0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

16:32 20-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dariusz Borowic...

Trzej mężczyźni mieli szpiegować dla Rosji. Zostali aresztowani

ABW zatrzymała trzech Polaków, podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Mężczyźni: A.Ć. (62 lata), D.C. (50 lat) i A.P. (48 lat) nie tylko zbierali dane o rozmieszczeniu wojsk NATO w Polsce, ale też gromadzili pieniądze na sprzęt dla wojsk rosyjskich i przechodzili specjalistyczne szkolenia. Działali na zlecenie Rosjanina współpracującego z FSB. 

Podejrzani o szpiegostwo zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy ABW na polecenie prokuratora z podlaskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Białymstoku. Akcja miała miejsce 12 maja, ale służby poinformowały o niej dopiero teraz.

Co się wydarzyło

Prokuratura zarzuca mężczyznom, że działali na rzecz obcego wywiadu, a także wytwarzali i udostępniali materiały propagandowe i dezinformacyjne. Ponadto mieli publicznie pochwalać prowadzenie wojny napastniczej oraz propagować symbole wspierające agresję militarną Rosji przeciwko Ukrainie.

Jak ujawnili śledczy, mężczyźni angażowali się w gromadzenie pieniędzy na zakup sprzętu, przeznaczonego dla rosyjskiej armii. Zamierzali też realizować akcje sabotażowe i dywersyjne na terenie naszego kraju, a być może także w innych państwach Unii Europejskiej. Żeby się do tego przygotować, przechodzili szkolenia strzeleckie i z taktyki pola walki.

„Podejrzani należeli do nieformalnej prorosyjskiej organizacji paramilitarnej” – poinformował Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej. – „Wykonywali również działania o charakterze stricte wywiadowczym, między innymi udzielali informacji o rozmieszczeniu wojsk NATO na terenie Polski.”

Tego rodzaju działania podejrzani prowadzili od kilku lat, niektóre nawet od 2019 roku. Mężczyznom grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż osiem lat. Zatrzymani nie przyznają się do winy. Sąd zgodził się na zastosowanie wobec nich tymczasowego aresztowania na trzy miesiące.

Jaki jest kontekst

To już kolejne zatrzymanie w Polsce pod zarzutem szpiegostwa. Liczba szpiegów w Polsce wzrosła znacząco po wybuchu wojny w Ukrainie. W latach 2024-2025 na podstawie materiałów zebranych przez ABW wszczęto aż 69 śledztw, dotyczących współpracy z wywiadem rosyjskim lub białoruskim. Natomiast zatrzymano 91 osób podejrzanych o szpiegostwo. Byli to obywatele różnych państw, od Białorusi, Rosji i Ukrainy poczynając, przez Kanadę, na Kolumbii kończąc.

Wielu z nich to tak zwani „jednorazowi agenci”, werbowani przez rosyjskie służby na internetowych platformach, do przeprowadzenia akcji sabotażowych, na przykład podpalenia centrów handlowych. Ale w Polsce działała też kilkudziesięcioosobowa siatka, montująca kamery internetowe przy strategicznych liniach kolejowych. A jednym z ostatnich zatrzymanych był Polak, od lat pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Zobacz więcej

Przeczytaj także:

15:36 20-05-2026

Prawa autorskie: Fred MARVAUX © Unia Europejska 2025 – Źródło: PEFred MARVAUX © Unia ...

Jest porozumienie w UE ws. umowy handlowej z USA

Poganiana przez Trumpa UE dogadała się ws. handlowego porozumienia z USA, ale dopisała do umowy „bezpieczniki”. Państwa członkowskie i Parlament Europejski chcą móc szybko przywrócić cła, jeśli Waszyngton złamie umowę.

Co się wydarzyło?

Instytucje UE osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie wejścia w życie umowy handlowej z USA, którą w sierpniu 2025 roku wynegocjowała Komisja Europejska. Parlament Europejski i Rada UE dogadały się w sprawie treści przepisów, które umożliwiają wejście w życie zakładanych umową obniżek ceł na produkty z USA.

Porozumienie zawarte między Parlamentem Europejskim i Radą UE zakłada, że unijne preferencje celne dla USA nie będą bezwarunkowe. Do przepisów wpisano m.in.:

  • klauzulę ochronną umożliwiającą szybkie reagowanie na szkody dla europejskiego przemysłu wywołane wzrostem importu z USA lub zmianami amerykańskiej polityki celnej, szczególnie dotykającymi małe i średnie przedsiębiorstwa,
  • klauzulę zawieszenia preferencji handlowych wobec USA w razie złamania warunków umowy przez Waszyngton,
  • limit czasowy obowiązywania regulacji, czyli tzw. sunset clause, zgodnie z którą regulacje wygasną po trzech latach i będą wymagały ponownej oceny.

Parlament Europejski naciskał na to, by w umowie znalazły się zapisy dotyczące ochrony europejskiego przemysłu, zwłaszcza małych i średnich firm, oraz mechanizm pozwalający UE wycofać preferencje celne dla USA, jeśli Waszyngton nie dotrzyma warunków porozumienia, i na przykład podniesie cła na któreś z objętych umową kategorii produktów ponad poziom 15 procent.

„Nie zawsze można mieć to, czego się chce, ale jak się postara, to można dostać to, czego się potrzebuje” – powiedział w środę 20 maja Bernd Lange, europoseł grupy Socjaliści i Demokraci, jeden z negocjatorów porozumienia.

Podkreślił, że „UE potrzebuje w relacji z USA przewidywalności”, a bez umowy handlowej USA są w temacie ceł „całkowicie nieprzewidywalne”.

Co zakłada umowa handlowa UE-USA?

USA mają stosować 15-procentowe cła na większość produktów z UE, z wyjątkiem stali, aluminium i miedzi, gdzie utrzymane są wyższe stawki. To ma być stawka maksymalna dla ceł. Czyli na te produkty, na które cła już obowiązują, zostanie ona podniesiona lub obniżona do tego poziomu. UE ma natomiast obniżyć cła na amerykańskie towary przemysłowe do zera oraz objąć preferencjami część produktów rolnych.

PE wywalczył jednak zabezpieczenia: jeśli USA nie obniżą do końca roku ceł na tzw. produkty pochodne ze stali i aluminium do poziomu 15 proc., UE będzie mogła przywrócić cła na odpowiadające im produkty z USA. Całe rozporządzenie ma wygasnąć po trzech latach i zostać ocenione pod kątem skutków dla europejskiej gospodarki oraz zgodności z zasadami WTO.

Lange przyznał jednocześnie, że nie uważa samej umowy za korzystną dla UE. Ocenił jednak, że Komisja Europejska zgodziła się na nią m.in. z powodu presji administracji Donalda Trumpa oraz obaw części państw członkowskich przed ostrzejszym konfliktem handlowym z USA.

„Gdybym był przewodniczącym Komisji Europejskiej, niekoniecznie zawarłbym takie porozumienie. To nierówny układ: 15 procent wobec zera. Myślę jednak, że przewodnicząca Komisji podjęła tę decyzję z dwóch powodów. Podczas rozmów w Szkocji Trump połączył politykę gospodarczą z kwestiami bezpieczeństwa. Mówił: chcemy 15-procentowe cła, a jeśli nie, to Ukrainy możecie bronić sami. Po drugie, w Szkocji pojawiały się obawy, czy wszystkie państwa członkowskie poparłyby twardsze stanowisko. To także wpłynęło na decyzję przewodniczącej Komisji. Tak więc nie uważam, że to dobra umowa, ale Ursula von der Leyen reprezentowała całą Unię Europejską, dlatego stoję za tym porozumieniem. Jednocześnie próbowałem ukształtować je w taki sposób, by nie podważała ona europejskich interesów" – mówił europoseł podczas konferencji prasowej w środę w Strasburgu.

Jaki jest kontekst?

Negocjacje między Parlamentem Europejskim i Radą trwały od jesieni 2025 roku. Pierwotna propozycja Komisji Europejskiej nie zawierała większości zabezpieczeń, których domagał się Parlament Europejski, m.in. klauzuli wygaśnięcia regulacji, mechanizmu ochronnego czy możliwości zawieszenia preferencji handlowych wobec USA. Teraz pytanie, jak na te dodatkowe obostrzenia zareaguje strona amerykańska.

Prace nad przepisami wprowadzającymi w życie postanowienia umowy handlowej UE-USA wydłużył też fakt, że zostały zawieszone po tym, jak Donald Trump zagroził siłowym przejęciem Grenlandii.

Donald Trump już kilkukrotnie okazywał zniecierpliwienie z powodu tego, że porozumienie zawarte między nim a szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen w lipcu 2025, jeszcze nie weszło w życie. Na początku maja zagroził nawet podwyżką ceł na sprowadzane z Europy samochody do 25 proc. i wyznaczył UE termin – 4 lipca, do kiedy oczekuje obniżenia ceł.

Finalne negocjacje między Parlamentem Europejskim i Radą trwały w nocy z 19 na 20 maja. Porozumienie osiągnięto około godz. 2.15 nad ranem. Teraz tekst ma trafić na nadzwyczajne posiedzenie komisji handlu międzynarodowego PE 2 czerwca, a głosowanie plenarne ma się odbyć podczas czerwcowej sesji PE w Strasburgu.

Przeczytaj także:

14:37 20-05-2026

Prawa autorskie: Photo by ATTA KENARE / AFPPhoto by ATTA KENARE...

„NYT”: władzę w Iranie miał przejąć... Ahmadineżad. Dziennik opisuje niedorzeczny plan Izraela

Według „New York Times'a”, osobą, którą miała przejąć władzę po przewrocie w Iranie miał być były prezydent Mahmud Ahmadineżad. Ten sam, który zasłynął z antysemityzmu i negowania Holokaustu

Co się wydarzyło

„New York Times” pisze, że w planie izraelsko-amerykańskiej wojny w Iranie było zainstalowanie u władzy byłego prezydenta tego kraju, Mahmuda Ahmadineżada. Jeśli źródła amerykańskiego dziennika mówią prawdę, jest to zaskakująca wiadomość.

Dziennik twierdzi, że plan szybko upadł. Pierwszego dnia wojny jeden z ataków trafił w okolicy domu Ahmadineżada. Miał on za zadanie uwolnić Ahmadineżada z aresztu domowego — były prezydent był w ostatnich latach marginalizowany. Ahmadineżad szybko jednak zniknął — miał stracić pewność co do planu zmiany władzy. Jego częścią miał też być atak oddziałów kurdyjskich z zachodu, który nigdy się nie wydarzył. „NYT” pisze, że plan opracowali Izraelczycy. Wiele rzeczy jest tutaj niejasnych, w tym np. to, jak miało się udać, zwerbować byłego prezydenta.

Jeśli było tak w rzeczywistości, jest to wówczas pokaz wyjątkowej niekompetencji służb izraelskich. Bardzo trudno zrozumieć, w jaki sposób pojedynczy, izolowany od lat w systemie politycznym Iranu i niepopularny wśród opozycjonistów polityk, miałby skutecznie przejąć władzę dzięki amerykańsko-izraelskim nalotom.

Jednocześnie presja na linii Iran-USA nieustannie rośnie. Donald Trump wczoraj postawił Iranowi kolejne ultimatum. Teraz twierdzi, że Iran ma „2-3 dni” na osiągnięcie porozumienia pokojowego. Dziś Korpus Strażników Rewolucji odpowiedział na słowa Trumpa groźbą. W oświadczeniu formacja militarna przekazała, że jeśli agresja wobec Iranu zostanie powtórzona, Iran rozszerzy wojnę nie tylko na region, ale też znacznie dalej.

Jaki jest kontekst

Plan, o jakim pisze „NYT” jest zaskakujący z wielu powodów. Trudno uwierzyć, by służby izraelskie aż tak nie rozumiały wewnętrznej dynamiki politycznej Iranu. Według planu irański system polityczny miał być na skraju upadku, a amerykańskie i izraelskie naloty miały sprawić, że padnie on w ciągu kilku dni. Tymczasem cały system bezpieczeństwa Republiki Islamskiej trzymał się mocno tak przed wojną, jak i dziś, w trakcie zawieszenia broni, prawie trzy miesiące po ataku.

Mahmud Ahmadineżad był prezydentem Iranu w latach 2005-2013. Na świecie zasłynął z ostrych wypowiedzi antysemickich i negowania Holokaustu. Politycznie był jednak postacią wielowymiarową — nie dawał się łatwo sterować, miał poparcie społeczne części irańskich konserwatystów, szczególnie z warstw niższych. Z Donaldem Trumpem łączy go zamiłowanie do twittowania.

W 2009 roku zdobył mandat na drugą kadencję w prawdopodobnie sfałszowanych wyborach prezydenckich, po których zwolennicy jego przeciwnika, Mir Hosejna Musawiego, zorganizowali masowe protesty, krwawo stłumione przez władze. Najwyższy Przywódca, Ali Chamenei, wsparł Ahmadineżada tuż po ogłoszeniu oficjalnych wyników, zamykając drogę do zmiany. Ale stosunki na linii Ahmadineżad — Chamenei często nie były dobre, szczególnie po prezydenturze Ahmadineżada.

Czy mogły być tak złe, by były prezydent zdecydował się popełnić jedno z najgorszych w Iranie przestępstw, czyli współpracować z izraelskim wywiadem? Na to nie mamy dziś jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli historia zaprezentowana w „NYT” byłaby prawdziwa, wystawiałaby ona jak najgorsze świadectwo profesjonalizmu izraelskim służbom. Tego rodzaju wyciek wywiadowczy do prasy — szczególnie że pochodzi od Amerykanów — może być też próbą kontrolowania opowieści o wojnie. A morał z tej historii jest jasny — to Izrael odpowiada za porażkę planu zmiany władzy.

Nie wiemy też, co o tym wszystkim sądzi sam Ahmadineżad. Po ataku z 28 lutego były prezydent Iranu zniknął i nikt oficjalnie nie wie, gdzie się znajduje.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

13:37 20-05-2026

Prawa autorskie: 12.05.2026 Warszawa , Aleja Jana Chrystiana Szucha 12A , Trybunal Konstytucyjny . Orzeczenie Trybunalu Konstytucyjnego w sprawie zasad i trybu wyboru sedziego Trybunalu Konstytucyjnego . Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl12.05.2026 Warszawa ...

Sędziowie z KRS musieli się spotkać z sędziami TK na ulicy

Trzynaścioro nowych sędziów z Krajowej Rady Sądownictwa chciało porozmawiać z sześciorgiem sędziów wybranych w marcu do Trybunalu Konstytucyjnego. Nie zostali jednak wpuszczeni do budynku TK. Sędziowie musieli się spotkać przed budynkiem

Co się wydarzyło?

Trzynaścioro sędziów wybranych do KRS z rekomendacji koalicji rządzącej pojawiło się w środę 20 maja przed budynkiem Trybunału Konstytucyjnego. Chcieli spotkać się z szóstką sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych w marcu, by porozmawiać z nimi o aktualnej sytuacji w Trybunale. „ Chcemy zobaczyć, jak sytuacja faktycznie w Trybunale wygląda, bo to tej pory mieliśmy tylko medialne informacje na ten temat” – mówił jeden z sędziów z KRS Dariusz Zawistowski.

Sędziowie z KRS nie zostali jednak wpuszczeni do budynku Trybunału. Zeszła do nich rzeczniczka TK Weronika Ścibor – ale tylko po to, by ich wyprosić. „Nie ma zgody na odbywanie jakiegokolwiek spotkania w tym momencie, trwają narady – mówiła sędziom z KRS Ścibor. Dorzuciła, że ”w tym momencie Trybunał Konstytucyjny nie organizuje żadnych spotkań".

Za tą decyzją stoi prezes TK Bogdan Święczkowski.

„Powiedział zdenerwowany, że jeżeli chodzi o naszą czwórkę, to my nie możemy nikogo zapraszać, jeżeli zaś chodzi o pozostałą dwójkę, to teoretycznie, mogą zapraszać, ale za zgodą prezesa, zaś on nie wyraża zgody. Więc efekt tego jest taki sam. Żadnej podstawy nie wskazał” – tak relacjonował tę sytuację jeden z niedopuszczonych do orzekania przez Święczkowskiego nowych sędziów TK Krystian Markiewicz.

Szóstka nowych sędziów TK ostatecznie spotkała się z kolegami z KRS przed budynkiem TK. Następne spotkanie ma się odbyć w siedzibie KRS.

Jaki jest kontekst?

W zeszłym tygodniu Sejm wybrał 15 nowych sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Trzynaścioro z nich to sędziowie rekomendowani przez kluby koalicji rządzącej, a dwóch — przez kluby PiS i Konfederacji. Przed Trybunałem Konstytucyjnym w środę pojawiła się tylko pierwsza trzynastka, sędziowie wybrani z rekomendacji PiS i Konfederacji nie uczestniczyli w spotkaniu.

Przeczytaj także:

W marcu z kolei Sejm wybrał sześcioro nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tylko dwoje z nich zostało zaproszonych do Pałacu Prezydenckiego na ślubowanie. Pozostała czwórka składała ślubowanie przed Marszałkiem Sejmu. Dla prezesa TK Bogdana Święczkowskiego był to pretekst, by dopuścić do orzekania tylko dwoje sędziów zaprzysiężonych przez Karola Nawrockiego. Plan poróżnienia w ten sposób nowych sędziów TK się jednak nie powiódł – Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek (czyli sędziowie zaprzysiężeni przez Nawrockiego) zapowiedzieli, że nie będą orzekać w składach sędziowskich, w których mieliby być obecni również tzw dublerzy. Sprawę opisywał w OKO. press Mariusz Jałoszewski.

Przeczytaj także:

11:24 20-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Konfederacja chce prawnie zakazać adopcji parom LGBT

W przygotowanym przez Konfederację projekcie ustawy czytamy wprost nie tylko o zakazie adopcji, ale i prawnym uniemożliwieniu przysposobienia dziecka małżonka lub małżonki. Podobny projekt, jak pisała WP.pl, miał przygotowywać też rząd Donalda Tuska.

Co się wydarzyło?

Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji, poinformował w środę 20 maja o złożeniu w Sejmie projektu ustawy o „zakazie adopcji homoseksualnych”.

Bosak i Konfederacja postulują zmiany w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Chcą dodać zapis, który zakazywałby przysposobienia dziecka osobom, które są w związku (formalnym lub nie) z osobą tej samej płci. Projekt ustawy zakłada wprowadzenie zakazu nie tylko adopcji dziecka przez parę, ale i przysposobienia dziecka partnera lub partnerki.

Bosak pisze: „Do tej pory [zakaz — przyp.red.] nie był potrzebny, bo sprawa była oczywista. Teraz już oczywista nie jest”.

Skrajnie prawicowy polityk powołuje się na przygotowywany projekt rozporządzenia umożliwiającego transkrypcję aktów małżeństw par jednopłciowych zawieranych za granicą, zgodnie z wyrokami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz polskich sądów nazywając go „realizowaniem lewicowej agendy ideologicznej”.

Bosak w swoim krótkim wpisie powołuje się też na konieczność uchwalenia „jasnych przepisów chroniących dzieci”, kłamliwie twierdząc, że wychowanie dziecka w tęczowej rodzinie miałoby negatywnie wpłynąć na jego rozwój.

To atak na rodzinę

„Ten projekt nie ma na celu ochrony, tylko atak na rodzinę. W imię walki z wyimaginowaną ideologią Konfederacja chce odebrać parom prawo do budowania rodzin, w których dzieci byłyby otoczone opieką, troską, i bezpieczeństwem. To projekt na wskroś zły, bo podszyty hipokryzją i chęcią zdemonizowania i odczłowieczenia osób LGBT+” – komentuje dla OKO.press Przemek Walas, kierownik programowy Kampanii Przeciw Homofobii.

Projekt zostanie przekazany do Sejmu i tam będzie rozpatrywany w trzech czytaniach. Dopiero później, kiedy ewentualnie zyska większość wśród posłów, projekt zostanie przekazany do Senatu i po ostatecznym uchwaleniu mógłby zostać przekazany prezydentowi do podpisu.

Konfederacja ma szansę na przepchnięcie swego projektu dalej tylko, gdy zagłosowałaby za nim cała prawica (od PiS po Konfederację Korony Polskiej) oraz PSL, które otwarcie opowiada się przeciwko adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.

Jaki jest kontekst?

Polska przygotowuje się do regulacji systemowych umożliwiających transkrypcję aktów małżeństwa parom jednopłciowym, które pobrały się za granicą. Premier Donald Tusk przed tygodniem zapowiedział intensyfikację prac nad projektem rozporządzenia. Dziś jest on po konsultacjach międzyresortowych i powinien zostać podpisany w tym tygodniu.

Premier od razu uciął wówczas spekulacje, jakoby nowe regulacje miałyby ułatwić adopcje parom LGBT+. „To nie jest droga do możliwości adopcji. Tutaj jesteśmy jednoznaczni i chciałbym, żeby nie było to przedmiotem dyskusji” – orzekł premier.

Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, rząd sam chciał przygotować projekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wskazującego, że przysposobienia dzieci mogą dokonać tylko pary z heteroseksualnych związków. Projekt ten miał jednak dotyczyć wyłącznie kwestii adopcji.

Szczegółów tego projektu jednak nie ma, co Bosak wykorzystał, cynicznie wskazując: „Wszystkie partie rządowe (poza Lewicą) deklarują, że są przeciwko adopcjom homoseksualnym, więc nie powinno być problemu z zebraniem większości, prawda? Sprawdźmy, czy politycy rządu zagłosują zgodnie z własnymi deklaracjami!” – napisał polityk w mediach społecznościowych.

Jak wylicza Kampania Przeciw Homofobii, w Polsce nawet ok. 50 tysięcy dzieci wychowuje się w tęczowych rodzinach, czyli ma rodziców tej samej płci. „Dzieci wychowywane w tych rodzinach to najczęściej biologiczne dzieci jednej z kobiet. Druga mama, nazywana też czasem „mamą społeczną”, w świetle polskiego prawa nie ma wobec wychowywanych przez siebie dzieci ani żadnych obowiązków, ani żadnych praw” – podkreśla KPH.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: