Nie było ani dymisji, ani nawet Donalda Tuska. Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przejęła stery zarządzania kryzysem zapoczątkowanym aferą w Szpitalu Południowym. Na razie nie idzie jej to wcale źle
Donald Tusk podjął dość wymowną próbę odsunięcia się na bezpieczną odległość od politycznego kryzysu zapoczątkowanego aferą w Szpitalu Południowym, a następnie rozlewającego się na inne patologie i niewydolności systemu ochrony zdrowia.
Choć początkowo to szef rządu miał dziś (8 lipca 2026) wystąpić na konferencji prasowej i ogłosić swe decyzje, konferencję transmitowaną przez Kancelarię Premiera poprowadziła ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Dymisji wyczekiwanych przez część obecnych na sali dziennikarzy nie było. A Sobierańskiej-Grendzie towarzyszył prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak.
Kontekst był taki, że w ubiegły piątek (3 lipca) Donald Tusk ogłosił, że postawił ministrze zdrowia i szefowi NFZ ultimatum. Do wtorku mieli przedstawić premierowi rekomendacje zmian w służbie zdrowia. Do środy Tusk zostawił sobie czas na decyzje – w tym też te personalne.
Wygląda na to, że Tusk uznał, że ministra zdrowia i szef NFZ dowieźli, co mieli dowieźć. Sobierańska-Grenda rozmawiała we wtorek z premierem i dostała zielone światło na przejęcie kontroli nad kryzysem. Tego samego dnia Tusk zasugerował też publicznie, że ministra nie zostanie zdymisjonowana.
Sobierańska-Grenda nadspodziewanie dobrze jak na osobę z bardzo krótkim doświadczeniem w polityce poradziła sobie z prowadzeniem kryzysowej konferencji. Choć daleko jej jeszcze do polityczki w rozumieniu wiecowym, wypowiadała się bardzo kompetentnie i rzeczowo, językiem niemal wolnym od medyczno-menedżerskiego żargonu. Nie miała też problemu z odpowiadaniem na pytania dziennikarek i dziennikarzy – w tym z mediów bardzo nieprzychylnych obecnej władzy.
Przyniosła na konferencję sporo – przedstawiła serię zapowiedzi zmian w ochronie zdrowia dotyczących zarówno ograniczania kominowych zarobków lekarzy na kontraktach, jak i naprawiania dysfunkcji samego systemu. Zaznaczmy przy tym, że ta seria propozycji nie układała się w żadną zamkniętą bardziej monumentalną całość – to nie był plan „wielkiej reformy” służby zdrowia. Jeśli Sobierańskiej-Grendzie i rządowi uda się te zmiany wprowadzić, będzie można mówić o całkiem głębokiej aktualizacji systemu ochrony zdrowia. Nie będzie to jednak zupełnie nowy system.
To z całą pewnością podobało się, być może zresztą najbardziej, Donaldowi Tuskowi. Premier tradycyjnie obawia się „wielkich reform” – a raczej ich możliwych politycznych skutków w postaci irytacji wyborców. Gdy za moment zaczyna się już rok wyborczy, te obawy z pewnością miałyby charakter przesądzający.
Choć wielkiej reformy nie będzie, a ministra zdrowia nawet nie poruszyła tych największych problemów polskiej ochrony zdrowia, o czym za chwilę, z całą pewnością resort i NFZ całkiem pilnie przyłożyły się do zadanej przez Tuska pracy domowej.
Zaznaczmy, że część propozycji Sobierańskiej-Grendy ma spory potencjał natury, by tak rzec, populistycznej. Są to rzeczy, które opinii publicznej raczej się spodobają.
Wymieńmy kilka najważniejszych z nich:
Ministra zdrowia nie mówiła natomiast o kilku kluczowych kwestiach, które mają wpływ na cały system. Nie mówiła najpewniej dlatego, że ruszenie każdej z nich pachnie już „wielką reformą” i może zantagonizować albo samych lekarzy, albo i inne grupy medyków, i niektóre społeczności lokalne.
Po pierwsze – ministra nie podjęła tematu kształcenia nowych lekarzy, o co toczy się nieco zawiła gra z lekarskimi lobby. Naczelna Izba Lekarska bowiem na przemian raz ostrzega przed „marnowaniem pieniędzy” na kształcenie zbyt dużej liczby lekarzy, a innym razem alarmuje, że lekarzy mamy za mało i właśnie dlatego muszą oni pracować na kilku kontraktach jednocześnie. O tym problemie pisała niedawno w OKO.press w analitycznym materiale Agata Kołodziej.
Po drugie – w trakcie konferencji nie pojawił się temat mapy potrzeb medycznych polskiego społeczeństwa, nad którą resort i NFZ od dawna pracują, a której ostateczne opracowanie może prowadzić do wniosków, że część funkcjonujących na terenie kraju szpitali jest w zasadzie zbędna, bowiem zakres ich działania powiela się z innymi placówkami o zbliżonym dostępie. I w resorcie, i w NFZ to od dawna trochę tajemnica poliszynela, a trochę zgniłe jajo.
Po trzecie – nie było też mowy o reformach systemu rezydenckiego (chodzi przede wszystkim o regulacje, które sprawiłyby, że byliby oni przydzielani do szpitali w zależności od rzeczywistych potrzeb i możliwości), choć w gruncie rzeczy rząd już takie zmiany powoli wprowadza.
***
Na tym etapie nie da się powiedzieć, czy uda się próba przejścia przez apogeum kryzysu bez osobistego udziału Donalda Tuska. Z całą pewnością natomiast premier zamierza oddać chwilowo stery w tej sprawie ministrze zdrowia i przekierować uwagę opinii publicznej na pazerność niektórych lekarzy i ogólne patologie i zaszłości w systemie opieki zdrowotnej.
Nie da się wykluczyć zarówno tego, że to całkiem słuszna strategia z punktu widzenia stricte politycznej efektywności, jak i tego, że Jolanta Sobierańska-Grenda podoła temu zadaniu.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Komentarze