0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

To nagła decyzja ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Ogłoszono ją w poniedziałek 15 czerwca 2026 roku, około godziny 17. Sędzia Łukasz Piebiak z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy – na zdjęciu u góry – został na miesiąc odsunięty od pełnienia funkcji sędziego. To oznacza, że w tym czasie nie będzie mógł sądzić, ale też wykonywać swoich obowiązków jako członek neo-KRS (z rekomendacji PiS). Bo do KRS został wybrany jako sędzia.

Teraz o jego dalszym zawieszeniu lub odwieszeniu będzie decydować Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN, w większości obsadzona przez wadliwych neo-sędziów SN. Powinna w ciągu miesiąca wydać decyzję.

Ministerstwo sprawiedliwości informuje, że powodem decyzji ministra Żurka jest „nadzwyczajny charakter i ciężar gatunkowy czynów, o których popełnienie podejrzewany jest sędzia”, które nie dadzą się pogodzić z pełnieniem przez niego obowiązków orzeczniczych. Bo uderza to w powagę sądu i wymiaru sprawiedliwości. „Co wymagało jego niezwłocznego odseparowania od postępowań sądowych i obywateli” – podkreśla resort sprawiedliwości.

Zarzuty karne, które są podstawą zawieszenia na miesiąc, chce stawiać Piebiakowi prokuratura. Chodzi o dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy afery hejterskiej, w której Piebiak był główną postacią. Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna we Wrocławiu.

Chce ona postawić Piebiakowi 19 zarzutów karnych związanych z bezprawnym przetwarzaniem danych osobowych sędziów oraz ujawnieniem ich wrażliwych danych z ich teczek personalnych, znajdujących się w ministerstwie sprawiedliwości. Piebiak miał do nich dostęp w latach 2016-19, gdy był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PiS. Odpowiadał za sądy. Był głównym kadrowym Ziobry w sądach.

Przeczytaj także:

Danych z teczek personalnych używano do ataków na sędziów, którzy bronili praworządności. Oprócz Piebiaka prokuratura chce stawiać zarzuty za aferę hejterską również sędziom Jakubowi Iwańcowi, Rafałowi Puchalskiemu i byłemu zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Przemysławowi Radzikowi. Wnioski o uchylenie immunitetu utknęły jednak w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej. W sprawie Piebiaka wniosek trafił tam dwa lata temu.

Drugie śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Chodzi o sprawę przedłożenia przez sędziego Łukasza Piebiaka w stołecznym sądzie testamentu, który miała sporządzić pochodząca z Rosji jego daleka krewna „ciocia Nina”. Zgodnie z tym testamentem Piebiak ma dostać po zmarłej nieduże mieszkanie na warszawskich Bielanach. Warte blisko pół miliona złotych.

Sąd, który na wniosek Piebiaka prowadzi postępowanie ws. spadku, nabrał jednak wątpliwości co do prawdziwości testamentu. I na jego zlecenie biegły sądowy sporządził opinię, z której wynika, że pismo z testamentu nie jest pismem „cioci Niny”. Podobnie uznał biegły powołany przez prokuraturę.

W 2025 roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie wystąpiła do Izby Odpowiedzialności Zawodowej o uchylenie immunitetu Piebiakowi. Bo chce mu postawić zarzut posłużenia się w sądzie podrobionym dokumentem oraz zarzut niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Bo „ciocia Nina” nie miała bliskich krewnych i w takiej sytuacji ustawowo spadek przypadłby miastu stołecznemu Warszawa, a nie Piebiakowi.

Jak ujawniliśmy niedawno w OKO.press, za sprawę testamentu w marcu 2026 roku Piebiak dostał też zarzuty dyscyplinarne. Postawił mu je zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Decyzji Izby ws. immunitetu – podobnie jak ws. afery hejterskiej – nie ma do dziś.

Minister Żurek odsuwając na miesiąc Piebiaka od pełnienia funkcji sędziego uznał, że zebrany w tych śledztwach materiał dowodowy „rzuca poważne podejrzenia na postawę etyczną i prawną sędziego”. „Sytuacja, w której osoba powołana do wymierzania sprawiedliwości sama mogłaby dopuścić się sfałszowania dokumentu w celu przejęcia majątku, jest zaprzeczeniem etosu sędziego” – informuje resort sprawiedliwości.

I dalej: „W uzasadnieniu decyzji Minister Sprawiedliwości odniósł się również do przeszłości polityczno-urzędniczej Łukasza Piebiaka. Przypomniano, że jego działalność w latach 2015-2019, kiedy sprawował funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, bezpośrednio przyczyniała się do systemowego osłabiania niezależności sądów oraz naruszania zasady niezawisłości sędziowskiej. Działania te realnie wpisywały się w niedopuszczalne mechanizmy wywierania nacisków na sędziów oraz próby podporządkowania niezależnej władzy sądowniczej wpływom politycznym”.

Mężczyzna, siwy, którko ostrzyżony, w marynarce, białej koszuli i ciemnym krawacie
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Jak Piebiak jeździł na Węgry i jest rozliczany za aferę hejterską

Piebiak po upadku władzy PiS zaczął konsolidować wokół siebie sędziów beneficjentów „reform” Ziobry. To byli prezesi sądów, byli rzecznicy dyscyplinarni i neo-sędziowie, którzy wysoko awansowali. Piebiak stoi na czele stowarzyszenia Prawnicy dla Polski. Ostro krytykuje rząd Tuska za przywracanie praworządności i kreuje się na bohatera oporu w sądach.

W ostatnich miesiącach Piebiak jeździł na Węgry, gdy rządził tam jeszcze Wiktor Orbán. W 2025 roku był tam na prawicowym zlocie i zrobił zdjęcie z Robertem Bąkiewiczem i politykiem niemieckiej AfD. W marcu 2026 roku był na Marszu Pokoju, który w praktyce jest marszem poparcia dla Orbána.

Jako szef Prawników dla Polski podpisał umowę o współpracy z węgierskim Forum Solidarności Obywatelskiej – Fundacja Społeczna Solidarności Obywatelskiej (CÖF-CÖKA), która od lat utrzymuje kontakty m.in. z Tomaszem Sakiewiczem (związanym z Telewizją Republika i „Gazetą Polską”), Klubami Gazety Polskiej, a także z Ordo Iuris.

Liderem organizacji jest László Csizmadia, którego rząd PiS odznaczył Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP „w uznaniu wybitnych zasług w rozwijaniu relacji polsko-węgierskich”. To Csizmadia stoi za organizacją marszu poparcia dla Orbána, na którym byli Bąkiewicz i Piebiak.

Ponadto Piebiak jest też w Polsko-Węgierskiej Sieci Profesorów, która jest częścią Środkowoeuropejskiej Sieci Profesorów. Sieć powstała u szczytu politycznej kariery byłej ministry sprawiedliwości w rządzie Viktora Orbána Judit Vargi.

Całą tę działalność Piebiak może prowadzić, bo nie został rozliczony z afery hejterskiej. Polegała ona na atakowaniu i hejtowaniu sędziów, którzy krytykowali „reformy” Ziobry w sądach. Do ataków używano plotek o sędziach oraz informacji z ich teczek personalnych – tzw. zielonych teczek – znajdujących się w ministerstwie sprawiedliwości i z postępowań dyscyplinarnych prowadzonych przez rzeczników dyscyplinarnych Ziobry.

Ataki na sędziów pomagała rozprowadzać Emilia Szmydt vel Mała Emi, która potem pokłóciła się z Piebiakiem i jego ludźmi (sędziami) i ujawniła w 2019 roku aferę. Potem jej rolę przejęło hejterskie konto KastaWatch na Twitterze, które założono w resorcie Ziobry.

Sędzia Piebiak jako wiceminister sprawiedliwości był w kontakcie z Małą Emi, podobnie jak współpracujący z nim sędzia Jakub Iwaniec i inni sędziowie z kręgu Piebiaka (zwracali się oni do niego „Herszcie”).

W aferze hejterskiej status pokrzywdzonych ma kilkadziesiąt sędziów, w tym obecny sędzia TK Krystian Markiewicz i obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Byli celami hejtu. Obaj złożyli pozwy o wysokie zadośćuczynienie za aferę. Pozwany jest Piebiak, Iwaniec i Radzik.

Jak ujawniliśmy w OKO.press, niedawno postępowanie wyjaśniające w tej sprawie wszczął zastępca głównego rzecznika dyscyplinarnego Tomasz Ładny. I niewykluczone, że będzie stawiał za to zarzuty dyscyplinarne.

Ponadto niedawno prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył 100 tysięcy złotych kary na ministerstwo sprawiedliwości, za bezprawne ujawnienie danych wrażliwych sędziów w ramach afery hejterskiej. Ministerstwo jako urząd i pracodawca Piebiaka, ale też sędziego Iwańca (za czasów PiS pracował tam na delegacji) odpowiada za ich działania.

UODO uznał, że samodzielnie oni decydowali o sposobach przetwarzania tych danych „wbrew lub mimo braku upoważnienia administratora”. Samodzielnie też decydowali o celach i sposobach ich przetwarzania. Minister Żurek będzie teraz chciał wystąpić z pozwem regresowym – o zwrot wypłaconej kary – wobec Piebiaka i Iwańca.

Sędzia Łukasz Piebiak na proorbanowskim Marszu Pokoju w marcu 2026 roku w Budapeszcie. Fot. Z portalu X.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze