0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

To pierwsza dyscyplinarka po upadku władzy PiS dla byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS, który pomagał Zbigniewowi Ziobrze w przejmowaniu kontroli nad sądami. Łukasz Piebiak – na zdjęciu u góry – stał też za aferą hejterską, która narodziła się w resorcie Ziobry. Po jej ujawnieniu w sierpniu 2019 roku stracił stanowisko wiceministra i popadł w niełaskę. Niedawno odzyskał jednak poparcie w PiS. Z rekomendacji tej partii został wybrany do odnowionej KRS.

Jak ustaliło OKO.press, pierwszy zarzut dyscyplinarny sędzia Piebiak z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy dostał w połowie marca 2026 roku, ale nie poinformowano o tym opinii publicznej. Zarzut postawiła mu zastępczyni rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie sędzia Aleksandra Kussyk. Chodzi o czyn z artykułu 107 paragraf 1 ustęp 5 ustawy o ustroju sądów powszechnych, który mówi o uchybieniu godności urzędu sędziego.

Piebiak ma dyscyplinarkę za sprawę testamentu „cioci Niny”, którą w 2025 roku ujawniło OKO.press. W tej sprawie toczy się też śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która chce stawiać Piebiakowi zrzuty karne i wysłała w tej sprawie wniosek o uchylenie jego immunitetu sędziowskiego do Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Sprawa czeka na wyznaczenie terminu posiedzenia.

Prokuratura chce mu zarzucić posłużenie się podrobionym testamentem i niekorzystne rozporządzenia mieniem.

Ma opinię grafologiczną, z której wynika, że podpis na testamencie „ciocia Nina”, nie jest podpisem dalekiej krewnej Piebiaka. Biegły grafolog nie ustalił, kto podpisał testament.

Przeczytaj także:

Starsza kobieta (ponad 90 lat) miała sporządzić testament krótko przed śmiercią i zapisać sędziemu cały majątek, w tym nieduże mieszkanie na warszawskich Bielanach, warte blisko pół miliona złotych. Mieszkała tam sama. Od lat opiekowali się nią pracownicy ośrodka pomocy społecznej.

Piebiak miał znaleźć testament, porządkując mieszkanie po jej śmierci. Klucze do mieszkania przekazali mu pracownicy stołecznego ratusza. Sędzia pochował krewną na cmentarzu prawosławnym.

W 2023 roku wystąpił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza w celu uznania testamentu i spadku. Ale wtedy zaprotestował pełnomocnik stołecznego ratusza, podważając testament. Starsza pani nie miała bliskich krewnych – Piebiak jest krewnym dalszym – i w tej sytuacji mieszkanie odziedziczyłoby miasto. Sąd powołał biegłego, który uznał, że testamentu nie podpisała „ciocia Nina”. W efekcie sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która wszczęła śledztwo.

Zarzuty prokuratury podzieliła zastępczyni rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Ona również zarzuca sędziemu Piebiakowi „usiłowanie doprowadzenia sądu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, poprzez złożenie w postępowaniu sądowym jako autentycznego podrobionego testamentu”. Rzecznik jednocześnie uznała, że ten czyn dyscyplinarny wyczerpuje znamiona przestępstwa.

To oznacza, że proces dyscyplinarny w tej sprawie będzie się toczył przed obsadzoną głównie wadliwymi neo-sędziami Izbą Odpowiedzialności Zawodowej SN.

Rzecznik dyscyplinarna nie złożyła jeszcze wniosku o ukaranie Piebiaka. Wynika to z formalnej przeszkody. By zakończyć postępowanie, potrzebuje akt osobowym sędziego, a te od pięciu lat leżą w Kancelarii Prezydenta. Prezydent bowiem cały czas analizuje uchwałę nielegalnej neo-KRS, która dała Piebiakowi awans aż do NSA.

Na jego powołanie do tego sądu nie zdecydował się jednak prezydent Andrzej Duda. Od roku decyzji nie podjął też prezydent Karol Nawrocki. Sąd nie dostał odpowiedzi z Kancelarii Prezydenta na wniosek o zwrot akt osobowych.

To pierwsza dyscyplinarka dla Piebiaka po upadku władzy PiS. Miał on już jednak w przeszłości sprawę dyscyplinarną związaną z jakością jego pracy jako sędziego gospodarczego i jego zachowaniem w sądzie. Chodzi o okres, gdy orzekał na delegacji w Sądzie Okręgowym w Warszawie 15 lat temu. Skonfliktował tam się z kierownictwem sądu.

W konsekwencji został uznany przez sąd dyscyplinarny za winnego oddawania po terminie uzasadnień do wyroków oraz prowadzenia szkoleń za pieniądze bez zgody prezesa sądu. Sąd odstąpił jednak od wymierzenia mu kary. Ta dyscyplinarka zablokowała jednak Piebiakowi awans do sądu wyższej instancji.

Potem Piebiak został zastępcą Ziobry. I jedną z pierwszych decyzji kadrowych resortu w sądach było odwołanie wiceprezeski stołecznego sądu okręgowego, która doprowadziła do tej dyscyplinarki.

Główna rzecznik dyscyplinarna Joanna Raczkowska. Została powołana na to stanowisko w 2025 roku. Jej decyzje kadrowe w postaci odwołania rzeczników dyscyplinarnych nominowanych za władzy PiS i powołanie w ich miejsce nowych, umożliwiły rozpoczęcie rozliczeń ludzi Ziobry w sądach na drodze dyscyplinarnej. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Czy po „cioci Ninie” zostało 270 tysięcy złotych

To nie koniec. Jak ustaliło OKO.press, prokuratura sprawdza jeszcze, czy „ciocia Nina” pozostawiła po sobie oszczędności. Pracownicy socjalni, którzy opiekowali się krewną sędziego, twierdzą, że widzieli w jej mieszkaniu wyciągi z banku, z których miało wynikać, że miała na kontach 270 tysięcy złotych. Prokuratura sprawdza teraz w bankach, czy gdzieś są takie pieniądze.

Zgodę na to od sądu dostała jednak dopiero niedawno. Wniosek o uchylenie tajemnicy bankowej prokuratura złożyła w styczniu 2026 roku. Takie wnioski są załatwiane zazwyczaj od ręki, do dwóch tygodni. W tej sprawie zajęło to cztery miesiące. Zgodę wydano dopiero 27 maja 2026 roku. Czy zadziałał efekt tego, że śledztwo obejmuje Piebiaka?

Zapytaliśmy Sąd Okręgowy w Warszawie o powody tak długiego załatwiania sprawy. Z odpowiedzi sądu wynika, że sprawa trafiła do trzech neo-sędziów ze specjalnej sekcji karnej, w której są tylko sami neo-sędziowie. Zostali tam przesunięci, by nie wydawali wyroków, które i tak uchyli sąd apelacyjny z powodu ich statusu.

Ci neo-sędziowie zajmują się więc tylko sprawami formalnymi, które nie kończą się wyrokiem.

Ta sekcja zajmuje się też uchylaniem tajemnicy bankowej. Pod koniec stycznia 2026 roku wniosek prokuratury ws. testamentu trafił na biurko neo-sędziego Radosława Lenarczyka. Na początku marca złożył on wniosek o wyłączenie ze sprawy i został wyłączony.

Lenarczyk zna się do wielu lat dobrze z Piebiakiem. Orzekali w tym samym Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy. Awansował szybko za władzy PiS. Był prezesem Sądu Rejonowego w Piasecznie (gdy wiceministrem był Piebiak), a potem został wiceprezesem Sądu Okręgowego w Warszawie. Lenarczyk dostał też od neo-KRS nominację do Sądu Okręgowego w Warszawie. Ostatnio związał się ze stowarzyszeniem Prawnicy dla Polski, na czele którego stoi Piebiak.

Potem sprawa wniosku o uchylenie tajemnicy bankowej trafiła do neo-sędzi Mirosławy Chyr-Brzeszczak. Biuro prasowe sądu informuje: „Z uwagi na usprawiedliwioną nieobecność w/w referenta i konieczność procedowania sprawy, od dnia 27 maja 2026 r. sprawa została skierowana do podjęcia czynności w zastępstwie w/w s. referenta do sędziego Piotra Maksymowicza”. To też neo-sędzia, ale jeszcze tego samego dnia uwzględnił wniosek prokuratury o uchylenie tajemnicy bankowej.

Z informacji OKO.press wynika, że we wniosku do sądu o otwarcie testamentu sędzia Piebiak nie podał, że „ciocia Nina” miała oszczędności. Nie musiał.

Wysłaliśmy do sędziego Piebiaka pytania, czy miał wiedzę, że krewna miała oszczędności i czy zgłosił to do sądu. Nie dostaliśmy odpowiedzi. Wcześniej pytaliśmy go o stanowisko ws. śledztwa. Też nie dostaliśmy odpowiedzi.

Sędzia Łukasz Piebiak, stoi drugi od lewej. Drugi od prawej to neo-sędzia Radoław Lenarczyk z Sądu Okręgowego w Warszawie, który wyłączył się ze sprawy uchylenia tajemnicy bankowej w śledztwie dotyczącym testamentu. Zdjęcie zrobiono w maju 2026 roku na spotkaniu delegacji Prawników dla Polski ze sprawozdawcą ONZ Margaret Satterthwaite. Po prawej stoi neo-sędzia SN Renata Żywicka, trzecia od prawej stoi neo-sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie Joanna Przanowska-Tomaszek. A po lewej stoi neo-sędzia Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim Anna Gąsior-Majchrowska. Wszyscy szybko awansowali za władzy PiS. Zdjęcie z portalu X.

Jak Piebiak jeździł na Węgry i jest rozliczany za aferę hejterską

Piebiak po upadku władzy PiS zaczął konsolidować wokół siebie sędziów beneficjentów „reform” Ziobry. To byli prezesi sądów, byli rzecznicy dyscyplinarni i neo-sędziowie, którzy wysoko awansowali. Piebiak stoi na czele stowarzyszenia Prawnicy dla Polski. Ostro krytykuje rząd Tuska za przywracanie praworządności i kreuje się na bohatera oporu w sądach.

W ostatnich miesiącach Piebiak jeździł na Węgry, gdy rządził tam jeszcze Wiktor Orbán. W 2025 roku był tam na prawicowym zlocie i zrobił zdjęcie z Robertem Bąkiewiczem i politykiem niemieckiej AfD. W marcu 2026 roku był na Marszu Pokoju, który w praktyce jest marszem poparcia dla Orbána.

Jako szef Prawników dla Polski podpisał umowę o współpracy z węgierskim Forum Solidarności Obywatelskiej – Fundacja Społeczna Solidarności Obywatelskiej (CÖF-CÖKA), która od lat utrzymuje kontakty m.in. z Tomaszem Sakiewiczem (związanym z Telewizją Republika i „Gazetą Polską”), Klubami Gazety Polskiej, a także z Ordo Iuris.

Liderem organizacji jest László Csizmadia, którego rząd PiS odznaczył Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP „w uznaniu wybitnych zasług w rozwijaniu relacji polsko-węgierskich”. To Csizmadia stoi za organizacją marszu poparcia dla Orbána, na którym byli Bąkiewicz i Piebiak.

Ponadto Piebiak jest też w Polsko-Węgierskiej Sieci Profesorów, która jest częścią Środkowoeuropejskiej Sieci Profesorów. Sieć powstała u szczytu politycznej kariery byłej ministry sprawiedliwości w rządzie Viktora Orbána Judit Vargi.

Całą tę działalność Piebiak może prowadzić, bo nie został rozliczony z afery hejterskiej. Polegała ona na atakowaniu i hejtowaniu sędziów, którzy krytykowali „reformy” Ziobry w sądach. Do ataków używano plotek o sędziach oraz informacji z ich teczek personalnych znajdujących się w ministerstwie sprawiedliwości i z postępowań dyscyplinarnych prowadzonych przez rzeczników dyscyplinarnych Ziobry.

Ataki na sędziów pomagała rozprowadzać Emilia Szmydt vel Mała Emi, która potem pokłóciła się z Piebiakiem i jego ludźmi (sędziami) i ujawniła w 2019 roku aferę. Potem jej rolę przejęło hejterskie konto KastaWatch na Twitterze, które założono w resorcie Ziobry.

Sędzia Piebiak jako wiceminister sprawiedliwości był w kontakcie z Małą Emi, podobnie jak współpracujący z nim sędzia Jakub Iwaniec i inni sędziowie z kręgu Piebiaka (zwracali się ono do niego „Herszcie”).

Śledztwo w sprawie afery hejterskiej prowadzi Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, która chce postawić Piebiakowi 19 zarzutów w związku z ujawnieniem danych wrażliwych sędziów i nieuprawnionym przetwarzaniem ich danych osobowych.

Zarzuty prokuratura chce też stawiać sędziemu Jakubowi Iwańcowi, byłemu zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Przemysławowi Radzikowi i byłemu już członkowi neo-KRS Rafałowi Puchalskiemu. Problem w tym, że Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN nie rozpoznała do tej pory żadnego z wniosków o uchylenie im immunitetów.

W aferze hejterskiej status pokrzywdzonych ma kilkadziesiąt sędziów, w tym obecny sędzia TK Krystian Markiewicz i obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Byli celami hejtu. Obaj złożyli pozwy o wysokie zadośćuczynienie za aferę. Pozwany jest Piebiak, Iwaniec i Radzik.

Jak ujawniliśmy w OKO.press, niedawno postępowanie wyjaśniające w tej sprawie wszczął zastępca głównego rzecznika dyscyplinarnego Tomasz Ładny. I nie wykluczone, że będzie stawiał za to zarzuty dyscyplinarne.

Ponadto kilka dni temu prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył 100 tysięcy złotych kary na ministerstwo sprawiedliwości, za bezprawne ujawnienie danych wrażliwych sędziów w ramach afery hejterskiej. Ministerstwo jako urząd i pracodawca Piebiaka, ale też sędziego Iwańca (za czasów PiS pracował tam na delegacji) odpowiada za ich działania.

UODO uznał, że samodzielnie oni decydowali o sposobach przetwarzania tych danych „wbrew lub mimo braku upoważnienia administratora”. Samodzielnie też decydowali o celach i sposobach ich przetwarzania. Minister Żurek będzie teraz chciał wystąpić z pozwem regresowym – o zwrot wypłaconej kary – wobec Piebiaka i Iwańca.

Sędzia Łukasz Piebiak na pro orbánowskim Marszu Pokoju w marcu 2026 roku w Budapeszcie. Fot. Z portalu X.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze