01 października 2022

Minister Buda: Kłopoty finansowe samorządów to wina Putina. Idźcie protestować w Moskwie

"Można powiedzieć, że władze lokalne i regionalne wpadły w kleszcze: z jednej strony ograniczanie dochodów przez państwo, z drugiej strony galopujący wzrost wydatków" - komentuje ekspert. "Pieniędzy centralnych nie tylko jest za mało, ale są dzielone w sposób daleki od obiektywnych standardów"

Rosnące ceny energii zmuszają samorządowców do radykalnych cięć. Wałbrzych nie będzie ogrzewał korytarzy w instytucjach miejskich, a temperatura w biurach nie przekroczy 18 st. C. Proszowice wybrały 19 st. C i skracanie godzin oświetlania ulic. Burmistrz Krosna Odrzańskiego oczekuje, że każda instytucja podległa gminie, znajdzie oszczędności samodzielnie: to może być co druga wykręcona żarówka w budynku, lub wymiana instalacji na energooszczędną.

28 września, minister rozwoju i technologii Waldemar Buda, pytany na antenie Radia Zet o nerwowe cięcia w wydatkach władz lokalnych, apelował o zachowanie spokoju. "Latarni absolutnie nie powinni wyłączać, będzie program na oświetlenie zewnętrzne".

Mimo takich zapewnień, 7 października kilkuset samorządowców zamierza protestować przed budynkiem Kancelarii Premiera. Jak mówiła wójt gminy Izabelin Dorota Zmarzlak, chodzi oczywiście o drastyczne podwyżki cen energii, ale też ubytki w dochodach samorządów.

Buda poprosił o wstrzymanie się od protestów.

"Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, wszyscy wiemy, że jest problem, że jest drogo. Ale to nie wynika z naszej polityki, tylko polityki Putina".

Polecił więc protestować w Brukseli lub Moskwie. I dodał, że choć rząd łagodzi skutki sytuacji, której nie wywołał, to samorządowcy próbują rozgrywać kryzys politycznie.

"Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, wszyscy wiemy, że jest problem, że jest drogo. Ale to nie wynika z naszej polityki, tylko polityki Putina".
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Radio Zet,28 września 2022

Podobnego zdania jest minister edukacji Przemysław Czarnek, który 29 września na antenie radiowej "Trójki" mówił, że jeśli "wiadomo, które" samorządy będą zamykać szkoły w sezonie grzewczym, to będzie to działanie polityczne.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Póki co, w ministerstwie aktywów państwowych powstał projekt ustawy, który zamrozi ceny prądu dla instytucji wrażliwych i samorządów na poziomie 618,24 zł/MWh netto. To wzrost o 40 proc. w stosunku do taryfy z 2022 roku.

Minister Buda uważa, że w związku z tym o samorządy martwić się nie trzeba. Zresztą i tak nie przejadają środków, które dostają od rządu na inwestycje. "Jak zerkniemy na wysokość inwestycji ze środków rządowych, która kierowana jest w ostatnich latach, to samorządy ledwie przerabiają środki, które otrzymują od rządu na inwestycje. (...) Często nie wychodzą przetargi, nie nadążają" - przekonywał.

Jak jest naprawdę?

Pytamy dr Dawida Sześciło, kierownika Zakładu Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, eksperta Fundacji im. Stefana Batorego do spraw samorządowych.

Samorząd jest celowo obsadzany w roli czarnego charakteru

Anton Ambroziak, OKO.press: Czy rację ma minister Buda, który twierdzi, że samorządy nadmiernie obawiają się rosnących cen energii i sezonu grzewczego?

Dr Dawid Sześciło: Mógłby mieć rację, gdybyśmy mieli za sobą okres kilku lat doskonałej sytuacji finansowej samorządów. Tyle że samorządy w ostatnich latach doświadczały zmian podatkowych, które radykalnie uszczupliły ich dochody własne. W perspektywie mamy też załamanie gospodarcze, które wpłynie bezpośrednio na budżety samorządów, bo dochody z PIT czy CIT, najważniejsze źródło dochodów gmin i powiatów, z dużym prawdopodobieństwem będą spadać.

Pamiętajmy też, że samorządy nie mają tak szerokich możliwości korygowania swojej sytuacji finansowej, jakie ma władza centralna.

To znaczy?

Chodzi mi o triki, które władza stosowała np. w trakcie pandemii COVID-19, gdy zgłaszała się do banku centralnego, zaciągała zobowiązania, czy zwiększała zadłużenie publiczne. Mówiąc wprost, samorządy nie wydrukują sobie dodatkowych pieniędzy i nie podniosą podatków. Nie są też w stanie radykalnie ograniczyć swoich wydatków. Oczywiście, mogą przyciąć środki na inwestycje i to już się dzieje.

Od roku 2018 obserwujemy tąpnięcie w inwestycjach samorządowych. Ale nawet jak zaczniemy szukać oszczędności, oglądając z każdej strony każdą złotówkę, to i tak dojdziemy w pewnym momencie do ściany. Nie zamkniemy szkół, nie przestaniemy wywozić śmieci, nie wyłączymy ogrzewania, czy światła - chociaż sygnały docierające do nas z całej Polski wskazują, że właśnie ograniczanie oświetlenia ulic staje się symbolem kryzysu finansowego, z jakim będą się mierzyć samorządy.

Jak konkretnie wyglądają dziś budżety samorządów i czy to wszystko wina Putina?

W ciągu ostatnich lat, mniej więcej od czasów kryzysu covidowego, sytuacja finansowa samorządów drastycznie się pogarsza. Już wcześniej zmiany podatkowe, np. zerowy PIT dla młodszych podatników, czy zmiany wprowadzone w ramach Polskiego Ładu, uszczupliły wpływy podatkowe z PIT. Pamiętajmy, że połowa dochodów z PIT zostaje w samorządach, czyli jest to ich podstawowe źródło zasilania.

Jak spojrzymy na dane za rok 2020 i 2021, okaże się, że dochody własne niektórych grup samorządów, zwłaszcza miast na prawie powiatu, czyli największych miast w Polsce i powiatów ziemskich, czyli tych, które zawsze cierpiały na poważny deficyt, zaczęły znacząco spadać.

Spadki zaczęły przekraczać barierę 5 proc., którą jeszcze dałoby się skompensować.

Jednocześnie rosły potrzeby wydatkowe. Stale powiększa się tzw. luka oświatowa, czyli rozbieżność między tym, co władza centralna samorządom przekazuje w ramach subwencji oświatowej, a tym ile rzeczywiście utrzymanie oświaty kosztuje.

Związek Miast Polskich szacował, że w 2022 roku wyniesie ona 32 mld zł, co przy subwencji oświatowej na poziomie 52 mld zł, oznacza 40 proc. poziom niedofinansowania szkół w Polsce.

Właśnie. Pamiętajmy też, że inflacja, choć z punktu widzenia budżetu państwa, może się czasem wydawać korzystna, bo zwiększa wpływy podatkowe z VAT-u, to dla samorządu jest tylko i wyłącznie obciążeniem. Powoduje, że samorządy muszą płacić więcej ilekroć cokolwiek kupują, ilekroć ogłaszają przetargi na usługi czy roboty budowlane.

Rachunek inflacyjny dla budżetów samorządów jest zawsze niekorzystny. Można powiedzieć, że władze lokalne i regionalne wpadły w kleszcze: z jednej strony spadające dochody, z drugiej strony galopujący wzrost wydatków.

Czyli spadek ilości inwestycji lokalnych, to nie wyraz opieszałości, czy braku umiejętności ze strony samorządu, jak sugeruje minister Buda, tylko wyraz kryzysu finansowego, w którym znalazły się władze lokalne?

Polskie samorządy lubią i umieją inwestować, jeżeli mają na to środki. Gdyby nie samorządy, nie mielibyśmy sukcesu gospodarczego zbudowanego na inwestycjach publicznych.

Samorządy okazały się inwestorem efektywnym, w tym sensie, że pieniądze, które płynęły do nas z Unii Europejskiej, były wykorzystywane w sposób nadzwyczaj sprawny przez władze lokalne i regionalne. Trudno im zarzucać, że nie dają sobie rady z inwestycjami.

Musimy jednak wziąć pod uwagę, że to, co władze oferuje w ramach różnego rodzaju programów, od niesławnego rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, po program inwestycji strategicznych, kompensuje jedynie część ubytku w dochodach własnych, które samorządy "zawdzięczają" władzy centralnej. I na pewno nie pokrywają też strat związanych z rosnącymi kosztami realizacji inwestycji.

W Fundacji Batorego badaliśmy też, w jaki sposób dzielone były rządowe środki z Funduszu Inwestycji Lokalnych i ten sam mechanizm powtarza się też w innych programach. Okazuje się, że mamy do czynienia z drastycznym skrzywieniem politycznym w rozdzielaniu środków centralnych. Więcej pieniędzy dostają ci, którzy z w jakiejś mierze sympatyzują z partią rządząca, a nie ci, którzy mają największe potrzeby inwestycyjne, czy największe ubytki jeśli chodzi o infrastrukturę.

Pieniędzy nie tylko jest za mało, ale są dzielone w sposób daleki od obiektywnych standardów i potrzeb wspólnot lokalnych.

Także sam mechanizm dotacji centralnych, jako mechanizm finansowania inwestycji jest wadliwy.

Bo jest mało elastyczny?

Nie ma potrzeby wymyślać tu prochu. Naprawdę mamy gotowy, działający przez lata mechanizm, w którym samorządy finansują inwestycje z dochodów własnych i mogą rozporządzać pieniędzmi w taki sposób, który odpowiada potrzebom i uwzględnia zmieniającą się sytuację.

Problem z dotacjami centralnymi polega na tym, że najpierw musimy inwestycję zaplanować, potem stworzyć budżet, następnie wystąpić o dotację, czekać na decyzję, a w końcu czekać na finalizację dotacji.

W rządowym funduszu dróg samorządowych samorządy skarżyły się, że miesiącami muszą czekać na potwierdzenie, że otrzymają środki. Dziś, gdy mamy do czynienia z tak wysoką inflacją, cena przetargu ogłoszonego dziś, może być wiele razy niższa niż za kilka miesięcy. Taki mechanizm jest więcej skrajnie ryzykowny i nieefektywny, bo zanim dostaniemy pieniądze, może się okazać, że za to o co wnioskowaliśmy, nie jesteśmy już w stanie niczego wybudować.

Czemu rząd uzależnia samorządy od dotacji celowych?

Intencje rządu od dawna są dość jasne. Nie chodzi o to, żeby Polska rozwijała się w sposób, o którym będą decydowali sami mieszkańcy na poziomie lokalnych wspólnot, poprzez swoich przedstawicieli w samorządach. Chodzi o to, by wszystko, co dobre i nowe, było zasługą władzy centralnej.

Samorząd jest obsadzany w roli czarnego charakteru. Sens ostatnich wypowiedzi ministrów, w tym min. Budy i Czarnka, jest taki, że samorządy próbują sztucznie pogłębiać kryzys, by wywołać zamieszanie polityczne.

Kolejny wróg wewnętrzny tej władzy. Władza nie od dziś gra w dzielenie samorządów na lepsze i gorsze, nasze i wasze. Są ci, którzy prowadzą politykę w porozumieniu z rządem, oraz ci, którzy ważą się na bardziej samodzielne, działania. To zejście do stricte klientelistycznego układu.

Pamiętajmy, że te fundusze nie są funduszami partii Prawo i Sprawiedliwość. To są fundusze publiczne, do których wszyscy jako wspólnoty lokalne, mamy równe prawo.

PiS łamie podstawowe zasady umowy społecznej, na której opiera się nasze państwo. Wszyscy, niezależnie od poglądów i sympatii politycznych, mamy prawo do równego traktowania przez władzę publiczną.

Jaki jest skutek takiej polityki PiS wobec samorządu dla nas wszystkich?

Samorząd przestaje być motorem napędowym inwestycji, co namacalnie odczujemy wszyscy - ci, którzy nie dostaną zamówień publicznych na kontrakty, czy ci, którzy nie dostaną pracy, bo nie będzie nowych inwestycji.

W przyszłości, trzeba też będzie przekonywać samorządy, by znów myślały o rozwoju.

Dziś dyskutujemy o tym, co zrobić, żeby nie zgasło światło i jak zabezpieczyć usługi komunalne, a przecież samorząd przez trzy dekady był motorem rozwoju społecznego i gospodarczego.
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne