Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / Agencja Gazeta
18 czerwca 2021

PILNE! Lidia Staroń nie będzie nową RPO. Fatalnie wypadła w Senacie i przepadła w głosowaniu

Lidia Staroń nie będzie Rzecznikiem Praw Obywatelskich, jej kandydatura przepadła w Senacie. Debata przed głosowaniem była dla niej druzgocąca: Staroń nie umiała lub nie chciała odpowiedzieć na większość pytań senatorów dotyczących praw obywateli

Za Staroń głosowało 45 senatorów, przeciw - 51, wstrzymało się - 3. To już trzecia kandydatura PiS, którą odrzucił Senat. Wcześniej obóz władzy próbował przeforsować na stanowisko RPO wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka i znanego z radykalnych, prawicowych poglądów posła Bartłomieja Wróblewskiego.

Mimo że kadencja Adama Bodnara na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich upłynęła już 9 września 2020 roku, dalej pełni on swoje obowiązki, bo politycy nie potrafią wybrać jego zastępcy. Główna wina za ten pat spada na PiS, który najpierw dwukrotnie nie zgodził się na kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, mimo że popierało ją ponad 1000 organizacji społecznych, a sama kandydatka była otwarta na argumenty obozu władzy. PiS nie zgodził się również na prof. Marcina Wiącka, choć jego kandydaturę oprócz opozycji poparło również koalicyjne Porozumienie.

W zamian partia Jarosława Kaczyńskiego wystawiała i popierała w Sejmie kandydatów-polityków, na których opozycja nie mogła się zgodzić w Senacie: Wawrzyka, Wróblewskiego, a teraz Staroń.

Staroń nie będzie RPO. PiS celowo gra na polityczny pat?

Możliwe że działanie większości sejmowej było celowe, a wystawianie kandydatów niemożliwych do przyjęcia dla kontrolującej Senat opozycji miało celowo sparaliżować wybór nowego Rzecznika Praw Obywatelskich. Jaki miałby być powód takiego działania?

To proste, zamiast kompromisowego nowego Rzecznika Praw Obywatelskich, Prawo i Sprawiedliwość woli sparaliżować urząd broniący praw obywateli, lub na jego czele postawić powolnego woli politycznej uzurpatora.

Temu ostatniemu scenariuszowi służy wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z 15 kwietnia 2021 roku. Trybunał Przyłębskiej orzekł wtedy, że art. 3 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich jest niezgodny z Konstytucją. Ten przepis mówi, że Rzecznik pełni swoją funkcję do czasu wyboru następcy. To właśnie rola, którą pełni obecnie Adam Bodnar. Tym samym zależny od władzy i upolityczniony Trybunał de facto usunął orzeczeniem Bodnara z urzędu, choć przesunął wejście w życie tej decyzji o trzy miesiące - do 15 lipca.

Fiasko wyboru nowego RPO w parlamencie oznacza, że obóz władzy będzie miał od 16 lipca rozwiązane ręce – będzie mógł z Rzecznikiem zrobić porządek. Np. ustanawiając ustawowo przejściową (choć w praktyce i zamiarach permanentną) funkcję pełniącego obowiązki RPO, którego powołanie nie będzie wymagać zgody Senatu. Może też nie zrobić nic, paraliżując tym samym działalność urzędu.

Staroń deklaruje niezależność. Ale odpowiada na modłę PiS

"W poprzedniej kadencji współpracowałem z panią senator Lidią Staroń w kole senatorów niezależnych i musze powiedzieć, że jeśli chodzi o pasję w działaniu na rzecz zwykłych ludzi - była duża. Pani senator przejawiała tu bardzo dużą aktywność. Dlatego jej kandydatura ma swoje walory.

Jednak Rzecznik Praw Obywatelskich to nie tylko rzecznik praw ekonomicznych obywateli, ale zgodnie z konstytucją również rzecznik praw politycznych - wolności obywatelskich, prawa do zrzeszania się, dostępu do sądu, do demonstracji. Jednak senator Staroń prawa polityczne interpretuje w myśl tych działań, które podejmuje obecna ekipa rządowa, a to jest po prostu nie do przyjęcia" - mówił podczas debaty nad kandydaturą Staroń senator Marek Borowski. W ten sposób dobrze podsumował to, co działo się wcześniej w Senacie.

A wcześniej Lidia Staroń przedstawiając przez 40 minut swoją kandydaturę, koncentrowała się na prawach ekonomicznych obywateli, przypominała swoją walkę z lichwą i o prawa członków spółdzielni mieszkaniowych (choć w tej ostatniej kwestii skłamała, deklarując, że nie zajmował się tym Adam Bodnar, mimo że RPO za jego kadencji składał m.in. wniosek do TK w ich sprawie).

"Kim powinien być RPO? Ta funkcja wymaga niezależnego myślenia, a przede wszystkim niezależności, nie tylko od innych polityków i partii, ale także niezależności do różnych grup interesu, walczących o zawłaszczanie państwa dla swoich własnych potrzeb. Rzecznik powinien mieć odwagę, bo walka z różnego rodzaju interesami dla dobra obywateli wymaga właśnie ogromnej odwagi, dlatego rzecznik powinien być odporny na wszelkie próby wywierania na niego nacisku" - mówiła Staroń.

Ale w odpowiedziach na pytania senatorów, ani razu nie zajęła stanowiska sprzecznego ze stanowiskiem Prawa i Sprawiedliwości:

  • pytana o sprzeciw wobec prób wypowiedzenia antyprzemocowej Konwencji Stambulskiej, odpowiedziała, że po prostu jest przeciwko przemocy, choć wcześniej głosowała przeciwko ratyfikacji Konwencji,
  • pytana o samorządowe uchwały dotyczące tzw. stref wolnych od LGBT, uciekała od odpowiedzi, deklarując, że będzie sprzeciwiać się działaniom niezgodnym z prawem,
  • pytana o ograniczenie wolności zgromadzeń - również uciekła w formułkę o "przestrzeganiu prawa", identycznie zrobiła, gdy senatorowie poruszali kwestię wolności słowa i niezależności sądownictwa,
  • pytanie o brak publikacji przez premier Beatę Szydło wyroku TK kwitowała formułką, że to pytanie polityczne.

Jedynym konkretem, który można było usłyszeć w tych sprawach od senator Lidii Staroń, to deklaracja, że byłaby innym rzecznikiem niż Adam Bodnar.

Co teraz zrobi PiS?

Podstawowe pytanie polityczne dotyczy teraz dalszego postępowania w Sejmie Prawa i Sprawiedliwości. Możliwości są trzy:

  • marszałek Elżbieta Witek rozpocznie po raz kolejny procedurę wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich,
  • PiS przedstawi projekt ustawy o komisarzu lub pełniącym obowiązki Rzecznika Praw Obywatelskich do momentu wybrania nowego RPO,
  • przez długie miesiące obóz władzy nie zrobi nic, paraliżując de facto urząd RPO, ponieważ - jak wskazywaliśmy wcześniej - w ślad za orzeczeniem Trybunału Przyłębskiej Adam Bodnar 15 lipca ostatecznie odchodzi z urzędu.

Najbardziej prawdopodobna jest opcja nr 2. Warunek jest jeden: PiS musi mieć większość w Sejmie, żeby uchwalić specjalną ustawę o pełniącym obowiązki RPO.

Jeśli jednak Porozumienie Jarosława Gowina będzie przeciwne takiemu rozwiązaniu, partia Kaczyńskiego znów - tak jak w przypadku wyboru Lidii Staroń - będzie musiało liczyć w izbie niższej na przychylność Konfederacji. Gdyby PiS rzeczywiście dogadał się z konfederatami, wtedy przejęcie funkcji RPO będzie kwestią czasu, bo sprzeciw Senatu nie będzie grał roli - większość sejmowa będzie mogła go odrzucić.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne