W wywiadzie dla prestiżowego Der Spiegel, premier Morawiecki starał się obronić reformę sądownictwa PiS. Używał kłamstw i manipulacji zgodnych z linią partii, winą obarczał dziennikarzy. Jak dowodzi najnowszy sondaż IPSOS dla OKO.press, w Polsce wersję PiS kupują tylko zwolennicy PiS

„Der Spiegel” zaczyna od nieprzyjemnego pytania: „Od kiedy PiS rządzi w Warszawie, Polska ma złą opinię. Była uznawana za przykład do naśladowania wśród nowych państw Unii Europejskiej, ale teraz uważa się ją za niedemokratyczną, nacjonalistyczną i porywczą. Co się stało?”

Morawiecki przekonywał, że problemem nie są poczynania rządu PiS, tylko zły obraz Polski za granicą kreowany przez nieprzychylnych dziennikarzy. „Mamy problemy z częścią elit i dziennikarzami, ale nie z normalnymi ludźmi”. Może Morawiecki powinien zmienić doradców od wizerunku, bo

zrzucanie winy na dziennikarzy – w rozmowie z dziennikarzem – wskazuje na bezradność polityka i sugeruje brak argumentów.

Morawiecki starał się tłumaczyć poczynania rządu, jednak robiąc to, manipulował faktami. Jego wypowiedzi demaskował na Twitterze Laurent Pech, profesor prawa europejskiego z Middlesex University w Londynie. W teście korzystamy z jego uwag, uzupełniając je o własne analizy. Wybieramy jeden wątek wywiadu – reformy sądownictwa.


Zarzut, że reforma sądownictwa PiS łamie zasadę praworządności, uważamy za fałszywy. Zgodnie z badaniami trzy czwarte Polaków uważa sądy za „złe” lub „bardzo złe”.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla "Der Spiegel" - 17/02/2018

Wywiad dla "Der Spiegel"

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Argument bez związku z tezą. A sądy źle ocenia najwyżej połowa Polaków


Dziwna odpowiedź, jakby premier uważał, że ogólna opinia o sądach jest miarą praworządności. Ale nawet gdyby tak było, to społeczne oceny nie są aż tak złe, za to opinia na temat reform PiS jest – poza elektoratem PiS – wręcz katastrofalna.

Sądy w Polsce „źle” lub „raczej źle” ocenia, w zależności od badania, ocenia 48 lub 50 proc. Polaków. To jednak najwyżej co drugi Polak, a nie trzy czwarte.

Około 70 proc. Polaków popiera niesprecyzowany pomysł reformy sądownictwa (być może do tej liczby odnosił się Morawiecki), gdy ich zapytać, czy „sądy powszechne (sądownictwo) wymagają reformy” (sondaż „Dziennika Gazeta Prawna”). W tym samym sondażu tylko 21 proc. badanych poparło pomysł, by minister sprawiedliwości samodzielnie mianował prezesów sądów.

Jak pokazuje sondaż IPSOS dla OKO.press ze stycznia 2018, większość Polaków jest przeciwna reformie w wersji zaproponowanej przez PiS. Połowa uważa, że polityka rządu PiS wobec sądów i sędziów to „niedopuszczalna próba naruszenia zasad państwa prawa i przejęcia kontroli polityków nad sądownictwem”. Tylko 39 proc. akceptuje narrację PiS, że reforma jest „próbą ograniczenia przywilejów środowiska, które nie liczy się z żadną inną władzą i nie potrafi się samo zreformować”.

Poityka PiS wobec sądów i sędziów to:

Odpowiedzi wszystkich badanych
 
Odpowiedzi zwolenników PiS
 
Odpowiedzi pozostałych badanych

Jak widać z wykresu, wystąpiły drastyczne różnice polityczne: elektorat PiS w dwóch trzecich stoi za reformą swej partii i rządu, ale dwie trzecie wszystkich pozostałych osób badanych, widzą w nich zamach na demokrację, przy czym ten odsetek w elektoratach PO, .N, SLD czy Razem przekracza 80 proc.

Oznacza to, że argumenty Morawieckiego przekonają tylko przekonanych zwolenników PiS, cała reszta Polaków i Polek stanęłaby raczej po stronie prowadzącego wywiad,

który podkreśla, że bezprecedensowa reakcja UE na naruszenie praworządności w Polsce nie wynika z nieporozumień w komunikacji z Komisją Europejską.

Niezależność sądów i sędziów oceniana jest przez ogół społeczeństwa – na tle europejskim – średnio, ale nie dramatycznie – 45 proc. Polaków ocenia ją dobrze, a 44 proc. źle. Wedle danych UE pod tym kątem najlepiej ocenili swoje sądy Duńczycy i Finowie, a najgorzej – Słowacy, Bułgarzy i Włosi. Polacy plasują się o 7 punktów procentowych niżej niż średnia UE.

To samo badanie pokazuje jednak, że za najważniejsze zagrożenie dla tej niezależności Polacy uważają „ingerencje lub naciski ze strony instytucji rządowych i polityków”.

Podobne wnioski płyną z badań OKO. press: aż 76 proc. Polaków nie chce, by w ich sprawach wyroki wydawali sędziowie, na których powołanie mieli jakikolwiek wpływ politycy. Dlatego Polacy w większości sprzeciwiają się reformie sądownictwa PiS, która zmniejsza niezależność sądów od polityków. Równie wyraźne były wyniki badań dla Akcji Demokracja, co opisaliśmy jako „sondażową klęskę Ziobry”.


Nasze sądy są zupełnie nieskuteczne, postępowania trwają długo i są nieprzejrzyste.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla "Der Spiegel" - 17/02/2018

Wywiad dla "Der Spiegel"

20.10.2016 Warszawa , Ministerstwo Rozwoju . Minister Rozwoju i Finansow Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej ws inwestycji Toyoty w Polsce . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Raczej fałsz. W porównaniu z resztą UE, sprawy trwają u nas dość krótko


W porównaniu z resztą Europy, postępowania trwają u nas stosunkowo krótko. Tak wynika z danych Komisji Europejskiej:

Powyższe zestawienie dotyczy spraw spornych, czyli nie obejmuje tych, w których nie występują strony. Bezsporne są np. postanowienia sądu o wpisaniu spółki do KRS czy umieszczeniu dziecka w zakładzie poprawczym na wniosek rodziców.

W zestawieniu uwzględniającym sprawy bezsporne pozycja Polski jest jeszcze wyższa. Średnia długość postępowania spada w nim do ok. 50 dni, co daje nam piąte miejsce w UE za Danią, Estonią, Litwą i Austrią.

Sprawy karne w I instancji, których nie uwzględniały zestawienia Komisji Europejskiej, w 2016 roku trwały przeciętnie 5,6 miesiąca dla sądów rejonowych (168 dni) i 8,8 miesiąca dla okręgowych (264 dni). 9 proc. spraw karnych trwało dłużej niż rok – wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. Zawyżają więc średni czas trwania spraw w Polsce. Nawet gdyby uwzględniono je w europejskim rankingu, miejsce Polski nie mogłoby się znacznie zmienić – sprawy karne stanowią niecałe sześć proc. wszystkich spraw w polskich sądach.

Średni czas trwania spraw wszystkich rodzajów w 2016 roku wynosił 4,7 miesiąca (141 dni). Powyżej roku ciągnie się sześć procent spraw, czyli 380 tys. z prawie sześciu milionów toczących się w sądach.

Oczywiście, mogłoby być lepiej. Problem nadmiaru spraw w sądach można by ograniczyć, stosując na większą skalę mediacje, czyli sposób rozstrzygania sporów, w którym strony zawierają ugodę między sobą. Można by też zatrudnić więcej asystentów sędziów, którzy mogliby załatwiać prostsze, formalne sprawy.

Reforma sądownictwa PiS jednak w żaden sposób nie odpowiada na te problemy, a jej istotą jest przejęcie kontroli nad sądami przez polityków.


Sędziowie skażeni komunizmem nie zostali odwołani z urzędu.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla "Der Spiegel" - 17/02/2018

Wywiad dla "Der Spiegel"

Agencja Gazeta


raczej fałsz. Sądy zostały co do zasady zdekomunizowane, zostało kilku sędziów z PRL


„Jako młody aktywista »Solidarności« [powinno być chyba „Solidarności Walczącej” – red.] sam doznałem represji. Niektórzy z sędziów, którzy skazywali moich towarzyszy walki wciąż zasiadają w Sądzie Najwyższym” – dodaje Morawiecki. Nie odpowiada konkretnie na pytanie, ilu sędziów z czasów PRL wciąż orzeka.

Średnia wieku sędziów to ok. 40 lat, więc w 1989 roku większość z nich była jeszcze nastolatkami. Mogli zostać skażeni komunizmem co najwyżej we wczesnym dzieciństwie (podobnie jak premier Morawiecki, rocznik 1968).

Nie jest prawdą, że sądownictwo nie zostało zdekomunizowane. Jak tłumaczył prof. Adam Strzembosz OKO.press, istota dekomunizacji sądów po 1989 roku polegała właśnie na tym, by sędziowie – od sądów powszechnych po Trybunał Konstytucyjny – byli wskazywani przez środowisko sędziowskie, bo wtedy sędzia „czuje się przede wszystkim z nim związany, a nie z ministrem”. Reforma PiS zrywa z tą zasadą, na powrót poddając wymiar sprawiedliwości kontroli polityków, jak w PRL. Jest to złamanie Konstytucji RP.

Sąd Najwyższy zaś – w latach PRL symbol zależności władzy sądowniczej od PZPR – został poddany daleko posuniętej dekomunizacji.

Zaraz po Okrągłym Stole zdecydowano się na rozwiązanie radykalne: wygaszono przed terminem kadencję ówczesnego składu SN i powierzono Krajowej Radzie Sądownictwa powołanie nowych sędziów do tego zaszczytnego grona.

Poza tymi rozwiązaniami, wszyscy sędziowie – tak jak prokuratorzy i adwokaci – zostali poddani lustracji, czyli zbadani z punktu widzenia  powiązań agenturalnych. Jak mówi OKO.press prof. Adam Strzembosz „Każdy nowy kandydat na sędziego, który urodził się przed 1972 rokiem, jest lustrowany przez IPN”.

Wśród obecnych ponad 80 sędziów SN wciąż orzeka jednak mniej więcej dziesięciu z czasów PRL, w tym dwóch przewodniczących wydziałów w Izbie Karnej – Waldermar Płóciennik i Andrzej Siuchniński. Obaj mają na koncie wyroki skazujące na bezwzględne więzienie w sprawach z dekretu o stanie wojennym – pisało OKO.press.

Rozliczenia z poprzednim systemem w środowisku sędziowskim nie zostały bowiem przeprowadzone konsekwentnie. Rację ma tutaj jednak Komisja Europejska, która pisze, że „jeśli władze mają wątpliwości co do lojalności poszczególnych sędziów, powinny wobec nich zastosować istniejące procedury dyscyplinarne lub lustracyjne, a nie zmieniać wiek emerytalny, przy czym minister sprawiedliwości może arbitralnie zezwolić na dalszą pracę”.

„Reforma” sądownictwa daje politykom, a w szczególności większości sejmowej, ministrowi-prokuratorowi generalnemu oraz prezydentowi bezpośredni wpływ na obsadę SN, KRS i sądów powszechnych. Owszem, może to doprowadzić do usunięcia kilku „sędziów komunistów”, ale czystka polityczna obejmie przede wszystkim wszystkich niewygodnych i niepokornych (już tak się dzieje). A jak się trafi „swój komunista” może uniknąć „sprawiedliwości”. Sala sejmowa wytykała to Morawieckiemu skandując „Piotrowicz! Piotrowicz!”, gdy wygłaszał 12 grudnia 2017 w Sejmie pochwały pod adresem „bardzo dobrej ustawie pana ministra Ziobry”. Poseł PiS Stanisław Piotrowicz, obecnie przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, był w stanie wojennym prokuratorem i nagradzanym członkiem PZPR.

.

Argument o braku dekomunizacji wymiaru sądownictwa uznajemy za raczej fałszywy, a w każdym razie przesadzony. Nie wydaje się bowiem, by praca resztek sędziów z czasów PRL miała istotne znaczenie dla funkcjonowania sądownictwa.

Teoretycznie można było przeprowadzić totalną „dekomunizację sądów” – zwolnienie co do jednego wszystkich, którzy orzekali w PRL i przyjęcie w ich miejsce tysięcy nowych, bez doświadczenia i odpowiednich kompetencji. Taka „dekomunizacja” objęłaby na przykład prof. Adama Strzembosza, który orzekał w latach 60. i 70. XX wieku.

Próbując obronić reformę sądownictwa rządu PiS przed międzynarodową krytyką, premier Morawiecki po raz kolejny dopuszcza się jawnych manipulacji.

Sondaż IPSOS dla OKO.press 12-14 stycznia 2018, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1017 osób.

Dziennikarz, filozof, kulturoznawca, doktorant na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książki "Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych" (PWN 2017). Zajmuje się współczesną filozofią polityczną.


Masz cynk?