0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

10:08 17-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Lekarz milioner z KO i salonik VIP dla polityków

Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz, który kilka dni temu zszokował Polskę tym, że w rok zarobił 1,7 mln zł, ma na koncie kolejne zaskakujące osiągnięcia – jako koordynator SOR stworzył w Warszawskim Szpitalu Południowym salonik dla VIP-ów, a politycy Koalicji Obywatelskiej mogli tam liczyć na szybką ścieżkę do badań poza kolejnością.

Co się wydarzyło?

28-letni lekarz Dawid Kacprzyk, który zaledwie w listopadzie 2024 roku uzyskał pełne prawo wykonywania zawodu lekarza po ukończeniu rocznego stażu, już w 2025 roku został zatrudniony jako koordynator, a więc szef SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie zarobił w rok 1,6 mln zł.

Jego łączne zarobki (biorąc pod uwagę również dochody poza Szpitalem Południowym) wyniosły 1,7 mln zł. Wiemy to z jego z oświadczenia majątkowego, które był zobowiązany złożyć, ponieważ jednocześnie jest radnym warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

To wywołało falę oburzenia, która doprowadziła do odkrycia kolejnych informacji. Portal Zero pisze, że dotarł do dokumentów, z których wynika, że Dawid Kacprzyk stworzył w publicznym szpitalu specjalną, nieoficjalną ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin.

Pacjenci VIP mieli nie tylko mieć wykonywane badania niemal natychmiast po zarejestrowaniu się, podczas gdy zwykli pacjenci czekali na swoją kolej wiele godzin. Wykonywano im również ogromną liczbę badań, co przecież nie jest zadaniem oddziału ratunkowego.

A dodatkowo w szpitalu stworzono dla polityków nawet osobną salę, w której w bardziej komfortowych warunkach – z kanapą, fotelami i telewizorem – mogli czekać na wyniki lub kolejne badania.

Kanał Zero podsumowuje, że Dawid Kacprzyk de facto stworzył w publicznym szpitalu przychodnię dla polityków działającą jak luksusowy prywatny ośrodek zdrowia.

Szpital Południowy nie zaprzeczył doniesieniom dziennikarzy, nie odpowiedział też na ich pytania na ten temat, za to ostrzegł, że nieuprawnione pozyskiwanie, ujawnianie lub rozpowszechnianie informacji dotyczących zdrowia lub korzystania ze świadczeń zdrowotnych stanowi naruszenie powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Zaznaczmy, że portal Zero nie podał do publicznej wiadomości, którzy politycy korzystali z szybkiej, luksusowej ścieżki badań w Szpitalu Południowym. Przekazał je za to Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Afera wokół Dawida Kacprzyka staje się coraz większym ciężarem dla Koalicji Obywatelskiej. Publicyści zaczynają nazywać ją „nowymi ośmiorniczkami”.

I wcale nie dlatego, że to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nadzoruje formalnie Szpital Południowy. Ani nie dlatego, że opisywany salonik VIP i specjalne zasady opieki medycznej miały dotyczyć polityków KO i ich rodzin.

One miały dotyczyć polityków KO, bo sam Dawid Kacprzyk był szefem młodzieżówki KO i członkiem Koalicji Obywatelskiej. Po wybuchu afery Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji poinformował, że 15 czerwca przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.

To właśnie polityczna działalność lekarza nasuwa wątpliwości, co do samego faktu jego zatrudnienia jako szefa SOR. Objął on tę funkcję zaraz po stażu, nie mając nawet jeszcze specjalizacji, a powinien mieć specjalizację z medycyny ratunkowej.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, właśnie ze względu na brak specjalizacji, formalnie szpital zatrudnił w charakterze szefa SOR innego lekarza, który w rzeczywistości jest już na emeryturze.

Dodajmy, że to nie tyle sama wysokość zarobków Dawida Kacprzyka jest tu najbardziej kontrowersyjna, ale fakt, że brał on publiczne pieniądze za pracę, której de facto nie wykonywał. Bo nie mógł.

Według danych udostępnionych przez Szpital Południowy młody lekarz przepracował w 2025 roku 3976 godzin, średnio to 331 godzin w miesiącu, co po odliczeniu dni wolnych od pracy, daje 16 godzin dziennie pięć dni w tygodniu.

A to był dopiero początek jego zawodowych obowiązków. Pracował on jeszcze w trzech innych miejscach w Warszawie, był radnym dzielnicy Ursus, brał udział w posiedzeniach parlamentarnego zespołu ds. badań naukowych i innowacji w ochronie zdrowia, często też występował jako ekspert w radiu i telewizji.

Portal Zero ujawnił kilka dni temu, że w czasie, kiedy zgodnie z grafikiem pracy powinien być w szpitalu, był właśnie w telewizji.

W reakcji na doniesienia medialne, Kacprzyk nie tylko musiał odejść z KO.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zgłosił sprawę Kacprzyka do rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy NIL. Co ciekawe, będzie ona z pewnością rozpatrywana przez rzecznika przy Okręgowej Izbie Lekarskiej innej niż ta w Warszawie, bowiem Kacprzyk właśnie niedawno został wybrany do warszawskiej Okręgowej Rady Lekarskiej, mógłby więc móc wpływać na postępowanie, którego jest przedmiotem.

Tymczasem równolegle kontrole w Warszawskim Szpitalu Południowym zapowiedział NFZ i Urząd m. st. Warszawy, który zresztą kontrolę już rozpoczął w tej placówce 15 czerwca, a kolejne w najbliższych dniach zapowiada również na innych SOR-ach w szpitalach należących do miasta – w Szpitalu Praskim, Szpitalu Czerniakowskim, Szpitalu Wolskim i Szpitalu Bielańskim.

Warszawski ratusz na razie nie jest rozmowny i nie chce komentować, co dokładnie kontroluje, ani kiedy kontrole zakończy i ujawni jej efekty.

Natomiast NFZ wyjaśnia nieco szerzej, że sprawdzi, czy Dawid Kacprzyk rzeczywiście był w pracy wtedy, kiedy był na grafiku, a nadto przeanalizuje krzyżowo grafiki wszystkich placówek, w których pracował lekarz, by zweryfikować, czy nie był w kilku miejscach jednocześnie.

Będą cięcia pensji lekarzy

Afera wokół kariery i zarobków Dawida Kacprzyka zmobilizowała rząd do podjęcia działań mających uporządkować kwestie wynagrodzeń lekarzy. W końcu, bo dotąd rząd tego tematu starał się unikać jak ognia i to mimo iż wiemy, że to właśnie zarobki lekarzy są jednym z ważniejszych czynników wpychającym budżet NFZ w zapaść.

We wtorek 16 czerwca rząd przyjął projekt ustawy, która pozwoli w końcu zbierać prawdziwe dane na temat zarobków lekarzy. Prawdziwe, ponieważ dotąd można było zweryfikować pensję lekarza tylko w jednej placówce, podczas gdy ta sama osoba mogła pracować w kilku miejscach. Czasem jednocześnie.

Dopiero przyjęty właśnie przez rząd projekt pozwala na zbieranie przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL, ewentualnie prawo wykonywania zawodu, co da realny obraz wynagrodzeń lekarzy i pozwoli zlikwidować ewentualne patologie.

Sprawa nabiera tempa, bo okazuje się, że przyjęty przez rząd we wtorek projekt już w środę 17 czerwca wylądował w Komisji Zdrowia, dopisany do harmonogramu obrad w ostatniej chwili.

Sam rzecznik rządu Adam Szłapka natomiast nie ukrywa, że nowe przepisy, czyli zbieranie danych o zarobkach lekarzy po ich PESEL, to krok w kierunku ograniczenia zarobków medyków.

Przeczytaj także: