12 października 2021

"Minister Czarnek chce wziąć za twarz takich dyrektorów szkół jak ja" [ROZMOWA]

"Minister chce dyrektorów szkół zdyscyplinować, wymusić posłuszeństwo w skierowaniu oświaty w stronę szkoły wyznaniowej, nietolerancyjnej, zamkniętej, a nawet homofobicznej". Rozmowa z Marcinem Konradem Jaroszewskim, dyrektorem warszawskiego liceum

Izabela Wierzbicka, OKO.press: W czerwcu 2021 informował pan, że mazowieckie Kuratorium Oświaty wytoczyło panu sprawę dyscyplinarną za wymianę tweetów z sędzią Maciejem Nawackim z Olsztyna, którego nazwał pan "pachołkiem władzy". I co dalej?

Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor warszawskiego XXX LO im. Jana Śniadeckiego: Szybko, już w czerwcu, zostałem wezwany przed rzecznika dyscyplinarnego, ale tylko pomilczeliśmy sobie.

Jak to "pomilczeliśmy"?

Chciałem nagrywać to spotkanie, ale nie dostałem pozwolenia. Rzecznik dyscyplinarny nie miał prawa zabronić mi utrwalania przebiegu przesłuchania, więc odmówiłem zaprzestania nagrywania. W tej sytuacji nie zadano pytań. Potem nic się nie działo, w każdym razie ja o niczym nie wiem, a pod koniec sierpnia dostałem informację, że sprawa została umorzona na etapie postępowania wyjaśniającego.

Choć Lex Czarnek ograniczający autonomię szkół nie wszedł jeszcze w życie, to pewne oznaki już są. W czerwcu uczniowie dobczyckiej podstawówki uczestniczyli w akcji Tour de Konstytucja. Kurator małopolska Barbara Nowak zagroziła odwołaniem dyrektorki. 6 października dyrektorka została zawieszona. Dyrektorzy mają się bać? Efekt mrożący działa?

Na pewno wielu dyrektorów i dyrektorek ma tego świadomość. Ja sam jako dyrektor szkoły staram się oddzielać to, co się dzieje w szkole, nasze działania dydaktyczne, wychowawcze, pedagogiczne, opiekuńcze od bieżącej polityki. Angażuję się w to, co się dzieje w oświacie na poziomie ministerstwa.

Od rozmów jednak nie da się uciec, każdy jest zainteresowany. Jesteśmy pełni obaw, odnoszę wrażenie, że determinacja pana Czarnka, żeby odmienić polską szkołę, rośnie.

W lipcu ostateczna wersja projektu nowelizacji ustawy oświatowej pojawiła się na stronach Rządowego Centrum Legislacyjnego. Podobno były konsultuje ze środowiskiem.

Do pomysłu zwiększonego nadzoru kuratoriów nad szkołami odniosło się OSKKO [Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty], ale także wiele innych stowarzyszeń i organizacji działających na rzecz polskiej oświaty, w tym również samorządy terytorialne.

Krótko mówiąc, minister chce dyrektorów szkół wziąć za twarz, zdyscyplinować, wymusić posłuszeństwo w skierowaniu oświaty w stronę szkoły wyznaniowej, nietolerancyjnej, zamkniętej, a nawet homofobicznej. Służy temu także przejęcie kontroli ministerstwa - za pośrednictwem kuratoriów - nad dostępem organizacji społecznych do szkół, tu konieczna ma być zgoda uzyskana z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

Naszym, dyrektorów szkół, zadaniem jest się temu przeciwstawić i wybić panu Czarnkowi takie pomysły z głowy.

Nam nie wolno milczeć, bo te poprawki ingerują w system funkcjonowania szkół. Dotkną wszystkie szkoły, wszystkich uczniów, nauczycieli, rodziców, bez względu na to, jakie kto ma poglądy na szkołę, na jej misję, na wartości, które ma przekazywać. Centralne zarządzanie, które proponuje pan Czarnek dotknie wszystkich.

Jest oczywiste, że ością w gardle stają ministrowi zwłaszcza te szkoły, które są otwarte, które chcą kształcić młodzież w duchu tolerancji, demokracji, czyli zgodnie z preambułą prawa oświatowego, ale najwyraźniej sprzecznie z poglądami pana ministra.

W listopadzie 2020 odpowiedział pan wyczerpująco na pytanie mazowieckiej kurator oświaty Aurelii Michałowskiej zaniepokojonej, że uczniowie i uczennice pana szkoły przystąpili do akcji „Szkoła to dziewczyna”. List (czytaj tutaj) jest ironicznie adresowanym wykładem o prawach młodych ludzi i zasadach demokratycznej szkoły. Dostał pan odpowiedź?

Mam nadzieję, że pani kurator to pamięta. Myślę, że list się podobał, nie dostałem co prawda żadnej odpowiedzi, ale na pewno go czytała.

Mówi pan o oporze wobec zmian. Ale jakie są nastroje dyrektorek, nauczycieli? Dominuje bunt czy jednak lęk?

Pewnie jedno i drugie. Rozmawiamy o tym. W gronie pedagogicznym są osoby, które popierają tę władzę, natomiast zdaje się, że nawet wśród zwolenników partii rządzącej ocena proponowanych zmian jest krytyczna. Większość nauczycieli tak się wypowiada. Ten strach przed Lex Czarnek jest o tyle uzasadniony, że zmiany zabiją wszelką kreatywność, otwartość na pomysły, nowe zajęcia, na współpracę z organizacjami.

W projekcie jest pomysł, że to kurator oświaty będzie za każdym razem wydawał decyzje, co się może dziać w szkole, jest to absurd. Zupełnie otwarty jest też zamach na pozycję dyrektora: to kurator miałby decydujący wpływ na jego czy jej wybór, a także łatwość odwoływania za niezastosowanie się do zaleceń.

Ministerstwu bardzo zależy na tym, by mieć możliwość szybkiego odwołania takich dyrektorów jak ja.

Dialog i rozmowa są panu Czarnkowi i jego ludziom zdecydowanie obce. No cóż, to jest ten sposób myślenia, ten sposób działania.

Mam nadzieję, że pan Czarnek, mimo wszystko, pozostanie jedynie przykrym epizodem w historii oświaty w Polsce... Ale na razie jest, jak jest.

Dostajecie sygnały wsparcia od rodziców?

Oczywiście. Rodzice, ci, którzy mają świadomość, jakie zmiany są szykowane, jakie będą ich konsekwencje dla rozwoju, kształcenia, wychowania ich dzieci, też biją na alarm. Jednak nie wszyscy mają tego świadomość, dlatego ważne, żeby informacje o Lex Czarnek dotarły jak najszerzej.

Szczególnie że kuratorzy oświaty, a na pewno mazowiecka kurator, rozesłali do dyrektorów list, w którym rozpowszechniają nieprawdziwe informacje o proponowanych przez ministerstwo zmianach. Tym bardziej należałoby zaalarmować jak najszersze grono rodziców, nauczycielek i dyrektorów, bo nawet oni czasem nie wiedzą, o co panu Czarnkowi chodzi.

Informujecie o tym rodziców?

Póki projekt leżał gdzieś tam schowany w biurku, bo proszę zwrócić uwagę, że do lipca nie wisiał na stronie rządowego centrum legislacji, nie wiedzieliśmy, co się będzie działo. Teraz czas już rzetelnie poinformować i o projekcie, i konsekwencjach.

Pokazywać zapisy, które są niedemokratyczne, są absurdalne, łamią równowagę między władzą centralną a władzą samorządową. Mam tu na myśli zwiększenie liczby przedstawicieli kuratorium w konkursie na dyrektora, a zwłaszcza przekazanie pięciu głosów przedstawicielowi kuratora, nawet jeśli przyjdzie jedna osoba.

To jakieś kuriozum, nie wiem, kto wpadł na taki pomysł, ale tu absolutnie pan Czarnek przekroczył granice przyzwoitości. I nikomu, komu zależy na dobru oświaty, nie wolno się na to zgodzić. Jako dyrektorzy szkół mamy obowiązek mówić o tym w szkołach.

A w pana liceum młodzież jest zainteresowana tym, co się dzieje?

Staram się w szkole, to też jest nasze - dyrektorów - zadanie, żeby chronić młodzież przed pomysłami pana Czarnka.

Chcę to zadanie wypełniać dobrze, nasza młodzież jest wychowywana zgodnie z prawem oświatowym, którego preambuła stwierdza, że szkoła winna przygotować ucznia do wypełniania obowiązków obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.

Statut naszego liceum także podkreśla, że uczniowie i uczennice mają prawo do swobodnego wyrażania myśli i przekonań.

Można jeszcze dodać, że Konwencja o prawach dziecka, przyjęta przez ONZ z inicjatywy Polski, zobowiązuje państwa do "zapewnienia dziecku prawa do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach jego dotyczących", a także "prawa do swobodnej wypowiedzi, w tym swobody poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji oraz idei wszelkiego rodzaju". Państwa sygnatariusze muszą respektować "prawo dziecka do swobody myśli, sumienia i wyznania, a także do swobodnego zrzeszania się oraz wolności pokojowych zgromadzeń".

Naszą rolą nie jest straszyć młodzież zmianami, które grożą szkołom, wolimy, żeby się skupiła na nauce. Ale to nie znaczy, że nie powinniśmy o tym rozmawiać. Reakcje młodzieży widać zresztą w mediach społecznościowych. Tam piszą, co sądzą o zmianach, które pan Czarnek do edukacji chciałby wprowadzić.

Uczniów żywo interesuje np. nowy kanon lektur, a także to, czy w szkołach będą mogły działać organizacje, czy będzie można zorganizować takie wydarzenia, jak „tęczowy piątek” albo „tydzień konstytucyjny”.

Nasi uczniowie są zaniepokojeni, że jedyne, co im teraz będzie w szkołach serwowane, to jakieś treści religijno-patriotyczne.

To oczywiście nie znaczy, że szkoła miałaby nie kształcić w duchu patriotyzmu. Jak najbardziej, tylko trzeba dobrze rozumieć, czym jest patriotyzm jako postawa obywatelska, otwarta, z szacunkiem dla Konstytucji RP, bez wrogości wobec "obcych", czy "innych". Nie jest patriotyzmem nacjonalistyczne podbijanie bębenka, połączone z wyższością wobec innych narodów.

Jest też spora grupa uczniów i uczennic zainteresowanych sprawami społecznymi, politycznymi. Są aktywni. Czy powinniśmy to popierać? Oczywiście! Sam pan minister zachęca do tego, w dokumencie o "kierunkach realizacji polityki oświatowej", by zwrócić szczególną uwagę na zaangażowanie społeczne i obywatelskie uczniów. A czymże innym są protesty w obronie demokracji czy udział w Strajku Kobiet?

Jako szkoły powinniśmy taki rodzaj zaangażowania wspierać. Mamy przecież na piśmie od pana ministra, że taki jest nasz obowiązek (śmiech)!

Powiem szczerze, że jak pan minister wydał ten dokument, to się ucieszyłem, bo jednym z tych "kierunków polityki oświatowej" jest uwrażliwienie na prawdę i dobro. No, cóż ja innego robię? Właśnie uwrażliwiam uczniów na prawdę o tym, jak wygląda to, co nam próbuje zaserwować pan minister.

A jak nauczyciele polskiego komentują zmiany na liście lektur?

Nie słyszałem jeszcze pozytywnej reakcji na tę zmianę, wszyscy pukają się w głowę. Wprowadzenie „Pinokia” do kanonu [dla szkół podstawowych - red.] można by jeszcze potraktować jako ukłon w stronę pana premiera, ale mówiąc poważnie, usunięcie „Stowarzyszenia umarłych poetów", pokazuje, że lektura o zbuntowanych uczniach, o niekonwencjonalnej szkole, nie jest w smak panu ministrowi. Bo szkoła ma być jak spod jednej igły, wszyscy tacy sami, jak w Korei Płn., to się marzy chyba panu ministrowi.

Zastanawia mnie też wprowadzenie do kanonu lektur hurtem Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Mamy dwa dzieła o Janie Pawle II, cztery dzieła polskiego papieża, w tym jedna encyklika.

A może pan minister jest jakąś piątą kolumną, która chce jeszcze bardziej obrzydzić Kościół młodzieży, niż robi to on sam? Bo Kościół jest niedościgłym wzorem obrzydzania samego siebie.

To chyba dobry moment, żeby spytać zapisy na religię wśród uczniów.

Zdecydowanie ubywa chętnych. Trudno się dziwić, natomiast trzeba przypomnieć, że przepisy są jednoznaczne: dopóki rodzic niepełnoletniego ucznia, bądź pełnoletni uczeń sam nie złoży deklaracji chęci uczęszczania na lekcje religii, to nie może być na nią zapisany.

Praktyka w wielu szkołach jest inna. To szkoły zapisują na religię. Ostatnio głośno było o dyrektorze XLIV LO w Krakowie, który wzywał rodziców, każąc im się tłumaczyć, dlaczego dzieci się wypisują z religii! Kurator oświaty, którego obowiązkiem było na to zareagować, odciął się od sprawy. No, ale kuratorem jest pani Nowak, więc to nie dziwi.

Uczniowie to na ogół mądrzy, młodzi ludzie, którzy widzą, jak funkcjonuje Kościół katolicki i nawet jeżeli są osobami wierzącymi, sprzeciwiają się wielu działaniom tej instytucji, również poprzez wypisywanie się z lekcji religii jeśli wcześniej na nią chodzili.

Ma też znaczenie, że jest to dodatkowa, nieobowiązkowa godzina w przeciążonym planie lekcji. U mnie w szkole religia jest zawsze na początku lub na końcu lekcji, nigdy w środku zajęć. Uczniowie swobodnie korzystają z prawa wyboru, rezygnując z katechezy zyskują czas na naukę lub inne aktywności. Motywacje mogą być różne, fakt jest faktem, że coraz mniej osób zapisuje się na religię.

I jeśli pan minister myśli, że dokładając do kanonu lektur JPII i kardynała Wyszyńskiego zachęci młodzież do zajęć z religii, uprzedzam - efekt będzie odwrotny.

Ruszyła akcja obywatelska „Wolna szkoła”, która ostrzega przez Lex Czarnek, z symbolem czerwonej ekierki. Głośne były zwłaszcza dwa spoty pokazujące dewastujący wpływ na młodzież konserwatywnego katolickiego wychowania, jakie lansuje minister.

Osobiście jestem zaangażowany, bardzo się cieszę, że taka akcja jest. Trzeba ją wspierać, także na poziomie instytucjonalnym - wiem, że wiele organizacji dołączyło. Takie oddolne, społeczne inicjatywy liczą się szczególnie.

Chciałbym też zaapelować do wszystkich, którzy nas teraz czytają, żeby nie lekceważyli oświaty. Jest mnóstwo irytujących i ważnych spraw, dramat na granicy z Białorusią, konflikt z Unią Europejską, inflacja, ale edukacja to jest najważniejsza dziedzina nie tylko dla naszych dzieciaków, ale dla każdego i każdej z nas. Bo to szkoła ma wpływ na to, jak będą funkcjonowały nasze dzieci, jak kolejne pokolenia będą sobie radzić w trudnym świecie XXI wieku.

Dlatego oświatą warto się zainteresować, warto porozmawiać z ludźmi, którzy się nią zajmują. Jeśli bijemy na alarm, to nieprzypadkowo, nie robimy tego dla siebie, widzimy zagrożenia dla dzieci i młodzieży. Trzeba o tym mówić, pisać, tym bardziej, że ministerstwo przyjęło „fantastyczną” metodę pokazywania, jakież to dobrodziejstwa z tej zmiany wyjdą. To są kłamstwa, ważne, żeby to pokazywać, żeby uświadamiać rodziców, społeczeństwo.

Udostępnij:

Izabela Wierzbicka

Studiowała psychologię. Do 1989 roku pracowała z młodzieżą trudną, a od 1989 w "Gazecie Wyborczej". Najpierw organizowała wydawanie w Polsce "Zeszytów Literackich", potem była szefową "Gazety Telewizyjnej", wieceszefową działu kultury, przez 10 lat zastępczynią naczelnej "Wysokich Obcasów" i szefową klubu "Wysokich Obcasów". W OKO.press redaguje teksty.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne