Podpisanie przez Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+ odpaliło w szeregach PiS homofobiczną kanonadę. Wszystko wskazuje na to, że paliwo "straszenia uchodźcami" się wyczerpało i PiS szuka nowego wroga. Czy będzie nim drenujący budżet gej-lewak-deprawator dzieci? Czy homofobiczny atak na PSL się uda? I czy taka strategia w ogóle opłaca się PiS?

„W poprzedniej kadencji Parlament Europejski prawie 250 razy wypowiadał się w sprawie LGBT. Gigantyczne środki są inwestowane w coś, z czym ja się fundamentalnie nie zgadzam i z czym chcę walczyć” – tak Patryk Jaki wyjaśniał na antenie RMF FM swoją wolę kandydowania do Europarlamentu.

Z jednej strony homofobia rządu PiS nie jest żadnym zaskoczeniem. W końcu jeszcze nie tak dawno prezydent Andrzej Duda publicznie twierdził, że podpisałby ustawę o zakazie homopropagandy, a Anna Zalewska ścigała szkoły za zorganizowanie „Tęczowego Piątku”. Sam Jarosław Kaczyński zapewniał, że Polska nie ugnie się pod tęczowym dyktatem Unii Europejskiej:

„Zapewniam, że póki my rządzimy, żadnych małżeństw homoseksualnych nie będzie i będziemy sobie spokojnie czekać, aż kraje Unii Europejskiej otrzeźwieją.

(…) I będzie w Polsce wyspa wolności. Będzie można mówić, co się uważa. W dużej cześć Europy już dziś wolności nie ma. Jest mowa nienawiści. Za powiedzenie kilku prawdziwych słów, np. że ze związków homoseksualnych nie ma dzieci, można iść do więzienia, mieć policję w domu. W Polsce tego nie będzie, no chyba że dopuścicie do władzy tamtych. Tamci to wprowadzą” – grzmiał prezes PiS w Trzciance, inaugurując samorządową kampanię wyborczą w kwietniu 2018 roku.

A jednak to, co dzieje się w mediach od momentu podpisania przez Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+ jest – nawet jak na standardy PiS –  bezprecedensową nagonką. Chodzi nie tylko o zasięgi, ale i polityczną wymowę.

Szczucie na środowiska LGBT+ odbywa się według tego samego scenariusza, co poprzednio na uchodźców. Zaspokajanie praw osób LGBT+

  • ma budzić strach (zagrożone są zwłaszcza dzieci);
  • jest sprzeczne z narodową tożsamością (nauką Kościoła i polską tradycją);
  • narusza polską suwerenność (Unia chce nam narzucić swoje prawa);
  • to niepotrzebnie wydane pieniądze. „Trzaskowski wydał miliardy na dziadostwa* LGBT+” – jak to ujął Patryk Jaki w programie Magdaleny Ogórek.

Deklaracja LGBT+

Hostel interwencyjny dla młodzieży LGBT, która doświadcza przemocy, monitoring przestępstw z nienawiści, rzetelna, zgodna ze standardami WHO edukacja antydyskryminacyjna i seksualna w szkołach, objęcie patronatem Parady Równości, powołanie pełnomocniczki ds. LGBT+  – to tylko kilka punktów deklaracji, którą 18 lutego 2019 podpisał Prezydent Warszawy.

PiS z jednej strony krytykuje deklarację, twierdząc, że działania te wprowadzają segregację i są dyskryminujące.

Radny PiS Jacek Ozdoba porównywał nawet hostele dla młodzieży LGBT+ z gettami i tramwajami „Nur für Deutsche”.

Patryk Jaki wyprodukował serię tweetów, w których argumentował, że deklaracja oznacza rezygnację z budowy kolejnych linii metra i walki ze smogiem.

Niesprawiedliwy transfer środków to jeden wątek ataku na deklarację. Drugim jest oczywiście „promocja ideologii” i „deprawacja dzieci”. Tu cała uwaga skupiła się oczywiście na zapowiedzianym wprowadzeniu edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej zgodnej ze standardami WHO.

Politycy PiS, działacze Ordo Iuris i innych ultrakatolickich organizacji, doładowywane energią przez internetowe prorządowe i prawicowe portale wzniecili moralną panikę. Rozpowszechniają informację, jakoby w ramach edukacji seksualnej Rafał Trzaskowski planował nauczać czterolatki w przedszkolach „zabawy w lekarza”, masturbowania się, a starsze dzieci – zachęcać do wczesnego podejmowania współżycia. Wszystko to podszyte jest pedofilskimi insynuacjami.

W związku z nieprawdziwymi informacjami pojawiającymi się w Internecie i mediach, dotyczącymi standardów edukacji…

Posted by Rafał Trzaskowski on Thursday, 28 February 2019

#PSLGBT

„Tak będzie w całej Polsce jak wygra POKO” – grzmiał na Twitterze Patryk Jaki, strasząc deklaracją LGBT+. Gdy kilka dni później PSL ogłosiło swoje przystąpienie do Koalicji Europejskiej, podpisali na siebie wyrok. PiS ponawia swoją strategię z kampanii samorządowej, gdy również uderzali w PSL, by odebrać im tych kilka procent, które dawały im sondaże. Tym razem PSL teoretycznie jest łatwiejszym celem – liczą na niechęć ludowego do PO, SLD i Nowoczesnej. PiS grzmi, że to dołączenie do „postkomuny” i „zdradzenie wsi na rzecz neoliberałów i  feministek”.

PSL zdaje sobie sprawę z zagrożenia. Nieoficjalnie mówi się, że warunkiem przystąpienia ludowców do KE było „schowanie” Barbary Nowackiej, która powrócić ma dopiero w jesiennej kampanii do parlamentu. Podobne rozmowy mają dotyczyć kandydatury Joanny Scheuring-Wielgus.

Ale szeroko pojęta progresywność, feminizm i popieranie aborcji na żądanie (choć KE jako całość niczego takiego  nie deklaruje) nie jest wcale głównym narzędziem ataku. Od kilku dni internet zalewany jest memami o „tęczowym PSL”, a w mediach społecznościowych promowany jest hasztag #PSLGBT. Robią to nie tylko anonimowe trolle PiS-u i prawicy, ale nawet oficjalne „regionalne profile” partii. Jest tam wszystko – Władysław Kosiniak-Kamysz w makijażu, w objęciach gejów ubranych w skórzane stroje, rolnicy w tęczowych gumofilcach, tęczowe krowy, tęczowe koniczynki. Jak wynika z analizy sondażu IPSOS dla OKO.press – wyborcy PSL rzeczywiście są w kwestiach światopoglądowych bardziej konserwatywni niż pozostali koalicjanci.

Ale nadal – za jednopłciowymi związkami partnerskimi opowiedziało się aż 53 proc. z nich, czyli niewiele poniżej średniej krajowej.

Nie wszyscy Polacy to jedna rodzina

Oczywiście takie ośmieszanie w internecie na oślep nie wystarczy PiS-owi. Potrzeba było członków PSL, którzy publicznie by się przyznali, że nie pasuje im LGBT+. Tu na horyzoncie pojawił się nieco zapomniany Sławomir Świerzyński, lider legendarnego disco-polowego zespołu Bayer Full. Świerzyński ogłosił publicznie, że nie może zaakceptować dołączenia PSL do Koalicji Europejskiej i jest zmuszony do wystąpienia z partii. Jak uzasadniał to na Facebooku:

„Nie wyobrażam sobie głosować na LGBT i lewicę. Partia, której hymnem jest Rota, idzie razem z aborcjonistami, lewakami i komunistami, będzie razem z nimi walczyć z Kościołem i religią w szkołach oraz sprowadzać uchodźców”.

Świerzyński w ciągu kilku dni zdążył udzielić kilkunastu wywiadów, pojawił się między innymi w „Minęła 20” w TVP i w „Skandalistach” w Polsat News. Wyjątkowo dużo uwagi poświęcał zwłaszcza tematyce LGBT. Podczas programu „Skandaliści” stwierdził, że jest wrogiem homoseksualizmu, bo w dzieciństwie był molestowany przez „dwie osoby z kręgu Platformy Obywatelskiej”. Nie chciał odpowiedzieć, kogo ma na myśli. Dziennikarka dopytywała, czy ci ludzie są lub byli politykami PO, odpowiedział, że nie, ale „widział ich w kręgu spotkań PO”.

Wątek polityczny pojawia się w historii Świerzyńskiego po raz pierwszy. O molestowaniu opowiadał już bowiem w 2014 w wywiadzie udzielonym Magdalenie Rigamonti, a swojego oprawcę nazywał „człowiekiem ze świecznika, ze świata kultury”. Już w tej rozmowie przypisywał skłonności pedofilskie wszystkim homoseksualistom, opowiadał, że „są na salonach, wszędzie”.

Uderzanie w Koalicję Europejską i zrównywanie w homoseksualizmu z pedofilią to dwa ulubione tematy prawicy. Po drodze Świerzyński ogłosił jeszcze w Telewizji Republika, że jego ojciec był żołnierzem wyklętym, co ostatecznie rozsadziło patriotomierz. W tym tygodniu trafił na okładkę „Gazety Polskiej”. Temat numeru – „Starcie z homoterroryzmem”.

Drugą ścierającą się z homoterrorem jest Zofia Klepacka, mistrzyni świata w windsurfingu. Kilka dni po podpisaniu Deklaracji LGBT+ Klepacka napisała na swoim fanpejdżu, że nie zgadza się na „promocję środowisk LGBT”, bo „nie o taką Warszawę walczył jej dziadek w Powstaniu”. Administracja portalu wpis usunęła, co dało prawicy pretekst do uczynienia z Klepackiej bojowniczki w „walce o prawdę”.

Ponieważ windsurferka jest również zagorzałą kibicką Legii Warszawa, fani klubu postanowili wesprzeć ją w szczególny sposób. W sobotę 2 marca podczas meczu z Miedzią na trybunach Żylety wywieszono wielki transparent „ZOŚKA JESTEŚMY Z TOBĄ”. Ale to nie jedyne hasło, które się pojawiło tego dnia na stadionie. Równie okazały był transparent z napisem „WARSZAWA WOLNA OD PEDALSTWA” i przekreślonymi literkami LGBT.

Kibicowski gest wyjątkowo spodobał się wiceministrowi sprawiedliwości, Patrykowi Jakiemu. Nawołujący do nienawiści transparent nazwał „sprzeciwem wobec decyzji prezydenta Trzaskowskiego”. Nie jest to zresztą pierwszy raz, gdy chuligańskie wybryki nazywa politycznym manifestem. W podobny sposób wypowiadał się w 2014 roku na temat spalenia tęczy.

  • Zobacz, co mówił o robieniu z Warszawy gejowskiej Sodomy i Gomory w 2014 roku

    „Stolica Polski nie jest gejowska i nigdy nie będzie. Dlatego ta tęcza [instalacja na Pl. Zbawiciela w Warszawie – red.] płonęła wielokrotnie i będzie płonęła jeszcze kilka razy. Jeżeli Platforma Obywatelska chce bronić osób, które z buciorami wchodzą w świat wartości obecnych w Polsce od tysiąca lat, to nie może skończyć się inaczej. 80 procent Polaków jest przeciw małżeństwom homoseksualnym i adopcji dzieci przez homoseksualistów. A ta tęcza to symbolizuje [w intencji artystki miała być symbolem radości i nieba]. Nie ma zgody, żeby z Warszawy robić Sodomę i Gomorę. Nie ma pieniędzy na niepełnosprawnych, ale są na odbudowę tęczy. Na gejostwo są, a na pomoc zwykłym ludziom nie ma”.

Nowi uchodźcy?

Rozpaczliwy antyuchodźczy spot wyborczy, który PiS wypuścił przed wyborami samorządowymi w październiku 2018 wzbudził powszechny niesmak. Zajmuje się nim również prokuratura pod kątem nawoływania do nienawiści. Ten incydent pokazał jednak również, że straszenie uchodźcami jako paliwo wyborcze już się wyczerpało. Po pierwsze – minęło kilka lat i nie mówi się już tyle o kryzysie migracyjnym. Po drugie – minęło kilka lat rządów PiS i okazało się, że ci sami politycy, którzy nie chcieli muzułmańskich uchodźców, wpuścili do Polski rekordową ilość imigrantów. I to nie tylko z „bliskiej kulturowo” Ukrainy, ale Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu, Filipin.

Wzmożenie anty-LGBT ostatnich dni wskazuje, że PiS mógł wybrać nowy straszak. Czy geje, lesbijki i osoby trans to „nowi uchodźcy”? Czy będą w stanie tak skutecznie zmobilizować elektorat?

Strategia PiS pozornie jest ryzykowna i sprawia wrażenie, jakby spin doktorzy partii przeszacowali homofobię Polek i Polaków. Według raportu CBOS-u z 20 lat badań stosunku obywateli Polski do osób homoseksualnych deklaracje tolerancji stabilnie rosną. W 2017 roku potroił się w stosunku do 2001 roku odsetek przekonanych, że homoseksualizm to zjawisko normalne. Na początku dekady odsetek osób twierdzących, że homoseksualizm to coś nienormalnego i godnego potępienia spadł o kilkanaście punktów procentowych i utrzymuje się na poziomie 23-26 proc. To nie tylko mniej niż przeciętne poparcie dla PiS w ostatnich latach. Co więcej, grupy te wcale nie pokrywają się 1:1.

W ostatnim sondażu IPSOS dla OKO.press aż 56 proc. badanych poparło jednopłciowe związki partnerskie, a 41 proc. małżeństwa. Elektorat PiS wypadł bardziej konserwatywnie niż średnia krajowa, ale nawet wśród tych wyborców poparcie dla związków wyniosło 28 proc.

Wszystkie te cyferki mogą napawać względnym optymizmem, ale nie jest tak, że politycy muszą się dostosowywać do nastrojów społecznych. Najczęściej sami próbują je kreować. Tak było w przypadku uchodźców. W badaniach CBOS widać, jak w roku wyborczym odsetek chcących nieść pomoc uchodźcom systematycznie topniał. W ciągu zaledwie czterech miesięcy procent osób przeciwnych przyjmowaniu uchodźców zdołał się podwoić, a w pierwszym roku rządów PiS przebił granicę 50 proc.

Liczy się opowieść

Opowieść prawicy o uchodźcach, którą zaadaptował PiS rozgrywała się na czterech płaszczyznach: strachu, pieniędzy, tożsamości i suwerenności. Uchodźcy w retoryce PiS stanowili zatem zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa – przyjęcie nawet kilkuset osób miało sprowadzić na Polskę falę aktów terroru, zamieszki i gwałty. Pomoc uchodźcom przedstawiana była jako zbytek w obliczu palących problemów socjalnych samych Polaków. Co więcej, stanowili kulturowe zagrożenie dla katolickiej Polski. Wreszcie – ich przyjęcie miało być narzucone przez Unię Europejską i stanowić przykład jej nadmiernej ingerencji w kwestie wewnętrzne państw.

Z badań CBOS o stosunku Polaków do uchodźców wynika, że strach i pieniądze były najczęściej podawanymi.

Szczucie na środowiska LGBT+ odbywa się według tego samego scenariusza:

  1. Strach. LGBT+ to zagrożenie dla dzieci. Pojawiają się twierdzenia jakoby edukacja seksualna miała deprawować dzieci, przygotowywać je do masturbacji w przedszkolu, rozpoczynania aktywności seksualnej w wieku 10 lat. LGBT+ przedstawiane jest jako lobby, które pod płaszczykiem tolerancji pcha swoją agendę wymierzoną w dzieci. Chce mieć do nich „dostęp”. Celowo kojarzy się homoseksualizm z pedofilią (np. przez podawanie fałszywych danych).
  2. Tożsamość. Oddajmy głos Adamowi Andruszkiewiczowi: „Platforma Obywatelska i wszystkie środowiska LGBT chcą całkowicie wykorzenić z Polski nasze wartości katolickie, naszą tradycję. Chcą w ten sposób indoktrynować młodych ludzi, aby stali się środowiskiem liberalnym, wręcz lewackim, na styl typowo zachodni. To typowa taktyka. Jeśli PO wygra – w całej Polsce ruszy kampania, aby zindoktrynować polskie dzieci w kierunku mocno lewackim, zdecydowanie antypolskim i antychrześcijańskim”.
  3. Suwerenność. Po pierwsze – LGBT+ przyszło do Polski z Zachodu. Po drugie – Unia wydaje MILIARDY na LGBT+ (słowa Patryka Jakiego). Po trzecie – UE chce narzucać Polsce swój światopogląd, uchwala różne dyrektywy równościowe, podpisuje konwencje.
  4. Pieniądze. „Trzaskowski wydał miliardy na  dziadostwa LGBT+” – jak to ujął Patryk Jaki w programie Magdaleny Ogórek. Wymyślanie kwot, jakie przeznacza się na działalność środowiska, zaliczanie do nich również takich rzeczy jak zajęcia edukacji seksualnej. Ale co najważniejsze, przedstawianie wszystkich tych inicjatyw jako zbytecznych, finansowanych kosztem innych grup społecznych.

Stosunkowo najmniej istotna w szczuciu na LGBT+ jest kwestia tożsamości, która trąci naftaliną i rzeczywiście mogłaby odstręczać wyborców umiarkowanych. Dla otwartych homofobów też coś się znajdzie, raz na jakiś czas odpalony zostanie protokół Tarczyński, Pawłowicz, lub Andruszkiewicz. Ale to nie na nazywaniu gejów „sodomitami” (jak czynił Mariusz Błaszczak), czy straszeniu ich „terapiami konwersyjnymi (Krystyna Pawłowicz) PiS będzie zbijał polityczny kapitał. Podobnie jak w przypadku uchodźców – kluczowe będzie granie strachem i kwestiami ekonomicznymi.

Elektorat centrowy może razić twierdzenie, że LGBT+ „chcą wykorzenić wartości katolickie”, ale przedstawienie ich jako grupy wpływu, różowego lobby, które drenuje budżet na fanaberie może brzmieć przekonująco.

Najsilniejszą kartą jest jednak strach o bezpieczeństwo dzieci. W badaniach przyzwolenie na adopcję dzieci przez pary homoseksualne nadal utrzymuje się na poziomie najwyżej kilkunastu procent. W sondażu IPSOS dla OKO.press było to 18 proc. za adopcją, do 41 proc. za małżeństwami, 56 proc. za związkami partnerskimi. Trudno odczytywać ten rozstrzał inaczej, niż tym, że duża część Polek i Polaków, którzy na co dzień uważają się za osoby tolerancyjne, gdzieś podskórnie mają wdrukowane przeświadczenie, że z tym homoseksualizmem i pedofilią musi być coś na rzeczy.

Czy pary homoseksualne powinny mieć w Polsce prawo do związków partnerskich, małżeństw, adopcji dzieci?

Prawo do związków partnerskich?
 
Prawo do małżeństw jednopłciowych?
 
Prawo do adopcji dzieci?

W internecie pojawiają się już fałszywe konta, które udają przedszkola „zgodne z Kartą LGBT+”, gdzie podczas zajęć „Tęczowe figle” z animatorami dzieci nauczą się „poznawać własne ciało”. Będzie tego coraz więcej. W tym samym czasie Ordo Iuris z kilkoma innymi organizacjami zbiera podpisy przeciwko Deklaracji, interweniować próbuje małopolska kurator i MEN.

Paweł Rabiej, wiceprezydent Warszawy, który był 3 marca wraz z Konradem Berkowiczem (partia WOLNOŚĆ) gościem Superstacji, zapowiedział, że ścigane będą nie tylko kłamstwa o „zajęciach z masturbacji w przedszkolu”, ale też zrównywanie pedofilii z osobami LGBT+. Ze względu na kampanię w niektórych przypadkach możliwy byłby nawet pozew w trybie wyborczym.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press