Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
28 września 2020

Genetyczna tolerancja Morawieckiego: politycy PiS nieporadnie próbują łagodzić homofobiczny ton

PiS bagatelizuje list 50 ambasadorów akredytowanych w Polsce, którzy wstawili się za społecznością LGBT. Premier Morawiecki i kierownictwo MSZ zapewniają: wszyscy mają równe prawa, prześladowania to mit, a uchwały "anty-LGBT" są emanacją polskiej konstytucji

"Tolerancja akurat należy do polskiego DNA. Wystarczy prześledzić ostatnią i przedostatnią historię, żeby się o tym przekonać. Nikt nas tolerancji nie musi uczyć, ponieważ jesteśmy narodem, który takiej tolerancji uczył się przez wieki i wiele świadectw tolerancji daliśmy " - zapewnił na konferencji prasowej w poniedziałek 28 września 2020 premier Mateusz Morawiecki.

"Polskie prawo w równym stopniu chroni wszystkich ludzi: nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym ani gospodarczym – z jakiejkolwiek przyczyny. W pełni zgadzamy się z tym przesłaniem dzisiejszego listu ambasadorów akredytowanych w Warszawie" - napisał na Twitterze 27 września 2020 wieczorem wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.

Tweet wiceministra spraw zagranicznych Pawła Jabłońskiego

Słowa premiera i wiceministra to reakcje na list 50 przedstawicieli dyplomatycznych akredytowanych w Polsce, o którym poinformowała ambasador Stanów Zjednoczonych Georgette Mosbacher. Dyplomaci wystąpili w obronie polskiej społeczności LGBT, akcję koordynowała ambasada Belgii.

"Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać" - czytamy w liście.

W niedzielny wieczór i poniedziałkowy poranek media zalały wypowiedzi oburzonych polityków Prawa i Sprawiedliwości.

MSZ bagatelizuje list

Minister Jabłoński docenił, że ambasadorowie nie powielili w piśmie "fake newsów" o strefach wolnych od LGBT. Podkreślił zarazem, że "zgodnie z Konstytucją RP małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny" i zasugerował, że kontrowersyjne uchwały polskich samorządów po prostu stwierdzają ten fakt. Tym samym przyczyniają się do poszanowania polskiego prawa i "wartości, które wyznają Polacy".

Tweety Pawła Jabłońskiego, wiceszefa MSZ

Swój wywód wiceszef MSZ w kolejnym tweecie przetłumaczył też na angielski, by przekaz bez problemu trafił do zagranicznych adresatów.

W radiowej "Jedynce" w poniedziałek 28 września o list pytany był nowy przełożony Jabłońskiego - minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau. Sprawę zbagatelizował:

"Myślę, że takie zaangażowanie części korpusu dyplomatycznego powtarza się tutaj co roku, natomiast to, co ciekawe - te kwestie nie są intensywnie podnoszone w relacjach między korpusem dyplomatycznym a MSZ".

Zapewnił zarazem, że Polska stoi "na gruncie obrony praw człowieka i uniwersalnych wartości". "Przecież to gwarantuje nasza konstytucja, ale także i praktyka polityczna. Trudno więcej o tym mówić" - uznał Rau.

W podobnym tonie wypowiedział się w RMF.fm szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

"To nie jest list skierowany do rządu, tylko list otwarty, a podpisanie się pod nim ma charakter pewnego ideologiczno-politycznego eventu, a nie formalnego wystąpienia tych dyplomatów" - tłumaczył.

Supozycje, że w Polsce jest jakiś problem i osoby, które reprezentują środowisko LGBT mają jakieś kłopoty, to jest po prostu teza nieprawdziwa. Pod tezą, że wszyscy jesteśmy równi wobec prawa [...] przecież podpisze się każdy.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
RMF FM,28 września 2020

Polska homofobem Europy

Partia Kaczyńskiego próbuje pokazać, że list ambasadorów w istocie miał niewielkie znaczenie. Rzeczywiście, mamy do czynienia z pismem o charakterze nieformalnym, a podobne listy część korpusu dyplomatycznego w Polsce wystosowała także w poprzednich latach.

Wówczas jednak podpisanych nazwisk było mniej, inny był też kontekst polityczny. Bezprecedensowa nagonka na osoby LGBT, którą nakręca rząd PiS, sprowokowała już do reakcji m.in. szefową Komisji Europejskiej oraz kandydata na prezydenta USA. Tym razem list ambasadorów jest więc kolejnym, ważnym głosem wsparcia.

PiS zarazem zdaje się nieporadnie łagodzić homofobiczny ton. Kolejni członkowie partii podkreślają, że społeczność LGBT korzysta w Polsce z pełni praw. Nikt ich nie prześladuje, bo przecież byłoby to nielegalne!

Problem w tym, że sam fakt istnienia jakichś przepisów nie gwarantuje jeszcze, że władze będą ich przestrzegać. Zasadę tę z pewnością znają politycy PiS.

O tym, jak ciężko żyje się w Polsce osobom LGBT pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie. Ostatnio przy okazji wypowiedzi ministra Zbigniewa Ziobry, który zapewnił, że są one zupełnie bezpieczne. Jak pokazywaliśmy - nie są. Coraz częściej padają ofiarami przestępstw z nienawiści, których w obecnym stanie prawnym nie penalizuje kodeks karny.

Ponadto, choć Konstytucja i międzynarodowe konwencje gwarantują osobom LGBT równe prawa, nie mogą one we własnym kraju sformalizować swoich związków i adoptować dzieci. Polska rzuca też kłody pod nogi osobom trans, które wciąż muszą pozywać własnych rodziców, by móc przejść proces korekty płci.

W ostatnim rankingu Rainbow Europe Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów, Biseksualistów i Transseksualistów (ILGA) uznało Polskę za najgorszy kraj do życia dla osób LGBT w całej UE.

Uchwały samorządów, które chcą być "strefami wolnymi od ideologii LGBT" wpasowują się w ten przygnębiający kontekst. Tu PiS wyciąga jednak asa z rękawa - art. 18 polskiej Konstytucji. I tak uchwały nie mogą dyskryminować - są po prostu wyrazem troski o "małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny".

Brudziński i Pęk odpływają, Ziobro milczy

Większość członków PiS zapewniała dziś, że list ambasadorów nie był oficjalny, Polska jest krajem tolerancyjnym, a osoby LGBT mają tu prawa takie, jak inni. Nieco dalej posunął się jednak eurodeputowany Joachim Brudziński. W odpowiedzi na wpis Georgette Mosbacher stwierdził, że czeka głosy w obronie prześladowanych chrześcijan i "działaczy pro-life".

Tweet Joachmia Brudzińskiego

Jeszcze bardziej zapędził się były senator PiS Bogdan Pęk. W Polskim Radiu 24 mówił, że "to, co w tej chwili się dzieje na świecie, nie śniło się filozofom".

"To krucjata, wielka ofensywa neoliberałów, neomarksistów zmierzających do globalizacji [...]. Trzeba zdemoralizować społeczeństwa, rozwalić państwa narodowe, seksualizować dzieci - odrzucić stare wzorce ideowo-moralne. LGBT to ideologia i tej ideologii Polska narzucić sobie dać nie może" - ostrzegał.

Zadziwia natomiast głuche milczenie polityków Solidarnej Polski, którzy dotychczas byli na pierwszej linii frontu walki z "ideologią LGBT". Listu nie skomentował ani minister Zbigniew Ziobro, ani jego przyboczni. Być może do większej skromności zobowiązała ich nowa umowa koalicyjna Zjednoczonej Prawicy.

Jedynie Patryk Jaki - europoseł PiS z ramienia SP - na Twitterze zaapelował do konserwatystów, by zamiast o „ideologii LGBT” pisali o "neomarksistowskiej ideologii Gender”.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne