Mamy nowe dane o szpitalach. Są bezlitosne. Politycy boją się, że to ich gwóźdź do trumny
Obrona szpitali trwa już ponad dwie dekady. To ona jest głównym źródłem większości patologii – terroru płacowego czy medycyny walizkowej. Nowe dane powinny tę obronę przełamać. Ale pokazują tak bezlitosny obraz, że politycy boją się je pokazać — mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Agata Kołodziej, OKO.press: Od kiedy wiemy, że mamy za dużo szpitali?
Małgorzata Gałązka-Sobotka*: Od dobrych dwudziestu lat. Mówił już o tym prof. Religa w 2007 roku, kiedy był ministrem zdrowia. I to on przygotował pierwszą listę 100 szpitali do likwidacji. Nie z oszczędności. To był dokument pokazujący niedostosowanie struktury lecznictwa szpitalnego do rzeczywistych potrzeb Polaków i metod udzielania opieki.
Bo przecież medycyna to jest najbardziej prężnie, dynamicznie rozwijająca się dziedzina nauki. Co roku pojawiają się nowe metody leczenia, które sprawiają, że problem, który jeszcze chwilę temu wymagał wielodniowej hospitalizacji, dziś można załatwić jedną tabletką. A to oznacza, że nieustannie zmienia się zapotrzebowanie na strukturę i sposób udzielania świadczeń.

Komentarze