0:00
Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja GazetaKuba Atys / Agencja ...
11 października 2021

Czarnek - fatalny minister. Polacy źle go oceniają i chcą innej szkoły [SONDAŻ]

Pracę ministra Czarnka dwa razy więcej osób ocenia źle (57 proc.) niż dobrze (30 proc.). Jeszcze gorzej wypadła ocena edukacji, którą forsuje PiS - podporządkowanej ministerstwu, jak w PRL. Polki i Polacy doceniają model szkoły wolnej, tworzonej przez kadrę pedagogiczną. To optymistyczny wynik sondażu Ipsos

Wydrukuj

"Błędów nie widzę żadnych. Nie ma punktów, które nie byłyby zrealizowane lub w trakcie realizacji. Porażek też nie widzę" — tak Przemysław Czarnek ocenił swój pierwszy rok urzędowania na stanowisku ministra edukacji i nauki. Nie wiadomo, czy chodziło mu o udany rok we własnej karierze, czy o dobry rok dla polskiej edukacji. W najnowszym sondażu Ipsos poprosiliśmy więc o ocenę zarówno Czarnka jako ministra, jak i modelu edukacji, jaki forsuje w imieniu PiS.

Zdecydowana większość osób badanych nie zgadza się z samochwalstwem ministra ani w jednym, ani w drugim. Co ciekawe, zwłaszcza w drugim.

Kiepski minister, zdecydowanie

Ocena ministra jest wyraźnie przechylona w kierunku "źle". Jak widać na wykresie poniżej, 57 proc. ocenia jego działania negatywnie, z czego aż 44 proc. wybrało odpowiedź "zdecydowanie".

Uznanie dla Czarnka wyraża mniej niż jedna trzecia badanych (30 proc.), a tylko co ósmy Polak jest entuzjastą jego osoby. Sporo było ocen "nie wiem, trudno powiedzieć". Największą trudność w ocenie mieli ci, którzy teoretycznie powinni Czarnka aprobować - wyborcy PiS (17 proc. "nie wiem") i Konfederacji (18 proc.).

Poparcie dla ministra Czarnka ma jasne barwy partyjne i generacyjne.

Oceny wyborców PiS odstają od wszystkich innych grup. Dobrych ocen jest tu ponad cztery razy więcej niż złych. Minister bliski ideału!

Wysoki odsetek "nie wiem, trudno powiedzieć" (17 proc.) może być jednak "unikiem" osób badanych, które mają wątpliwości, ale nie chcą krytykować "swojego ministra". Może też wynikać z dużego udziału w elektoracie PiS osób starszych, które o obecnej edukacji wiedzą mniej, a dużo ważniejsze dla nich są kwestie zabezpieczenia społecznego czy ochrony zdrowia.

Konfederatów nie przekonał podszyty nacjonalizmem program ministra, ani jego otwarcie homofobiczne wypowiedzi. Oceny elektoratów Lewicy i KO są fatalne i niemal identyczne, co zdarza się w naszych sondażach często i co kontrastuje z relacjami między liderami obu partii.

Wśród sześćdziesięciolatków (i starszych) 46 proc. ocenia go pozytywnie, a 42 proc. — negatywnie. Obok osób z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym to jedyna grupa, w której "dobrze" przeważało nad "źle".

Najbardziej krytyczni są najmłodsi - uczniowie dwóch ostatnich klas liceum i dwudziestolatkowie (w części studenci): odpowiedź "źle" wybrało 74 proc. badanych w wieku 18-29 lat (a aż 55 proc. "zdecydowanie źle"). Minister nie może też liczyć na wsparcie rodziców uczniów szkół podstawowych i średnich. Negatywnie jego działania ocenia:

  • 59 proc. trzydziestolatków;
  • 66 proc. czterdziestolatków;
  • 56 proc. pięćdziesięciolatków.

Więcej przeciwników Czarnka znajdziemy w największych miastach, ale to nie znaczy, że w mniejszych miejscowościach cieszy się poparciem. Nawet w PiS-owskim mateczniku, jakim jest wieś, oceny negatywne (48 proc.) są częstsze niż pozytywne (34 proc.). Im mniejsza miejscowość tym większy odsetek odpowiedzi "nie wiem".

Ocena ministra Czarnka nie ogranicza się do resortu edukacji, jest także kontrowersyjnym ministrem nauki (czyli odpowiada za funkcjonowanie uczelni wyższych).

"Zasłynął" z ultrakatolickich deklaracji i zatrudniania fanatyków religijnych oraz forowania organizacji katolickich, skrajnego konserwatyzmu w poglądach np. na rolę kobiet, martyrologiczno-nacjonalistycznego podejścia do historii, uderzającej homofobii. To wszystko może do niego dodatkowo zniechęcać.

Szkoła Czarnka? Wolimy samorządną i autonomiczną

Zadaliśmy też pytanie, które opisuje główny spór o edukację między rządzącą prawicą a nowoczesnym i liberalnym podejściem. W pytaniu o to, kto powinien mieć wpływ na szkoły pominęliśmy udział rodziców czy samorządów terytorialnych, które prowadzą szkoły publiczne. Chodziło o wychwycenie podstawowej kontrowersji między modelem centralistycznym, w którym MEN sprawuje kontrolę i egzekwuje nauczanie zgodne z państwową ideologią, a dominującym w demokratycznym świecie modelem szkoły podmiotowej, autonomicznej, w której to nauczycielki i nauczyciele pod kierunkiem dyrekcji biorą odpowiedzialność za sposób nauczania i wychowania.

Jak widać, przewaga szkoły autonomicznej jest ponad dwukrotna.

Elektorat PiS jako jedyny popiera centralistyczny model, ale - gdy w pytaniu nie padły nazwiska ani nazwy partii - aż 33 proc. opowiedziało się za szkołą autonomiczną. Elektorat Konfederacji, który ocenił Czarnka surowo, w 30 proc. poparł szkołę sterowaną centralnie przez MEN, co może wynikać z niechętnego stosunku do - zgodnie z własną, partyjną propagandą - "lewackich" organizacji społecznych, które prowadziły w szkołach edukację równościową czy seksualną. Poza tymi dwiema grupami prawicowych wyborców niemal nikt nie chce edukacji jako domeny rządu.

Wystąpiły typowe zależności dla postaw polityczno-ideologicznych. Różnice w grupach wykształcenia różnice były stosunkowo nieduże. Większe - między generacjami.

Wśród osób przed 40-ką model centralizmu edukacyjnego wybrało tylko 23 proc., a szkoły autonomicznej - aż 71 proc., co oznacza 48 pkt proc. różnicy. Wśród ludzi w wieku 50 plus - różnica spadała do 22 pkt proc. (35 proc. do 57 proc.).

Uderzająca jest zależność poglądów na edukację od wielkości miejscowości.

Największe poparcie modelu szkoły autonomicznej wystąpiło w tradycyjnie pro-pisowskich miejscowościach do 20 tys. mieszkańców!

Być może dlatego, że w małych społecznościach lokalnych więź ze szkołami jest tak duża, że przeważa nad lansowaną przez PiS tezą, że wszystko w państwie powinno być zarządzane silną ręką władzy centralnej

Ludzie rozumieją, czym jest wolna szkoła [komentarz ekspertki]

"Wynik sondażu wskazuje, że większości Polek i Polaków trafnie rozpoznaje, czym jest nowoczesna edukacja" - mówi OKO.press Alicja Pacewicz, jedna z inicjatorek kampanii #Wolnaszkoła, która sprzeciwia się Lex Czarnek, czyli czekającej w Sejmie nowelizacji ustawy oświatowej zwiększającej kontrolę nad szkołami kuratorów mianowanych przez ministra. - Ludzie rozumieją, że w dzisiejszych czasach szkoła powinna być autonomiczna, dzięki czemu może być bliższa potrzebom społeczności lokalnych, konkretnych dzieci i ich rodziców".

"Lex Czarnek zakłada sterowanie szkołami z centrum politycznego i jest próbą odwrócenia tego nowoczesnego myślenia. Choć prawo nie weszło jeszcze w życie, już straszy. W pewnej krakowskiej szkole dyrektor zerwał współpracę z fundacją, która douczała angielskiego dzieci spoza Krakowa, żeby wyrównywać ich szanse edukacyjne. Uznał, że powinna zyskać akceptację kuratorium, co dopiero ma stać się wymogiem znowelizowanej ustawy oświatowej, o ile wejdzie ona w życie (oby nie!). To dobra ilustracja absurdu centralistycznego systemu, w którym każda - nawet tak niewinna decyzja - musi zostać zaakceptowana.

W XXI wieku Polsce potrzebna jest wolna szkoła, wolna od ideologii i polityki, zdolna do rozwoju z uwzględnieniem specyficznych potrzeb. To wymaga autonomii i wysokiego poziomu decyzyjności kadr na czele z dyrektorem czy dyrektorką.

Takie właśnie są postulaty naszej kampanii #WolnaSzkoła, która jest nie tylko protestem przeciw Lex Czarnek, ale także propozycją modyfikacji dotychczasowej edukacji.

Myślenie o szkole upaństwowionej źle się kojarzy w krajach postkomunistycznych. Systemy silnie scentralizowane zdarzają się dzisiaj, np. we Francji, ale sprawdzają się gorzej niż edukacja w krajach skandynawskich, gdzie rola centrum (łącznie z systemem egzaminów) jest ograniczona do wspierania finansowego i merytorycznego.

Marzenie o światłym ministerstwie, które o wszystko zadba i wszystkich rozliczy to groźna w skutkach fantazja, bo nie odpowiada realnym zasobom w żadnym kraju. Szczególnie dotyczy to Polski, gdzie partie polityczne nie doceniają edukacji i nie traktują jej tak poważnie, jak na to zasługuje. PiS jest tu karykaturą - najwyraźniej uważa edukację za wygodne narzędzie kształtowania postaw ideologicznych i wychowywania przyszłych wyborców.

Lepiej to wszystko rozumieją władze samorządowe, które doceniają edukację choćby dlatego, że wydają na nią połowę swego budżetu i widzą, jakie ma znaczenie dla ich szans w wyborach lokalnych. Są skłonne patrzeć na kadrę szkolną jako swego partnera, który ma poprawiać szkołę dla dobra społeczności lokalnej" - mówi Alicja Pacewicz.

Sondaż Ipsos dla OKO.press i „Wyborczej” zrealizowany metodą CATI (telefoniczny) w dniach 21-23 września 2021 roku. Badanie zrealizowano na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków N=1000.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne