Mateusz Morawiecki w exposé dużo mówił o roli dialogu społecznego. Jednak analiza poprzedniej kadencji Sejmu pokazuje, że rząd PiS dialog z obywatelami mocno ograniczał. Jak wyliczają eksperci, na 1427 ministerialnych projektów ustaw konsultacjom publicznym poddano 532, czyli niespełna 40 proc.

„Program rządu PiS jest oparty na takich wartościach jak: wolność, sprawiedliwość, demokracja, poszanowanie własności i dialog społeczny” – mówił 19 listopada w exposé Mateusz Morawiecki.

 „To nie parlament 560 parlamentarzystów, ale parlament nas wszystkich, całego narodu” – przekonywał premier.

Jednak w poprzedniej kadencji obóz Zjednoczonej Prawicy traktował parlament bardziej jako miejsce do przepychania kolanem swoich ustaw niż miejsce dialogu i współpracy.

Zresztą wcale nie trzeba sięgać do poprzedniej kadencji.

Projekt poselski lepszy niż rządowy

Tego samego dnia, kiedy premier wygłaszał exposé, wieczorem posłowie mieli głosować nad trzema projektami ustaw (ostatecznie projekt dotyczący 30-krotności został wycofany). Choć ewidentnie zostały przygotowane przez rząd, do Sejmu trafiły jako projekty poselskie. Dlaczego? Projekty rządowe wymagają społecznych konsultacji, poselskie nie. W praktyce składanie projektów poselskich oznacza zwykle, że obywatele nie mogą się odnieść do zaproponowanych przez rządzących zmian.

Podobnie było podczas poprzedniej kadencji Sejmu. Proces stanowienia prawa analizowało na bieżąco Obywatelskie Forum Legislacji (OFL), działające przy Fundacji im. Stefana Batorego, które właśnie opublikowało raport podsumowujący całą poprzednią kadencję Sejmu. OFL policzyło, że

w pierwszym półroczu po poprzednim zwycięstwie Kaczyńskiego ponad 40 proc. uchwalonych ustaw stanowiły te zgłoszone przez posłów klubu PiS.

Jako projekty poselskie wniesiono wiele ustaw przygotowanych przez rząd, które wprowadzały najbardziej kontrowersyjne zmiany, m.in. ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, ustawę o mediach publicznych, prawo o prokuraturze.

Jednak nawet przy projektach przygotowywanych przez ministerstwa konsultacji brakowało. Jak z kolei policzyli twórcy projektu „Jawny lobbing” (swoimi ustaleniami podzielili się z Fundacją Batorego, 22 str. raportu), w okresie od 15 listopada 2015 roku do 30 września 2019 roku

ministerstwa pracowały nad 1427 projektami ustaw, z czego konsultacjom publicznym poddano 532, czyli niespełna 40 proc.

Analizując działania rządu z lat 2015–2019 eksperci z OFL  stwierdzają, że „rządzącym bardzo łatwo przychodzi omijanie norm w tym zakresie, zapisanych w Regulaminie pracy Rady Ministrów, i całkowite pomijanie zaleceń zawartych w Wytycznych do przeprowadzenia oceny wpływu i konsultacji publicznych w ramach procesu legislacyjnego.

Jednym ze skutków takiego postępowania jest uchwalanie ułomnych aktów prawnych, które trzeba często i szybko naprawiać”.

Rada bez dialogu

Przedsiębiorcy i pracownicy nie muszą być po dwóch stronach barykady. W dojrzałych państwach normalne jest porozumienie.


Będziemy cierpliwie konsultować w ramach Rady Dialogu Społecznego sprawy na linii państwo–pracodawca–pracownik

Mateusz Morawiecki, Exposé premiera w Sejmie - 19/11/2019


raczej fałsz. Związkowcy i pracodawcy twierdzą, że Rada nie działa, ma charakter fasadowy.


Wróćmy do analizy OFL. Eksperci przypominają historię ustawy zmieniającej sposób naliczania składek emerytalnych i rentowych uchwaloną w 15 grudnia 2017 roku. Chociaż był to projekt rządowy, nie poddano go do konsultacji publicznej, a jedynie rozpoczęto konsultacje społeczne. Zgodnie z ustawą partnerzy społeczni mieli 30 dni na przedstawienie uwag. Jednak już 5 dni później rząd przesłał projekt do Sejmu. Protestującym partnerom społecznym odpowiedziano, że ich uwagi będą rozpatrzone w trakcie prac parlamentarnych.

„W odpowiedzi wszystkie organizacje pracodawców i związków zawodowych – co niezwykle rzadkie – złożyły wspólne
stanowisko krytykujące zawartość projektu i sposób jego procedowania. Wreszcie zaapelowano o wycofanie projektu z prac w Sejmie i ponowne przekonsultowanie go” – czytamy w raporcie.

Kilka miesięcy temu z udziału w Radzie Dialogu Społecznego zrezygnował Łukasz Domagała, prezes Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. W wywiadzie dla portalu NGO.pl mówił:

„Rada systematycznie traci na znaczeniu, a dialog wydaje się przybierać fasadowy charakter, w każdym razie niewiele z tego dialogu zostaje (…). Przedstawiciele organizacji regularnie przyjeżdżają na posiedzenia z całej Polski. Niestety, przedstawiciele rządu, w tym poszczególnych ministerstw, stanowią na nich bardzo nieliczne grono”.

Podobnie mówiła już po exposé Henryka Bochniarz, założycielka Konfederacji Lewiatan, reprezentującej prywatnych przedsiębiorców: „Byłam jej [Rady Dialogu Społecznego] przewodniczącą i uważam, że takiej fikcji, jeśli chodzi o dialog, nigdy nie mieliśmy”.

Szybko, na kolanie, bez konsultacji

Eksperci z OFL analizowali także inne, oprócz braku konsultacji, negatywne działania dotyczące legislacji w poprzedniej kadencji.

Oto kilka z nich:

  • w trzecim roku rządów PiS przeciętny czas przeznaczony na konsultacje publiczne wyniósł 13,5 dnia. Krócej niż wymagane przepisami minimum 14 dni konsultowano 28 projektów (16 proc.);
  • procedowanie „skrywanych” projekty ustaw, czyli takich, nad którymi pracuje się w ministerstwach, ale o ich istnieniu opinia publiczna dowiaduje się dopiero po przekazaniu ich do Sejmu;
  • w okresie od maja do listopada 2018 roku spośród wszystkich 176 procedowanych ustaw indywidualnie na przesłane opinie i uwagi odpowiedziano pięć razy. Tak więc zdecydowana większość podmiotów, które brały udział w konsultacjach projektów ustaw procedowanych przez rząd, informacji zwrotnej nie otrzymała;
  • w okresie od maja do listopada 2018 bez publicznej dyskusji tworzone było około 30 proc. ustaw;
  • w czasie trzech pierwszych lat rządu PiS uchwalono 701 ustaw, czyli średnio co półtora dnia uchwalana była nowa;
  • w tym samym czasie odbyły się tylko trzy wysłuchania publiczne. Wielokrotnie składane wnioski posłów opozycji w tej sprawie były odrzucane;
  • w ostatnim roku kadencji doszło do bezprecedensowej sytuacji w trakcie prac nad nowelizacją Kodeksu karnego, gdy minister sprawiedliwości zagroził pozwaniem do sądu autorów opinii o projekcie ustawy przedstawionej w trakcie trwania prac parlamentarnych.

Deforma edukacji – wbrew rodzicom i ekspertom

Przykładów zmian w prawie, w których rząd Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego nie przejmował się dialogiem ze społeczeństwem, jest mnóstwo. Reformy wymiaru sprawiedliwości, Lex Szyszko, powołanie Narodowego Instytutu Wolności, Lex Developer…

Przy mało której ustawie w poprzedniej kadencji było to tak widoczne, jak przy reformie oświaty.

W 2017 roku w odpowiedzi na strajk rodziców przeciwko zmianom ówczesna minister edukacji Anna Zalewska chwaliła się: „Reforma jest wynikiem rzetelnej diagnozy potrzeb edukacyjnych, w której decydujący głos mieli rodzice. To właśnie z nimi prowadziliśmy rozmowy na temat podstawowych kierunków zmian. Każdy głos został wysłuchany”. Opowiadała o konsultacjach na niespotykaną do tej pory skalę.

Jak jednak opisywaliśmy w wielu tekstach, „debaty” były raczej masowym i posunięciem propagowania „dobrej zmiany”, a nie prawdziwą naradą nad tym, czy i jak reformować edukację.

Przykład? Na debacie w MEN 14 marca 2016 wiceminister Marzena Drab przywitała nauczycieli z całego kraju, życzyła im owocnych obrad i wyszła. Nikt nie zapisywał wniosków. Tematy były od Sasa do lasa: wychowanie przedszkolne, nauka pisania w przedszkolu czy szkole?, „rozmowa o podręcznikach”, edukacja polonistyczna – lista lektur, nowe media w edukacji.

Pomysłowi wprowadzenia reformy towarzyszyły protesty zarówno ze strony związkowców z ZNP, jak i rodziców. Ci drudzy zrzeszyli się nawet w grupie „Rodzice przeciwko reformie”. ZNP protestowało, wydając dziesiątki oświadczeń i ekspertyz. Zorganizowali kilka manifestacji, w tym największą 19 listopada 2016 pod hasłem „Nie dla chaosu w szkole”. Wzięło w mniej udział ponad 50 tys. osób – wśród których było aż 35 tys. związkowców.

Największym wyrazem sprzeciwu wobec kształtu i trybu wdrażania reformy edukacji było 910 tys. podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum ws. edukacji. W ciągu dwóch miesięcy udało się zebrać prawie dwukrotność wymaganej ustawowo liczby podpisów (minimum 500 tys.). Po miesiącach przeciągania debaty sejmowej nad wnioskiem złożonym 20 kwietnia 2017 na ręce marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, PiS przegłosował odrzucenie projektu.

Oprócz tego, jak wskazywało wspomniane już OFL:

  • nowa podstawa programowa została skrytykowana przez 38 ekspertów i podmiotów związanych z oświatą;
  • MEN skierowało projekt ustawy do zaopiniowania do 26 organizacji pozarządowych, ale wśród nich brakowało wielu tych, znanych z tego, że prezentują krytyczne podejście do proponowanych zmian;
  • w raporcie z konsultacji omówiono tylko niektóre z otrzymanych uwag i to bez wskazywania ich autorów;
  • w OSR projektu nie przedstawiono badań i analiz, które potwierdzałyby, że przywrócenie starego modelu szkolnego będzie sprzyjać poprawie systemu edukacji i kształcenia.
Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Dziennikarz. Wcześniej pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o nieprawidłowościach w Funduszu Sprawiedliwości.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    Ile jeszcze czasu musi minąć żebyście Państwo zrozumieli, że "dialog społeczny" prowadzony jest w trakcie nasiadówek w siedzibie pisuarów. Czego jeszcze oczekujemy. Dokonując przeróbki (niewielkie) można zastosować do naszej sytuacji "Nowogrodzka locuta, causa finita".

      • Mateusz Głazowski

        Zgadzam się, że mądrzy i odpowiedzialni dziennikarze (ale rzeczywiście dziennikarze) w niewielkich odstępstwach czasu wracali do rozlicznych draństwa i przekrętów popełnianych przez rządzących. Pojęcie dialogu społecznego pewnie nie znajdzie rozumienia u większości Rodaków, ale kiedy zacznie się pisać o sprawach niby niewielkich a jednak znaczących, np. zniszczenie stadniny koni arabskich, niedofinansowanie służby zdrowia i edukacji i przerzucanie kosztów na samorządy, to może do ludzi trafi ile złego doznajemy od "wadzy".

  2. Michał Cz

    Poprzednia kadencja pokazała że Morawiecki to blagier i mitoman,który nie powinien być szefem rządu. Mimo tego że od dawna było to wiadome opozycja nie zrobiła nic żeby zablokować tę kandydaturę.

    • Momo Olejnik

      On nie powinien być premierem nie tylko dlatego, że to blagier i mitoman, ale głównie dlatego, że rząd którym kierował przez dwa lata jest umoczony w kilkadziesiąt afer różnego kalibru. A sam Morawiecki w aferę Banasia, zniżki na grunty od Kościoła i ukrywanie majątku.

      Ale jak Twoim zdaniem opozycja miała zablokować jego kandydaturę?

      • Michał Cz

        Jeszcze przed wyborami było wiadomo że to jedyny kandydat na premiera nowego rządu. Było dość czasu żeby permanentnie informować opinię publiczną jak niebezpieczny jest ten mitoman. Opozycja w poprzedniej kadencji też zachowywała się biernie.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press