0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Piotr Pacewicz, OKO.press: Sędzia Włodzimierz Wróbel mówił w TVN24: "Kiedy patrzymy na ukraińskie dzieci, które są usuwane z ośrodków zbiorowego zakwaterowania, to brak prawdziwego Trybunału Konstytucyjnego jest szczególnie dotkliwy. Bo już dawno temu ta nieszczęsna ustawa powinna być zaskarżona w Trybunale jako niezgodna z Konstytucją.

Prof. Ewa Łętowska*: Słuchałam go, dobre wystąpienie. Komentowałam, że jest oczywiste, że ustawa wygaszająca pomoc uchodźdcom z Ukrainy jest niekonstytucyjna. Ale sprawa nie pójdzie do tego Trybunału, bo to nie ma sensu w sytuacji, gdy Trybunał normalnie nie pracuje. A z kontrolą ustawy przez sądy mogą być trudności, choć taka ścieżka nie jest wykluczona. Bo kontrola rozproszona przez sądy wymaga zaskarżenia sytuacji konkretnej osoby – a tu tej

ścieżki zaskarżalności dla poszkodowanego po prostu nie ma, nie przewidziano.

Zauważyłem, że sędzia przypiął do półki zdjęcie, które publikowaliśmy w OKO.press: pani Julii z OZZ-tu w Gorzowie Wielkopolskim z parą dzieci Michałem i Maszą. W Ukrainie była nauczycielką matematyki. Jest w ciąży, w związku z tym, ona i jej dziecko, które się urodzi, mają prawo zostać w ośrodku.

Bo są pod ochroną, należą nadal do grupy wrażliwej.

Ale szóstka jej dzieci wcześniej urodzonych, w tym Masza i Michał, traci to prawo, podobnie jak mąż. Czy nie narusza to „szczególnej ochrony” jaką Konstytucja w art. 18 przewiduje dla rodziny i macierzyństwa? Ustawa de facto wywiera presję na rozdzielenie tej rodziny.

To jest dobry przykład złego prawa, ale od początku... Ustawa ze stycznia 2026 o wygaszaniu pomocy dla Ukraińców, którzy znaleźli się w Polsce w związku z pełnoskalową wojną, to taka ustawa, którą prawnicy nazywają czasem zsypową. Jest zsypem wielu rozwiązań kazuistycznych zawartych w różnych ustawach, gdzie w 2022 r. przyznano uchodźcom różne benefity i teraz są one odbierane:

tutaj uszczkniemy, tam ograniczymy, a to zlikwidujemy w całości.

Kazuistyka powoduje, że trudno się zorientować w rzeczywistych skutkach zmian. Nikogo nie posądzam, że chciał rozdzielić panią Julię z resztą rodziny. Takie są jednak skutki wprowadzania pozornie neutralnych wyjątków, czy nowych zakresów obowiązywania przepisów. I tego nie widać, dopóki znający praktykę „od podszewki” osoby udzielające pomocy, jak choćby siostra Małgorzata Chmielewska, nie zwrócą na to uwagi.

Przeczytaj także:

A nie sądzi pani profesor, że ograniczając prawa dzieci i tym samym eliminując rodziny z OZZ-ów rządzący chcieli po prostu zredukować zakres pomocy? Zgodnie z bezwzględną zasadą, że jeśli uchodźca nie pracuje, to niech sobie radzi sam.

Ustawa wygaszająca jest wyrazem trendu europejskiego, by ograniczać pomoc uchodźcom i dążyć do ich usamodzielnienia, ale obrazuje systemową bolączkę naszego ustawodawstwa, która tutaj doszła do głosu w pełnej krasie.

Nigdy nie potrafiliśmy i nie potrafimy zaprojektować — uwaga! – przepisów i mechanizmów przejściowych, niezbędnych w sytuacjach, gdy beneficjenci pomocy to grupa o różnym składzie i możliwościach adaptacyjnych. I zasada, że dążymy do ograniczenia świadczeń tym, którzy są w stanie pracować – jest trafna – ale musi być też „przejściówka”, aby chwyciła sytuacje naszej pani Julii z szóstką dzieci, którymi ktoś musi się zająć. I dalej.

My bardzo wąsko widzimy sprzeczność z Konstytucją. Gdy np. napisałam na FB, że to wygaszanie jest niekonstytucyjne, natychmiast spotkałam się z charakterystyczną repliką. „A gdzie w konstytucji jest napisane, że mamy w nieskończoność pomagać Ukraińcom?” albo „czy tam pisze, co mają otrzymywać?” No nie jest! Oczywiście, nie można w nieskończoność pomagać i konserwować w ten sposób czegoś co było nagłym stanem konieczności dziejowej,

ale w Konstytucji RP jest napisane, że legislacja powinna być rzetelna,

odpowiadać standardom demokratycznego państwa prawa. A to oznacza m.in. umiejętne posługiwanie się przepisami (a właściwie mechanizmami) przejściowymi.

Ustawa wygaszająca jest nierzetelna, bo ogranicza nieproporcjonalnie pomoc dla pani Julii i jej rodziny. Przepisy źle zdefiniowały grupę osób chronionych. Nie doszłoby do tego, gdyby ustawodawca skorzystał z wiedzy choćby prowadzących ośrodki czy fundacji, które zajmują się pomaganiem uchodźcom. Bo wtedy by zobaczył paradoksy swoich legislacyjnych umiejętności.

Ustawa wygaszająca została w ramach konsultacji społecznych rozesłana do organizacji społecznych, a także do RPO, 29 grudnia 2025 po południu. Należało odpowiedzieć... do 2 stycznia 2026.

Nie wiedziałam, że to było aż tak drastyczne. Gdybym była rzecznikiem, to bym swoją opinię opatrzyła stosownym komentarzem, należałoby użyć słowa „skandaliczne”, ale w języku cywilizowanym można było powiedzieć, że to był niewystarczający termin.

RPO w swojej opinii zwrócił na to uwagę.

W efekcie takiego trybu pracy napisano tę zsypową ustawę i teraz władze ze zdziwieniem patrzą, co z tego wychodzi. A przecież organizacje społeczne co najmniej od marca alarmowały, jakie będą skutki na przykład odbierania prawa do pobytu w OZZ-tach.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, której Ministerstwo Rodziny, Pracy i Pomocy Społecznej przejęło od 1 lipca nadzór nad OZZ-ami, zorientowała się, że są przypadki ustawowej presji na rozdzielanie rodzin i szuka rozwiązań post factum. Zwraca się do samorządów, by wspierały dalszy pobyt dzieci, których matki, jak pani Julia, zachowaly prawo do pobytu w ośrodku. Ale w czym gorsze są pozostałe dzieci? I ile wart jest taki apel?

Jest kolejny problem. Osoby, które mają polską emeryturę, tracą miejsce w OZZ-ach albo muszą płacić komercyjną stawkę. Ale te polskie emerytury są groszowe, ktoś podawał przykład 27 zł. Nie ma mowy, by starczyło na opłacenie pobytu w ośrodku, czy zabezpieczenie sobie dachu nad głową gdzie indziej.

Nawet z ukraińską emeryturą miesięczne przychody uchodźców emerytów sięgają ledwie kilkuset złotych. Pracy nie znajdą lub nie mają na nią zdrowia. A pobyt w ośrodku to koszt ok. 1000 zł.

Słyszałam, jak ministra Dziemianowicz-Bąk mówiła o tych problemach, ale przepraszam bardzo,

zamiast wyjaśnić, na czym polegają złe mechanizmy i jakich rozwiązań szuka, składała zapewniania o swoich dobrych intencjach.

Rozumiem, że ma prawo czuć się osobiście zawiedziona, że dostała w spadku pasztet, z którym się musi uporać.

Ale za ustawą głosowała.

My jeszcze potrafimy jako tako napisać ustawę, choć zwykle marnie. Natomiast wyobrazić sobie, jak zadziała po wejściu w życie? To już nie.

Gdyby zapytano o to siostrę Małgorzatę, czy panią Joannę Jesis-Polewską, która prowadzi ośrodki w Gorzowie Wielkopolskim, to by się ustawodawca dowiedział, czego robić nie należy. Czyli mój zarzut niekonstytucyjności po pierwsze – bo będzie tego więcej – dotyczy nieumiejętności skorzystania z przejściowych przepisów i mechanizmów wygaszających pomoc. A to jest naruszenie zasady rzetelnej legislacji i proporcjonalności ingerencji legislacyjnej.

Odwołuje się pani profesor do art. 2 Konstytucji RP. „RP jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

Tak, bo ten artykuł zobowiązuje do porządnej legislacji. Tymczasem w Polsce nastąpiło coś w rodzaju weaponizacji, czyli zamiany dyskursu o prawie w wojnę polityczną. Gdy podnieśliście w mediach larum w sprawie pomocy Ukraińcom, natychmiast odezwały się głosy: komu wy chcecie pomagać? Tej niewdzięcznej Ukrainie? Brakuje środków dla Polaków, niech sobie wracają do siebie. I ci wszyscy mądrale pytają, gdzie jest zapisane w Konstytucji, że Ukrainiec, który uszedł z życiem i uciekł przed wojną, ma dostać to, czy tamto.

Odpowiadam. W Konstytucji jest napisane, że mamy mieć rzetelną legislację. Konstytucja chroni cudzoziemców słabiej niż własnych obywateli, a ten poziom ochrony wynika z ustaw. Ale wymóg rzetelności legislacji jest uniwersalny. Dotyczy i Polaków i cudzoziemców podlegających polskim przepisom.

Coś jeszcze panu powiem. Perfidia tej legislacji polega na tym, że to nie państwo pozbawia uprawnień konkretną osobę, taką panią Julię. Ma to zrobić osoba prowadząca ośrodek, czy to będzie firma, czy organizacja społeczna. Osoba często zżyta, zaprzyjaźniona z uchodźcami, ma im powiedzieć: wynoście się, już was nie wspieramy. Nie dali nam na to pieniędzy, musimy się zamknąć.

Rączki państwa są czyste.

Legislator pakuje tych, którzy wyręczają ich w czynnościach opiekuńczych, w sytuację dwuznaczną moralnie.

Opublikowaliśmy w OKO.press dokument, który nazwaliśmy „cyrografem”.

Tak, czytałam.

Joanna Jesis-Polewska dostała polecenie od wojewody lubuskiego, żeby„niezwłocznie i osobiście” poinformować uchodźców, że oni sami, a także ich dzieci „nie będą już mogli dłużej korzystać z bezpłatnego zakwaterowania”. Jej podopieczni musieli podpisywać oświadczenie, że o tym wiedzą.

Przed kilku laty, któraś agenda unijna chciała na linie lotnicze, którymi przybywali do Europy uchodźcy, nałożyć obowiązek sprawdzenia przy wejściu na pokład, czy przybywają legalnie. Podobna próba przerzucenia na innych nieprzyjemnej, brudnej roboty.

Państwo nie stworzyło mechanizmu przejściowego zaliczania ludzi do kategorii chronionych, a teraz nie dość, że organizacje społeczne uzupełniają te braki ofiarnością, to jeszcze z ludzi dobrej woli robi się pomocników złej roboty.

Państwo nie potrafiło zrobić tego, do czego zobowiązują nas dyrektywy europejskie, czyli zapewnienia minimum bytowego ludziom, którzy uszli z terenów objętych konfliktem.

Dyrektywa 2001/55/WE w sprawie minimalnych standardów przyznawania tymczasowej ochrony na wypadek masowego napływu wysiedleńców oraz środków wspierających równowagę wysiłków między Państwami Członkowskimi związanych z przyjęciem takich osób wraz z jego następstwami

  1. Niezależnie od okresu ważności dokumentów pobytowych określonych w ust. 1, sposób traktowania osób korzystających z tymczasowej ochrony przez Państwa Członkowskie nie może być mniej korzystny, niż to zostało określone w art. 9-16. Państwa UE zapewnią osobom korzystającym z tymczasowej ochrony dostęp do odpowiedniego zakwaterowania oraz, gdzie konieczne, niezbędne środki do uzyskania zakwaterowania. Przepis ten nie przewiduje możliwości czasowego ograniczenia wsparcia w zakwaterowaniu. Państwa Członkowskie zapewnią osobom korzystającym z tymczasowej ochrony dostęp do odpowiedniego zakwaterowania oraz, gdzie konieczne, niezbędne środki do uzyskania zakwaterowania.
  2. Państwa Członkowskie ustanawiają przepisy, mające na celu zapewnienie osobom korzystającym z tymczasowej ochrony niezbędnej pomocy w zakresie pomocy społecznej i uzyskania środków do życia, jeżeli nie posiadają one wystarczających środków, jak również w zakresie opieki medycznej. Bez uszczerbku dla ust. 4 niezbędna pomoc w zakresie opieki medycznej obejmuje przynajmniej opiekę w nagłych wypadkach oraz podstawowe leczenie chorób.
  3. W przypadku, gdy osoby korzystające z tymczasowej ochrony są pracownikami najemnymi lub prowadzą działalność na własny rachunek, należy wziąć tę okoliczność pod uwagę przy ustalaniu proponowanego poziomu pomocy, z uwzględnieniem ich możliwości zaspokajania własnych potrzeb.
  4. Państwa Członkowskie udzielają niezbędnej pomocy medycznej i innej osobom korzystającym z tymczasowej ochrony, które wymagają szczególnej pomocy, takim jak osoby małoletnie pozbawione opieki, osoby torturowane, ofiary gwałtu lub innych form przemocy fizycznej, psychicznej lub seksualnej.

Na dyrektywę w sprawie minimalnych standardów przyznawania tymczasowej ochrony powoływał się także RPO.

Ona będzie działała w stosunku do Ukraińców do marca 2027, ale jest już wniosek Komisji Europejskiej, żeby termin przedłużyć aż do 2028 roku. UE nas zobowiązuje m.in. do zapewnienia uchodźcom miejsca zakwaterowania. W kilku krajach są obozy, miasteczka namiotów, u nas są OZZ-ty.

Ale my teraz przestajemy jako Polska wypełniać wymogi dyrektywy.

Ustawa wygaszająca wykluczyła prawa dzieci do pobytu w OZZ-ach.

Czyli znowu — naruszenie ochrony rodziny, zapisane zarówno w konstytucji, jak i w Europejskiej Konwencji o ochronie podstawowych wolności i praw rodziny. Inny reżim dla matki i jej dzieci to przecież rozbijanie rodzin.

Jest też artykuł 47 Konstytucji: „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”. Czyli ma pan tutaj drugie naruszenie Konstytucji.

Jest i trzecie, czyli problem drogi sądowej. Ci ludzie chorzy, starsi, po wojennej traumie, bezradni, nie mają od krzywdzących ich decyzji żadnej drogi odwoławczej. Zero, nul jakiejkolwiek procedury. Czyli artykuł 6 Konwencji Europejskiej, a w Konstytucji art. 45, który mówi o prawie do sądu.

Artykuł 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Rzym, 1960

Prawo do rzetelnego procesu sądowego

Każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony ustawą przy rozstrzyganiu o jego prawach i obowiązkach o charakterze cywilnym albo o zasadności każdego oskarżenia w wytoczonej przeciwko niemu sprawie karnej. Postępowanie przed sądem jest jawne, jednak prasa i publiczność mogą być wyłączone z całości lub części rozprawy sądowej ze względów obyczajowych, z uwagi na porządek publiczny lub bezpieczeństwo państwowe w społeczeństwie demokratycznym, gdy wymaga tego dobro małoletnich lub gdy służy to ochronie życia prywatnego stron albo też w okolicznościach szczególnych, w granicach uznanych przez sąd za bezwzględnie konieczne, kiedy jawność mogłaby przynieść szkodę interesom wymiaru sprawiedliwości.

Każdego oskarżonego o popełnienie czynu zagrożonego karą uważa się za niewinnego do czasu udowodnienia mu winy zgodnie z ustawą.

Każdy oskarżony o popełnienie czynu zagrożonego karą ma co najmniej prawo do:

  1. niezwłocznego otrzymania szczegółowej informacji w języku dla niego zrozumiałym o istocie i przyczynie skierowanego przeciwko niemu oskarżenia;
  2. posiadania odpowiedniego czasu i możliwości do przygotowania obrony;
  3. bronienia się osobiście lub przez ustanowionego przez siebie obrońcę, a jeśli nie ma wystarczających środków na pokrycie kosztów obrony – do bezpłatnego korzystania z pomocy obrońcy wyznaczonego z urzędu, gdy wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości;
  4. przesłuchania lub spowodowania przesłuchania świadków oskarżenia oraz żądania obecności i przesłuchania świadków obrony na takich samych warunkach jak świadków oskarżenia;
  5. korzystania z bezpłatnej pomocy tłumacza, jeżeli nie rozumie lub nie mówi językiem używanym w sądzie.

Art. 45 Konstytucji RP

1.Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. 2. Wyłączenie jawności rozprawy może nastąpić ze względu na moralność, bezpieczeństwo państwa i porządek publiczny oraz ze względu na ochronę życia prywatnego stron lub inny ważny interes prywatny. Wyrok ogłaszany jest publicznie.

To nie tylko prawo do sądu jako takiego, to jest prawo do odwołania się od decyzji do kogoś, kto oceni sytuację człowieka.

I to prawo konstytucyjne, dotyczy zarówno polskich obywateli, jak i „każdego”. Czyli to nie jest ujęte jako prawo cudzoziemców, które można ograniczyć ustawą, tylko jako prawo uniwersalne.

Krążymy wokół pytania, w jakim stopniu Konstytucja gwarantuje prawa Polkom i Polakom, a jak bardzo ludziom przebywającym w Polsce. Jest art. 37, że „kto znajduje się pod władzą RP, korzysta z wolności i praw zapewnionych w Konstytucji”.

Tak, ale nie cytuje pan punktu drugiego: „Wyjątki od tej zasady, odnoszące się do cudzoziemców, określa ustawa”. Już mówiłam, że Konstytucja słabiej chroni cudzoziemców niż Polaków. Ustawa może im ograniczyć świadczenia socjalne i inne benefity. Dlatego w ocenie ustawy wygaszającej akcentuję sprzeczność z Konstytucją w postaci naruszenia zasady przyzwoitego tworzenia prawa i proporcjonalności ograniczenia.

Bo pan oczywiście wie, że jest różnica pomiędzy przepisami prawa materialnego, które ludziom coś dają, i kwestią procedur, które muszą być zachowane, żeby ludziom coś odebrać.

Przy czym ustawy, które tutaj wchodzą w grę, muszą też spełniać pewien standard.

Ne może być tak, że jakaś grupa wrażliwa dostaje zero.

Odbierając ochronę dzieciom pani Julii, czy usuwając z ośrodka osobę, która ma emeryturę w wysokości 27 zł, źle implementujemy prawo europejskie.

I co w tej sytuacji robić?

Zbieramy podpisy pod petycją z żądaniem naprawienia prawa.

No tak, trzeba by napisać nową ustawę. To nie może być tak, że teraz ministra Dziemianowicz-Bąk coś wymyśli, władze terenowe gdzieś coś wykombinują i jakieś dzieci jednak zostaną w ośrodkach. Władza szukają rozwiązań, gdy ustawa już weszła w życie, obudzili się, przepraszam bardzo, z ręką w nocniku.

To jest grzech zaniechania.

Przykładem na wadliwość legislacji, jest zapis, że tracą prawo do pobytu w OZZ-ach emeryci ukraińscy, którzy mają mieszkających w Polsce zstępnych ze zdolnością alimentacyjną.

Tak, znam z mediów te przykłady. Emeryt ma córkę w DPS-ie, a emerytka – wnuka, który studiuje, i oni mieliby dziadków utrzymywać? Założenie jest takie jak w prawie alimentacyjnym, że zstępni będą emerytów alimentowali. Ale jeśli zstępni absolutnie nie mają takiej możliwości, to co?

Ktoś dotknięty taką sytuacją nie ma ścieżki odwoławczej.

Nie stworzono mechanizmu, który by pozwolił tego rodzaju sytuacje rozpatrzeć. I znów: rozumiem, że może działać obawa przed nadużyciami – ale popełniono błąd systemowy: po uchwaleniu ustaw aparat kontrolny nie działa, zatem zmieniamy ustawę i nadal nie umiemy nadzorować, a przy okazji krzywdzimy ludzi. Ten sam mechanizm jest widoczny przy skandalach z wyłudzeniami pieniędzy z NFZ!

OZZ-y otrzymały pod sam koniec czerwca informację, że w lipcu emeryci zostają jednak na starych zasadach. Zapewne władze zorientowały się, że nie są w stanie sprawdzić tej zdolności alimentacyjnej.

Zawiesili? To jest pole do popisu dla Rzecznika Praw Obywatelskich, który powinien interweniować, pokazać np. jak rozwiązują to inne kraje. Można wykorzystać ścieżkę europejską, bo Unia określa tu standardy. A to, że my nie umiemy stworzyć przepisów przejściowych? Albo nie umiemy pilnować wykonania własnych przepisów? To przepraszam bardzo, trzeba się tego uczyć.

Można też próbować pójść ścieżką indywidualnej skargi, taka pani Julia, mogłaby wytoczyć powództwo.

Do sądu administracyjnego?

To zależy. Jeżeli uznać, że chodzi o odebranie świadczeń — to do sądu administracyjnego.

Kiedy byłam rzecznikiem praw obywatelskich [1987 – 1992 – red.], to kilka razy inicjowałam jakąś procedurę, choć wiedziałam, że przegram. Bo były wątpliwości, czy zaskarżenie jest na gruncie prawa dopuszczalne. Chodziło o to, żeby mi sąd napisał, że to tak ma być, jak jest. I wtedy są podstawy, by pokazać, że dane prawo narusza konstytucję.

Poza RPO, który kończy kadencję, mamy dwoje kandydatów na kandydatów RPO. Jedna z nich jest prawniczką, zdolną prawniczką, nie chcę podpowiadać, co mogłaby konkretnie zrobić.

Wsparcie pokrzywdzonych przez rządową ustawę przez tę kandydatkę mogłoby przekreślić jej szanse wyboru na RPO. Taka smutna, realistyczna uwaga.

Nie zaprzeczę. Politycy tę grę mają akurat opanowaną.

Jest jeszcze jedna droga, na którą zwrócił mi uwagę doświadczony karnik. Jeżeli widzimy, że ktoś nieprzytomny leży na jezdni i zaczynamy go gdzieś taszczyć, ale w pewnym momencie nie mamy już sił i go porzucamy... Prawo nam tego zabrania, bo dobrowolnie wzięliśmy go w swoją pieczę. Mogliśmy go nie taszczyć, ale jak już zaczęliśmy, to nie możemy tego zaniechać. Musimy doprowadzić do jakiegoś rozwiązania.

To wedle mnie przekłada się na działalność państwa. W zakresie orzecznictwa strasburskiego [Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – red.] jest taka właśnie tendencja, że jeżeli państwo ma kogoś w swojej pieczy, nawet w więzieniu, to nie może przestać dbać o jego potrzeby. I tu można byłoby konstruować zarzut.

Wyrzucenie z ośrodków bez żadnego mechanizmu ochronnego ludzi, którzy znajdują się w sytuacji bezradności,

to naruszenie obowiązku pieczy, jaki państwo wzięło na siebie.

Ale wniosek do ETPCz wymaga najpierw drogi sądowej w Polsce.

Tak. Na to wszystko jest teraz za późno, trzeba było myśleć wcześniej.

Zgodnie z art. 38 Konstytucja RP zapewnia „każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. Jest też art. 68, że „każdy ma prawo do ochrony zdrowia”, a władze publiczne są obowiązane do „zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku”.

Ale znowu w art. 68 „warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”. A nie mówimy przecież o tym, że ktoś chce uchodźców pozbawić życia.

Ale jeśli ktoś traci możliwość kontynuacji terapii onkologicznej, to nie narusza to art. 38?

Już o tym mówiłam, to takie naruszenie jak w prawie karnym, gdy kogoś obejmujemy opieką, a później go porzucamy.

Czyli nie można by zaskarżyć ustawy wygaszającej, że stanowi zagrożenie dla życia chorych Ukraińców?

Ja bym tego nie robiła. To zbyt zgeneralizowany zarzut jak na sąd powszechny. We wniosku do Trybunału Konstytucyjnego (abstrakcyjna kontrola konstytucyjności), gdybyśmy mieli Trybunał, jak trzeba, napisałabym, że naruszony został art. 2 w związku z art., 38 czy art. 68. Ale trzeba by zużyć naprawdę sporo papieru i wiedzy prawniczej, żeby wyprowadzić taki wniosek.

Nie wystarczy powiedzieć, że jest przepis konstytucji, który mówi o ochronie życia i zdrowia. To wymaga ciężkiej, prawniczej pracy, wywodu, który doprowadzi do ujawnienia związku pomiędzy takim, a nie innym zachowaniem urzędnika, który odpowiada za legislację, a skutkiem, o którym pan mówi.

Tego typu interpretacje powinny się dokonywać stopniowo, poprzez serię orzeczeń TK. Ale my mamy od kilku lat zerwane prawidłowe kształtowanie orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego.

Do nieudolności legislacyjnej, nieudolności nadzorczej, dochodzi nieudolność kontroli konstytucyjnej.

W takiej jesteśmy sytuacji. Jak na to wszystko patrzę, to mnie żałość bierze, bo zamiast tych wszystkich pracowicie rzeźbionych ciągów rozumowań, przychodzi polityk i powiada: Niech pani palcem pokaże, gdzie w konstytucji jest napisane, że Ukraińcom mamy w nieskończoność płacić.

Są w konstytucji przepisy, w których wyraźnie jest napisane, że coś wolno albo czegoś nie wolno. Wtedy łatwo napisać wniosek do TK. Ale są przepisy, które mówią o zasadach. Jeżeli chodzi o ochronę zdrowia, to proszę zwrócić uwagę, że także dla Polaków jest opisana jako „w granicach ustaw”.

Ale prawo do życia?

Musiałoby być naruszone w sposób bezpośredni. Samo obcięcie finansowanie ośrodków zbiorowego zakwaterowania i wystawienie ludzi na ulicę nie jest takim czynem.

Nie to miałem na myśli. Przychodzi uchodźczyni na kolejną dializę i okazuje się...

Że wyświetla się na czerwono, bo straciła ubezpieczenie. No tak, to już jest konkretny czyn. I tutaj można by nawet mówić o odpowiedzialności karnej tej nieszczęsnej urzędniczki. Tylko znów: państwo na nią przerzuca ciężar odmowy przez siebie spowodowanej na poziomie parlamentu.

Pan szuka prostych rozwiązań, ja usiłuję pokazać, że problem polega na tym, że władze, przepraszam bardzo, schrzaniły ustawę wygaszajacą i nie zadbały o mechanizmy jej implementacji.

W tym się mieści to, że ktoś stracił prawo do dializ.

Logika ustawy wygaszającej jest chyba jasna. Państwo akceptuje w Polsce uchodźców pracujących, na których korzysta gospodarka, ale chce pozbyć się tych, którzy z racji wieku, stanu zdrowia czy sytuacji rodzinnej są „bezproduktywni”.

Proszę zwrócić uwagę, że Unia Europejska przedłużyła ochronę ukraińskich uchodźców o rok [do marca 2027] i chce przedłużyć o kolejny rok. Wojna się nie skończyła, nadal trwa. A my wybieramy sobie najwygodniejsze rozwiązania, bez zachowania proporcjonalności i mechanizmów ochronnych w okresie przejściowym. NGO-sy tego nie załatwią, nie przejmą ciężaru finansowania osób zagrożonych.

Prowadzimy zbiórkę społeczną „Pomóżmy Ukraińcom”, na koncie mamy ponad 2,1 mln zł.

Wiem, dziękuję, partycypowałam. Dobrze, bo ofiarność społeczeństwa buduje solidarność. Ludzie widzą, że państwo zawiodło, ale ja się poczuwam do tego, żeby wiedziona tym, co wiem o prawie,

pokazać pewne rzeczy palcem i powiedzieć panie i panowie ministrowie, jesteście, przepraszam, nieudacznikami.

Bo nie pytacie tych, którzy wiedzą, wybieracie najłatwiejsze rozwiązania, choć tylko pozornie rozwiązują problemy. Zrobiliście głupio, nieproporcjonalnie, skrzywdziliście nie tylko uchodźców, ale naraziliście na szwank tych obywateli, którzy za was świecą oczami i próbują poprawić sytuację własną kasą i własnym wysiłkiem.

Nie zwróciliście uwagi na oczywiste konsekwencje ustawy [wygaszającej], mimo ostrzeżeń i apeli NGO-sów.

Bo NGO-y służą wam jako listek figowy,

i nie traktujecie ich poważnie. Żyjemy w państwie, w którym z zachwytem bierze się pozór legalizmu. Szuka tzw., excuse me, bo użyję brzydkiego słowa, prawniczych dupokrytek.

Proszę pana, minister polityczny może nie być fachowcem, ale już wiceministrowie — to powinna być robota dla fachowca. I to starannego i przewidującego. A nie łup polityczny.

No ale są to łupy, precyzyjnie rozdzielane między koalicjantów.

I takie mamy rezultaty. Dlatego coraz mniej chętnie mówię o prawie. To jak grochem o ścianę.

Mój mąż czytał kiedyś memoiry jakiegoś francuskiego eksministra. Pamiętam, jak mi zacytował: „Kiedy jest się ministrem, człowiek czuje się dobrze”. Takie mam wrażenie, że oni są ministrami i czują się dobrze.

* Ewa Łętowska – prof. dr hab., profesor w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności. Pierwszy rzecznik praw obywatelskich w Polsce (1988–1992), sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego (1999–2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-2011)

Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze