Policja wniosła oskarżenie przeciw organizatorowi Marszu Niepodległości za tolerowanie zakazanych prawem rac, które rokrocznie odpalane są na Marszu. „To jakieś żarty. Jeśli ktoś powinien być na ławie oskarżonych, to komendant policji; my dołożyliśmy wszelkich środków, aby marsz był bezpieczny” – skwitował Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia MN

14 stycznia 2020 przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia stanął Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i jeden z organizatorów pochodu z okazji 11 listopada 2017 roku. Komendant śródmiejskiej policji oskarżył go o niedopilnowanie, aby uczestnicy zgromadzenia nie korzystali ze środków pirotechnicznych, co jest zakazane podczas zgromadzeń publicznych.

To skutek działania obywatelek, które po 11 listopada 2017 roku złożyły zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Zakazana raca płonie najładniej?

Czerwone race, dawniej kojarzone ze stadionami, od kilku lat są nieodłącznym elementem największej imprezy z okazji Święta Niepodległości. Marsz Niepodległości, organizowany przez środowiska nacjonalistyczne, w tym Obóz Narodowo-Radykalny, Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolską, przyciąga co roku kilkadziesiąt tysięcy osób, które w czerwonej łunie idą przez środek Warszawy. Tyle że ta efektowna oprawa Święta Niepodległości jest nielegalna. Posiadania materiałów pirotechnicznych podczas zgromadzeń zabrania art. 52 Kodeksu wykroczeń. 

  • Cały art. 52 KW

    Naruszanie przepisów o zgromadzeniach

    § 1. Kto bierze udział w zgromadzeniu, posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe, wyroby pirotechniczne lub inne niebezpieczne materiały lub narzędzia – podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny.

    § 2. Kto:

    1. przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, 
    2. organizuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu,
    3. przewodniczy zgromadzeniu po rozwiązaniu go,
    4. bezprawnie zajmuje lub wzbrania się opuścić miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako organizator lub przewodniczący zgromadzenia

    – podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

    § 3.Kto:

    1. będąc przewodniczącym lub organizatorem zgromadzenia, umyślnie nie podejmuje środków niezbędnych dla zapewnienia zgodnego z przepisami prawa przebiegu zgromadzenia oraz zapobieżenia powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia,
    2. nie podporządkowuje się żądaniom lub poleceniom przewodniczącego zgromadzenia lub jego organizatora, o których mowa w ustawie z dnia 24 lipca 2015 r. – Prawo o zgromadzeniach (Dz. U. z 2018 r. poz. 408 i 1000),
    3. wzbrania się opuścić miejsce zgromadzenia po jego rozwiązaniu

    – podlega karze grzywny.

    § 4. Podżeganie i pomocnictwo są karalne.

Ten sam artykuł kodeksu wykroczeń zakłada karę grzywny dla przewodniczącego lub organizatora zgromadzenia, który „umyślnie nie podejmuje środków niezbędnych dla zapewnienia zgodnego z przepisami prawa przebiegu zgromadzenia”.

To dlatego Robert Bąkiewicz stanął przed sądem. Od 2015 roku jest on bowiem przewodniczącym zgromadzenia, które organizuje jego stowarzyszenie.

Bąkiewicz nie przyznał się do winy. „Oskarżenie jest absurdalne. To jakby obwiniać prezesa PKP, że na jakiejś trasie grasują kieszonkowcy” – rozpoczął.

„Jeśli ktoś powinien stać na ławie oskarżonych, to komendant policji, który nie reagował, a nie my, którzy dołożyliśmy wszelkich środków, aby ten marsz był bezpieczny”

– mówił dalej.

Robert Bąkiewicz podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, 1.VIII.2019
Robert Bąkiewicz podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, 1.VIII.2019

Jest jednak świadomy, że problem pojawia się rokrocznie, choć na początku zgromadzenia wydawane są komunikaty o nieużywanie pirotechniki. Bąkiewicz twierdzi, że osoby łamiące prawo są wypraszane ze zgromadzenia, ale „nie ma zielonego pojęcia” ile mniej więcej razy się to zdarzyło. Ochotnicza „Straż Marszu Niepodległości”, która pomaga w organizacji, nie raportuje mu podobno takich liczb.

Nieporządni uczestnicy

„Przez 15 minut, kiedy obserwowałyśmy Marsz Niepodległości, nie widziałyśmy żadnych sił porządkowych.

Uczestnicy nieśli race i pochodnie z otwartym ogniem. To kwestia bezpieczeństwa; obok niesiono flagi, to cud, że nic nie zapłonęło. A były tam nawet małe dzieci w wózeczkach”

– mówią OKO.press Beata Kłopocka-Gzyra i Joanna Gzyra-Iskander, które wniosły zawiadomienie na policję. „Organizatorzy w ogóle nad tym nie panowali, nikt nie nawoływał do zaprzestania popełniania przestępstwa, nie było komu zgłosić problemów”.

Robert Bąkiewicz, organizator Marszu Niepodległości, skrytykował osoby, które odpalają race: „Nasze zgromadzenie jest otwarte, może do niego dołączyć i ktoś porządny, i ktoś, kto zamierza łamać prawo. Nam nie wolno kontrolować takich osób, sprawdzać co przy sobie mają”.

Zwrócił uwagę, że straż marszu nie ma wystarczających sił i środków technicznych, by usuwać ze zgromadzenia osoby, u których widać race. Tłumaczył, że najważniejszym obowiązkiem strażników jest zapewnienie bezpiecznego przejścia tłumowi, a interweniowanie w przypadku wykroczeń, takie jak wypraszanie sprawców – tylko wtedy, gdy mają taką „możliwość”. „To jest sprawa policji” – uważa Bąkiewicz.

Robert Bąkiewicz podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, 1.VIII.2019
Robert Bąkiewicz podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego, 1.VIII.2019

Gdzie jest policja? Nie ma, nie ma jej

Sędzia Łukasz Biliński dopytywał, czy w takim razie straż marszu prosiła o pomoc policjantów. Bąkiewicz odparł, że ze względu na stosowany od 2015 roku roku system zabezpieczenia na trasie nie ma policjantów – ich siły są ukryte.

„Nie ma fizycznie takiej możliwości, aby strażnicy marszu poprosili ich o reakcję czy interwencję”. Brak policjantów potwierdzają słowa świadków oraz doświadczenia kobiet, które właśnie w 2017 roku stanęły na trasie marszu z transparentem „Faszyzm stop” – choć były bite i kopane, policja zjawiła się dopiero po kilkudziesięciu minutach.

„Na trasie marszu nie widziałyśmy funkcjonariuszy, ale na pobliskich ulicach stały oddziały w pełnym rynsztunku. Jeżeli organizator sobie nie radzi, powinien wezwać na pomoc policję”

– mówią świadczynie. 

Bąkiewicz, choć początkowo zgodził się odpowiedzieć na pytania OKO.press, po rozprawie zrezygnował z tej możliwości. Nie wiemy zatem, co by się stało, gdyby przy niewielkich siłach ochotników i braku funkcjonariuszy ziścił się czarny scenariusz i materiał, np. z flagi zająłby się ogniem, co niechybnie wywołałoby panikę.

Tragiczne skutki złej organizacji

To niestety realna obawa: w wyniku naporu tłumu podczas zgromadzeń w ostatniej dekadzie zginęły dziesiątki osób, a obrażenia odniosły tysiące. To liczby tylko z kilku wysoko rozwiniętych krajów takich jak Francja, Niemcy, Włochy czy Irlandia. Także z Polski.

W 2015 roku w Bydgoszczy troje studentów zmarło z powodu ucisku na klatkę piersiową, ponieważ w wąskim przejściu na terenie uniwersytetu powstał zator, gdy odbywała się tam uczelniana impreza. Sąd uznał, że współwinni tragedii byli właśnie organizatorzy (samorząd studencki), a także kierownik zespołu ochroniarzy, który nie zapewnił im odpowiedniej łączności oraz rektor uczelni – za brak procedur dotyczących bezpieczeństwa. Ten ostatni został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu.

Podczas Marszu Niepodległości tłum przez ponad kilometr idzie niezbyt szerokim (21 metrów) wiaduktem i mostem Poniatowskiego, z którego jedyna droga ucieczki to skok z wysokości kilku pięter na beton lub do Wisły.

 „Coś się musiało panu komendantowi pomylić”

„Idąc na czele zgromadzenia mam cały czas dostęp do informacji, co się dzieje z tyłu. Mam komunikaty przez radio od policjantów, także nieumundurowanych, od prawnika, mamy nasze centrum dowodzenia” – zapewniał jednak Bąkiewicz przed sądem.

Według niego Stowarzyszenie Marsz Niepodległości było chwalone za organizację przez policję, w tym osobiście właśnie przez śródmiejskiego komendanta, który teraz wysunął oskarżenie. „To jakieś żarty. Coś musiało się panu komendantowi pomylić” – skwitował obwiniony.

Obrońca Bąkiewicza, mec. Maciej Morawiec, próbował zdyskredytować sędziego Bilińskiego, który prowadzi sprawę i wnioskował o wyłączenie go.

„Biorąc pod uwagę orzeczenia pana sędziego co do starcia tzw. lewactwa ze środowiskami narodowymi, zachodzi poważne podejrzenie co do obiektywizmu oceny materiału dowodowego”

– stwierdził.

Biliński orzekał wcześniej w kilku sprawach dotyczących demonstracji obywatelskich i blokad antyfaszystowskich, przyznając im prawo do legalnego i pokojowego wyrażania poglądów, powołując się w tym na Konstytucję RP.

W czerwcu 2019 roku miał zostać jako jedyny sędzia z wydziału karnego przeniesiony do wydz. rodzinnego. Po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanna Bitner uchyliła decyzję o przeniesieniu.

Adwokat podważał także wiarygodność świadków. „Czy ma pani poglądy lewicowe?” – dopytywał. „Czy bierze pani narkotyki?”. Jego zdaniem w takiej w sprawie o race nie powinny zeznawać osoby, który brały udział w antyfaszystowskim pochodzie.

Wielokrotnie odnosił się do wspomnianej wyżej „prowokacji” kobiet na moście. Sędzia Biliński interweniował, że nie są to okoliczności związane z przedmiotem sprawy, czyli problemem rac.

Race ścigane, nienawiść nie

W zawiadomieniu, które wpłynęło do policji, równie mocno podkreślano obecność na marszu nienawistnych haseł, m.in. „Śmierć wrogom ojczyzny” czy „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. To jednak nie zostało uwzględnione w pozwie przeciwko Bąkiewiczowi.

Polskie instytucje publiczne wzbraniają się przed piętnowaniem takich zawołań, gdyż nie wymieniają one konkretnych osób, a publiczne nawoływanie do nie nienawiści ze względu na przekonania polityczne nie jest zapisane w art. 256 Kodeksu karnego. (Czerwień to symbol nie tylko totalitarnego komunizmu, ale też zwalczanych przezeń demokratycznych nurtów socjalizmu i ich współczesnych kontynuatorów, jak unijna Partia Europejskich Socjalistów).

Hasła używane podczas II wojny światowej przez radykalną, skonfliktowaną z Armią Krajową część polskich nacjonalistów, także nie są uznawane za propagowanie ustroju faszystowskiego. Taka interpretacja budzi kontrowersje, jednak organy ścigania nie są w stanie ukarać nawet jawnych rasistów i neofaszystów.

Czy organizatorzy Marszu po doświadczeniach z 2017 roku lepiej zadbali o to, by prawo nie było łamane? Jak pisze Bianka Mikołajewska, nie tylko nie podejmowali działań, by uniemożliwić, czy choćby ograniczyć, używanie nielegalnych rac, lecz przeciwnie: przed marszem dawali do zrozumienia, że będzie można je odpalać, a w czasie Marszu – chwalili się w mediach społecznościowych fotografiami »płonącego” tłumu.

9 listopada 2018 Krzysztof Bosak (wiceszef Ruchu Narodowego, dziś poseł Konfederacji), pisał na Twitterze: „Oczywiście że będą race. Przecież to nie my je ludziom kupujemy, tylko ludzie sami dbają o to żeby zrobić piękną atmosferę na #MarszNiepodległości”.

Czy uda się ukarać jawne łamanie prawa?

Ówczesna prezydent Warszawy przed marszem zapowiadała, że rozwiąże go, jeśli – tak jak w 2017 roku – jego uczestnicy będą odpalali race. Ale później marsz przerodził się w uroczystość państwową (patronat objął prezydent, a organizacją zajął się rząd) i Gronkiewicz-Waltz nie mogła go rozwiązać. 

Blokada Marszu Niepodległości #ObywateleRP

Publicerat av Archiwum Osiatyńskiego Söndag 11 november 2018

W 2018 roku race i petardy, a także puszki po piwie, rzucano z tłumu w kierunku kontrdemonstracji Obywateli RP i buforowej strefy, w której pracowali dziennikarze. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus (wtedy Nowoczesna, obecnie w parlamencie z list SLD) bezskutecznie próbowała skontaktować się ze stołecznym biurem bezpieczeństwa.

„W podobnej sytuacji powinna interweniować policja, a jeśli nie daje sobie rady, musi to zrobić wojsko”

– mówiła OKO.press.

Nie wiadomo, czy ktokolwiek, kto odpalał race na Marszu Niepodległości, będzie ukarany. OKO.press zadało pytanie Komendzie Stołecznej Policji wobec ilu osób prowadzono dochodzenie w sprawie posiadania materiałów pirotechnicznych w czasie zgromadzenia i czy którakolwiek z nich stanęła w tej sprawie przed sądem. Odpowiedzi jeszcze nie dostaliśmy.

Rozprawa Roberta Bąkiewicza będzie kontynuowana 5 marca 2020 roku. Inny organizator MN, Ziemowit Przebitkowski, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, został w 2019 roku skazany za „nieostrożnie obchodzenie się z ogniem poprzez podpalenie i trzymanie płonącej flagi Unii Europejskiej”.

OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Komentarze

    • OKO.press

      Osobiście jestem przeciw zakazywaniu zgromadzeń komukolwiek, podobnego zdania jest wiele organizacji obywatelskich – bo zaraz się okaże, że np. protestujący pod Sejmem też „nie umieją się podporządkować przepisom”. Natomiast obowiązkiem organizatora jest zadbać, aby było bezpiecznie i prawo nie było łamane. Może w tym celu prosić policję o wsparcie, a ona ma obowiązek je zapewnić. Nie powinno być istotne, czy to Marsz Niepodległości czy Parada Równości. (Maciek Piasecki)

      • Michał Cz

        Nie rozumiemy się. Wyraźnie używam określenia "hołota" czyli organizacji świadomie stwarzających zagrożenia,których boi się policja a organizatorzy współdziałają z bandziorami.

  1. Marcin Benedykt

    To jest bzdura, że organizatorzy wypraszają osoby łamiące prawo i robią wszystko co mogą, aby walczyć z pirotechniką na Marszu. Bosak w mediach społecznościowych puszczał oko, że race oczywiście będą i sugerował, że to jest w porządku. Szef Młodzieży Wszechpolskiej drwił z policji, która go ścigała za spalenie flagi UE w tłumie. Organizatorzy od lat lekceważą sobie prawo i drwią z policji bo czują się bezkarni.
    Dlatego z jednym się zgodzę, policja nie powinna opierać się na organizatorach, tylko samodzielnie interweniować na gorącym uczynku, a nie po fakcie. Ale od lat oddali pole uczestnikom, którzy tworzą sobie strefę wyjętą spod prawa, a policja w ogóle nie reaguje. Już nie mówiąc o pustych butelkach po alkoholu, które można spotkać na trasie marszu.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press