Nauczyciele chcą wyższych płac - OKO.press przypomina jak mało dziś zarabiają, mimo obietnic minister Zalewskiej. Chcą odwołania minister Zalewskiej - OKO.press przypomina wszystkie negatywne dla nauczycieli skutki deformy edukacji. Nie dziwi więc hasło "Mamy dość" dzisiejszej demonstracji pod siedzibą MEN od godziny 12.00 w Warszawie

Prezes ZNP Sławomir Broniarz 20 kwietnia 2018 podczas konferencji prasowej mówił, że spodziewa się około 5 tys. nauczycieli. Dodał, że ma również nadzieję na wsparcie samorządowców, rodziców i samych uczniów.

„Ta manifestacja jest dla nas niezwykle ważnym wydarzeniem i mam nadzieję, że będzie początkiem debaty o poszanowaniu profesji nauczyciela. O tym, jak ważne z punktu widzenia naszego społeczeństwa jest prawidłowe funkcjonowanie systemu oświaty, w tym właściwie jej finansowanie” – mówił Broniarz.

OKO.press zazwyczaj sprawdza wypowiedzi polityków czy osób sprawujących funkcje publiczne. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się dokładnie postulatom związkowców i odpowiedzieć na pytanie, które często widzimy w komentarzach pod naszymi artykułami dotyczącymi edukacji:

Czy nauczyciele mają powody, by wychodzić na ulice?

1. Niskie zarobki nauczycieli

ZNP: „Tegoroczne podwyżki od 93 zł do 168 zł brutto nie poprawią naszej sytuacji finansowej i nie podniosą prestiżu zawodu nauczyciela. Dzisiaj pensja zasadnicza nauczycieli waha się od 2,4 tys brutto do 3,3 tys. brutto. Chcemy godnie zarabiać, bo jesteśmy profesjonalistami”.

Po kolei: od 1 kwietnia 2018 roku wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli, w zależności od stopnia awansu zawodowego, wzrosło – tak jak podaje ZNP – od 93 zł dla nauczyciela stażysty do 168 zł dla nauczycieli dyplomowanych.

Taki wzrost wynagrodzeń był oprotestowany przez Związek już na etapie konsultacji z rządem. ZNP domagało się jednorazowego 15 proc. wzrostu płac. Ministerstwo – tłumacząc się ograniczeniami budżetu – rozłożyło podwyżkę na trzy lata. W pierwszym, 2018 roku, miała ona wynieść 5,35 proc.

Jednak w uchwalonej w styczniu 2018 ustawie budżetowej zabezpieczono pieniądze na podwyżki od drugiego kwartału 2018. A to oznacza, że w skali roku podwyżka wynosi nie 5,35 a 3,75 proc. i bliższa jest ubiegłorocznej (2017) waloryzacji płac, która wyniosła 2 proc., niż zapowiadanej rewolucji w podwyżkach.

Najwyższy skok płac nauczycieli przypada na lata 2007 – 2012. Wtedy w sumie pensje wzrosły o 44 proc.

Zarobki nauczycieli. Rok 2007 = 100

Wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli po tegorocznej podwyżce wynosi odpowiednio:

  • dla nauczyciela stażysty z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym  – 2 417 zł brutto,
  • dla nauczyciela kontraktowego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 487 zł brutto,
  • dla nauczyciela mianowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 824 zł brutto,
  • dla nauczyciela dyplomowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 3 317 zł brutto.

Stażyści zarabiają 57 proc. średniej krajowej w gospodarce narodowej (w 2017 roku wynosiła ona 4 272 zł brutto), a ci na najwyższym stopniu awansu zawodowego – 74 proc.

Czy to godne płace? Nauczyciele nie są osamotnieni w przekonaniu, że to stanowczo za mało.

W kwietniowym sondażu IPSOS dla OKO.press zapytaliśmy Polaków i Polki ile powinni zarabiać nauczyciele. Aż 54 proc. badanych odpowiedziało, że powinni zarabiać powyżej średniej krajowej. Więcej o sondażu przeczytasz tutaj.

Ile Pana/Pani zdaniem powinni zarabiać nauczyciele w Polsce?

Sondaż IPSOS dla OKO.press

Argument ZNP: „Jesteśmy profesjonalistami”.

W 2013 roku Instytut Badań Edukacyjnych przeprowadził badanie „Polscy nauczyciele i dyrektorzy na tle międzynarodowym„. Wynikało z nich, że polscy nauczyciele mają znacznie lepsze wykształcenie formalne niż w innych krajach – 99 proc. z nich ukończyło studia wyższe. Nauczyciele w Polsce chętnie też korzystają z różnych form doskonalenia zawodowego. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się szkolenia poświęcone:

  • pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (54 proc. – średnia dla badanych krajów to 28 proc.);
  • indywidualizacji nauczania (49 proc. – średnia dla badanych krajów to 36 proc.).

2. Zły minister edukacji

ZNP: „Krytycznie oceniamy szefową MEN. Mamy wiele powodów: wdrożenie nieprzygotowanej reformy, zniszczenie 18-letniego dorobku gimnazjów, spowodowanie chaosu organizacyjnego i kadrowego w szkołach, pozorowanie dialogu, składanie deklaracji bez pokrycia, przyzwolenie na pracę nauczycieli w formie wolontariatu, likwidacja niektórych dodatków i uprawnień socjalnych, wprowadzenie podziału w radach pedagogicznych”

Lista przewinień minister Anny Zalewskiej jest długa. Przypomnijmy kilka w porządku chronologicznym. Likwidacja gimnazjów, a tym samym powrót do ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum minister Anna Zalewska przeprowadziła przy ogromnym sprzeciwie społecznym. Sondaż IPSOS dla OKO.press z czerwca 2017 roku pokazał, że dwie trzecie Polaków i Polek nie popierało reformy. Domagali się albo odłożenia zmian o rok (38 proc.) albo zupełnej rezygnacji z jej przeprowadzania (39 proc). Poparcie dla reformy było tylko w elektoracie PiS – aż 69 proc.

Reforma edukacji powinna być: wprowadzana od września, przesunięta o rok, w ogóle nie wprowadzana. Odpowiedzi w proc. w trzech sondażach IPSOS dla OKO.press

Grudzień 2016
 
Marzec 2017
 
Czerwiec 2017

Największym wyrazem sprzeciwu wobec kształtu i trybu wdrażania reformy edukacji było 910 tys. podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum ws. edukacji. W ciągu dwóch miesięcy udało się zebrać prawie dwukrotność wymaganej ustawowo liczby podpisów (minimum 500 tys.). To sukces wielu środowisk, które sprzeciwiały się demolowaniu oświaty – ZNP, ruchu „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, koalicji „Nie dla chaosu w szkole”, Krajowego Porozumienia Rodziców i Rad Rodziców, Społecznego Towarzystwa Oświatowego, OPZZ i kilku opozycyjnych partii politycznych.

Jednak 20 lipca 2017, po miesiącach przeciągania debaty sejmowej nad wnioskiem złożonym 20 kwietnia 2017 na ręce marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, PiS przegłosował odrzucenie projektu.

Nieuchronność niewyczekiwanej reformy miało przykryć jej dobre przygotowanie. Jednak już pierwsze dni roku szkolnego 2017/2018 zweryfikowały zapewnienia szefowej MEN. Do Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich lawinowo spływały skargi rodziców na:

  • niedogodne godziny nauki – szkoły działają na dwie zmiany często od 7:30 aż do późnego wieczora;
  • przepełnienie szkół;
  • zmiany nauczycieli;
  • lekcje wf czy stołówki na korytarzach;
  • brak podręczników.

Chaos organizacyjny związany z przyjęciem kolejnego rocznika do szkół podstawowych wpływa nie tylko na uczniów i rodziców, ale także nauczycieli i dyrekcję.

ZNP: „Chaos kadrowy i niszczenie statusu zawodowego”

Jednak szalę goryczy przelały kwestie zwolnień i zmian w biblii pracowników oświaty, czyli Karcie Nauczyciela.

Przypomnijmy, że minister Anna Zalewska w styczniu 2017 roku obiecała, że żaden nauczyciel nie straci pracy w związku z reformą. Obietnicy nie tylko nie dochowała, ale do dziś nie przyznała, że zmiany organizacyjne zmieniły dynamikę ruchu kadrowego.

W listopadzie 2017 roku prezentując dane z Systemu Informacji Oświatowej mówiła jedynie, że pracę z „innych przyczyn” straciło 6 634 nauczycieli. Te tajemnicze inne przyczyny to właśnie skutek reformy. Dane te odpowiadały prognozom ZNP z września 2017 roku.

Zmiany w Karcie Nauczyciela – w odróżnieniu od zwolnień, które dotknęły blisko 1 proc. nauczycieli – są odczuwalne dla większości pracowników polskich szkół. Z dokumentu usunięto wiele dodatków i uprawnień socjalnych, które składały się na wyższe uposażenie.

Zniknął między innymi najbardziej powszechny z dodatków – dodatek na mieszkanie, który pobierała 1/3 nauczycieli w kraju (ok. 186 tys.).

Co więcej? Z art. 54 Karty Nauczyciela zniknęły zapisy gwarantujące:

  • prawo do lokalu mieszkaniowego – dla nauczycieli z terenów wiejskich i miejscowości do 5 tys. mieszkańców;
  • prawo do mieszkania dla nauczyciela, który przeszedł na emeryturę, rentę lub nauczycielskie świadczenie kompensacyjne.

Ocalał jedynie dodatek wiejski – w wysokości 10 proc. wynagrodzenia – który przysługuje nauczycielom pracującym na wsi lub miejscowościach do 5 tys. mieszkańców.

Dodatkowo, nauczyciele utracą też:

  • prawo do działki – przysługujące tym pracującym na wsi (art. 56);
  • prawo do mieszkania w budynkach szkolnych i użytkowanych przez szkoły (art.58);
  • zasiłek na zagospodarowanie – jednorazowa wypłata w wysokości dwumiesięcznego wynagrodzenia zasadniczego dla nauczycieli z dwuletnim stażem zawodowym po uzyskaniu stopnia nauczyciela kontraktowego (art. 61). MEN szacuje, że obecny koszt zasiłku to 5,6 mln zł dla 1300 etatów nauczycieli (co mniej więcej odpowiada liczbie nauczycieli korzystających z dodatku).

W „Ocenie skutków regulacji” MEN zapewnia, że zaoszczędzone „środki z dodatku mieszkaniowego i zasiłku na zagospodarowanie pozostaną w puli środków na wynagrodzenia nauczycieli” (ale nie wiadomo, co to konkretnie oznacza).

W miejsce odebranych dodatków i zasiłków, rząd wprowadza nowy zasiłek, tzw. 500 plus dla nauczyciela. Nie jest to jednak dodatek powszechny. Zarezerwowany ma być dla nauczycieli dyplomowanych (którzy stanowią 52 proc. całej kadry polskich szkół) i to tych, którzy otrzymali wyróżniającą ocenę pracy (ocena podlega weryfikacji co trzy lata).

Pierwsza transza „dodatku motywacyjnego” – jak nazywa go sama minister – ma być wypłacona w 2020 roku i ma wynosić 95 zł. W 2021 będzie to 205 zł, a dopiero w 2022 roku – 507 zł.

Podstawowa ścieżka awansu zawodowego zostanie też wydłużona z 10 do 15 lat. Jej skrócenie będzie możliwe, ale tylko dla nauczycieli z wyróżniającą się oceną pracy. W kontekście rozwoju nauczycieli, którzy pospiesznie przeskakiwali kolejne stopnie (zaledwie po roku stażu) i wiele lat spędzali jako nauczyciele dyplomowani – bez kolejnej możliwości awansu i podniesienia uposażenia, nie jest to jednoznacznie zła zmiana.

Jednak według nauczycieli zmiany te mają przede wszystkim wymiar finansowy. Dla nauczycieli będą oznaczać niższe zarobki. Wydłużenie ścieżki awansu zablokuje im możliwość szybszego otrzymania wyższego uposażenia, które uzależnione jest od uzyskanego stopnia. A jak już pokazaliśmy wyżej – pensje nauczycieli na pierwszych etapach rozwoju zawodowego są wręcz głodowe.

Dziś o 12.00 pod MEN rozpoczyna się demonstracja ZNP.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym