiadoma dla organizacji ekologicznych. Przejmując - przynajmniej formalnie - Lasy Państwowe, z konieczności trafi w samo serce konfliktu o sposób zarządzania lasami, które od kilku lat ogniskują się m.in. wokół puszcz Białowieskiej i Karpackiej.

"Piątka dla zwierząt pokazała, że politykę rolną da się tworzyć tak, by była dobra dla ludzi i przyrody. Pytanie, czy Grzegorz Puda chce dalej zmieniać rolnictwo w tym kierunku oraz rozszerzyć »zielony zwrot« w PiS o ochronę cennych lasów. Czy też wejdzie raczej w buty swoich poprzedników – Jana Krzysztofa Ardanowskiego i Michała Wosia, i pójdzie drogą eksploatacji i destrukcji" - zastanawia się Marek Józefiak z Greenpeace Polska w przesłanym do mediów komentarzu organizacji.

Zdaniem Tomasza Pezolda Kneževića z WWF Polska, przeniesienie nadzoru nad Lasami Państwowymi z dotychczasowego ministerstwa do nowego resortu to "to decyzja bardzo niezrozumiała i potencjalnie bardzo niebezpieczna dla lasów w Polsce".

Pezold przypomina, że Lasy Państwowe zarządzają prawie jedną trzecią powierzchni kraju, na której wciąż występują istotne zasoby przyrodnicze. Lasy odgrywają też coraz większą rolę społeczną.

"Co jednak najistotniejsze, są największym rezerwuarem różnorodności biologicznej i dostarczycielem pozaprodukcyjnych usług ekosystemowych takich jak retencja wody, ochrona przed erozją i powodziami, czy skutecznym pochłaniaczem dwutlenku węgla"

- mówi OKO.press Pezold Knežević.

"W obliczu szybko postępujących zmian klimatycznych i utraty różnorodności biologicznej, powinniśmy dążyć do zmiany modelu prowadzenia gospodarki leśnej w kierunku zmniejszania znaczenia produkcyjnego lasów, w kierunku ich skuteczniejszej ochrony i wyłączania z gospodarczego użytkowania" - dodaje.

Jego zdaniem zdaniem oddanie Lasów Państwowych w zarząd resortowi kojarzonemu z produkcją rolną "stwarza realną obawę zwiększania presji na maksymalizację produkcji surowca drzewnego, a tym samym przychodów, przez Lasy Państwowe".

"Oznaczałoby to przyspieszenie i tak już dużego tempa degradacji przyrody w polskich lasach"

- puentuje Pezold Knežević.

Dr Antoni Kostka z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze w rozmowie z OKO.press patrzy na tę zmianę nieco inaczej.

"Jest to przyznanie Państwowemu Gospodarstwu Leśnemu Lasy Państwowe, zgodnie z prawdą, statusu firmy odpowiedzialnej za hodowlę lasu. Leśnicy są przecież odpowiedzialni za tę czynność i muszą dbać o zapewnienie odpowiednich planów z lasu. Jest to zatem nazwanie rzeczy po imieniu" - mówi dr Kostka.

Zaznacza, że dziś naukowcy wskazują na to, że nie wszystko, co jest w Polsce nazywane lasem, jest nim rzeczywiście, bo wiele obszarów leśnych to po prostu leśne plantacje drzew.

"Może ta zmiana ministra nadzorującego Lasy Państwowe sprawi, że ta produkcja drewna znajdzie się pod lupą i ktoś z decydentów wreszcie zastanowi się nad jej kosztową efektywnością" - mówi dr Kostka.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Przeczytaj także:

Komentarze