0:00
08 kwietnia 2022

Liban, Turcja, Jordania przyjęły uchodźców w 2015, dzisiaj my. Uczmy się na ich błędach

Podczas kryzysu migracyjnego w 2015-2016 roku uchodźcy deklarowali chęć szybkiego powrotu do domów. Ale ich pobyt w obcym kraju przerodził się w sytuację permanentną. Dziś uchodźcy z Ukrainy też mówią, że chcą szybko wracać. Ale czy będą mogli?

Wydrukuj

Pierwsze tygodnie po wybuchu wojny w Ukrainie pokazały, że społeczeństwo polskie potrafi się zmobilizować i wykazać ogromną życzliwością, gościnnością oraz chęcią niesienia pomocy. Świat zobaczył nową twarz Polski. Nie tylko kraju niechętnego wobec migrantów z Azji i Afryki, kraju, który stosuje push-backi i buduje płot na granicy, ale również kraju-lidera pomocy Ukraińcom.

Taki stan rzeczy, oparty na odruchu humanitaryzmu zwykłych ludzi, nie może i - jak pokazują przykłady ze świata - nie będzie trwać długo. Niezbędne są przemyślane i spójne działania administracji każdego szczebla i odpowiednie podejście do zarządzania kryzysem.

Polska nie ma całościowej polityki migracyjnej. W OKO.press trwa więc dyskusja o tym, jak przyjąć i ułożyć sobie życie z 2,5 (teraz), 3 lub więcej milionami nowych obywateli. Jak uniknąć konfliktów polsko-ukraińskich? Jak wykorzystać potencjał migracji? O opinie pytamy ekspertów od migracji i integracji. Wszystkie analizy znajdziecie pod tagiem "Ukraińcy w Polsce".

Zdjęcie główne pochodzi ze strony Foreign, Commonwealth & Development Office/UK, przedstawia obóz dla syryjskich uchodźców Zaatari w Jordanii (licencja: Attribution-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-ND 2.0).

Już teraz eksperci i praktycy wskazują, że stopniowo przechodzimy z pierwszej fazy pomocy humanitarnej do kolejnych, w których należy zająć się akomodacją, a już za chwilę także integracją osób przybyłych z Ukrainy. Podają oni dobre praktyki z państw zachodnich, które zmagały się z napływem uchodźców w latach 2015-2016 oraz w czasie wojny bałkańskiej.

To cenne przykłady, musimy jednak pamiętać, że systemy wsparcia społecznego, zasady obowiązujące na rynku mieszkaniowym czy potencjał rynku pracy Austrii, Niemiec czy Szwecji różnią się od polskiego.

Przyglądając się sytuacji z 2015-2016 roku na Zachodzie, umyka nam jednocześnie to, że ważniejsze dla nas doświadczenie pochodzi z państw bliskowschodnich takich jak Jordania, Liban czy Turcja, które przyjęły na siebie główny ciężar pomocy Syryjczykom uciekającym z własnego kraju dekadę temu. Albo Iraku, w którym do tej pory w obozach mieszkają ci, którzy uciekając przed tzw. Państwem Islamskim chronili się w innych częściach własnego kraju.

Podobnie jak Polska dziś, państwa te nastawiały się na krótkotrwały napływ uchodźców. Otworzyły swoje granice, a ich obywatele w pierwszych miesiącach także wspierali poszkodowanych.

Ale choć uciekinierzy zakładali, że szybko wrócą do siebie, ich pobyt przerodził się w sytuację permanentną.

Warto zatem zastanowić się, czy mimo różnic w sytuacji panującej na Bliskim Wschodzie i w Europie Środkowo-Wschodniej, rozwój wydarzeń u nas nie będzie przypadkiem przebiegał podobnie.

Liban: 1/3 to migranci

Społeczeństwo polskie od 24 lutego 2022 udowadnia, że solidarność to nie frazes, lecz coś, z czego możemy być dumni. Nikt nie jest jednak w stanie przez dłuższy okres poświęcać czasu i energii innym, zaniedbując jednocześnie pracę, rodzinę i inne obowiązki. Trzeba rozróżnić też pomoc humanitarną i doraźne wsparcie w sytuacji kryzysowej od działań integracyjnych, które z założenia są procesem długotrwałym i nie przynoszą szybkich efektów.

Ważnym elementem takiego podejścia jest określenie potencjału integracyjnego, jaki mamy. Popatrzmy na Liban. Mieszka tam 6,8 mln osób, z czego 2/3 to obywatele tego kraju. Liczbę Syryjczyków szacuje się na 1,1 -1,5 mln, do tego dochodzi blisko pół miliona uchodźców palestyńskich oraz 100 tys. irakijskich.

Wydawać by się mogło, że te mniejszości, posługujące się językiem arabskim i o podobnej kulturze, nie będą miały problemów z integracją. Jak się jednak okazało,

sam język i bliskość kulturowa nie wystarczą do skutecznej integracji.

Libańskie społeczeństwo nie było i nadal nie jest w stanie zaabsorbować tak dużych mniejszości, szczególnie w obliczu słabości instytucji państwa libańskiego, braku polityk integracyjnych, czy wręcz podejścia utrwalającego odrębność i poczucie konieczności powrotu do państwa pochodzenia.

Syryjczycy w Turcji: od otwartych drzwi do niechęci

Podobną sytuację obserwujemy w Jordanii, drugim po Libanie państwie z populacją uchodźców w stosunku do liczby mieszkańców. Z 1,5 mln Syryjczyków zamieszkujących w tym kraju jedynie połowa jest zarejestrowana jako uchodźcy. Z nich aż 30 proc. mieszka w miastach znajdujących się tuż przy granicy syryjskiej, a blisko 20 proc. przebywa w obozach dla uchodźców bez prawa swobodnego przemieszczania się po kraju. Od lat są zawieszeni między powrotem do Syrii a nadzieją na relokację do jednego z zachodnich państw. To poczucie tymczasowości ogranicza zdolność do integracji.

Ciekawym przykładem jest również Turcja, która obywatelom państw spoza Europy nie przyznaje statusu uchodźcy w rozumieniu Konwencji Genewskiej (wynika to z geograficznych ograniczeń jakie zostały przyjęte przy jej podpisywaniu). Podobnie jak Ukraińcy w Polsce, Syryjczycy w Turcji zostali objęci ochroną tymczasową, która umożliwia im legalny pobyt oraz dostęp do rynku pracy.

Jak sama nazwa wskazuje, rozwiązanie takie jest tymczasowe i w dłuższej perspektywie powoduje komplikacje. Przez wiele lat Syryjczycy w Turcji migrowali do dużych metropolii, w tym do Stambułu, aby znaleźć lepsze możliwości pracy, edukacji, mieszkania i ochrony. Początkowe Turcy byli na nich otwarci, ale z czasem zaczęło przeważać podejście niechętne, ewoluujące w stronę wrogości i naciskania na powrót do domu.

Rok 2019 przyniósł dodatkowe zmiany w prawie i Syryjczycy objęci ochroną czasową bez ważnego dokumentu potwierdzającego legalność pobytu, zaczęli być odsyłani ze Stambułu tam, gdzie byli pierwotnie zarejestrowani.

Władze zaczęły też zachęcać do powrotu do Syrii, a przyjęte metody budziły obawy, iż nie odbędzie się to dobrowolnie.

W Iraku nie ma do czego wracać

Konsekwencje błędnego założenia, że po zakończeniu konfliktu osoby przesiedlone szybko wrócą do domu, pokazuje również przykład Iraku. Po zajęciu części irackich prowincji przez ISIS liczba osób wewnętrznie przesiedlonych w tym kraju przekroczyła 5 mln, z czego większość znalazła schronienie w irackim Kurdystanie. Dodatkowo w 2014 roku do grupy wymagającej wsparcia dołączyli uchodźcy z Syrii, co jeszcze bardziej pogłębiło problemy, z jakimi borykają się iraccy przesiedleńcy.

W ciągu ośmiu lat sytuacja nie uległa poprawie. Mimo że tzw. Państwo Islamskie zostało zlikwidowane, setki tysięcy osób nie może wrócić do domu ze względu na sytuację ekonomiczną, wojskową i infrastrukturalną. To nie różni się tak bardzo od tego, czego można się spodziewać na przykład w zdewastowanym Mariupolu.

Zniszczone miasta mają jedynie ograniczony dostęp do prądu czy wody. Dojazd i funkcjonowanie tam wiążą się z przekraczaniem licznych posterunków wojskowych. Nie ma szkół dla dzieci.

Nieliczne próby ponownego osiedlenia się w regionach pochodzenia, często kończą się powrotem do obozu takiego jak Khanke niedaleko Dahouk.

To dlatego tak wiele osób z Iraku (a nade wszystko z irackiego Kurdystanu) w ostatnim roku zdecydowało się na podróż do Białorusi i próbowało przedostać się do Unii Europejskiej. W przypadku białorusko-polskiej granicy Irakijczycy stanowili największą grupę narodową migrantów zatrzymywanych przez Straż Graniczną.

„W Polsce nie ma obozów dla uchodźców”

Polska nie ma skutecznej i całościowej polityki integracyjną (możemy mówić jedynie o jej elementach, często niepowiązanych ze sobą). Warto wykorzystać aktualny kryzys do tego, żeby stworzyć taką politykę.

Nie powinniśmy też zakładać, że kilkaset tysięcy, a nawet kilka milionów obywateli Ukrainy szybko nauczy się języka polskiego, znajdzie pracę, mieszkanie i samoistnie zintegruje się ze społeczeństwem.

Dlatego Polska powinna szybko zacząć rozmowy z innymi państwami zachodnimi o dobrowolnej relokacji części uchodźców napływających do Polski z terenów Ukrainy. Dzięki temu ci, którzy zostaną w Polsce, będą mieli lepsze warunki życia i integracji.

Podstawową potrzebą każdego człowieka jest bezpieczne miejsce zamieszkania. Obecnie Polska mierzy się z niespotykanym wyzwaniem zapewnienia uciekającym z Ukrainy dachu nad głową. Ponownie na uwagę zasługuje postawa społeczeństwa, które nie tylko użycza nieodpłatnie mieszkań potrzebującym, lecz także przyjmuje ludzi do siebie.

Zdajemy sobie sprawę, że musimy szukać rozwiązań długoterminowych, ale pomysłów szukamy na Zachodzie. Zapominamy, że Niemcy czy Szwecja mają jedne z najlepiej rozwiniętych systemów pomocowych i mieszkalnictwa socjalnego i komunalnego.

W Libanie też ich nie ma... teoretycznie

Powinniśmy się porównywać z Libanem, Jordanią czy Turcją. W pierwszym z tych państw również oficjalnie nie ma obozów dla uchodźców syryjskich. Władze w Bejrucie nie chciały powtórzyć sytuacji z końca lat 40. XX w., gdy Palestyńscy uchodźcy początkowo zamieszkali w obozach, które z latami przerodziły się w miasteczka nieprzyjazne dla mieszkańców i dla Libańczyków.

To nie zmienia jednak faktu, że część Syryjczyków nie ma szans na wynajęcie choćby pomieszczeń gospodarczych i mieszka w tymczasowych obozowiskach, które de facto są małymi obozami uchodźców.

Ogromnym problemem jest również wynajmowanie, często za ceny wyższe niż rynkowe, pomieszczeń nie przystosowanych do zamieszkania (np. garaży, przybudówek, szop). Takie praktyki zaobserwować można również w Jordanii, w której napływ Syryjczyków do największych miast – 26 proc. zarejestrowanych uchodźców syryjskich mieszka w Ammanie, 18 proc. w Irbidzie – spowodował szybki wzrost cen najmu i drastyczny spadek dostępnych mieszkań.

Również polskie duże miasta takie jak Warszawa, Kraków czy Wrocław są najczęściej wybieranymi miejscami przez uciekających z Ukrainy. Na rynku mieszkaniowym zanotowano znaczące wzrosty cen najmu (o 33 proc. we Wrocławiu, 26 proc. w Krakowie i „zaledwie” 15 proc. w Warszawie) oraz drastyczne zmniejszenie się liczby dostępnych lokali (o 60 proc. we Wrocławiu i Krakowie).

Warto pamiętać również o tym, że

część osób oraz instytucji użyczyła swoje lokale na krótko. Konieczne jest zatem rozważenie wprowadzenia mechanizmów centralnych zapobiegających bezdomności.

To ostatnie może się szczególnie zwiększyć po tym, jak zakończy się wsparcie rządowe dla rodzin pomagających uchodźcom.

Polska potrzebuje rąk do pracy

Ostatnie lata i sytuacja migracyjna spowodowały, że Polska przestała być państwem jedynie wysyłającym swoich obywateli za granicę. Coraz więcej cudzoziemców, głównie z Ukrainy, przyjeżdżało tu do pracy lub by podejmować naukę. Dodatkowo, odpływ Polaków za granicę i rozwój gospodarczy spowodowały, że rynek pracy otworzył się na pracowników zagranicznych. Część przedsiębiorców widzi więc w obecnej sytuacji szansę i liczy na szybkie wchłonięcie rzeszy uciekinierów z Ukrainy do polskich przedsiębiorstw. To czy tak się stanie, nie jest jednak oczywiste.

Również w tym przypadku warto przyjrzeć się doświadczeniom państw bliskowschodnich.

Dobrym przykładem może okazać się Turcja, gdzie szczególnie w latach 2014-2018, tereny przygraniczne, a przede wszystkim miasto Gaziantep przeżywały boom ekonomiczny.

Wiązało to się z przenoszeniem syryjskich biznesów właśnie tam, tworzeniem nowych firm turecko-syryjskich, które często dodatkowo tworzyły miejsca pracy dla syryjskich uchodźców. Jednocześnie pojawiały się obawy, że gorzej opłacani Syryjczycy będą stanowić zagrożenie dla niżej wykwalifikowanych rodzimych pracowników.

Sytuacja pogorszyła się z nastaniem kryzysu gospodarczego, który mocniej dotknął właśnie Syryjczyków. Według raportu Brookings Institution w 2020 r. blisko 40 proc. syryjskich firm zawiesiło swą działalność, a 54 proc. odnotowało spadek obrotów o połowę, gdzie w przypadku firm tureckich wskaźniki te wynosiły odpowiednio 30 proc. i 34 proc. Przykład turecki pokazuje, że nawet niewielkie środki na wspieranie przedsiębiorczości uchodźczej może znacząco poprawiać sytuację wielu rodzin uciekinierów i gospodarki w ogóle.

Cenną naukę dla Polski może mieć też Jordania, gdzie z 1,5 mln diaspory syryjskiej połowa jest zarejestrowana jako uchodźcy, a pozostali przebywają tam na podstawie innych zezwoleń pobytowych.

Bliskie, wieloletnie powiązania i współpraca biznesowa pozwoliły na relatywną samowystarczalność ekonomiczną tej drugiej grupy.

Nie można jednak zapominać, że były to osoby mające już wcześniej powiązania i znajomości w Jordanii, mieli pracę lub dysponowali kapitałem. Pozostali, uciekający przed wojną bez niczego, nie są w tak dobrej sytuacji. Dlatego aż 80 proc. zarejestrowanych w Jordanii syryjskich uchodźców żyje poniżej granicy ubóstwa, w tym 60 proc. w skrajnym ubóstwie.

Pomoc finansowa - niezbędna

Polska znajduje się w o wiele lepszej sytuacji gospodarczej niż Turcja czy Jordania, bo może również liczyć na wsparcie z Unii Europejskiej w opanowaniu obecnej sytuacji. Niemniej pamiętać należy, że nastroje społeczne i nastawienie do uciekających z Ukrainy może szybko się zmienić w wyniku kryzysu gospodarczego, który odbije się na wszystkich mieszkańcach Polski.

Istotnym czynnikiem, o którym często się zapomina w kontekście Ukraińców na polskim rynku pracy, jest fakt, że osoby obecnie napływające, a także te, które pojawią się w Polsce w kolejnych tygodniach, będą miały zupełnie inne możliwości szybkiego podjęcia pracy. Nie przyjeżdżają bowiem do konkretnej pracy, ale uciekają przed wojną. Są to również w większości kobiety z dziećmi oraz osoby starsze.

Ich sytuacja finansowa też różni się od tej, w jakiej znajdowali się pracownicy ukraińscy przybywający do Polski przed 24 lutego 2022 r.

Bardzo ważnym uzupełnieniem krajowego systemu wsparcia uchodźców z Ukrainy (m.in. poprzez świadczenia 500+ na dzieci) jest więc pomoc finansowa oferowana przez minimum 3 miesiące przez UNHCR.

Szkoła – polska czy ukraińska?

Specyfiką migracji z ogarniętej wojną Ukrainy jest znaczny odsetek kobiet z dziećmi wśród ogólnej liczby przekraczających granicę. W ciągu miesiąca od wybuchu konfliktu w polskim systemie szkolnym pojawiło się ponad 160 tys. nowych uczniów o szczególnych potrzebach edukacyjnych (nieznających języka, różnice w systemie edukacyjnym, trauma spowodowana wojną).

Wymaga to specjalnego podejścia i rozwiązań. Mimo iż Polska ma system wsparcia uczniów obcojęzycznych, przez lata był on niedofinansowany a asystenci kulturowi, jeśli w ogóle byli zatrudniani, to w głównej mierze dzięki finansowaniu z organizacji pozarządowych.

Zmiany w systemie edukacji (likwidacja gimnazjów i wprowadzanie zerówek do szkół co miało odciążyć przedszkola) nierzadko zmuszały do wprowadzania nauki na dwie zmiany. Mimo iż polski system szkolnictwa wydaje się dużo bardziej wydajny niż ten jordański czy libański, może to nie wystarczyć.

Dla przykładu, w Jordanii w takim systemie działało ponad 200 szkół, w których uczyła się ponad połowa z 230 tys. dzieci syryjskich uchodźców. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w pogrążonym w kryzysie gospodarczym Libanie, gdzie syryjskie dzieci muszą czekać na wolne miejsce w szkołach działających na dwie zmiany (szacuje się, że mieszka tam obecnie 660 tys. dzieci w wieku szkolnym, lecz aż 30 proc. z nich nigdy nie uczęszczało do szkoły).

Również w Iraku były kłopoty z edukacją. Szkoły były oddalone od obozów dla wewnętrznie przesiedlonych, a klasy przepełnione. To, że dzieci nie miały szansy na naukę, było jedną z głównych przyczyn prób przedostawania się uchodźców syryjskich do Europy w latach 2015-2016.

Zupełnie inna sytuacja miała miejsce w Turcji, gdzie dzięki środkom UNICEF przez lata tworzone były “tymczasowe” klasy dla syryjskich dzieci, gdzie językiem wykładowym był arabski, a nauczycielami Syryjczycy, którzy również uciekli ze swojego kraju.

W wyniku problemów z finansowaniem, ale też w związku z planem włączenia dzieci do tureckiego systemu edukacji, pojawiły się jednak duże problemy i głosy mówiące o dyskryminacji syryjskich uczniów.

Podobnie jak dla dzieci będących uchodźcami na Bliskim Wschodzie, również dla dzieci ukraińskich w Polsce bariera językowa może stanowić problem. A co dopiero mówić o egzaminie ośmioklasisty czy polskiej maturze, bez których w Polsce bez tego nie można kontynuować nauki. Tymczasem kilkumiesięczny pobyt w Polsce to za mało, aby pokonać zarówno barierę językową jak i różnice programowe.

Pierwsze sygnały z polskich szkół przyjmujących ukraińskich uczniów skłaniają do pytania, jakie rozwiązania należałoby przyjąć. Część ukraińskich uczniów, jeśli ma taką możliwość, uczestniczy online w zajęciach prowadzonych przez ukraińskie szkoły. Bardzo wielu zostało przyjętych do polskich klas i realizuje polski program edukacyjny (niewielka ilość dostała się do tzw. oddziałów przygotowawczych i do nielicznych szkół dla mniejszości ukraińskiej w Polsce). W niektórych szkołach nauczyciele zaczęli przygotowywać się do prowadzenia dodatkowych zajęć z języka polskiego już w pierwszych dniach kryzysu humanitarnego. Należy sobie również zadać pytanie, czy i kiedy włączać ukraińskie dzieci do polskiego systemu edukacji, aby nie doprowadzić do sytuacji w jakiej znaleźli się syryjscy uczniowie zamieszkujący w Turcji.

Pomimo wielu różnic w kryzysach uchodźczych wywołanych przez wojnę w Syrii i w Ukrainie, wyzwania i problemy, z którymi mierzy się dziś Polska, są pod wieloma względami podobne do tych, z którymi od dekady stykają się Jordania, Liban i Turcja. Część dobrych rozwiązań, które pojawiły się w tych krajach można zastosować również u nas. Warto także uświadomić sobie liczne potknięcia krajów Bliskiego Wschodu w recepcji i integracji Syryjczyków, po to, by nie popełniać tych samych błędów w stosunku do uchodźców z Ukrainy.

Udostępnij:

Karolina Sobczak-Szelc

Badaczka w Ośrodku Badań nad Migracjami oraz w Centrum CASPAR na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. W badaniach łączy geografię fizyczną, społeczną, rozwój przestrzenny i socjologię, aby badać zależności między działalnością człowieka, zmianami środowiska przyrodniczego i migracjami, w szczególności z krajów Afryki Północnej. Obecnie koordynuje prace zespołu w ramach projektu ARICA A multi-directional analysis of refugee/IDP camp areas based on HR/VHR satellite data finansowanego w ramach konkursu POLNOR 2019.

Dominik Wach

Współpracownik Ośrodka Badań nad Migracjami UW. Politolog specjalizujący się w tematyce migracyjnej, integracyjnej i bliskowschodniej, od ponad 10 lat zajmujący się zawodowo integracją uchodźców. Koordynator z ramienia Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie „Warszawskiego testowego projektu InTEgracji cudzoziemców z uwzględnieniem potrzeb rynKu pracy (WITEK)”. Były obserwator praw człowieka na Zachodnim Brzegu Jordanu i pracownik humanitarny w Jordanii.

Konrad Pędziwiatr

Profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, pomysłodawca i koordynator Obserwatorium Wielokulturowości i Migracji. Badacz w Centrum Zaawansowanych Badań Ludnościowych i Religijnych (CASPAR UEK) i współpracownik Ośrodka Badań nad Migracjami (UW). Autor licznych publikacji na temat migracji, religii i etniczności w procesach migracyjnych, islamu i muzułmanów w Europie oraz polityzacji islamu w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne