0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Jako pierwszy strzał oddał Mateusz Morawiecki 15 maja podczas wywiadu w Polsacie. Premier zapewniał, że Zjednoczona Prawica idzie razem do wyborów, bo warto być partią dużego namiotu. Pytany o to, co sądzi o ostrej krytyce swoich rządów ze strony ziobrystów, stwierdzał, że podchodzi do tego z uśmiechem.

„Oni sobie tak żartują. Przyjęli taki sposób, bo tam, gdzie się pojawi moje nazwisko, jest większa klikalność. A poszczególni członkowie partii podchodzą do mnie, prowadzimy rozmowy. Jesteśmy koalicjantami (...) Jestem w stanie dużo wybaczyć koalicjantom".

Morawiecki pokusił się jednak także o recenzję pracy resortu Zbigniewa Ziobry. I nie zostawił na nim suchej nitki.

"No cóż, nie wyszła im ta reforma sądownictwa za bardzo. Dlatego staram się dopingować ministra sprawiedliwości, aby jeszcze przed wyborami usprawnić sądy, skrócić czas postępowań, zmniejszyć koszty funkcjonowania, bo one są jednymi z najwyższych w Europie. Wymiar sprawiedliwości to jest troszkę kula u nogi polskiej gospodarki (...)

Oddaliśmy to niestety w ręce Solidarnej Polsce. Wyszło, jak wyszło.

Ale może przez te ostatnie parę miesięcy uda się coś naprawić".

Żeby nikt nie miał wątpliwości, jak źle ocenia zarządzanie w wydaniu Zbigniewa Ziobry, premier zaczął od razu chwalić się osiągnięciami resortu finansów takimi jak zwiększenie wpływów budżetowych, czy podniesienie kwoty wolnej od podatku.

Ziobro: To nie nasza wina

Na odpowiedź ministra sprawiedliwości nie trzeba było długo czekać.

"Pełna zgoda, że reforma sądownictwa nie wyszła w pełni tak, jak wspólnie chcieliśmy. Tyle że – przypomnę – najpierw zablokowały ją weta prezydenta. A potem unijny szantaż, którym od lat tłumaczy Pan brak swojej zgody na dalszą reformę sądownictwa" – napisał na Twitterze.

Ziobro po raz kolejny zrzuca odpowiedzialność za sądownictwo na innych polityków PiS. Pierwszym winnym ma być Andrzej Duda. Ustawy o KRS i o SN, które przygotował prezydent były nieco łagodniejszymi wersjami ustaw przygotowanych wcześniej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Ziobryści sugerują jednak, że obóz władzy okazał wtedy słabość wobec środowiska prawniczego, dał mu cenny czas na przegrupowanie się i stawienie oporu przy pomocy instytucji unijnych. W alternatywnej historii Polski prezydent podpisuje w lipcu 2017 trzy ustawy, a Zjednoczonej Prawicy udaje się w ciągu kilku miesięcy podporządkować sobie cały Sąd Najwyższy.

Przeczytaj także:

Ustawa gwarantująca "wielką czystkę"

Solidarna Polska uwielbia podkreślać, że to nie ich resort jest autorem obowiązujących ustaw o SN i KRS, choć oczywiście w kolejnych latach uczestniczyli w pracach nad nowelizacjami. Są m.in. współautorami tzw. ustawy kagańcowej, w której sprawie w czerwcu TSUE wyda wyrok i przez której przepisy Polska zapłaciła już prawie 2 miliardy złotych kar.

Ziobryści twierdzą, że te wszystkie problemy z sądownictwem, postępowania, kary wynikają z tego, że rząd nie zagrał wystarczająco ostro. Dlatego od kilku lat w resorcie czeka projekt ustawy, która ma wreszcie dokonać w polskim sądownictwie ostatecznej czystki. Zakłada on spłaszczenie struktury sądownictwa, czyli de facto zlikwidowanie wszystkich sądów i utworzenie dwóch nowych szczebli sądownictwa. Powstać mają sądy regionalne, które przejmą funkcję sądów apelacyjnych i okręgowych, oraz sądy okręgowe, które zastąpią sądy rejonowe. Zniknąć mają też stopnie awansów sędziowskich.

Taka reorganizacja sprawi, że sędziów trzeba będzie na nowo powoływać na urząd i kierować do nowych sądów, co sprawi, że wszyscy przejdą weryfikację przed nową KRS. Sędziowie będą mogli być degradowani, wysyłani do pracy z dala od domu, wysyłani na wcześniejsze emerytury, czy po prostu nie dostaną w ogóle powołania pod różnymi pretekstami.

Ziobro przypomniał Morawieckiemu w swoim wpisie na Twitterze, że jego pakiet reform jest "gotowy do uchwalenia od przeszło 4 lat".

"Cieszę się, że wreszcie przyjął Pan do wiadomości, że szantaż pieniędzmi z KPO służy do blokowania zmian w sądownictwie. Od początku przed tym Pana przestrzegałem. Podobnie jak przed warunkowością i FitFor55. Uległość wobec Unii to m.in. dalsza degrengolada w sądownictwie, brak obiecanych pieniędzy i ograniczanie polskiej suwerenności. Pokażmy charakter i wreszcie przeprowadźmy gotowe od dawna projekty".

Dodał też, że pakiety spakował do koperty i wysłał. A na koniec zaapelował o wycofanie się z ustawy o SN, którą z Brukselą wynegocjował Szymon Szynkowski vel Sęk.

View post on Twitter

Morawiecki "nie chce umierać za sądy"

Warto zwrócić uwagę, że Mateusz Morawiecki zarzucał Ziobrze bardzo konkretne uchybienia. Prawo i Sprawiedliwość, mówiąc o złej sytuacji sądownictwa, ma na myśli zazwyczaj fakt, że sędziowie wciąż stawiają opór władzy – czy to wydając wyroki nie po jej myśli (na przykład uniewinniając oskarżonych w sprawach o obrazę uczuć religijnych), czy stosując prawo europejskie, by podważać procesy nominacyjne przed nową Krajową Radą Sądownictwa.

Premier, zapewne celowo, nie mówi o tych aspektach "reformy" sądownictwa. Wskazuje na kwestie formalne i ważne dla ludzi, czyli na przykład wydłużające się postępowania. Według raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka od 2015 roku postępowania wydłużyły się aż o 66 proc. W 2015 roku na wyrok w procesie cywilnym czekaliśmy 10 miesięcy. W 2021 - aż 17 miesięcy. Wpłynęło na to wiele czynników. W ostatnich latach pandemia, w latach 2015-2017 utrzymywanie znacznej liczby wakatów sędziowskich, brak usprawnienia organizacji pracy sędziów itd.

Gdy w środę 17 maja podczas konferencji prasowej Mateusz Morawiecki został poproszony o skomentowanie przepychanek z Ziobrą, ponownie mówił o długości postępowań.

Na przestrzeni ostatniego roku odnaleźć można szereg wypowiedzi, z których wynika, że premier bitwę Zjednoczonej Prawicy o całkowite podporządkowanie sobie wymiaru sprawiedliwości postrzega jako wykrwawiającą władzę walkę w okopach.

“Większego chaosu i kłopotów niż mamy obecnie w sądownictwie, już chyba mieć nie możemy, a to, czy jeden sędzia może powiedzieć coś o drugim, nie ma aż tak fundamentalnego znaczenia, by z tego powodu tkwić w pacie. Sądownictwo zostało doprowadzone do półzapaści i będzie wegetowało do momentu, gdy nastąpi jakaś poprawa, a może i szersza zgoda na zmiany. Dziś jest gorzej, niż było” - mówił w wywiadzie dla prorządowego tygodnika “Sieci” w grudniu 2022 roku.

Wcześniej, w czerwcu 2022 roku, mówił z kolei:

"Reformujemy już ten wymiar sprawiedliwości siódmy rok. Ja bym nie chciał umierać za wymiar sprawiedliwości. Naprawdę. Nie opłaca się".

Kaczyński jako rozjemca...

W sprawie awantury na linii Morawiecki-Ziobro głos zabrał także Jarosław Kaczyński, który w środę 17 maja udzielił wywiadu Polskiemu Radiu. Ze strony prezesa PiS nie zabrakło oczywiście uszczypliwości pod adresem ziobrystów. Stwierdził między innymi, że zmiana nazwy na Suwerenną Polskę "wiele nie wniosło, ale być może poprawiło samopoczucie członków dawnej Solidarnej Polski".

W kwestii najważniejszej, czyli tej, kto odpowiada za zapaść sądownictwa, Kaczyński okazał się rozjemcą.

"Mamy fatalnie działający wymiar sprawiedliwości, ale nie chciałbym w tej sprawie rozpoczynać sporu wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. To, że różnego rodzaju przedsięwzięcia nie wyszły, to kwestia różnych decyzji, różnych osób. To było w rękach Zbigniewa Ziobry, ale nie na wszystko miał wpływ. Zostawmy ten problem. Wiadomo, że polskie państwo, polski ustrój nie będzie funkcjonował dobrze bez zreformowanego sądownictwa".

To nie pierwszy raz, gdy prezes PiS wypowiada się w ten sposób, podkreślając, że Ziobro nie jest jedynym winnym sytuacji w sądownictwie. Ale to nie jedyna różnica między Kaczyńskim a Morawieckim. O ile premier nawołuje do ogólnego usprawnienia wymiaru sprawiedliwości, o tyle Kaczyński na każdym kroku przypomina, że myśląc usprawnienie, ma jednak na myśli przede wszystkim podporządkowanie. I w tym jego podejście nie różni się od stanowiska Ziobry.

...który popiera "wielką czystkę"

Prezes PiS kreuje obraz sądownictwa polskiego jako wciąż niedziałającego zgodnie z “polską racją stanu” utożsamioną z interesami jego środowiska politycznego.

"Reforma sądów jest absolutnie konieczna, to, co dzieje się dzisiaj w sądach, to jest po prostu jeden gigantyczny skandal. To nie oznacza, że każdy sędzia jest zły i każdy wyrok jest skandaliczny, ale tych wyroków skandalicznych jest naprawdę bardzo wiele i przede wszystkim działa już, można powiedzieć, systemowo nierówność obywateli wobec prawa" - mówił w październiku 2022 Kaczyński. "Ci, którzy są jakoś eksponowani, oczywiście nie ci z naszej strony, tylko ci z tej przeciwnej, w gruncie rzeczy mają zapewnioną już nie amnestię, tylko abolicję stałą. Natomiast inni obywatele odpowiadają na zwykłych zasadach, ale do tego dochodzi jeszcze jakaś niezwykła życzliwość sądów wobec przestępców, także tych najgorszych".

Podobnie w grudniu 2022 podczas spotkania w Legnicy: „Muszą być apolityczne sądy, których dzisiaj nie mamy. Tylko wbrew temu, co uważają w Unii Europejskiej, one są polityczne przeciw nam, a nie zgodnie z nami”.

Jarosław Kaczyński popierał już publicznie projekt "spłaszczenia struktury sądów". Mówił o nim publicznie między innymi jesienią 2021, zapowiadając, że "opanuje on anarchię w sądach".

Morawiecki oczywiście zaprzecza słowom Ziobry, jakoby to on osobiście blokował jego nową reformę. I zarazem ma rację i nie ma racji. Premier może rzeczywiście nie być jego fanem, ale projekt ministerstwa wstrzymuje najpewniej samo kierownictwo partii, wiedząc, że niepotrzebnie otworzy to nowy front walki z UE. I to w czasie, gdy wciąż ważą się losy uzyskania przez Polskę środków z KPO.

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze