0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:50 17-06-2026

Prawa autorskie: 09.01.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Karolem Nawrockim . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl09.01.2026 Warszawa ...

Tusk o skandalu w szpitalu: „Jest zło, głowy muszą polecieć”

„Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna” – stwierdził premier Donald Tusk. Zapowiedział konsekwencje dla tych, którzy przyzwalali lub korzystali w warszawskim szpitalu z „saloniku VIP” dla polityków KO.

Co się wydarzyło?

Rząd w trybie ekspresowym przyjął projekt ustawy, która pozwoli zbierać dane o wszystkich wynagrodzeniach konkretnych medyków w różnych placówkach za pomocą numer PESEL danego medyka. Choć trudno w to uwierzyć, to do tej pory nie było to możliwe. Dziś bowiem Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymuje ze szpitali i przychodni informacje o wynagrodzeniach pracowników, ale zanonimizowane. Dlatego nie sposób przypisać kontraktów do jednej osoby i ustalić łączną wysokość wynagrodzenia przypadającego na konkretnego medyka.

Projekt ustawy we wtorek został przyjęty przez rząd i jak zapewnił w środę premier Donald Tusk na spontanicznie zwołanej konferencji prasowej, ogłosił, iż „marszałek Włodzimierz Czarzasty zapewnił, że ustawę uda się przyjąć w trybie absolutnie ekspresowym”.

Projekt nie jest wpisany w harmonogram obecnego posiedzenia Sejmu, który rozpoczął się w środę i potrwa do piątku — ale nie jest wykluczone, że pojawi się tam ad hoc.

Szpital Południowy niczym ośmiorniczki

Ekspresowe przyjęcie przez rząd projektu ustawy, o której w środowisku lekarskim mówi się od kilku miesięcy, jest efektem skandalu, jaki upublicznił portal Zero.pl.

Chodzi bowiem o młodego lekarza-rezydenta Dawida Kacprzyka, który zarabiał horrendalne sumy na abstrakcyjnych i fałszywych dyżurach na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, którym kierował, trwających nawet 96 godzin ciągiem.

Kacprzyk był radnym dzielnicowym i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Został już usunięty ze struktur KO, ale afera ma drugie dno — w środę Patryk Słowik na łamach Zero.pl poinformował, że młody działacz partii stworzył nieformalną sieć dla kolegów z partii pozwalającą na omijanie kolejek w służbie zdrowia.

„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – poinformował 17 czerwca na portalu Zero.pl Patryk Słowik.

Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej — zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i póki co przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.

Polecą głowy. Ale Kierwińskiego Tusk ocali

Donald Tusk ogłosił politykę zero tolerancji. Przekazał, że:

  • polecił kontrolę w Szpitalu Południowym i w zależności od jej wyników nie wyklucza zawiadomienia prokuratury
  • poprosił Najwyższą Izbę Kontroli o kontrolę we wszystkich placówkach w Polsce i zapowiedział konsekwencje polityczno-kadrowe

Wiadomo jedno — dojdzie do zmian w warszawskich strukturach KO. Nazwiska polityków, którzy korzystali z „saloników VIP” zna już Narodowy Fundusz Zdrowia. Tusk twierdzi, że pozna je również opinia publiczna.

„Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć się, jak było naprawdę. Chcę to wyjaśnić do samego spodu” – ogłosił Tusk. I zapewnił:

Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna.

Premier i szef Koalicji Obywatelskiej jasno podkreślił, że chce, by za ten polityczno-obyczajowy skandal odpowiedzieli konkretni politycy z Warszawy, pod których auspicjami działa szpital.

„Jeśli saloniki VIP rzeczywiście miały miejsce, to muszą polecieć głowy” – ogłosił premier. I dodał, że jego ludzie kontaktowali się z warszawskim samorządem z pytaniem, jakie działania podjęto m.in. wobec dyrekcji szpitala.

Na pytanie, czy zdymisjonowany zostanie Marcin Kierwiński, który kieruje warszawskimi strukturami Koalicji Obywatelskiej, Tusk odpowiedział jednym słowem: „Nie”.

„Szpitali jest za dużo”

„System jest do zmiany, do radykalnej zmiany” – ogłosił premier. Zaapelował, by historia o nadużyciach, jakich dopuścił się Kacprzyk, nie stała się podwaliną do konfliktów między pacjentami a medykami, a punktem wyjścia do zmian w systemie publicznej opieki zdrowotnej.

„Nie ma żadnego powodu, by udawać, że można dalej tak jechać„ – mówił premier. Po poznaniu skali nieprawidłowości (dane te miałby dostarczyć NIK), Tusk zapowiada plan szerokich zmian systemowych. Wśród nich m.in. stworzenie górnego pułapu zarobków, czyli maksymalnej pensji, jaką miałby zarabiać medyk, zakaz łączenia praktyk prywatnych i tych w publicznym sektorze czy ograniczenie liczby szpitali, których zdaniem premiera w Polsce” jest za dużo”.

Czy to się uda? „Zanim wprowadzę te zmiany, muszę wiedzieć, że nie będzie to oznaczało radykalnego wydłużenia kolejek. Muszę znaleźć taki sposób, by lekarze nie pracowali mniej, ale nie drenowali przy tym systemu i nie wykorzystywali go” – ogłosił premier.

Polityczne tarapaty Platformy

Skandal w Warszawie z jednej strony stawia pytania o błędy w sektorze zdrowotnym i dziury systemowe. Z drugiej — jest pożarem, i to kolejnym, który wybuchł wewnątrz partii.

Tusk dopiero co wyciągał polityczną gaśnicę w Krakowie, gdzie odwołano prezydenta i byłego posła KO, Aleksandra Miszalskiego, po zaledwie dwóch latach rządów. W Krakowie trwa polityczna kampania prezydencka, a osobiście wskazana przez Donalda Tuska kandydatka, senatorka Monika Piątkowska, jest szeroko krytykowana.

We Wrocławiu Jacek Sutryk walczy z prokuratorskimi zarzutami dotyczącymi kupienia dyplomu w Collegium Humanum i wręczanymi w tym celu łapówkom. W Poznaniu z kolei dochodzi do personalnych zatargów w obrębie KO, czego symbolem są rezygnacje wiceprezydentów Poznania i wybory ich następców, które wywołały burze w wielkopolskiej KO — na tyle poważne, iż przegłosowanie wotum zaufania dla prezydenta stało pod znakiem zapytania. We wtorek Jacek Jaśkowiak został obrzucony tortem przez jednego z mieszkańców, a poziom społecznego niezadowolenia Poznaniaków rośnie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:32 17-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Ludovic MARIN / AFPPhoto by Ludovic MAR...

G7 obiecuje Ukrainie więcej broni i mocniejsze sankcje na Rosję. „Za” nawet Trump

Liderzy G7 podpisali wspólną deklarację wsparcia dla Ukrainy. Dość nieoczekiwanie okazało się, że „za” jest nawet Donald Trump, który w zamian żąda pomocy w porządkach po wojnie z Iranem.

Co się wydarzyło?

Liderzy państw G7 zadeklarowali (w nocy z 16 na 17 czerwca) w Évian-les-Bains we Francji, że zwiększą wsparcie wojskowe dla Ukrainy i wzmocnią sankcje wobec Rosji.

W dokumencie zapowiedziano większe dostawy systemów obrony powietrznej, dodatkowych wyrzutni i pocisków przechwytujących, a także uzbrojenia dalekiego zasięgu. G7 ma też rozważyć rozszerzenie licencji, które pozwoliłyby Ukrainie zwiększyć własną produkcję wojskową.

Ukraina od miesięcy domaga się większej liczby systemów i pocisków Patriot, bo Rosja regularnie atakuje miasta, infrastrukturę energetyczną i obiekty cywilne rakietami oraz dronami. Jednak kraje Zachodu – w tym USA, które uszczupliły swój arsenał w wojnie z Iranem – nie są w stanie szybko zwiększyć produkcji.

Liderzy G7 zapowiedzieli również dalsze wsparcie odporności energetycznej Ukrainy przed kolejną zimą. Rosyjskie ataki na elektrownie, sieci przesyłowe i ciepłownictwo pozostają jednym z głównych narzędzi prowadzenia wojny przez Rosję i zarazem uderzają w ludność cywilną Ukrainy.

Deklaracja przewiduje też dalsze próby unieszkodliwienia rosyjskiej gospodarki wojennej. G7 zapowiedziała zaostrzenie sankcji przeciwko Rosji, w tym wobec sektora ropy i gazu, który finansuje budżet Kremla i rosyjską armię.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump przez długi czas wysyłał sprzeczne sygnały w sprawie Ukrainy, a europejscy przywódcy obawiali się, że Waszyngton może ograniczyć presję na Moskwę.

Tym razem G7 mówi o „nowej dynamice” na froncie i postępach, jakie osiąga Ukraina na polu walki. Kijów chce wykorzystać tę sytuację do uzyskania większego wsparcia, zanim Rosja odbuduje przewagę. Mimo regularnych i bolesnych uderzeń w kluczową infrastrukturę na terenie Rosji – nieraz ponad 1000 km od Ukrainy – Rosja stara się modernizować własne środki rażenia.

Ta dość niespodziewana zbieżność będzie miała jednak swoją cenę, donosi „Politico”. Według portalu „Trump naciskał na partnerów z G7, by okazali poparcie dla porozumienia z Iranem i zaoferowali pomoc w rozminowaniu cieśniny Ormuz, zanim wiceprezydent JD Vance przyleci do Genewy, aby sfinalizować porozumienie o zawieszeniu broni z Teheranem.”

Według „Politico” Trump potrzebuje wsparcia państw G7 i innych sojuszników przy rozminowaniu cieśniny Ormuz. Z kolei europejscy przywódcy oczekują jasnego poparcia USA dla Ukrainy. Liderzy G7 zasygnalizowali gotowość do pomocy, ale pod warunkiem, że operacja zostanie uzgodniona także z innymi prócz USA stronami zaangażowanymi w porozumienie z Iranem.

10:08 17-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Lekarz milioner z KO i salonik VIP dla polityków

Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz, który kilka dni temu zszokował Polskę tym, że w rok zarobił 1,7 mln zł, ma na koncie kolejne zaskakujące osiągnięcia – jako koordynator SOR stworzył w Warszawskim Szpitalu Południowym salonik dla VIP-ów, a politycy Koalicji Obywatelskiej mogli tam liczyć na szybką ścieżkę do badań poza kolejnością.

Co się wydarzyło?

28-letni lekarz Dawid Kacprzyk, który zaledwie w listopadzie 2024 roku uzyskał pełne prawo wykonywania zawodu lekarza po ukończeniu rocznego stażu, już w 2025 roku został zatrudniony jako koordynator, a więc szef SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie zarobił w rok 1,6 mln zł.

Jego łączne zarobki (biorąc pod uwagę również dochody poza Szpitalem Południowym) wyniosły 1,7 mln zł. Wiemy to z jego z oświadczenia majątkowego, które był zobowiązany złożyć, ponieważ jednocześnie jest radnym warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

To wywołało falę oburzenia, która doprowadziła do odkrycia kolejnych informacji. Portal Zero pisze, że dotarł do dokumentów, z których wynika, że Dawid Kacprzyk stworzył w publicznym szpitalu specjalną, nieoficjalną ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin.

Pacjenci VIP mieli nie tylko mieć wykonywane badania niemal natychmiast po zarejestrowaniu się, podczas gdy zwykli pacjenci czekali na swoją kolej wiele godzin. Wykonywano im również ogromną liczbę badań, co przecież nie jest zadaniem oddziału ratunkowego.

A dodatkowo w szpitalu stworzono dla polityków nawet osobną salę, w której w bardziej komfortowych warunkach – z kanapą, fotelami i telewizorem – mogli czekać na wyniki lub kolejne badania.

Kanał Zero podsumowuje, że Dawid Kacprzyk de facto stworzył w publicznym szpitalu przychodnię dla polityków działającą jak luksusowy prywatny ośrodek zdrowia.

Szpital Południowy nie zaprzeczył doniesieniom dziennikarzy, nie odpowiedział też na ich pytania na ten temat, za to ostrzegł, że nieuprawnione pozyskiwanie, ujawnianie lub rozpowszechnianie informacji dotyczących zdrowia lub korzystania ze świadczeń zdrowotnych stanowi naruszenie powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Zaznaczmy, że portal Zero nie podał do publicznej wiadomości, którzy politycy korzystali z szybkiej, luksusowej ścieżki badań w Szpitalu Południowym. Przekazał je za to Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Afera wokół Dawida Kacprzyka staje się coraz większym ciężarem dla Koalicji Obywatelskiej. Publicyści zaczynają nazywać ją „nowymi ośmiorniczkami”.

I wcale nie dlatego, że to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nadzoruje formalnie Szpital Południowy. Ani nie dlatego, że opisywany salonik VIP i specjalne zasady opieki medycznej miały dotyczyć polityków KO i ich rodzin.

One miały dotyczyć polityków KO, bo sam Dawid Kacprzyk był szefem młodzieżówki KO i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Po wybuchu afery Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji poinformował, że 15 czerwca przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.

To właśnie polityczna działalność lekarza nasuwa wątpliwości, co do samego faktu jego zatrudnienia jako szefa SOR. Objął on tę funkcję zaraz po stażu, nie mając nawet jeszcze specjalizacji, a powinien mieć specjalizację z medycyny ratunkowej.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, właśnie ze względu na brak specjalizacji, formalnie szpital zatrudnił w charakterze szefa SOR innego lekarza, który w rzeczywistości jest już na emeryturze.

Dodajmy, że to nie tyle sama wysokość zarobków Dawida Kacprzyka jest tu najbardziej kontrowersyjna, ale fakt, że brał on publiczne pieniądze za pracę, której de facto nie wykonywał. Bo nie mógł.

Według danych udostępnionych przez Szpital Południowy młody lekarz przepracował w 2025 roku 3976 godzin, średnio to 331 godzin w miesiącu, co po odliczeniu dni wolnych od pracy, daje 16 godzin dziennie pięć dni w tygodniu.

A to był dopiero początek jego zawodowych obowiązków. Pracował on jeszcze w trzech innych miejscach w Warszawie, był radnym dzielnicy Ursus, brał udział w posiedzeniach parlamentarnego zespołu ds. badań naukowych i innowacji w ochronie zdrowia, często też występował jako ekspert w radiu i telewizji.

Portal Zero ujawnił kilka dni temu, że w czasie, kiedy zgodnie z grafikiem pracy powinien być w szpitalu, był właśnie w telewizji.

W reakcji na doniesienia medialne, Kacprzyk nie tylko musiał odejść z KO.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zgłosił sprawę Kacprzyka do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy NIL. Co ciekawe, będzie ona z pewnością rozpatrywana przez rzecznika przy Okręgowej Izbie Lekarskiej innej niż ta w Warszawie, bowiem Kacprzyk właśnie niedawno został wybrany do warszawskiej Okręgowej Rady Lekarskiej, mógłby więc móc wpływać na postępowanie, którego jest przedmiotem.

Tymczasem równolegle kontrole w Warszawskim Szpitalu Południowym zapowiedział NFZ i Urząd m. st. Warszawy, który zresztą kontrolę już rozpoczął w tej placówce 15 czerwca, a kolejne w najbliższych dniach zapowiada również na innych SOR-ach w szpitalach należących do miasta – w Szpitalu Praskim, Szpitalu Czerniakowskim, Szpitalu Wolskim i Szpitalu Bielańskim.

Warszawski ratusz na razie nie jest rozmowny i nie chce komentować, co dokładnie kontroluje, ani kiedy kontrole zakończy i ujawni jej efekty.

Natomiast NFZ wyjaśnia nieco szerzej, że sprawdzi, czy Dawid Kacprzyk rzeczywiście był w pracy wtedy, kiedy był na grafiku, a nadto przeanalizuje krzyżowo grafiki wszystkich placówek, w których pracował lekarz, by zweryfikować, czy nie był w kilku miejscach jednocześnie.

Będą cięcia pensji lekarzy

Afera wokół kariery i zarobków Dawida Kacprzyka zmobilizowała rząd do podjęcia działań mających uporządkować kwestie wynagrodzeń lekarzy. W końcu, bo dotąd rząd tego tematu starał się unikać jak ognia i to mimo iż wiemy, że to właśnie zarobki lekarzy są jednym z ważniejszych czynników wpychającym budżet NFZ w zapaść.

We wtorek 16 czerwca rząd przyjął projekt ustawy, która pozwoli w końcu zbierać prawdziwe dane na temat zarobków lekarzy. Prawdziwe, ponieważ dotąd można było zweryfikować pensję lekarza tylko w jednej placówce, podczas gdy ta sama osoba mogła pracować w kilku miejscach. Czasem jednocześnie.

Dopiero przyjęty właśnie przez rząd projekt pozwala na zbieranie przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL, ewentualnie prawo wykonywania zawodu, co da realny obraz wynagrodzeń lekarzy i pozwoli zlikwidować ewentualne patologie.

Sprawa nabiera tempa, bo okazuje się, że przyjęty przez rząd we wtorek projekt już w środę 17 czerwca wylądował w Komisji Zdrowia, dopisany do harmonogramu obrad w ostatniej chwili.

Sam rzecznik rządu Adam Szłapka natomiast nie ukrywa, że nowe przepisy, czyli zbieranie danych o zarobkach lekarzy po ich PESEL, to krok w kierunku ograniczenia zarobków medyków.

Przeczytaj także:

16:13 16-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Degradacja. Waldemar Żurek przenosi żonę szefa kancelarii Nawrockiego

Julita Dziedzic-Bogucka, żona Zbigniewa Boguckiego, który kieruje kancelarią prezydenta, została odwołana z pracy w szczecińskiej Prokuraturze Krajowej i zdegradowana do pracy w okręgu. Decyzję osobiście podjął prokurator generalny Waldemar Żurek.

Co się wydarzyło?

„Pan minister jest osobliwą postacią” – tak Zbigniew Bogucki na łamach „Faktu” skomentował informację o odwołaniu żony z posady w Prokuraturze Krajowej.

Julita Dziedzic-Bogucka pracuje w Prokuraturze Krajowej w Szczecinie od 2017 roku. Zajmuje się przestępczością zorganizowaną i korupcyjną. Do pracy w PK została delegowana bezpośrednio z Prokuratury Rejonowej, z pominięciem szczebla okręgowego.

Decyzję o odwołaniu prokuratorki Waldemar Żurek podpisał 11 czerwca. Jak wynika z informacji podanych przez RMF FM, dekret zawiera ledwie jedno zdanie. „Podobne decyzje kadrowe nigdy nie zawierają uzasadnienia, a odwołanie następuje z odpowiednim, trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia” – przekonuje rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak. Odwołanie wchodzi w życie 30 września.

I to wtedy, Julita Dziedzic-Bogucka rozpocznie pracę w Prokuraturze Okręgowej.

Jaki jest kontekst?

Julita Dziedzic-Bogucka jest żoną Zbigniewa Boguckiego, wieloletniego działacza PiS, a obecnie szefa kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego.

PiS w czasach swoich rządów od 2015 roku tak zreformował sądownictwo i prokuraturę, że pozwolił politykom prawicy na przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Zaczęła się od prokuratury.

28 stycznia 2016 roku, a więc niecałe dwa miesiące po pierwszym posiedzeniu Sejmu z większością PiS-owską, posłowie uchwalili nową ustawę o prokuraturze, która połączyła funkcję prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nadając pełnię władzy Zbigniewowi Ziobrze. w Prokuraturze Krajowej powołano też Wydział Spraw Wewnętrznych, oddelegowany do przestępstw popełnianych przez sędziów czy prokuratorów.

Ziobro otrzymał możliwość powoływania i odwoływania szefów prokurator, nowe przepisy zniosły też kadencyjność i umożliwiły natychmiastowe odwołania. Co ważne w przypadku Boguckiej, reforma zniosła też konkursy na wyższe stanowiska i umożliwiła prokuratorowi generalnemu powołania na stanowiska kogo chce i kiedy chce. A to umożliwiło PiS-owi oraz Zjednoczonej Prawicy obsadzenie prokuratur zaufanymi sobie ludźmi.

Za kadencji Zbigniewa Ziobry wymieniono niemal wszystkich prokuratorów na kierowniczych stanowiskach w Prokuraturze Krajowej, w prokuraturach okręgowych i rejonowych. Awanse dostawali głównie osoby związane z politykami PiS-u i Zjednoczonej Prawicy.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

15:46 16-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Michal Borowczyk / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Borowczy...

Rząd będzie zbierał dane o pensjach medyków. Dlaczego teraz?

„To ustawa, która pozwoli na zebranie danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL” – powiedział Adam Szłapka tuż po posiedzeniu rządu. Projekt ustawy został przyjęty tuż po tym, jak na jaw wyszło, że lekarz-rezydent z partyjną legitymacją KO w zeszłym roku zarobił 1,5 miliona złotych i był m.in. koordynatorem SOR.

Co się wydarzyło?

Rząd przyjął we wtorek projekt ustawy, która pozwoli na weryfikację wysokości zarobków medyków po sprawdzeniu ich numeru PESEL. Donadl Tusk nie ukrywał, że to ustawa powiązana z Dawidem Kacprzykiem, lekarzem-rezydentem i działaczem KO, który tylko w ubiegłym toku mial zarobić horrendalne sumy, i to pracując bez specjalizacji.

Jak wskazał rzecznik KPRM Adam Szłapka, nowy system ma pomóc „zarządzić i wprowadzić dokładniejsze zmiany w systemie„. Ale żeby to się stało, ”najpierw trzeba posiąść te wszystkie informacje”.

Dziś Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji otrzymuje ze szpitali i przychodni informacje o wygagrodzeniach pracowników, ale zanonimizowane. Dlatego nie sposób przypisać kontraktów do jednej osoby i ustalić łącznej wysokości wynagrodzenia przypadającego na konkretnego medyka.

„W interesie lekarzy jest, żeby rząd miał dostęp do ”rzetelnej informacji, jak wyglądają zarobki w poszczególnych jednostkach„ – mówił we wtorek premier. I dodał, że chodzi o możliwość rzetelnej wyceny procedur i udział zarobków lekarzy w danej procedurze. ”Ta informacja jest niezbędna, aby skutecznie i adekwatnie wyceniać samą procedurę, udział zarobków we wszystkich kosztach szpitala i tak dalej. I dlatego bardzo króciutki projekt ustawy, który umożliwi agencji rządowej orientację, kto w jakich miejscach ile zarabia, tak żeby to zracjonalizować i żeby nie dochodziło do, mam nadzieję, pojedynczych, skandalicznych sytuacji" – powiedział premier.

Naczelna Izba Lekarska krytycznie komentuje ten pomysł twierdząc, że to kolejna odsłona walki z medykami i próba odrówcenia uwagi od bieżących problemów.

„W grudniu 2025 roku próbowano zwrócić opinię publiczną przeciwko nam, epatując zarobkami promilowej grupy lekarzy. Teraz system się wali, limituje się świadczenia, pacjenci się buntują. W związku z tym znów próbuje się znaleźć kozła ofiarnego. A wiadomo, że jeżeli stworzy się jakiś dodatkowy rejestr z naszymi danymi, to bezpieczeństwo tych danych stoi pod znakiem zapytania. Martwimy się również tym, że takie dane mogą być użyte do prób dyskredytacji naszego środowiska” – podnosił w rozmowie ze Sławomirem Zagórskim dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

„Nie chcemy być jedyną grupą zawodową, której zarobki są ujawniane w taki sposób. Jeżeli politycy proponują rejestr zarobków po PESEL-u, chcielibyśmy też poznać ich zarobki po PESEL-u ze wszystkimi dodatkami. Myślę, że nie byliby bardzo chętni do tego, żeby dokładnie wszystko powpisywać, pomimo że mają oświadczenia majątkowe” – podnosi prezes NIL.

Jaki jest kontekst?

Rozmowy o wysokich zarobkach lekarzy wybuchła po tym, gdy Patryk Słowik na portalu X, a potem Tomasz Mikulicz na łamach TVN ujawnili, że radny dzielnicowy KO Dawid Kacprzyk, w 2025 roku zarobił niemal 1,6 miliona złotych. Kacprzyk ma 29 lat, jest młodym lekarzem z niespełna dwuletnim stażem, w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii.

Jak ustalił Patryk Słowik na łamach portalu Zero.pl Kacprzyk pracuje w czterech warszawskich publicznych placówkach. Najmocniej związany jest z Warszawskim Szpitalem Południowym (placówka jest własnością miasta), w którym jest koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego.

„Tak wysoka stawka we wczesnym etapie kształcenia bardzo odbiega od standardowej procedury. Młodzi lekarze tyle nie zarabiają” – mówi TVN-owi Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Dodał, że nie słyszał, aby ktoś w tak młodym wieku i w trakcie specjalizacji pełnił tak ważną funkcję, jaką jest koordynowanie SOR-u i miał w związku z tą funkcją aż takie zarobki.

Znaki zapytania mnożą się nie tylko w kwestii wysokości zarobków, ale i czasu pracy lekarza. Jak odkrył Słowik, lekarz w lutym 2025 spędzał na dyżurach średnio 13,5 godziny dziennie, w czerwcu zbliżył się już do 14 godzin na dobę, a w listopadzie – 15 godzin dziennie. Słowik odkrył przynajmniej kilkanaście błędów w dokumentacji wskazując, że mężczyzna był wpisany w szpitalny grafik i w teorii pełnił dyżur. A publicznie chwalił się spotkaniami m.in. z marszałek Sejmu Małgorzatą Kidawą-Błońską, komentował debaty wyborczej na portalach społecznościowych czy przebywał na spotkaniach rady dzielnicy.

Przykład: 11 kwietnia 2025 r. Dawid Kacprzyk oglądał debatę przed zbliżającymi się wówczas wyborami prezydenckimi. Poinformował o tym internautów, wskazując, że wygrał Rafał Trzaskowski. Tego dnia przez całą dobę dyżurował na SOR-ze (a przynajmniej tak wynika z papierów). Był to zresztą dyżurowy maraton, gdyż Kacprzyk – według grafiku – pracował od 11 kwietnia od godz. 8 rano do 15 kwietnia do godz. 8 rano. Oznacza to, że – jeśli tylko dokumentacja szpitalna nie zawiera błędów – dyżurował bez przerwy przez 96 godzin – ustalił Patryk Słowik.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, Dawid Kacprzyk złożył mandat członka partii KO. Donald Tusk poinformował też, że w szpitalu zlecona została kontrola. „Prokuratura będzie interesowała się tą sytuacją i będzie wyjaśniać, na ile działania mężczyzny były zgodne z prawem, a na ile były przekroczeniem takiego prawa” – zapowiedział premier.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: