0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Alberto PIZZOLI / AFPFoto Alberto PIZZOLI...

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Lektura tekstu encykliki „Magnifica Humanitas” jest rozczarowująca, zwłaszcza jeśli przywołać poprzedzające ją encykliki papieża Franciszka, w których z łatwością dało się odczuć zerwanie z tradycyjną nowomową watykańską.

Widać to było również w przypisach, które pokazywały, że Franciszek zerwał z wielowiekową tradycją cytowania głównie dokumentów kościelnych i sięgał do innych tradycji religijnych, literatury i filozofii.

Leon XIV skupiając się na skrupulatnym odnotowywaniu tekstów swoich papieskich poprzedników, poczynając od Leona XIII, sprawiał wrażenie, jakby poza refleksją kościelną nic innego nie zasługiwało na uwagę (dla ścisłości odnotujmy, że pojawiło się jedno odniesienie do książki Hanny Arendt).

Poza tym tytułowe „Wspaniałe człowieczeństwo” pojawia się nie tylko w kontekście wybitnie teologicznym, poczynając od pierwszego otwierającego zdania: „Wspaniałe człowieczeństwo stworzone przez Boga staje dziś wobec decydującego wyboru: wznieść nową wieżę Babel albo budować miasto, w którym Bóg i ludzkość zamieszkują razem”.

Inne konteksty są wręcz chrystologiczne, by wspomnieć, choćby końcowe zaproszenie: „Dlatego ja – jako wierzący pośród wierzących – zapraszam do kontemplacji w obliczu Syna wspaniałego człowieczeństwa, które rzuca światło także na epokę AI. W Chrystusie rozumiemy, że człowiek jest powołany, by być współpracownikiem w dziele stworzenia, a nie zrezygnowanym widzem procesów technologicznych, które ograniczają jego wolność i odpowiedzialność”.

Można więc postawić zasadne pytanie, a co z człowieczeństwem tych, którzy nie uznają Chrystusa, albo wręcz są ludźmi niewierzącymi? Czy ich to wspaniałe człowieczeństwo nie obejmuje?

Moje rozczarowanie „Magnifica Humanitas” wynika z nadziei, że zapowiadany tekst miał dostarczyć odpowiedzi na najważniejsze pytanie naszych czasów, czyli jak pogodzić odmienne i skonfliktowane sposoby postrzegania rzeczywistości.

Jak się wydaje, taką możliwość zdaje się oferować właśnie AI, a Kościół mający ambicje wejścia z jej twórcami w owocny dialog, mógłby właśnie taką propozycję wypracować.

Niestety to się nie stało, gdyż papież Leon XIV wolał wrócić do sprawdzonych trajektorii chrystologicznych, które wykluczają zdecydowaną większość ludzkości (obecna globalna populacja wynosi 8,3 miliarda).

Nawet pobieżna lektura dokumentu opublikowanego w wielu wersjach językowych wskazuje, że nie pojawiają się w nim nowe elementy katolickiej społecznej doktryny. Wystarczy rzut oka na dokument watykański „Antiqua et nova” poświęcony właśnie sztucznej inteligencji, opublikowany w styczniu 2025 roku przez Dykasterię, by się przekonać, że są tam obecne wszystkie tezy powtórzone teraz w encyklice „Magnifica Humanitas”.

Słusznie więc może pojawić się pytanie, w jakim celu ten nowy dokument został przygotowany i do kogo jest skierowany?

Może chodzi po prostu o zwykły zabieg propagandowy, który ma pokazać, jak bardzo nowy papież interesuję się epokowymi zmianami cywilizacyjnymi i jak bardzo leżą mu one na sercu. Jednak to, co niepokoi, to fakt, że wracają w nim stwierdzenia, które świadczą o powrocie do ujęć tradycyjnych, by nie powiedzieć konserwatywnych, prezentowanych w nowym kontekście zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją.

Można w tym widzieć powrót do koncepcji sprzed pontyfikatu poprzedniego papieża, Franciszka, który był zasadnie uważany za pierwszego papieża postsekularnego. Tak w każdym razie przedstawiła to irlandzka socjolożka religii Michele Dillon. Nie jest jednak łatwo te nowe akcenty dostrzec przy powierzchownej lekturze.

Bardzo krytyczną opinię ma też o tym tekście prof. Tomasz Polak, teolog, były prezbiter katolicki: „Leon nie tyle wzmacnia system, ile kręci się w jego wnętrzu. Czytam tę encyklikę jako nagromadzenie formuł językowych (po części o charakterze zaklęć), z których nie wynika nic nowego. Cała nowość polega na dostrzeżeniu nowych wyzwań – przede wszystkim AI – ale nie da się już tego nie dostrzegać. Odpowiedzią musiałaby być zmiana paradygmatu kościelnego mówienia i działania, ale tego trudno się spodziewać”.

Przeczytaj także:

Imponujące wydarzenie medialne

Zacznijmy od tego, że z rozmachem zaprezentowana 25 maja 2026 roku w watykańskiej Auli Synodalnej pierwsza encyklika papieża Leona XIV „Magnifica Humanitas” była świetnie zorganizowanym wydarzeniem medialnym na skalę globalną.

Wielka sala, na scenie długi stół,. za nim siedzę kardynałowie, papież po środku, i kilka osób cywilnych
Prezentacja encykliki Magnifica Humanitas, 25 maja 2026. W środku papież Leon XIV. Fot. Alberto PIZZOLI/AFP

W istocie godnym instytucji liczącej prawie półtora miliarda wyznawców. Po raz pierwszy w historii promocja papieskiego dokumentu odbyła się z udziałem papieża, jest dostępna na kanale YouTube. W prezentacji dokumentu oprócz papieża udział wzięli trzej kardynałowie Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, który przewodniczył panelowi, Víctor Manuel Fernández, prefekt Dykasterii ds. Nauki Wiary i Michael Czerny, prefekt Dykasterii ds. Integralnego Rozwojowi Człowieka.

Dwie teolożki katolickie Anna Rowlands, profesorka katolickiej nauki społecznej na Uniwersytecie w Durham w Wielkiej Brytanii oraz członkini Dykasterii ds. Integralnego Rozwojowi Człowieka, i Leocadie Lushombo, pochodząca z Demokratycznej Republiki Konga, a wykładająca w Jesuit School of Theology na Uniwersytecie Santa Clara w Kalifornii i również członkini Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka.

Gościem specjalnym był Christopher Olah, współzałożyciel firmy AI Anthropic i badacz sztucznej inteligencji, który deklaruje się jako ateista.

Leon XIV na zakończenie prezentacji encykliki „Magnifica Humanitas” właśnie jemu podziękował w sposób szczególny. Był to wszak jedyny moment postsekularny zarówno samej prezentacji, jak i dokumentu, do czego jeszcze wrócę na koniec tych rozważań.

Całość została zdominowana przez samozadowolenie katolickich uczestników wydarzenia i zabrakło w nim świadomości współodpowiedzialności za problemy, z którym ludzkość się dzisiaj zmaga. Choć w założeniu miała to być prezentacja społecznej nauki Kościoła, która byłaby w stanie udzielić odpowiedzi na wyzwania współczesności, tak naprawdę zarówno diagnoza, jak i zaproponowane środki zaradcze, zabrzmiały mało przekonująco.

Chyba od czasu ekologicznej encykliki papieża Franciszka „Laudato si” z 2015 roku, poświęconej wspólnej trosce o zagrożoną klimatycznymi zmianami Ziemię, żaden inny papieski dokument nie spotkał się z równie życzliwym, a nawet entuzjastycznym przyjęciem mediów liberalnych.

Również media konserwatywne nie szczędzą pochwał, czego nigdy nie doczekał się poprzednik Leona. Ma to swoje uzasadnienie w treści dokumentu, do czego jeszcze wrócę.

Akcenty pozytywne

Zacznijmy od akcentów pozytywnych, czyli od samej prezentacji, która została dość szczegółowo zrelacjonowana przez agencję episkopatu KAI. Dobór prelegentów miał pokazać ludzką, otwartą i tolerancyjna twarz katolicyzmu, a przede wszystkim wskazać na kontynuację społecznej doktryny Kościoła.

I tak się stało. Arcybiskup Víctor Manuel Fernández, skupiając się na teologicznej wykładni encykliki zawartej w paragrafach od 118 do 130, wskazał na opozycję między pokusą samowystarczalności zawartej w osiągnięciach technologicznych a światem miłości i relacji z Bogiem.

Innymi słowy, wiara w Boga jest jedyną możliwością przezwyciężenia ograniczeń technologii, które Fernández, cytując „Magnifica Humanitas”, dostrzega w transhumanizmie i posthumanizmie. Podobnie Anna Rowlands dokonała prezentacji nauki społecznej Kościoła, a raczej ideału człowieka, jaki się z niej wyłania, jako osobowości zdolnej do dialogu, głębokiej relacji i solidarności z najbardziej potrzebującymi.

Sztuczna Inteligencja, zdaniem Rowlands, to nie tylko kolejna odsłona technologicznych możliwości człowieka, ale również przykład możliwych nadużyć władzy wąskiej grupy osób związanej rozwojem AI. Dlatego encyklika jest wezwaniem do rozeznania jak uniknąć tych nadużyć.

Szczególnie oczekiwany był głos Christophera Olaha, jedynego nie katolika w tym gronie, który jako przedstawiciel twórców AI prezentował środowisko postrzegane przez Kościół katolicki jako „zagrożenie”.

Co-founder of US artificial intelligence (AI) company Anthropic, Christopher Olah, shakes hands with Pope Leo XIV before the presentation of the first Encyclical Letter “Magnifica Humanitas”, focused on the rise of artificial intelligence, in The Vatican on May 25, 2026. (Photo by Alberto PIZZOLI / AFP)
Leon XIV i Christopher Olah podczas prezentacji encykliki Magnifica Humanitas w Watykanie, 25 maja 2026. Fot. Alberto PIZZOLI/AFP

Jego wystąpienie było najszerzej komentowane, zwłaszcza wyzwanie do wspólnego namysłu nad implikacjami nie do końca zrozumiałych odkryć AI. Jak powiedział Olah: „Jako badacze wciąż odkrywamy w nich zjawiska, których do końca nie rozumiemy. Dlatego potrzebujemy ciągłego rozeznania i odpowiedzialnej debaty”.

Jego głos można znaleźć na stronie firmy Anthropic. Słuchając tego, co mówił Olah, miałem wrażenie, że jestem świadkiem momentu postsekularnego, gdy osoba o innym światopoglądzie dostrzega szansę wzbogacenia własnej perspektywy przez uwzględnienie punktu widzenia odmiennego od własnego.

Jak powiedział „To poprzez dialog i wspólny wysiłek, poprzez wzajemne przyciąganie i odpychanie, ludzkość osiągnie wielkie rzeczy. To właśnie widzę w »Magnifica Humanitas« i dlatego jestem wdzięczny Jego Świątobliwości i Kościołowi za podjęcie tego dzieła rozeznania”.

Co ciekawe, Olah stwierdził, że w ramach działalności swego zespołu już to robią i poszukują tego, co łączy: „Tak często rozwodzimy się nad tym, co nas dzieli, ale ludzkość, pełna godności i sumienia, ma tak wiele wspólnego. W rozmowach, które przeprowadziliśmy w Anthropic z liderami różnych wyznań i tradycji kulturowych, odkryliśmy jedno wspólne i głęboko zakorzenione przekonanie: jeśli ta technologia ma się rozwijać, musi się rozwijać dobrze – dla naszego wspólnego domu i dla przyszłych pokoleń”.

Nawet jeśli nie do końca wiadomo, co to znaczy, że „technologia musi się rozwijać dobrze”, to zasadnie można zakładać, że chodzi o ograniczenia natury moralnej.

I jeszcze jeden cytat w wypowiedzi współzałożyciela Anthropic, który zdaje się wskazywać, że proces namysłu nad konsekwencjami rozwoju AI dokonuje się również bez zachęty papieża: „Znajdujemy struktury, które odzwierciedlają wyniki ludzkiej neuronauki. Znajdujemy dowody introspekcji. Znajdujemy stany wewnętrzne, które funkcjonalnie odzwierciedlają radość, satysfakcję, strach, smutek i niepokój. Nie wiem, co to znaczy, ale myślę, że wymaga to ciągłego rozeznania”.

Krótko mówiąc, u Olaha ateisty dostrzegam zaciekawienie światopoglądem religijnym, zaś podobnego zaciekawienia u katolików biorących udział w prezentacji papieskiego dokumentu, nie dostrzegłem.

To wrażenie zostało potwierdzone kolejnymi dwoma głosami, najpierw Leocadie Lushombo, która skupiła się na chrześcijańskiej antropologii teologicznej przedłożonej w encyklice przez papieża, a następnie Michael Czerny zwrócił uwagę na pozytywne aspekty sztucznej inteligencji, w której jak się wyraził „ludzkość może dostrzec odbicie samej siebie: zdolność do abstrakcyjnego myślenia, uczenia się, poszukiwania porządku w złożoności. Każde autentyczne osiągnięcie ludzkiej inteligencji ujawnia coś z wielkości osoby ludzkiej, a dla wierzących wskazuje na tajemnicę stworzenia: mężczyźni i kobiety są stworzeni na obraz Boga i uczestniczą w ograniczony sposób w boskiej kreatywności”.

Chyba zasadnie można postawić tezę, że w gruncie rzeczy encyklika „Magnifica Humanitas” jest pochwałą społecznej nauki Kościoła katolickiego. Można wręcz powiedzieć, że odwołania w niej zawarte do poszczególnych tekstów kościelnych zdają się sugerować spójny obraz instytucji, która od zawsze miała mieć na względzie tylko dobro człowieka i jego pełny rozkwit możliwy dzięki wiernemu przylgnięciu do tego uszczęśliwiającego całą ludzkość kościoła.

Aż dziw bierze, że tak wielu ludzi ma wątpliwości, czy aby to jest obraz zgodny z rzeczywistością.

Konteksty „Rerum novarum” i „Redemptor hominis”

By w pełni zrozumieć, jak bardzo „Magnifica Humanitas” rozczarowuje, zwrócę uwagę na dwa dokumenty, które są istotnym punktem odniesienia dla Leona XIV. Pierwszy wydany przez jego imiennika w 1891 roku, a drugi – przez polskiego papieża w 1979 roku. Jednak interesujące są nie tyle dokumenty per se, ile raczej kontekst, w jakim powstały, a zwłaszcza miejsce, jakie zajęły w pontyfikatach ich autorów.

Już w momencie, gdy wybrany na papieża 8 maja 2025 roku kardynał Robert Prevost przybrał imię Leona XIV, we wszystkich komentarzach pojawia się odniesienie do poprzednika Leona XIII i jego encykliki „Rerum Novarum” z 1891 roku.

Zresztą sam Leon XIV chętnie na te paralele wskazuje, podkreślając, że tak jak jego imiennik odpowiedział na palące problemy końca XIX wieku, a szczególnie na sytuację robotników w rodzącym się systemie kapitalistycznym, on chce to samo zrobić z wyzwaniami, jakie stawia dzisiaj przed ludzkością sztuczna inteligencja.

Warto sięgnąć więc do charakterystyki tego papieża sprzed wieku pióra autora książki „Historia papieży” Johna O’Malleya. Otóż jego zdaniem Leon XIII nie był liberałem, co więcej był zdecydowanym zwolennikiem osławionego „Syllabusa”, czyli spisu wszelkich możliwych herezji i błędów, ogłoszonego w 1864 roku przez Piusa IX.

Papież potępił w nim m.in. wolność religijną, wolność prasy i rozdział państwa od Kościoła. Najbardziej charakterystycznym aspektem pontyfikatu Leona XIII jest duża liczba encyklik, których opublikował aż siedemdziesiąt pięć w ciągu dwudziestu pięciu lat panowania, średnio trzy rocznie.

Jak prawie wszyscy katolicy jego kultury i klasy odczuwał niemal instynktowną niechęć i nieufność do republikańskich lub demokratycznych form rządów.

„Rerum Novarum” to jego najważniejsza encyklika i pierwsza na temat kwestii społecznych, takich jak sprawiedliwa płaca i prawo robotników do zrzeszania się. Jednak już w 1899 roku w swoim liście apostolskim „Testem Benevolentiae”, skierowanym do arcybiskupa Baltimore, Leon XIII potępił jako herezję „amerykanizm”, ruch w Stanach Zjednoczonych, który chciał zaadaptować katolicyzm do wartości demokratycznych.

To potępienie zatruło życie katolikom na całym świecie praktycznie do Soboru Watykańskiego drugiego, gdy wreszcie, zresztą w dużym stopniu dzięki biskupom i teologom amerykańskim, katolicyzm przezwyciężył nieufność wobec demokracji. (oczywiście nie wszędzie, jeśli wziąć pod uwagę poglądy większości polskiego kleru i znacznej części świeckich katolików ukształtowanych przez ten kler).

Krótko mówiąc, „Rerum novarum” to jeden z nielicznych jasnych punktów w czasie długiego pontyfikatu tego papieża.

Jan Paweł II: inwigilacja i kontrola

Nieco inaczej trzeba spojrzeć na drugi, często przywoływany w „Magnifica Humanitas” tekst, czyli „Redemptor hominis” Jana Pawła II. To pierwsza encyklika polskiego papieża, która otwierała jego dwudziestosiedmioletni pontyfikat.

W jej centrum było przekonanie, że tylko w Jezusie Chrystusie, zbawicielu człowieka, można znaleźć klucz do zrozumienia nie tylko samego człowieka, ale i całej historii. Dzieje się tak, gdyż jest Chrystus „jest ośrodkiem wszechświata i historii”.

To przesłanie określiło nie tylko nauczanie doktrynalne Jana Pawła II, ale również dyscyplinarne praktyki wdrażania tej doktryny w życie codzienne Kościoła. W praktyce oznaczało to rozbudowane struktury „czuwania” nad właściwym nauczaniem teologii. W czym szczególnie gorliwym współpracownikiem okazał się prefekt ówczesnej Kongregacji (dzisiaj Dykasterii) Nauki Wiary Joseph Ratzinger.

Ten system inwigilacji i kontroli doprowadził do zamrożenia refleksji teologicznej, a jeśli ktoś ośmielił się zgłaszać jakieś wątpliwości czy mieć odmienne zdanie, był pozbawiany prawa nauczania i wypowiadania się w imieniu Kościoła.

Osoby dotknięte prawdziwym prześladowaniem za czasów pontyfikatu Jana Pawła II nigdy nie zostały zrehabilitowane czy przeproszone. Leon XIV przejmując bezkrytycznie, a nawet z całkowitą aprobatą to dziedzictwo, przyjmuje na siebie również odpowiedzialność za te ciemne karty instytucji, którą od roku kieruje.

To oczywiście tylko jeden z wielu możliwych do napiętnowania aspektów życia Kościoła, który jednak radykalnie osłabia wiarygodność tej instytucji i jej prawo do wypowiadania się na temat etycznych i moralnych aspektów użycia i nadużycia AI.

Owszem, trzeba przyznać, że na kartach „Magnifica Humanitas” pojawiają się przeprosiny za grzechy Kościoła, ale dotyczą one spraw tak odległych, jak niewolnictwo, w które papiestwo było czynnie zaangażowane i ponosi współodpowiedzialność za jego trwanie przez wieki.

Jest też mowa o konieczności oczyszczenia i wyrównania krzywd. Jednak warto przypomnieć, że ich ujawnienie stało się możliwie tylko dzięki wysiłkom samych ofiar i ludzi mediów, którzy ich wspomagali, przy dużym oporze samego papiestwa i podległych mu hierarchów.

Dla sprawiedliwej oceny odnotujmy jednak ten fragment encykliki: „Żyć sprawiedliwością w Kościele znaczy oczyszczać relacje i struktury kościelne z tych wypaczeń, które powodują nierówności, nieprzejrzystości i nadużycia. W tym względzie słuchanie ofiar wykorzystania duchowego, ekonomicznego, instytucjonalnego, seksualnego, nadużyć władzy i sumienia stanowi integrującą część drogi sprawiedliwości, obejmującej uznanie wyrządzonej szkody, sprawiedliwe zadośćuczynienie oraz prewencję”.

Jest to jednak tylko wyjątek w tym długim tekście, niezwykle elokwentnym, jeśli chodzi o wyliczanie nadużyć innych, w tym również twórców AI. Na koniec chciałbym wspomnieć o czymś, co wydaje mi się największym brakiem omawianego dokumentu.

Brak momentu postsekularnego

Na początku tych rozważań wspomniałem, że zabrakło mi zarówno w uroczystej prezentacji tej pierwszej encykliki, jak i w samym tekście momentu postsekularnego.

Dlatego na koniec pozwolę sobie przywołać moją definicję postsekularyzmu, sformułowaną w książce „Wiara dobra, niewiara dobra” w 2024 roku: „Postsekularyzm jest nie tylko sposobem myślenia, ale przede wszystkim sposobem działania, którego celem jest zbudowanie trwałych, opartych na poszanowaniu wzajemnych odrębności, struktur społecznych służących dobru wspólnemu. Najważniejszym wyznacznikiem tej nowej formy międzyludzkiej koegzystencji jest zawieszenie wartościowania konkretnych światopoglądów na podstawie kryteriów religijnych, politycznych czy narodowych, które do tej pory były elementami polaryzującymi grupy społeczne. Jedynym wyznacznikiem wartościującym jest wkład w tworzone dobro wspólne”.

Od wielu lat interesuję się zjawiskiem postsekularyzmu. Wydawało się, że Kościół katolicki może wiele wnieść w toczącą się debatę. Niestety jak dotąd wnosi tylko przekonanie o swojej wyższości. Jak długo to się nie zmieni, tak długo jego głos w rozmowie na temat AI będzie słabo słyszalny.

Na zdjęciu Stanisław Obirek
Stanisław Obirek

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita, wyświęcony w 1983 roku. Opuścił stan duchowny w 2005 roku, wcześniej wielokrotnie dyscyplinowany i uciszany za krytyczne wypowiedzi o Kościele, Watykanie. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.

Komentarze