0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...

Członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich domagają się rezygnacji ze stanowiska prezesa Krzysztofa Skowrońskiego – ośmioro członków organizacji zaapelowało 17 marca jego ustąpienie w związku z wyjściem na jaw nowych faktów pokazujących skręt organizacji ku skrajnej prawicy

„Opinia publiczna dowiedziała się o skandalicznych decyzjach i nieprawidłowościach związanych z przyjmowaniem nowych członków – Tomasza Greniucha i Jacka Międlara. Tłumaczenia prezesa, który twierdzi, że nie miał świadomości, jaki dokument podpisuje, są nie do obrony. W związku z powyższymi faktami oświadczamy, że Krzysztof Skowroński stracił nasze zaufanie i domagamy się dymisji prezesa SDP z zajmowanej funkcji" – piszą członkowie stowarzyszenia.

Przeczytaj także:

Wśród sygnatariuszy apelu jest honorowa prezeska stowarzyszenia Krystyna Mokrosińska, członek zarządu głównego SDP Ireneusz Stanisław Bruski, były członek zarządu głównego Marek Palczewski, była prezeska oddziału warszawskiego SDP Barbara Rogalska, były skarbnik zarządu głównego SDP Andrzej Tomczak.

Międlar do prezesa SDP: „dziennikarz nie powinien kłamać”

12 marca Jacek Międlar – były ksiądz, nacjonalista, wielokrotnie oskarżany o propagowanie faszyzmu i antysemityzmu – pochwalił się, iż w lutym 2021 został członkiem SDP. Dwa dni później, gdy opisały to media, wybuchł skandal. Fala krytyki, zwłaszcza ze strony dziennikarzy, była tak wielka, że jeszcze tego samego wieczoru Krzysztof Skowroński tłumaczył się na TT, że „nie zauważył” deklaracji Międlara, gdy ją podpisywał. Próbował gasić pożar twierdząc, że były duchowny nie powinien być członkiem SDP.

View post on Twitter

W odpowiedzi na to Międlar na TT zasugerował, iż to SDP go zaprosiło: „sam pierwszy do Was się nie pchałem? Zaproszenia nie odrzuciłem?” Następnego dnia, w oświadczeniu Skowroński napisał, że Międlar został przyjęty przez Oddział Dolnośląski SDP „z pominięciem zapisanych w statucie procedur. Brak opinii Komisji Członkowskiej Oddziału oraz brak uchwały Zarządu Oddziału moim zdaniem unieważnia cały proces”.

Na to były duchowny opublikował opinię komisji członkowskiej z uzasadnieniem. „Zarząd dolnośląskiego SDP, po zapoznaniu się w wnioskiem o przyjęcie do SDP i analizie działalności dziennikarskiej, postanowił przyjąć p. Jacka Międlara w poczet członków OD SDP” - czytamy w ujawnionym dokumencie.

View post on Twitter

Niewidoczne są na pieczątkach nazwiska i w pierwszym przypadku, także stanowisko. Pozostali to wiceprezes dolnośląskiego SDP, sekretarz i skarbnik. „Posiadam korespondencję w tej sprawie, również z sekretariatem Zarządu Głównego. Dlaczego szef SDP wprowadza w błąd opinię publ.?” pytał Międlar. I dodawał: „Panie prezesie @skowronskiwnet dziennikarz nie powinien kłamać”.

Jan Poniatowski, prezes wrocławskiego oddziału, nie pamięta, czy on też podpisywał wniosek Międlara. „To stara sprawa, która dopiero teraz ujrzała światło dzienne" – tłumaczy. Legitymacja Międlara o numerze 6531 ma datę wydania na 3 lutego 2021, czyli sprzed półtora miesiąca. Poniatowski zapowiada komisję rewizyjną, która sprawdzi przyjęcie w poczet członków nacjonalisty, byłego księdza. Nie chce się więcej wypowiadać. „Jestem po operacji, nie wolno mi się denerwować " – tłumaczy.

„Przyjęcie Międlara uważam za wielki błąd, który psuje wizerunek SDP" – komentuje sprawę w rozmowie z nami Gadowski.

Krystyna Mokrosińska, która przez trzy kadencje do 2012 roku prowadziła SDP, a obecnie jest prezesem honorowym, opisując skandal na TT: „Chyba jakaś granica została przekroczona!”.

Po drugim ujawnionym nacjonaliście w Stowarzyszeniu internauci skrót organizacji żartobliwie przerobili na „nSDaP”.

Prawnik w ONR, sekretarz przemawia obok lidera tej organizacji

Związki dzisiejszego SDP ze środowiskami nacjonalistycznymi sięgają głęboko. Michał Jaszewski, „doradca ds. prawnych w SDP”, tworzy i podpisuje się pod wieloma stanowiskami i oświadczeniami tej organizacji oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy (CMWP). Według naszych rozmówców jest istotnym doradcą i wsparciem dla prezesa Krzysztofa Skowrońskiego. „Robi to, co on chce. Ostatnio Krzysiek rozwiązał komisję zjazdową, a Jaszewski to przyklepał" – twierdzi Stefan Truszczyński, członek zarządu SDP, od ponad 50 lat w organizacji.

Okazuje się, że Jaszewski występuje też publicznie jako członek, a nawet przedstawiciel… ONR. Na Marszu Niepodległości w 2017 roku w Warszawie, przemawiał obok ówczesnego rzecznika ONR Tomasza Kalinowskiego, oraz Roberta Bąkiewicza, organizatora tego Marszu, ważnego członka ONR. „Nie jesteśmy ciągle narodem wolnym" – przekonywał falujący przed nim tłum z flagami Polski i ONR.

Prezes SDP knebluje usta członkom zarządu, grozi więzieniem

12 marca, gdy OKO.press opublikowało tekst o przyjęciu związanego z ONR historyka Tomasza Greniucha do organizacji, prezes Krzysztof Skowroński wysłał do członków zarządu pismo, w którym "przypominał” o konieczności dochowania poufności przebiegu zdalnych posiedzeń. Bo te według niego nie są jawne. „Wynika to z faktu, że podczas ZG niejednokrotnie omawiane są zagadnienia, podczas których podawane są informacje: stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa (np. dane dotyczące działalności gospodarczej SDP), dane osobowe, kwestie wchodzące w sferę dóbr osobistych (np. zastrzeżenia i wyjaśnienia dotyczące kwestii personalnych) itp.” - tłumaczył prezes. Zakazywał ich nagrywania, czy dopuszczania do ich słuchania przez osoby postronne. Groził odpowiedzialnością, nie tylko cywilną. „Umyślne ujawnienie tajemnic prawem chronionych może się wiązać z odpowiedzialnością karną, w tym z karą pozbawienia wolności (art. 267 k.k.)” zaznaczał Skowroński.

Pismo jest skutecznie – nasi informatorzy wolą zostać anonimowi.

W SDP niektórym nie podoba się narodowościowy zwrot organizacji, innym – zarządzanie finansami, więc ujawniają niewygodne informacje.

„Pismo jest dla mnie niezrozumiałe. SDP jest od tego, by pilnować wolności słowa, a nie, by ograniczać ją przepisami korporacyjnymi" – krytykuje Gadowski.

„To jest kuriozum!" – komentuje sprawę pisma Krystyna Mokrosińska. Jest oburzona, bo to ta organizacja przed 20 laty skłoniła rządzących do większej transparentności – uchwalenia ustawy o dostępie do informacji publicznej. A teraz to samo SDP zamyka usta członkom swojego zarządu strasząc ich ograniczeniem wolności.

Czy za jej prezesury takie obostrzenia były nakładane? „Żartuje pan chyba. Nigdy nikomu do głowy by to nie przyszło" – odpowiada Mokrosińska.

Próbowaliśmy wielokrotnie skontaktować się z prezesem Skowrońskim i wiceprezes Jolantą Hajdasz – nie odbierali naszych telefonów, nie oddzwaniali na pozostawione informacje, smsy.

Sekretarz przemawia obok lidera ONR

Czytelnik OKO.press poinformował nas o kolejnej nitce łączącej SDP z ruchami skrajnymi. Sekretarz generalna SDP i szefowa oddziału w Katowicach Jadwiga Chmielowska, w maju 2011 roku przemawiała na Marszu Niepodległości w Opolu. Robiła to obok m.in. Grzegorza Brauna – narodowca, obecnie jednego z liderów partii Konfederacja Wolność i Niepodległość. Drugim z mówców był Tomasz Greniuch – aktywny, hajlujący w miejscach publicznych jeden z liderów ONR – organizacji antysemickiej, którą według wyroku Sądu Najwyższego, można nazywać „faszystowską”.

Gdy Greniuch został p.o. dyrektora IPN-u, wybuchł międzynarodowy skandal.

Na marszu w Opolu Chmielowska zapewniała m.in. „nie oddamy Śląska Niemcom”, choć takich żądań nasz zachodni sąsiad nie stawiał.

W rozmowie z nami teraz kategorycznie zaprzecza opisanym wydarzeniom.

„Nie chodzę na żadne endeckie imprezy. Nigdy nie byłam na żadnym Marszu Niepodległości w Opolu"

– zapewnia.

Gdy cytujemy jej relację z „Niezależnej Gazety Obywatelskiej" (NGO) i opisujemy, że jest na zdjęciach, najpierw wmawia, że to nie ona. Po kolejnej porcji faktów, dzwoni do Tomasza Kwiatka – założyciela i naczelnego tego tytułu, także kolegi Greniucha. Ten potwierdza jej te wydarzenia.

Chmielowska w rozmowie z OKO.press niedawno stwierdziła, że Tomasz Greniuch około osiem lat temu zapisał się do tamtejszego oddziału SDP. Nie widziała w tym nic złego i nie zamierzała nic robić z jego członkostwem. „Próbują zaszczuć człowieka za błąd dzieciństwa” - broniła Greniucha w „Śląskim Kurierze Wnet".

Chmielowska nie pamiętała kto go wprowadzał. Zapytaliśmy Greniucha, czy to mogła być ona? „Być może".

Teraz, po skandalu jaki wywołała informacja, iż Jacek Międlar też jest w SDP, Chmielowska zaprzecza swoim poprzednim słowom.

„Deklaracji Greniucha nie ma. Nigdy nie był członkiem oddziału w Katowicach. Nie znam go, nawet nie wiem czy to Greniuch czy Greciuch "

– przekonuje. Dodaje, że cały ruch narodowy powinien zostać zdelegalizowany. „Spotkamy się w sądzie" – zapowiada twierdząc, że napisaliśmy nieprawdę.

Listy członków SDP ma tylko oddział tej organizacji, centrala twierdzi, że ich nie posiada. Potwierdzamy tę informację w innym źródle.

Informację o tym, że były już p.o. szefa oddziału IPN należy do SDP, w oficjalnym komunikacie podał IPN, potwierdził nam to także sam zainteresowany.

Tomasz Szymborski, który szefował SDP w Katowicach w 2013 roku, napisał do OKO.press, iż twierdzenia Chmielowskiej o zapisywaniu Greniucha w czasie gdy on był prezesem są „kłamstwem”. „Dlaczego pani Chmielowska, szczycąca się dużą odwagą cywilną, wstydzi się przyznać, iż to za czasów kierowania oddziałem przez jej akolitów T. Greniuch został przyjęty?” – pyta.

Gadowski hajluje w knajpie?

Witold Gadowski, lata 90. XX wieku

Na tym zdjęciu z wczesnych latach 90. XX wieku jest Witold Gadowski – obecnie wiceprezes SDP. Nie wiemy, kto jest jego autorem, według informatora „zdjęcie powiedzmy, że krążyło w internecie”. „Tak, hajluje. Ale to pijackie wygłupy" – twierdzi nasz rozmówca. W drugim ręku Gadowskiego widać butelkę z napisami „O.K. Beer”, można też odczytać „brewery” - prawdopodobnie to piwo Okocimia. „Był zdolny do hajlowania, trzymał się z narodowcami. Wtedy chodził do knajpy Still Bar prowadzonej przez narodowca Jarosława Kazubowskiego w Krakowie" – wspomina Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej", który w latach 90. pracował z Gadowskim w „Krakowskim Czasie” – konserwatywnym dzienniku. Uważa, że garnitur i krawat, które Gadowski miał niezwykle rzadko zakładać, wskazują na oficjalną uroczystość. „Może jakiejś prawicowej organizacji?" – zastanawia się. Dodaje, że wówczas taki gest, w tych kręgach uznawano za „kozacki”.

Pytamy Gadowskiego, co sądzi o hajlowaniu? „Nie podoba mi się. To jest niepoważne i powinno być penalizowane" – przekonuje. Pytany czy sam kiedykolwiek hajlował, twierdzi, że nigdy mu się coś takiego nie zdarzyło. Gdy mówimy o zdjęciu, na którym wznosi rękę: „To jest wyrwane z kontekstu. Kompletna bzdura. Nic nie miałem wspólnego z tego typu ruchami i tego typu ideologią. Nie lubię takich poglądów" – zarzeka się. Chce od nas nazwisko „donosiciela”, by podać go do sądu.

Wysyłamy mu zdjęcie. Pamięta tę sytuację, twierdzi, że to w krakowskim klubie Żaczek. „Obok mnie siedział Ryszard Bocian z KPN-u. Gdyby on nie został wykadrowany, to wiadomo by było, że to nie ma żadnego faszystowskiego kontekstu – Bocian był przeciwnikiem tego typu rzeczy. To jest gest, który wykonywałem do kolegi" – twierdzi. Za chwilę nieco zmienia wersję: „Po drugiej stronie są znajomi, do których macham".

Zaznacza, że jeśli ktoś mówi, że wtedy hajlował, to go poda do sądu.

Tymczasem obecnie wiceprezes SDP dość otwarcie brata się z ruchami nacjonalistów – często występuje w Mediach Narodowych, wREalu TV, przemawiał do narodowców podczas ich pielgrzymki na Jasną Górę. Z dumą chwalił się swoim udziałem w Marszu Niepodległości w 2018 roku, który „Polityka" opisała jako „Marsz faszystów wszystkich krajów”.

Ostatnio z narodowcami stawał na schodach kościoła św. Krzyża w Warszawie, by „bronić” go przed Strajkiem Kobiet. „Jeśli wejdziesz do kościoła, w którym się modlę i zaczniesz wyciągać tęczowe flagi, krzyczeć, mazać po ścianach....zareaguje. Tak sobie postanowiłem, bez względu na konsekwencje prawne” – groził na TT.

View post on Twitter

W 2018 roku SDP udostępniło swoją siedzibę ONR-owi na konferencję na temat antypolonizmu.

;

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze