0:00
24 września 2020

Kto wygrał? Czy Kaczyński będzie w rządzie i co z tego wynika? Odpowiedzi na 3 pytania o wojnę w PiS

Konflikt w obozie władzy przypomina współczesny serial: każdy odcinek kończył się fabularnym haczykiem, który zmuszał do oglądania następnego. Ale fabuła jest raczej kiepska - zawikłana i pozbawiona treści. Oto co wiemy o najnowszym zwrocie akcji

Wydrukuj

Dynamikę kryzysu w koalicji Zjednoczonej Prawicy być może najlepiej obrazują dwa nagłówki sympatyzującego z PiS portalu wPolityce. Oba zostały zamieszczone późnym wieczorem i nocą w środę 23 września, tuż po drugim spotkaniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z szefem Solidarnej Polski Zbigniewem Ziobro. Obaj panowie mieli ostatecznie uzgodnić na nim warunki porozumienia.

  • O godz. 21:30 portal braci Karnowskich informował: "NASZ NEWS. Konflikt w Zjednoczonej Prawicy zakończony!".
  • Ale już niespełna dwie godziny później, o 23:20 wPolityce opublikowało tekst o tytule: "TYLKO U NAS. Źródło: Jest bliżej niż było, ale to nie koniec".

I tak właśnie plotła się ta opowieść przez cały czas siedmiodniowego serialu o wojnie na szczytach władzy.

Opinia publiczna skazana była na domysły, przecieki do mediów zainteresowanych stron oraz interpretacje, tym bardziej obarczone błędem, im mniejsze skrawki sprawdzonych informacji wychodziły na zewnątrz z gabinetów polityków.

Wydaje się, że obecny etap konfliktu powoli przechodzi do historii, dlatego odpowiadamy w OKO.press na trzy podstawowe pytania dotyczące prawicowej wojny na górze.

Po pierwsze, o co w tym wszystkim chodzi?

Dawno (jeśli w ogóle) nie byliśmy świadkami konfliktu politycznego, który w sposób tak rażący byłby pozbawiony merytorycznych, programowych podstaw. Liderzy obozu nie spierali się na śmierć i życie, co robić dla Polski, ale o to, kto kogo politycznie wykończy: jeśli nie dziś, to za rok lub dwa.

Oficjalnie powodem konfliktu był sprzeciw Solidarnej Polski wobec tzw. ustawy futerkowej, poprawiającej los zwierząt hodowanych na futra. Ale była to tylko zasłona dymna, a los męczonych norek był w całej sprawie od początku najmniej ważny.

Powody konfliktu bardzo szczegółowo opisał w OKO.press nasz dziennikarz Radosław Gruca. Oto informacje, które zdobył:

  1. Podstawowym powodem konfliktu była rywalizacja między Zbigniewem Ziobro a Mateuszem Morawieckim o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim. Wśród polityków obozu władzy coraz częściej mówi się o tym, że wybory parlamentarne w 2023 roku mają być ostatnimi, do których PiS i przystawki poprowadzi Kaczyński.
  2. By zyskać dobrą pozycję wyjściową w walce o miejsce po prezesie, Zbigniew Ziobro chciał wiosną 2020 roku wejść wraz ze swoją partią do PiS, aby mieć możliwość formalnego ubiegania się o pozycję lidera w Prawie i Sprawiedliwości. Propozycja została odrzucona.
  3. Wtedy Ziobro zintensyfikował konflikt z premierem Morawieckim, próbując za wszelką cenę podważyć jego pozycję w rządzie. Ostatnim akordem tej strategii była odmowa poparcia przez Solidarną Polskę tzw. ustawy o bezkarności, która zwalniała m.in. Morawieckiego z odpowiedzialności karnej za działania podejmowane w czasie pandemii.
  4. Ale tym, co ostatecznie zdecydowało, że Kaczyński postanowił pójść z Ziobrą "na ostro", była decyzja podległej ministrowi prokuratury o postawieniu zarzutów w śledztwie smoleńskim rosyjskim kontrolerom lotu. Kaczyński miał uznać, że Ziobro wchodzi na "ziemię świętą", obszar, w którym nic nie może się zdarzyć bez woli prezesa. Prezes przestraszył się również, że Ziobro chce zamknąć sprawę i tym samym ostatecznie pogrzebać teorię zamachu i winy Donalda Tuska. Zapadła więc decyzja, by utemperować ministra sprawiedliwości.

Po drugie, kto wygrał wojnę na górze?

Tego - poza samymi zainteresowanymi - nie wie nikt. Niby w środę 23 września miało dojść do porozumienia między walczącymi stronami, ale opinia publiczna nie poznała jego warunków:

władza sama ze sobą się kłóci i sama ze sobą się godzi, nie mówiąc wyborcom nic ponad to, co potrzebne jest do bieżących partyjnych rozgrywek.

Mówi się więc, że Solidarna Polska będzie musiała poprzeć zarówno ustawę futerkową jak i przepisy o bezkarności - gdyby tak było, bez wątpienia upokarzałoby to Zbigniewa Ziobrę. Jednocześnie słyszymy jednak, że do obu ustaw mają zostać wprowadzone poprawki. Gdyby były znaczące, wskazywałyby z kolei na triumf Ziobry: mógłby mówić, że postawił się Kaczyńskiemu i dzięki temu złe w jego mniemaniu ustawy zostały poprawione.

Wicemarszałek Sejmu i bliski współpracownik prezesa PiS Ryszard Terlecki potwierdził w czwartek 24 września, że do rządu w randze wicepremiera wejdzie Jarosław Kaczyński. Choć może "potwierdził" to za duże słowo, bo dodał: "Taki jest plan, zobaczymy, jak będzie".

Kaczyński miałby zostać szefem struktury nazwanej roboczo Komitetem ds. Bezpieczeństwa i w tej roli kontrolować Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Obrony Narodowej oraz - co w tej sytuacji najważniejsze - Ministerstwo Sprawiedliwości.

A więc Ziobro przegrał? Niekoniecznie. Solidarna Polska na pomysł wejścia Kaczyńskiego do rządu zareagowała entuzjastycznie:

"To byłaby bardzo dobra sprawa dla Polski, dla rządu, dla jedności Zjednoczonej Prawicy. Solidarna Polska od początku mówiła, że bylibyśmy bardzo zadowoleni, gdyby zdecydował się dołączyć do rządu”

– mówił Jan Kanthak z SP.

Skąd ta deklarowana radość Ziobry i jego ludzi? To proste: Jarosław Kaczyński w rządzie zmienia układ sił. Nawet jeśli będzie wicepremierem, de facto będzie pełnił rolę nadpremiera. A więc, przynajmniej przez jakiś czas, osłabi pozycję Mateusza Morawieckiego, głównego wroga Ziobry.

Co prowadzi nas do kolejnego pytania:

Po trzecie, czy to już koniec konfliktu?

W żadnym razie. Jesteśmy jedynie świadkami zakończenia jego pierwszego etapu. W kończącej się rozgrywce nikt na pewno nie wygrał, ani nikt na pewno nie przegrał. Oba obozy policzyły swoje wojska, zasoby i dokonały inwentaryzacji w magazynie amunicji, żeby zobaczyć, jaki mają potencjał w kolejnych bitwach.

Najbliższa już niedługo, podczas listopadowego kongresu Prawa i Sprawiedliwości, na którym Mateusz Morawiecki miał zostać pierwszym wiceprezesem partii, czy naturalnym następcą Jarosława Kaczyńskiego.

Ale po wydarzeniach ostatniego tygodnia wcale nie jest już takie pewne, że obejmie tę funkcję.

Nowym frontem może stać się również wojna z kobietami, której radykalnym heroldem jest Ziobro: już 22 października Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej de facto zdelegalizuje aborcję w Polsce, a to, jak szybko jego wyrok zostanie przekuty w nowe prawo, zależy od koalicyjnych ustaleń. Nie wiadomo również, czy Solidarna Polska porzuci swoje pomysły na wypowiedzenie antyprzemocowej Konwencji Stambulskiej - sceptyczny wobec takich demonstracyjnych ruchów był premier Morawiecki.

Trzymając się serialowej metafory, można napisać, że o ile ostatnie pięć lat rządów PiS było mrocznym, ale też trochę zabawnym serialem w stylu braci Cohen, kolejne odcinki wyreżyseruje już Quentin Tarantino - duża dawka brutalności, suspensów i krwi jest gwarantowana.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne