17 grudnia 2020

Wąsik manipuluje paragrafami i sugeruje, że kobiety to chuliganki. Rozbrajamy wystąpienie ministra

Policja nie nadużywa środków przymusu bezpośredniego, zakaz zgromadzeń uchwalił Sejm, a strajki kobiet są dla policji bardziej niebezpieczne niż Marsz Niepodległości. Tak twierdzi Maciej Wąsik, sekretarz stanu w MSWiA. Sprawdzamy jego słowa

W środę 16 grudnia 2020 podczas posiedzenia Sejmu posłowie i posłanki opozycji zwracali się z pytaniami do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o działania policji w ostatnich tygodniach. Barbara Nowacka (KO) pytała o sens i koszt zabezpieczenia Sejmu, pomników, ochronę domu Jarosława Kaczyńskiego, a także o nachodzenie ludzi w domu i rekwirowanie flag. Monika Rosa (KO) przypominała o policjancie, który złamał aktywistce rękę i o użyciu pałek teleskopowych przez nieumundurowanych funkcjonariuszy.

Wąsik i jego (nie)wiedza o zgromadzeniach

Do odpowiedzi na pytania oddelegowany został Maciej Wąsik, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wystąpienie zaczął od uwag, że musi sprostować słowa posłanki Nowackiej, ponieważ strajki kobiet to wcale nie są pokojowe protesty w ramach przepisów prawa.

"Przepisy prawa polskiego w okresie pandemii nie dopuszczają zgromadzeń publicznych liczniejszych niż pięć osób" - stwierdził Wąsik. I kontynuował:

Te przepisy obowiązują, zostały uchwalone przez Wysoki Sejm i nie ma co do tego wątpliwości
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Sejm,16 grudnia 2020

"Pierwsza rzecz - zgromadzenia nie mają waloru legalności. Chociaż rozumiem podstawowe prawo do zgromadzeń. Ale nie w warunkach pandemii. Każdy ekspert..." - tu Wąsik urwał swoją myśl.

Przepisy nie zostały uchwalone przez "Wysoki Sejm" - rząd zdelegalizował zgromadzenia w rozporządzeniu Rady Ministrów. Na początku pandemii był to zakaz całkowity, w okresie wakacyjnym nieco go rozszczelniono, przyzwalając na rejestrowane zgromadzenia do 150 osób. W październiku zaostrzono reżim do maksymalnie pięciu osób.

Przepisy Konstytucji (art. 57, art. 31 ust. 3) mówią jednak wyraźnie, że ograniczać prawa i wolności jednostek można jedynie ustawą. Polska policja, powołując się na przepis rozporządzenia delegalizujący zgromadzenia w czasie epidemii, próbuje od miesięcy karać mandatami osoby spontanicznie protestujące w czasie pandemii. Ale polskie sądy umarzają policyjnie wnioski, argumentując, że przepis jest wadliwy, ponieważ wymaga ustawowego unormowania.

Sądy zwracają w orzeczeniach uwagę również na szereg innych kwestii, które przesądzają o legalności spontanicznych zgromadzeń w czasie epidemii. To między innymi:

  • brak wprowadzenia przez rząd jednego ze stanów nadzwyczajnych, które pozwalają na ograniczanie prawa do zgromadzeń;
  • ograniczenie prawa konstytucyjnego, które jest nieproporcjonalne w stosunku do innych podejmowanych w pandemii środków;
  • bezpieczne, pokojowe zachowanie uczestników demonstracji;
  • ograniczanie "organizowania", a nie "brania udziału" w zgromadzeniach.

Szerzej o orzecznictwie w kwestii legalności zgromadzeń pisaliśmy w tekście:

Strajkujący biją się między sobą?

W dalszej części wystąpienia Maciej Wąsik stwierdził, że:

"Wszystkie działania policji podjęte od 22 października to jej ustawowe zadania: także ochrona Sejmu, obywateli i protestujących, bo zdarzały się sytuacje, że między grupami protestujących dochodziło do zwarć. Tam gdzie dochodziło do zwarć, tam zawsze pojawiała się policja, rozdzielała protestujących i uspokajała sytuację. Tak było 28 października w okolicach ronda de Gaulle'a, gdzie gdyby nie Policja, dochodziłoby do krwawych zajść i bójek".

Na koniec dodał, że jego słowa może potwierdzić Bartłomiej Sienkiewicz, który podczas tego wydarzenia był jedną z osób zaatakowanych gazem.

Nikt nie ma oczywiście wątpliwości, że policja powinna zabezpieczać zgromadzenia. Wąsik jednak nie odnosił się do niewygodnych kwestii, o które pytała go Barbara Nowacka, czyli między innymi zabezpieczenia domu Jarosława Kaczyńskiego. Tylko w niedzielę 13 grudnia ulicę Mickiewicza odcięły 82 duże policyjne radiowozy.

Wypowiedź Wąsika przede wszystkim jednak sugeruje, że strajki kobiet nie są pokojowymi manifestacjami, bo rzekomo dochodzi na nich do zwarć. Powołuje się na przykład z 30 października (Wąsik pomylił daty) z ronda de Gaulle'a sugerując, że gdyby nie interwencja policji, to doszłoby do konfrontacji między protestującymi.

Podczas tego marszu kobiet (rekordowego, ulicami Warszawy przeszło wtedy ponad 100 tysięcy osób) nie została zorganizowana żadna kontrmanifestacja. W pewnym momencie na rondo de Gaulle'a wybiegło z bramy przy Empiku kilkudziesięciu mężczyzn, którzy zaczęli atakować manifestujące kobiety gazem i pałkami. Trudno tu mówić o "ścierających się grupach", czy "zwarciach między protestującymi", bo ci mężczyźni (znani policji ze środowisk pseudokibicowskich) nie uczestniczyli w żadnej manifestacji, tylko na nią napadli znienacka.

Wąsik opowiada o tym zajściu jednak w taki sposób, by sugerować, że strajk kobiet był niejako współwinny sytuacji. Co więcej, wbrew temu, co twierdzi Wąsik, tego dnia policja tak naprawdę spóźniła się z ochroną marszu. Pierwszy oddział pojawił się w miejscu ataku w momencie, w którym bojówkarze już się rozproszyli w tłumie. A przywołany przez niego Bartłomiej Sienkiewicz całe zajście komentował na gorąco w rozmowie z OKO.press w następujących słowach:

"Mijaliśmy kościół na Pl. Trzech Krzyży, gdzie »„suk”« i policjantów było po kokardę, mimo że nikt z protestujących nie miał zamiaru zwracać się w tamtą stronę. Żoliborz był cały obstawiony policją. A tam, gdzie była potrzebna, nie było nikogo. (...) Tu raczej zawiodła prewencja. To, że oni tam się w ogóle dostali oznacza, że nikt nic nie wie o ich planach, że te bojówki nie są infiltrowane".

Wąsik ubolewa nad złamaną ręką

Wiceminister odniósł się też do pytań o przekraczanie przez policję uprawnień i brutalne interwencje do jakich dochodziło podczas strajków. Wąsik skwitował sprawę krótko:

"Środki przymusu bezpośredniego są przewidziane ustawą i policja stosuje te środki przymusu bezpośredniego zgodnie z przepisami ustawy".

Środki przymusu bezpośredniego rzeczywiście określa ustawa. Zgodnie z jej art. 6 policja ma obowiązek stosować te środki proporcjonalnie wobec zagrożenia oraz wybierać środek o możliwie jak najmniejszej dolegliwości. W ostatnich tygodniach ogromne wątpliwości budzi stosowanie przez policję środków przymusu oraz szereg innych działań takich jak:

  • zamykanie w policyjnych kotłach dużych ilości ludzi;
  • masowe zatrzymania demonstrujących;
  • użycia gazu wobec demonstrujących;
  • użycie gazu wobec posłanek;
  • zatrzymanie posła;
  • użycie grupy antyterrorystycznej podczas protestu 18 listopada;
  • użycie siły wobec demonstrujących przez grupę antyterrorystyczną (bicie pałkami);
  • użycie siły wobec dziennikarzy, zatrzymanie dziennikarki.

Art. 6. 1. Środków przymusu bezpośredniego używa się lub wykorzystuje się je w sposób niezbędny do osiągnięcia celów tego użycia lub wykorzystania, proporcjonalnie do stopnia zagrożenia, wybierając środek o możliwie jak najmniejszej dolegliwości. 2. Broni palnej używa się lub wykorzystuje się ją wyłącznie, jeżeli użycie lub wykorzystanie środków przymusu bezpośredniego: 1) okazało się niewystarczające do osiągnięcia celów tego użycia lub wykorzystania lub 2) nie jest możliwe ze względu na okoliczności zdarzenia.

Kilka z tych spraw bada już prokuratura (użycie oddziału antyterrorystycznego), część czeka na sądowe rozstrzygnięcia (zażalenia na bezpodstawne zatrzymania), część jest przedmiotem interwencji i zapytań Rzecznika Praw Obywatelskich. Wąsik musi sobie zdawać z tego wszystkiego sprawę, a jednak w kolejnych wypowiedziach posuwa się do stwierdzeń, że "nie słyszał o sytuacjach, by po 22 października policja przekraczała swoje uprawnienia".

Jednocześnie odniósł się też do najgłośniejszej w ostatnich dniach sprawy, czyli złamania przez policjanta ręki młodej aktywistce:

"Poseł Szczerba zwrócił uwagę na sytuację na Wilczej, gdzie w wyniku stosowania środków przymusu bezpośredniego 19-letnia osoba doznała złamania ręki. Głęboko ubolewam nad tą sytuacją, bo przy użyciu środków przymusu bezpośredniego może dojść do tego. Ta sytuacja jest wyjaśniania. To postępowanie trwa. Ta młoda pani będzie przesłuchiwana. W tej chwili, na tym etapie, nie ma powodów, żeby sądzić, że doszło tam do przekroczenia uprawnień".

Następnie przedstawił wersję wydarzeń, jaką przekazała mu policja. Stwierdził, że dziewczyna była jedną z osób blokujących ulicę przed komendą. Do złamania miało dojść, gdy policjanci rozdzielali splątane rękami osoby, stosując dźwignię i inne chwyty. Rzeczywiście, policja wynosiła w ten sposób osoby z blokady, ale akurat żadnej z nich nic się nie stało. W rozmowie z OKO.press poszkodowana aktywistka mówi, że policjant wykręcił jej rękę, kiedy nie stawiając oporu szła z nim w stronę policyjnego wozu. Jej sprawą zajmują się już prawnicy, a także eksperci z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Strajki kobiet gorsze niż 11 listopada

Maciej Wąsik nie poprzestał jednak na zaprzeczaniu, by policja nadużywała środków przymusu bezpośredniego. Postanowił przedstawić funkcjonariuszy jako rzeczywiste ofiary ostatnich tygodni.

"Od 22 października w wyniku działań demonstrantów rannych zostało ponad 50 policjantów. Niestety. I nad tym też głęboko ubolewam" - zaczął wiceminister. Na te słowa po sali plenarnej poszedł szum. Posłowie zaczęli wołać, że ta liczba musi wynikać ze starć policji z chuliganami podczas Marszu Niepodległości.

Wąsik na to odparł:

Wliczam w to 11 listopada. Natomiast to nie jest tak, że większość [rannych policjantów - przyp.] jest z 11 listopada. To są również obrażenia ze strajków kobiet.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Sejm,16 grudnia 2020

Według danych podanych 12 listopada przez rzecznika Komendy Stołecznej Policji podczas starć na Marszu Niepodległości rannych zostało 35 policjantów. Zatem większość z tych ponad 50 wspomnianych przez Wąsika. Ale istotna jest nie tylko sama liczba.

Podczas Marszu Niepodległości narodowcy i kibice rzucali w policjantów kamieniami, racami, petardami, butelkami. Dochodziło do regularnych bitew między innymi na rondzie de Gaulle'a i przy stacji Stadion Narodowy. Takich scen podczas strajków kobiet po prostu nie było.

Próżno też szukać w mediach, a nawet komunikatach policji informacji o rannych policjantach. Najgłośniej było o funkcjonariuszu z zerwanym mięśniem czterogłowym uda, czego koło Sejmu dokonać miał rzekomo Włodzimierz Czarzasty. Trudno powiedzieć, w jakich warunkach doszło do urazów pozostałych kilkunastu policjantów.

Jedno jest pewne - celem Wąsika było dołożenie cegiełki do kreowania wizerunku strajków kobiet jako zgromadzeń niebezpiecznych, o charakterze chuligańskim.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne