18 września 2020

Kaczyński dał zielone światło: za 34 dni Trybunał zdelegalizuje aborcję. PiS idzie na wojnę z kobietami

22 października Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy wniosek posłów o uznanie przesłanki embriopatologicznej za niezgodną z konstytucją. To oznacza koniec legalnej aborcji w Polsce. Projekt popiera Zbigniew Ziobro i Rzecznik Praw Dziecka. Wyrok upolitycznionego TK jest formalnością

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie jednej z przesłanek do legalne aborcji za niezgodną z konstytucją został pierwotnie złożony w październiku 2017 roku. Przeleżał w zamrażarce aż do końca poprzedniej, ósmej kadencji Sejmu. Za opieszałość krytykowali PiS posłowie wnioskodawcy oraz środowiska ultrakatolickie.

Nowa kadencja Sejmu zmusiła posłów do ponownego złożenia wniosku. W grudniu 2019 roku 119 posłów i posłanek PiS, Konfederacji, Kukiz’15 podpisało się pod wnioskiem o uznanie przesłanki embriopatologicznej (gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”), za niezgodną z konstytucją.

Wniosek poparł m.in. Zbigniew Ziobro i Rzecznik Praw Dziecka (mówił o tym w przemówieniu w Senacie 11 września 2020)

Przyjęcie wniosku oznacza w praktyce koniec legalnej aborcji w Polsce. Będzie ona legalna tylko w przypadkach, gdy zagrożone jest życie czy zdrowie kobiety oraz w przypadku gwałtu.

W 2019 roku spośród 1100 legalnych aborcji aż 1074 to aborcje z powodu wad płodu (prawie 98 proc. wszystkich zabiegów). 33 zabiegi były spowodowane zagrożeniem życia kobiety, a ledwie trzy - czynem zabronionym.

Trybunał i aborcja: dlaczego teraz?

Wydaje się mało prawdopodobne, by projekt wypłynął po to, by zostać rozpatrzony negatywnie. Nie ma zresztą powodu, by PiS nie ustąpił tym razem środowiskom ultrakatolickim.

Po pierwsze, zakończył się trzyletni maraton wyborczy - ewentualna utrata wyborców bardziej umiarkowanych lub po prostu wielkie protesty na ulicach już PiS nie grożą (czy może - już ich nie obchodzą).

Gdyby jednak po kryzysie w Zjednoczonej Prawicy przyspieszone wybory odbyły się w listopadzie, zakaz aborcji może być ceną, którą zapłaci Jarosław Kaczyński ojcu Rydzykowi za poparcie i zostawienie na lodzie Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

Przyjęcie wniosku będzie w takim scenariuszu ukłonem w stronę ultrakatolickich środowisk, m.in. Radia Maryja, z którym relacje zostały nadwyrężone przez "Piątkę dla zwierząt".

Po drugie bowiem, Jarosław Kaczyński przegrywa ostatnio ze Zbigniewem Ziobro w wyścigu na najbardziej dyskryminujący i najbardziej fundamentalistyczny pomysł. Ziobro jest dziś na froncie walki ze środowiskiem LGBT, a niedawno zapowiedział wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej. Prezes PiS pozostaje w tyle i pozytywne rozpatrzenie wniosku posłów może podbudować jego wizerunek w walce o fundamentalistyczny elektorat.

Po trzecie, politycy PiS wielokrotnie rozbudzali nadzieje wśród ultrakatolickich wyborców na przyjęcie takiego rozwiązania:

  • w marcu 2018 komisja sprawiedliwości i praw człowieka, której przewodził poseł PiS Stanisław Piotrowicz, nie odrzuciła projektu „Zatrzymaj aborcję” i przesłała ją do dalszych prac w Sejmie;
  • także w marcu 2018 sejmowa komisja legislacyjna poparła wniosek do TK o uznanie przesłanki embriopatologicznej za niezgodną z konstytucją,
  • w 2018 roku prezydent Andrzej Duda kilkakrotnie powtórzył, że gdyby ustawa „Zatrzymaj aborcję” trafiła na jego biurko, podpisałby ją.
  • w 2020 roku projekt "Zatrzymaj aborcję" znowu utknął w Sejmie (było tuż przed wyborami), ale posłowie PiS zdecydowanie wsparli projekt.
  • Jeszcze w 2016 roku po Czarnym Proteście Jarosław Kaczyński obiecywał, że sprawa zostanie rozwiązana i że "aborcja eugeniczna" będzie zakazana. Powtórzył to w 2020 roku.

Po piąte, według nieoficjalnych informacji projekt orzeczenia TK miał być gotowy już w 2018 roku, ale z jakiś powodów nie ujrzał wtedy światła dziennego, a rozprawa się nie odbyła.

Po szóste, sprawozdawcą wniosku podczas rozprawy 22 października będzie sędzia Justyn Piskorski, znany z ultrakonserwatywnych poglądów.

TK już kiedyś zaostrzył ustawę

Chociaż decyzję podejmuje teoretycznie Trybunał Konstytucyjny, oczywistym jest, że w rzeczywistości o kształcie wyroku decyduje prezes PiS. Julia Przyłębska nie umieściłaby wniosku na wokandzie bez zgody Kaczyńskiego. Zabieg ze scedowaniem decyzji na organ teoretycznie apolityczny ma w założeniu PiS zdjąć odpowiedzialność z partii rządzącej i storpedować masowe protesty kobiet.

Już raz TK zaostrzył ustawę antyaborcyjną. W 1996 roku Sejm zliberalizował przepisy, a w 1997 TK z prezesem Andrzejem Zollem na czele przywrócił tzw. "kompromis aborcyjny".

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne