Troska władz o osoby, które 1 lipca tracą prawo do pobytu w OZZ-ach, wyraziła się... żądaniem podpisywania oświadczenia, że o tym wiedzą. Nie mogąc zinterpretować własnych przepisów, władze odroczyły o miesiąc wyrok na emerytach, ale dzieci mają z ośrodków zniknąć (lub płacić). Joanna Jesis-Polewska staje do walki z okrutnym prawem
30 czerwca 2026 po południu rozmawiam z Joanną Jesis-Polewską, szefową spółki Bazar, która od 2022 roku prowadzi w Gorzowie Wielkopolskim dwa Ośrodki Zbiorowego Zakwaterowania (OZZ) dla uchodźców z Ukrainy. Na mocy „ustawy wygaszającej” już jutro (czyli 1 lipca) większość ze 100 osób, którymi się opiekuje, traci prawo do pobytu. W tym aż 45 dzieci. Zagrożony jest także los 12 z 16 emerytek i emerytów.
"Polskie państwo oczekuje chyba, że wystawię ich wszystkich na ulicę, ale
ludzi się przecież nie wyrzuca, to nie są rzeczy, to są ludzie, z którymi jesteśmy od czterech lat
- mówi mi Jesis-Polewska. – Uchodźcy u nas zostaną! Nie wiem, jak długo nas będzie stać, ale będziemy dalej udzielać im pomocy. Taka jest decyzja moja i rodziców, którzy są właścicielami firmy. Jesteśmy przy tym w lepszej sytuacji niż wiele OZZ-ów, bo korzystamy z własnych nieruchomości".
A jak wam się skończą środki? – pytam.
Joanna Jesis-Polewska: Wiem jedno. To się nie skończy tak, jak sobie zaplanował minister Maciej Duszczyk, a rząd to wciela w życie. Będziemy domagać się zmiany drakońskiej polityki, aż w końcu ktoś nas usłyszy, bo tak bezduszne ograniczanie pomocy uchodźcom jest głęboko niemoralne i niesprawiedliwe. Podjęłyśmy decyzję z Anią [Siwko], z którą pracujemy we dwie, że nie poddamy się bez walki. Napiszemy m.in. pismo do Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka, który niedawno apelował do rządów UE, żeby zmieniając przepisy, nie zmuszały uchodźców do powrotu na Ukrainę. Ma rację, przecież tam jest wojna.
To chyba nie jest miejsce dla starych schorowanych ludzi i małych dzieci?".
Joanna informuje, że sytuacja się minimalnie poprawiła. 29 czerwca zadzwoniła do niej dyrektorka Wydziału Polityki Społecznej Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego. Poinformowała, że Urząd zawrze umowę z jej dwoma OZZ-ami. I przekazała, że emeryci do końca lipca zostają na „starych zasadach”. Dopytywana przez Joannę, zapewniła, że jest na to finansowanie¹. Poza tym obiecała, że będzie z Joanną w kontakcie. Poprzednio urząd po prostu nie reagował na pytania i apele.
Wyjaśnijmy, że zgodnie z ustawą wygaszającą emeryci znaleźli się niby w grupie uprawnionych do pobytu w OZZ, ale muszą spełnić aż trzy warunki: nigdzie nie pracować, nie mieć polskiej emerytury i wreszcie – najgorsze – nie mieć mieszkających w Polsce „zstępnych zdolnych do alimentacji”.
Bo państwo uznało, że to dorosłe dzieci i wnuki powinny utrzymywać swoich nestorów.
Nawet wtedy, gdy — jak w przypadku seniorki Oleny z OZZ w Gorzowie — córka uchodźczyni sama mieszka w innym OZZ! „Jeżeli państwo uznało córkę Oleny za niezdolną do w pełni samodzielnego funkcjonowania, to jak ma utrzymać schorowaną matkę?” – pyta Joanna.
„Na moich szesnastu emerytów tylko czterech nie ma zstępnych w Polsce. I tylko oni są niezagrożeni. Pozostała dwunastka ma nas opuścić, ale — jak dowiedziałam się wczoraj rano — urząd nie jest w stanie ustalić, czy ich zstępni są zdolni do alimentacji i odwleka decyzję o miesiąc”.
Ulga?
Joanna Jesis-Polewska: Ograniczona. Ci starzy ludzie, często schorowani, pozostają przecież w nerwowym zawieszeniu.
A co z dziećmi?
Joanna Jesis-Polewska: Żadnych nowych informacji. Dzieci „wypadły”. Skoro przestały należeć do grupy wrażliwej, dla urzędników ich nie ma.
Bezpieczne są kobiety w ciąży i połogu. Ale tu są też absurdy. W ciąży jest nasza Julka, w Ukrainie nauczycielka matematyki, która nam pomaga w prowadzeniu OZZ. Jak już opowiadałam OKO.press, Julia ma z mężem aż szóstkę dzieci, w wieku od dwóch do dziewięciu lat. Prawo do pobytu w OZZ zachowa od 1 lipca jedynie Julka i jej nowe dzieciątko, kiedy się urodzi, przez rok. Mąż i szóstka dzieci powinni się zabierać.
Kolejny dramat. Mamy matkę z dzieciątkiem. Mogą zostać w OZZ dopóki maluch nie skończy dwunastego miesiąca życia, ale ona ma jeszcze trójkę starszych dzieci, które tracą prawo do pobytu. Ma się z nimi rozstać?
Następna historia. Masza, samotna mama, ma trójkę dzieci: Artema – 12 lat, Orynę – 11 lat (na zdjęciu głównym) i dwuletniego Iwana. Powinnam im jutro kazać się zabierać, bo zasada trojga i więcej dzieci przestaje działać.
Urzędnicy używają określenia, że dzieci czy emeryci „wypadli z grup wrażliwych”. Ale ten żargon oznacza przecież, że skazujemy kogoś na bezdomność — mówi Joanna.
Nie wie, co zrobić z dziećmi także Aneta Kaniewska, koordynatorka Domu Uchodźcy w Siedlcach. „Mamy 54 dzieci, sześcioro z niepełnosprawnością, troje ma mniej niż rok — one będą mogły zostać. Pozostałe 45 dzieci traci prawo do opieki ze strony państwa polskiego. Trudno to nazwać podejściem humanitarnym” – mówi TVN24.
1 lipca to ostatni etap drastycznego ograniczania pomocy grupom uchodźców w najtrudniejszej sytuacji.
Nie pomogła zainicjowana przez OKO.press petycja „Nie wyrzucajcie ukraińskich dzieci! Apel o korektę polityki wobec uchodźców” (ponad 7,2 tys. podpisów, prosimy o kolejne).
Na władzach nie zrobiła też wrażenia społeczna zbiórka,
którą ogłosiliśmy 12 maja 2026 i w której ponad 15 tys. osób wpłaciło łącznie 1 mln 975 tys. zł na pomoc Ukraińcom i Ukrainkom pozostających po 5 marca w szczególnie trudnej sytuacji. Ze zbiórki finansujemy — razem z Polskim Forum Migracyjnym — m.in. koszty kontynuacji leczenia osobom, które z dnia na dzień straciły prawo do badań, radioterapii czy dializ, które nie stać na leki itp.
Władze nie ugięły się przed apelami, by nie „wygaszać” Ośrodków Zbiorowego Zakwaterowania, gdzie — po wcześniejszych redukcjach o połowę — pozostawało w czerwcu 2026 roku 11-12 tys. osób w najtrudniejszej sytuacji, w tym 4,9 tys. dzieci. Prawo do pobytu tracą od 1 lipca dzieci powyżej roku, prawie wszyscy emeryci, samotne matki wychowujące trójkę lub więcej dzieci. Ma zostać 6 tys. osób.
Nic nie warte okazują się zapewnienia ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk,
która z wielkim przekonaniem mówiła TVN24, że „zrobimy wszystko, by ci ludzie nie zostali na lodzie, bo przyjechali tutaj, chroniąc się przed wojną, która jest także w naszej obronie”. Jej ministerstwo nie odpowiedziało jednak na pytania TVN24, gdzie mają się podziać dzieci, które tracą miejsce w OZZ.
Z kolei dyrektorka Departamentu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Beata Karlińska wyjaśniła w piśmie do Joanny Jesis-Polewskiej, że „osoby, które ze względu na swoją sytuację życiową czy też zdrowotną nie są w stanie samodzielnie funkcjonować w środowisku, będą przecież w dalszym ciągu miały możliwość schronienia i wyżywienia [w OZZ]”. W następnym zdaniu dodała:
„na zasadach komercyjnych”.
Kilka dni przed 1 lipca z urzędu wojewódzkiego Joanna Jesis-Polewska dostała pismo. Wojewoda nie reagował na poprzednie apele i prośby, ale wykazał się troską o to, by drakońskie ograniczenia prawa do pobytu w OZZ zostały wyegzekwowane. Zażądał, by osoby prowadzące OZZ
„niezwłocznie i osobiście” poinformowaly uchodźców i uchodźczynie,
że one i oni sami, a także ich dzieci „nie będą już mogli dłużej korzystać z bezpłatnego zakwaterowania” (i dodajmy — wyżywienia). Oto ten dokument:
Dla wszelkiej jasności wojewoda załączył wzór oświadczenia, jakie musieli podpisać wszyscy, których nowe przepisy usuwają z OZZ:
Wcześniej urząd wojewódzki zażądał od Joanny informacji, kto z emerytów ma w Polsce zstępnych. – Musiałyśmy przygotować deklarację dla każdego emeryta i emerytki. Zapytałam urzędników, co wpisywać w rubryce »alimentacja tak/nie«, bo przecież moi emeryci zwrócą się do mnie z pytaniem, o co chodzi. No i… nie dostałam informacji, kto jest tym zdolnym do alimentacji. W związku z tym wpisywaliśmy: Nie wiem.
Teraz okazało się, że sami urzędnicy tego nie wiedzą.
To przecież nieodpowiedzialne igranie z ludzkim losem – mówi mi Joanna.
¹ Nie udało nam się ustalić, czy decyzja o odroczeniu o miesiąc eksmisji emerytów obowiązuje w całym kraju (zapewne tak jest)
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
Maciej Duszczyk
Pomóżmy Ukraińcom
wojna w Ukrainie
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze