Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wenezuelski dziennik „El Nacional”: kraj nie radzi sobie ze skutkami trzęsienia ziemi. Ludzie nie czekają na pomoc ratowników i sami, gołymi rękami, próbują odkopać najbliższych spod ziemi. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 1450 osób. Ale za zaginionych wciąż uważa się przeszło 46 tysięcy osób
Na zdj. Akcja poszukiwawcza w miejscowości Caraballeda, stan La Guaira w Wenezueli. Fot. Mauricio Valenzuela / AFP
Niewystarczająca liczba ratowników, problemy ze sprzętem i dostępnością paliwa oraz chaos logistyczny – Wenezuela pogrąża się w kryzysie po środowym trzęsieniu ziemi.
„El Nacional”, niezależny wenezuelski dziennik, na który powołuje się Polska Agencja Prasowa informuje, że w kolejnych miejscowościach, które zawaliły się pod wpływem wstrząsów, pracuje zaledwie po kilku strażaków. Brakuje też sprzętu, który pomógłby podnieść betonowe płyty bloków.
BBC podaje, że bliscy rodzin gołymi rękami przeszukują ruiny zawalonych budynków – i szukają najbliższych. Wenezueleczycy mają pretensje do rządzących, że nie tylko nie pomagają, ale wręcz utrudniają akcję ratowniczą, zamykając ulicę i kierując mieszkańców do wielogodzinnego oczekiwania na specjalne przepustki umożliwiające wejście.
„Trzęsienie ziemi ukazało fuszerkę w projektowaniu wielopiętrowych bloków, których część złożyła się jak domki z kart” – pisze „Wyborcza”. Mieszkańcy Carabelledy dopiero po zawaleniu się ich domów zobaczyli, że ściany ich bloków były wypełnione zaprawą z masy z dodatkiem styropianu. Wykonawcy oszczędzali na materiałach, doprowadzając do tragedii doświadczanej dziś przez tysiące rodzin.
Tragedia przeciążyła szpitale i ośrodki medyczne, które już wcześniej zmagały się z niedoborem leków i personelu, zużytym sprzętem oraz ograniczoną przepustowością. Jak dodał hiszpański portal „El Plural” w wielu miejscach rannych opatruje się na podłodze z powodu braku noszy, a część szpitali nie dysponowała wystarczającym sprzętem chirurgicznym potrzebnym do przeprowadzenia zabiegów ratujących życie. Według doniesień portalu niektóre rodziny musiały płacić setki dolarów za transport karetką, a prywatne kliniki odmawiały przyjęcia pacjentów bez wcześniejszej zapłaty.
Przewodniczący wenezuelskiego parlamentu Jorge Rodriguez ogłosił w niedzielę, że w wyniku trzęsień ziemi zginęło co najmniej 1450 osób, a 3150 jest rannych. Eksperci obawiają się, że ten bilans znacznie wzrośnie. ONZ szacuje liczbę zaginionych na ponad 50 tysięcy. Nadzieję wielu dają jednak historie takie, jak ta, kiedy po 96 godzinach od tragedii spod ruin ratownikom udało się wydobyć ojca i syna. Żyją. Reuters wyliczył, że dotarcie do uwięzionych zajęło 12 godzin.
W niedzielę z gruzów uratowano 60-latkę. Pod ruinami zawalonego budynku spędziła 86 godzin, żyje.
W poniedziałek, 29 czerwca, mija piąta doba od trzęsienia ziemi w Wenezueli. Wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5 nawiedziły północną Wenezuelę w środę wieczorem czasu miejscowego (w nocy ze środy na czwartek w Polsce), powodując rozległe zniszczenia. Uszkodzonych lub całkowicie zawalonych jest ponad 770 budynków.
Była to „największa klęska żywiołowa w historii Wenezueli” – zaznaczył Rodriguez.
Zdaniem El Plural, trudności z koordynacją pomocy humanitarnej doprowadziły także do poważnych problemów logistycznych. Tysiące wolontariuszy przybyło z Caracas z wodą, żywnością, lekami i sprzętem, jednak jedyna droga łącząca stolicę Wenezueli z La Guairą została zablokowana przez prywatne samochody, ciężarówki z pomocą i ciężki sprzęt, uniemożliwiając przejazd karetek oraz pojazdów ratowniczych.
ONZ informuje, że na miejsce zostało wysłanych 39 ekip poszukiwawczych, m.in. z Meksyku, Hiszpanii, Kataru i Stanów Zjednoczonych. Każda z nich liczy od 50 do 100 osób. Łącznie do Wenezueli przybyło ok. 2,7 tysiąca ratowników z zagranicy. Ale i one napotykają trudności. Ratownicy z Kolumbii byli godzinami przetrzymywani przez wenezuelskie służby celne na lotnisku, zanim dostali pozwolenie na wyjazd w miejsce tragedii. Hiszpańscy ratownicy po dwóch dniach oczekiwania na lotnisku na wydanie im wiz ostatecznie postanowili odwołać swój udział w akcji.
Przeczytaj także:
„Oczekuję tylko lojalności. (...) Mamy tysiące żołnierzy w całej Europie. W Niemczech mamy 50 tysięcy żołnierzy. I kiedy mówię do nich: ”Daj buziaka, chcemy tylko małego buziaka, nic więcej„, oni mówią: nie” – to fragment rozmowy Donalda Trumpa z szefem NATO, który seksistowskim porównaniem wyraził swoją dezaprobatę dot. wsparcia Europy w wojnie z Iranem
Donald Trump spotkał się z Markiem Rutte, szefem NATO, w Gabinecie Owalnym. Przebieg spotkania transmitowany był przez Biały Dom na portalu X:
Rozmowę tą można byłoby sprowadzić właściwie do jednego wniosku: prezydent USA jest nadal rozczarowany brakiem chęci państw Europy do wsparcia go w wojnie z Iranem (mimo podpisania memmorandum pokojowego i powstrzymania się od walk, kraje nadal atakują się nawzajem). Trump od samego początku konfliktu na Bliskim Wschodzie regularnie „testuje” reakcje Europy i gani je za brak gotowości do pomocy.
„Byłem rozczarowany. Byłem rozczarowany Włochami. Byłem rozczarowany Wielką Brytanią, (...) byliśmy rozczarowani Niemcami i Francją. Jesteśmy rozczarowani przede wszystkim Hiszpanią” – wyliczał tym razem Trump. Uwagę przykuł jednak seksistowskim, przemocowym i niegodnym urzędu prezydenta USA porównaniem, wskazując, że wystosowywana w kierunku Europy prośba jest w istocie gestem lojalności, bowiem amerykańscy żołnierze stacjonują w tych krajach.
„Oczekuję tylko lojalności. (...) Mamy tysiące żołnierzy w całej Europie. W Niemczech mamy 50 tysięcy żołnierzy. I kiedy mówię do nich: ”Daj buziaka, chcemy tylko małego buziaka, nic więcej„, oni mówią: nie, nie damy rady” – powiedział prezydent Trump.
Prezydenta USA nie zawiodła ... Polska i Karol Nawrocki, którego, jak podkreślał Trump, poparł w wyborach. „Był fighterem, wielkim fighterem” – określił dodając, że jego wygrana była największą sensacją w dobie wolnej Europy po 1989 roku. Trump wskazał, że jego sojusznikiem jest również prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, którego darzy szacunek – i że na prośbę którego w ogóle pojawi się na szczycie NATO w Turcji. Spotkanie to zaplanowano na 7 lipca.
Niewykluczone, że USA zrewiduje decyzję o wykluczeniu Turcji z programu F-35 w związku z kupnem rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400. I sprzeda im silniki odrzutowe i samoloty F-35.
Rutte, szef NATO, próbował bronić Europy i wskazywał na wzrost wydatków, które kraje wydają na obronność. Rutte nazwał to „bilionem Trumpa”, łechtając tym ego prezydenta USA. Szef NATO wskazał też, że to z Europy wyruszyło 4-5 tysięcy samolotów do Iranu – ku krytyce m.in. włoskiego rządu, który potem podniósł, że zezwolił jedynie na loty techniczne i logistyczne.
Donald Trump wielokrotnie groził wycofaniem USA z sojuszu NATO. Ostatnio w kwietniu tego roku. Domagał się, by członkowie sojuszu przestali polegać na Ameryce w kwestii pomocy obronnej. Pentagon zapowiedział już, że wycofa część swojego sprzętu z regionu, wycofał żołnierzy z Rumunii i Niemiec.
Jak pisał w OKO.press Michał Piekarski, od kilkudziesięciu lat w Europie Zachodnie stacjonują przede wszystkim siły lotnicze, w tym strategicznie ważne dla USA bazy wojskowe jak Lakenheath, Aviano czy Ramstein. Do tego należy dodać oddziały wojsk lądowych, w tym jeden pułk (de facto brygadę zmotoryzowaną), brygadę spadochronową oraz oddziały wsparcia, w tym brygadę artylerii, jak również wojska specjalne.
Na wschód od Niemiec siły stale obecne są już niewielkie. Są to przede wszystkim instalacje obrony przeciwrakietowej, w tym baza w Redzikowie. Po agresji Rosji na Ukrainę od 2014 roku siły te są wzmacniane – początkowo odbywało się to poprzez rozmieszczenie na wschodniej flance NATO jednej brygady wojsk lądowych oraz jednej brygady lotnictwa śmigłowcowego. Po 2022 roku w Polsce stacjonować zaczęły dwie brygady wojsk lądowych oraz brygada lotnicza, wspierane przez wspomniane już siły stacjonujące w Europie Zachodniej. Nie są jednak tu obecne na stałe. Żołnierze i sprzęt zmieniają się co kilka miesięcy, a więc nie ma potrzeby budowania dużych stałych baz, w których przez kilka lat przebywają żołnierze wraz z rodzinami.
Sytuacja ma się jednak zmienić. 16 czerwca polski rząd przyjął projekt uchwały w sprawie utworzenia w Polsce stałej bazy dla amerykańskich wojsk w Polsce. Na razie nie wiadomo, kiedy baza miałaby zostać zbudowana, dla ilu żołnierzy i kiedy ci właściwie mieliby zacząć na stałe stacjonować w kraju.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Ciało 60-latki znaleziono na zamkniętym kąpielisku. Kobieta miała na sobie strój kąpielowy, obok leżał olejek do opalania. Policja w Chełmie bada okoliczności śmierci pierwszego w tym roku w Polsce zgonu z powodu upałów. WHO wylicza: w ostatnim tygodniu odnotowano przeszło 1,3 tysiąca śmierci związanych z upałami w Europie
„Niestety, dzisiaj na zamkniętym z powodu rewitalizacji kąpielisku Glinianki zmarła kobieta. Prawdopodobną przyczyną zgonu była reakcja organizmu na wysokie temperatury” – przekazał Jakub Banaszek, prezydent Chełma.
Ciało 60-latki znaleziono w niedzielę, 28 czerwca, ok. 16:40, na terenie zamkniętego z powodu remontu kąpieliska. Teren, jak potwierdza prezydent miasta, został zamknięty i wyłączony z użytkowania – najprawdopodobniej aż do przyszłorocznych wakacji. Kobieta złamała jednak zakaz wejścia na ten teren. Jak podaje policja, kobieta miała na sobie strój kąpielowy. Obok ciała leżał olejek do opalania, torebka.
To pierwsza ofiara upałów w Polsce, z jakimi zmaga się cała Europa. W niedzielę w Polsce rekord ciepła padł w Słubicach, gdzie termometry pokazały 40,5 stopnia Celsjusza. W Toruniu – 40,3.
Wiele muzeów i kawiarni w całym kraju skraca godziny otwarcia lub w ogóle się zamyka. Koleje odwołały nawet 130 kursów, a częśc realizowanych połączeń notuje opóźnienia z powodu awarii trakcji. Rekordowo wysokie temperatury notujemy w Polsce od soboty. Instytut Metorologii i Gospodarki Wodnej wydał dla całego kraju ostrzeżenia II i III stopnia przed wysokimi temperaturami – w trzystopniowej skali. Termometry jeszcze przed południem wskazują nawet 30 stopni Celsjusza.
W Kozienicach o 8 rano mieszkańcy notowali temperaturę rzędu 31,1 stopnia, w Słubicach, gdzie było najchłodniej – 21,2.
Popołudniu, w godzinach 15:00-19:00 prognozowana temperatura maksymalna wyniesie 36-38°C, punktowo nawet 39°C. Synoptycy ostrzegają przed silnymi burzami z deszczem i gradem w drugiej połowie dnia, które mogą spowodować wezbranie rzek.
Z upałami mierzy się cała Europa – zbierając śmiertelne żniwo. Francuska Narodowa Agencja Zdrowia Publicznego poinformowała w niedzielę, że od minionej środy zarejestrowano około tysiąca zgonów więcej w porównaniu z poprzednimi miesiącami.
Światowa Organizacja Zdrowia podsumowała, że od 21 czerwca odnotowano ponad 1300 zgonów, które łączone są z upałami. Z ekstremalnie wysokimi temperaturami zmaga się nawet 150 milionów osób.
„Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem na Ziemi; z powodu zmiany klimatu i jego ocieplania się fale gorąca, które niegdyś nazywano historycznymi, teraz występują co roku” – napisał Tedros Adhanom Ghebreyesus, szef WHO, w serwisie X.
„New Scientist” podaje, że tegoroczna fala upałów jest najgorętszą, jaką kiedykolwiek odnotowano w Europie. Naukowcy nie mają wątpliwości, że tak wysokie temperatury spowodują tysiące zgonów.
Jak tłumaczył w OKO.press Wojciech Kość, obecna fala upałów nad Polską jest skutkiem powstania nad naszym krajem tzw. kopuły ciepła. Ta tworzy się, gdy nad danym obszarem rozbudowuje się wyż oraz tzw. inwersja wyżowa. To warstwa ciepłego i bardzo suchego powietrza na wysokości około 1–2 km. Warstwa ta blokuje pionowe ruchy powietrza, przez co powietrze zalegające przy ziemi nie miesza się z tym wyżej.
Jeśli pod taką warstwą znajdzie się ciepłe i suche powietrze – a z tym mamy do czynienia aktualnie nad Polską – każdego dnia nagrzewa się ono coraz mocniej od rozgrzanego słońcem gruntu.
Około dwóch tygodni temu takie właśnie warunki pogodowe powstały w Europie Zachodniej na skutek napływu upalnego powietrza znad Sahary. Doprowadziło to do rekordowych upałów we Francji.
Teraz gorące powietrze przesunęło się znad Francji na wschód, gdzie ponownie zostało zablokowane przez inwersję wyżową, tym razem ulokowaną mniej więcej w pasie od wybrzeża Morza Bałtyckiego na styku Polski i Niemiec aż po Czechy, wschodnią Austrię i Węgry.
Do niedzieli oficjalny rekord wynosił 40,2°C i pochodził z lipca 1921 roku z Prószkowa (wtedy Proskau w Niemczech) pod Opolem. W całej historii pomiarów na obecnym terytorium Polski temperaturę 40°C lub wyższą potwierdzono – znów: do dzisiaj – tylko dwa razy. Również w lipcu 1921 roku równo 40°C zmierzono w Zbiersku pod Kaliszem.
Przyczyną ekstremalnych temperatur, coraaz większej liczby upalnych dni, suszy i podnoszącej się średniej temperatury jest kryzys klimatyczny i globalne ociepleenie.
Jak pisze Kość, za serwisem World Weather Attribution, który zanalizował francuskie upały: „W 1976 roku, gdy padła część wcześniejszych europejskich rekordów temperatury, wartości notowane w 2026 roku byłyby w czerwcu praktycznie niemożliwe. Byłyby też bardzo mało prawdopodobne o jakiejkolwiek porze roku. W 2003 roku, podczas pierwszej wielkiej fali upałów tego stulecia, taki upał w ciągu dnia nadal byłby skrajnie rzadki — około 10 razy mniej prawdopodobny niż dziś. Z kolei nocne temperatury takie jak w czerwcu tego roku byłyby w 2003 roku ponad sto razy mniej prawdopodobne” — czytamy w opracowaniu.
Warunki takie jak w czerwcu 2026 roku będą więć zdarzać się coraz częściej.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Prezydent Ukrainy chce budowy Panteonu Narodowego, w którym zostaną upamiętnione osoby walczące o wolność tego kraju. Decyzję ogłoszono w Dniu Konstytucji. „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” – ogłosił Wołodymyr Zełenski. Wśród polskich polityków zawrzało
Projekt ustawy przewidującej utworzenie Panteonu Narodowego w Ukrainie skierował do Rady Najwyższej sam prezydent. Panteon, jak podniósł Zełenski, ma być miejscem symbolicznego uhonorowania wszystkich tych, którzy dziś i na przestrzeni wieków walczyli o wolność i niepodległość Ukrainy.
„Nazwiska wszystkich bohaterów, którzy w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę oraz inspirowali Ukrainę, zostaną zebrane i na zawsze zapisane w naszej historii – wielką literą, z najwyższym szacunkiem i należytą troską ze strony naszego państwa, Ukrainy, które szanuje samo siebie, ceni swoich obywateli i chroni to, co do niego należy. Nasze prawo do bycia Ukraińcami. To jest bardzo ważne” – powiedział Wołodymyr Zełenski.
Z projektu ustawy wynika, że w ukraińskim Panteonie Narodowym może zostać uczczona pamięć:
W projekcie czytamy, że do Panteonu nie trafią nazwiska osób, na których ciążą prawomocne wyroki skazujące za przestępstwa z zakresu bezpieczeństwa narodowego Ukrainy, przeciwko pokojowi, bezpieczeństwu ludzkości i międzynarodowemu porządkowi prawnemu, albo które są karane z ukrainskich zapisów:
Zełeński, informując o przygotowanym projekcie, dodał, że:
„Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” – mówił w Dniu Konstytucji Ukrainy prezydent.
W podobnym tonie wypowiedział się szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, Kyryło Budanow. „Już nigdy nikt nie będzie dyktował Ukraińcom, jakich bohaterów mają czcić, jakie święta obchodzić ani jakiej historii się uczyć. Nasi przodkowie przez stulecia walczyli o prawo do wolności wyboru i niepodległości państwa. Dziś za to samo prawo nasi żołnierze przelewają krew. Pamięć o nich musi trwać wiecznie” – napisał na X.
Trudno tej wypowiedzi nie wiązać ze sporem, jaki od kilku tygodni toczy się na linii relacji polsko-ukraińskiej po tym, jak jedna z tamtejszych jednostek wojskowych została nazwana imieniem „bohaterów UPA”.
Polscy politycy, niezależnie od politycznych upodobań, już – krytycznie – odnieśli się do słów prezydenta Ukrainy, zbijając przy tym polityczny kapitał.
Były premier Mateusz Morawiecki uznał, że słowa prezydenta Ukrainy są „policzkiem wymierzonym Polsce”. Obwinił o to „służalczą politykę rządu Donalda Tuska, który (...) pozwala Kijowi przekraczać kolejne granice”.
„Ukraina nie będzie nam mówić, że ludobójcy z UPA i Bandera są ”bohaterami„, których nikt nie ma prawa oceniać. Polska ma nie tylko prawo, ale obowiązek powiedzieć jasno: kult zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordowanie polskich dzieci, kobiet i całych wsi zamyka Ukrainie drogę do europejskiej wspólnoty wartości” – napisał na X były premier, który zażądał od polskiego rządu zakończenia rozmów dot. negocjcaji Ukrainy z Unią Europejską.
„Ukraina nie chce wchodzić do UE przez przedsionek Polski, chce wejść od razu przez Bramę Brandenburską” – okrzyknęła na X Anna Maria Żukowska z Lewicy. „Ponieważ po Sowietach odziedziczyła przekonanie, że Polska to żadna Europa. Europa zaczyna się dopiero w Berlinie Zachodnim. Polska z tej odbudowy będzie miała mniej więcej tyle, co z odbudowy Iraku. Nikt nas tak naprawdę tam nie chce” – napisała przewodnicząca klubu Lewicy.
„Jeśli Zełenski sądzi, że eskalując konflikt z Polską, Ukraina wejdzie do UE, to może bardzo się rozczarować” – napisał z kolei poseł KO Robert Kropiwnicki. A Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezydentka Warszawy z ramienia KO porównała postawę Zełenskiego do Winstona Churchilla.
„Wiele miesięcy temu powiedziałam w PE, że Ukraina wygra wojnę z Rosją. Ale prezydent Zełenski w ramach poszerzenia wiedzy o faktach historycznych powinien wiedzieć, że Churchill, który wygrał II wojnę światową jako jedyny lider ówczesnej Europy, przegrał wybory. I przestrzegam Zełenskiego przed ewentualnymi rządami generałów. Niech cierpliwie czeka na następne wybory. Churchill wygrał” – napisała Gronkiewicz-Waltz na X.
27 maja Zełenski ogłosił, że nadał imię „Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii) Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Przeczytaj także:
Ukraińska Powstańcza Armia to dla Ukraińców symbol walki z Rosją. Dla Polaków jednak UPA nieodwracalnie wiąże się ze zbrodnią wołyńską. „Pamięć o niepodległościowym podziemiu daje Ukraińcom siłę w walce z rosyjskim agresorem, a UPA w powszechnym odbiorze nie jest kojarzona z rzezią wołyńską” — pisał na łamach OKO.press Edwin Bendyk.
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski również ocenił w rozmowie z OKO.press, że dla wielu Ukraińców UPA pozostaje przede wszystkim symbolem walki o niepodległość, a świadomość znaczenia zbrodni wołyńskiej jest na Ukrainie znacznie mniejsza niż w Polsce.
Decyzja prezydenta Ukrainy, związana najpewniej z chęcią zwrócenia się Zełenskiego w stronę konserwatywnego elektoratu i obudzenia propatriotycznych postaw, których finałem mógłby być wzrost liczby osób, która zaciąga się do ukraińskiej armii, rozsierdził relacje polsko-ukraińskie.
Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu order Orła Białego, byli prezydenci Ukrainy – Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko – sami zrzekli się Orderu, a wysokiej rangi urzędnicy, w tym minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oraz ambasador w Polsce Wasyl Bodnar, oddali polskie odznaczenia państwowe. Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział zwrot ukraińskiego Orderu Księcia Jarosława Mądrego. Relacje polsko-ukraińskie są napięte, prezydent Ukrainy nie przyjechał do Polski na Konferencję Odbudowy Ukrainy.
Anna Mierzyńska z OKO.press, w toku internetowego śledztwa ustaliła, że zanim Nawrocki ogłosił, że może odebrać Zełenskiemu Orderu Orła Białego, pomysł propagowały osoby szerzące treści zbieżne z kremlowską propagandą, m.in. Małgorzata Zych i Leszek Miller. A podsuwały go białoruskie i rosyjskie kanały propagandowe.
Przeczytaj także:
„To nie jest epizod pogodowy”. 50 naukowców zwróciło się z dramatycznym apelem do parlamentarzystów o rozpoczęcie debaty o sposobach ograniczania przyczyn kryzysu klimatycznego. „Polacy właśnie rozpoczęli wakacje w warunkach jednej z najintensywniejszych fal upałów, jakie dotknęły nasz kraj w ostatnich latach” .
„To, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat” – piszą sygnatariusze apelu.
"Wciąż brakuje spójnej, opartej na wiedzy naukowej strategii przygotowania Polski na coraz częstsze fale upałów, susze i gwałtowne opady. Brakuje systemowych działań
„Każdy hektar zniszczonego lasu, osuszonego torfowiska czy wyciętej alei starych drzew oznacza utratę naturalnych mechanizmów chroniących społeczeństwo przed skutkami suszy, upałów i powodzi, której nie zastąpi żaden fundusz odbudowy”.
Przeczytaj także:
Polacy właśnie rozpoczęli wakacje w warunkach jednej z najintensywniejszych fal upałów, jakie dotknęły nasz kraj w ostatnich latach. Prognozy meteorologiczne wskazują, że w wielu miejscach Polski temperatury przez kolejne godziny będą przekraczać 35°C, a noce nie przyniosą oczekiwanego i tak nam wszystkim potrzebnego ochłodzenia.
Dla milionów osób oznacza to nie tylko dyskomfort, lecz także realne zagrożenie dla zdrowia.
Mieszkańcy miast szukają schronienia w klimatyzowanych pomieszczeniach, rodzice ograniczają aktywności dzieci na świeżym powietrzu, a seniorzy i osoby przewlekle chore trafiają do szpitali z powodu odwodnienia i przegrzania organizmu. W popularnych miejscowościach wypoczynkowych nad morzem, jeziorami i rzekami tłumy szukają ochłody, podczas gdy w wielu regionach kraju utrzymuje się niski poziom wód, będący skutkiem długotrwałej suszy. Rolnicy alarmują o stratach w uprawach, które przełożą się na wzrost cen żywności odczuwalny przez wszystkich obywateli.
To, czego doświadczamy na początku tegorocznych wakacji, nie jest pojedynczym epizodem pogodowym. Jest częścią długoterminowego trendu ocieplania się klimatu, którego konsekwencje środowiska naukowe opisują od wielu lat.
Coraz częstsze i dłuższe fale upałów, przedłużające się okresy suszy oraz gwałtowne opady i nawałnice stają się trwałym elementem rzeczywistości społecznej, gospodarczej i przyrodniczej Polski.
Konsekwencje tych zmian są już widoczne. Rosną koszty energii potrzebnej do chłodzenia budynków, zwiększa się liczba hospitalizacji związanych z wysokimi temperaturami, pogarszają się warunki życia w gęsto zabudowanych miastach, a przyroda doświadcza coraz większej presji. Coraz częściej zagrożone są również podstawowe elementy bezpieczeństwa obywateli – dostęp do wody, stabilność produkcji żywności czy odporność infrastruktury na ekstremalne zjawiska pogodowe.
Chcemy przy tym podkreślić, że przyroda nie jest jedynie ofiarą kryzysu klimatycznego. Jest jednym z najbardziej skutecznych narzędzi obrony obywateli przed jego skutkami. Każdy hektar zniszczonego lasu, osuszonego torfowiska czy wyciętej alei starych drzew oznacza utratę naturalnych mechanizmów chroniących społeczeństwo przed skutkami suszy, upałów i powodzi, której nie zastąpi żaden fundusz odbudowy. Ochrona przyrody pozostaje najbardziej niedocenionym instrumentem polityki klimatycznej.
Od lat ostrzegamy przed skutkami zaniechań w obu tych obszarach. Władze mają pełen dostęp do komunikatów Komitetu ds Kryzysu Klimatycznego Polskiej Akademii Nauk.
Niestety, nadal nie widzimy działań politycznych odpowiadających skali zagrożenia. Kolejne rządy zbyt długo odkładały decyzje dotyczące transformacji energetycznej i adaptacji do zmiany klimatu, podczas gdy obywatele, samorządy i przedsiębiorcy coraz częściej samodzielnie podejmują wysiłki zmniejszania emisji i dostosowywania się do nowych warunków.
Wciąż brakuje spójnej, opartej na wiedzy naukowej strategii przygotowania Polski na coraz częstsze fale upałów, susze i gwałtowne opady. Brakuje systemowych działań chroniących mieszkańców przed przegrzewaniem miast, zwiększających retencję wody, wzmacniających odporność infrastruktury oraz wspierających społeczności najbardziej narażone na skutki zmiany klimatu.
Dlatego apelujemy o rozpoczęcie poważnej debaty parlamentarnej na temat sposobów ograniczania przyczyn kryzysu klimatycznego oraz przyspieszenia działań adaptacyjnych. Pytamy: jakie działania podejmuje państwo, aby chronić obywateli przed skutkami zmiany klimatu wywołanej działalnością człowieka?
Pierwsze dni tegorocznych wakacji pokazały, że problem nie należy do odległej przyszłości. Jest obecny tu i teraz – na ulicach naszych miast, w gospodarstwach rolnych, w szpitalach, w domach osób starszych i na terenach wypoczynkowych. Każdy kolejny rok zwłoki będzie zwiększał koszty społeczne, gospodarcze i środowiskowe.
Bez zdecydowanych działań trudno będzie zapewnić bezpieczną przyszłość obywatelom Polski. Jesteśmy otwarci na rozmowę i gotowi wspierać Państwa pracę nad mapą drogową dekarbonizacji i działań adaptacyjnych, zgodną z najnowszą wiedzą naukową.